Reklama

Kwiaty na alejce Jagodowej zalała woda a jego - żal

Działkowiec z alejki Jagodowej ma pretensje do byłego prezesa ogródków, że zasypany został nieużytek służący jako naturalny rezerwuar nadmiaru wód opadowych. W rezultacie ogródek działkowca z Jagodowej stoi od miesięcy w wodzie. Były prezes uważa, że za stan ogródka odpowiada nie zarząd, a użytkownik działki. Konflikt otarł się o organy ścigania.

Tak wygląda teraz działka Estery Chrząszczak na wysokości wyjścia na alejkę fot. Karol Gapiński

     AZYL DLA WNUCZKI
     Stanisław Dobrzelecki ze Żnina 16 lat temu nabył prawa dla swojej wnuczki Estery Chrząszczak do użytkowania działki w kompleksie Rodzinnych Ogródków Działkowych im. XXV-lecia w Żninie. Ogródek ten mieści się przy alejce o nazwie Jagodowa. Jest na nim altanka i barierki przy ukwieconych ścieżkach. A w zasadzie trzeba napisać, że ukwieconych kiedyś, bo od około roku niewiele już z tych kwiatów zostało.
     - Barierki zamontowałem z uwagi na to, że wnuczka jest osobą niepełnosprawną. Porusza się na wózku, choć może też stanąć na własnych nogach pod warunkiem, że ma się czego złapać. Dlatego ta barierka. Wnuczka kocha kwiaty i dzięki temu, że mogła na działkę wjechać i poruszać się po niej, tymi kwiatami mogła również cieszyć swoje oczy. Tak było przez 16 lat. Ponieśliśmy niemały wkład, żeby na tej działce było pięknie. Kupowaliśmy i sadziliśmy drzewka owocowe. Kwiaty też mieliśmy tutaj różnego rodzaju, w tym wspaniałe tulipany, nie jedno, lecz wielokwiatowe, które rodzina kupowała w naszym imieniu na plantacjach ogrodniczych w Holandii. Ponieśliśmy duże wydatki na ten nasz ogródek, ale było warto. On po prostu cieszył zmysły - opowiada Stanisław Dobrzelecki.
     - To prawda. Ja nie mam zbyt wielu radości na co dzień w życiu i ten ogródek był takim miejscem, gdzie mogłam trochę szczęścia zaznać. Uwielbiałam to miejsce - mówi Estera Chrząszczak.
     ZALANA ALEJKA I DZIAŁKA
     Ze względu na to, że wnuczka nie porusza się normalnie, Stanisław Dobrzelecki zwykle zawoził ją alejkami działkowymi do bramy ogródka. Obecnie - i jest tak od roku, jak podkreśla Stanisław Dobrzelecki - ten dojazd jest już praktycznie niemożliwy. Mianowicie już na odcinku alejki Jagodowej prawie na wysokości ich działki powstało bajorko pełne wody i błota. Wprawdzie niedaleko jest na tej alejce studzienka deszczowa, ale od roku kanalizacja nie spełnia już swoich funkcji.
     - To wszystko przez upór byłego prezesa ROD, pana Wiesława Zaremby. On od początku swego prezesowania miał ochotę zasypać nieużytkowaną działkę przy naszej alejce. A tamta działka tworzyła naturalny rezerwuar dla nadmiaru wód opadowych. Kilkanaście lat temu poprzedni zarząd przyjął deklarację kilkunastu użytkowników działek, że chcą oni, ażeby ten nieużytek został naturalnym terenem do zbierania nadmiaru wody. Teraz został zasypany i te wody niestety zostają i na alejce, i przede wszystkim na naszej działce, choć w mniejszym stopniu, również na sąsiednich. Tej wody jest tak dużo, że nawet jeśli mamy dłuższy okres bez deszczu, to woda stąd, i tak nie zdąży wyschnąć. Przychodzą kolejne deszcze i wody na nowo przybywa - opowiada Stanisław Dobrzelecki. Pokazuje nam przy tym chore od nadmiaru wody drzewka i przegniłe badyle po kwiatach, które stoją teraz w wodzie. - Tu chyba ryż musiałbym uprawiać, żeby to miało jakiś sens. Moim zdaniem pan Wiesław Zaremba powinien teraz przeciągnąć kanalizację od studzienki przez tę zasypaną ze względu na jego widzimisię działkę, aż na teren bagna za kompleksem ogródków. Oczywiście, nawet jeśli już nasza działka będzie miała na powrót normalne odprowadzenie wody deszczowej, to i tak za zakup nowych roślin i stracony czas, który one potrzebują, by urosnąć tak jak rosły przed rokiem, pan Wiesław Zaremba powinien osobiście zapłacić. Nie z pieniędzy z opłaty działkowej, a z własnych, bo to jego decyzja to wszystko sprawiła - uważa Stanisław Dobrzelecki.
     Wiosną br., gdy po zimie wody gruntowe zaczynały opadać na działkach, ogródek Estery Chrząszczak nadal był zalany, i dla Stanisława Dobrzeleckiego było jasne, że przyczyną jest brak drożnej kanalizacji deszczowej. Złożył więc do zarządu ROD wniosek pisemny o naprawienie tego stanu rzeczy. - Teraz zarząd oraz były prezes twierdzą, że pisemną odpowiedź mi wysłali przez skrzynkę pocztową w bloku, gdzie mieszkamy. Dziwnym trafem tej odpowiedzi nie znalazłem w skrzynce - mówi Stanisław Dobrzelecki.
     Wiesław Zaremba, były prezes ROD, zapewnił w rozmowie z nami, że pismo na adres Estery Chrząszczak zamieszkałem przy ul. Kopernika 2 wrzucił do skrzynki. - Oczywiście, wrzuciłem osobiście, tym bardziej o tym pamiętałem, że przechodzę tam codziennie. Mieszkam w tym samym bloku. Nie poczuwam się do odpowiedzialności za wodę na działce pani Estery Chrząszczak. Od początku mówiłem, że musimy się uzbroić w cierpliwość i czekać na poprawę aury wiosennej, aby poziom jeziora obniżał się, jak ma to miejsce co roku. Za to, jak wygląda działka, na której gospodaruje użytkownik, nie odpowiada ani prezes, ani zarząd. Jest to zapisane w regulaminie, że za stan działki odpowiada jej użytkownik. To tak daleko idące prawo użytkownika do decydowania o tym, co się dzieje na jego działce, że nawet jeśli przykładowo u sąsiada rośnie rozłożyste drzewo, którego gałęzie dają cień na sąsiednią działkę, to jej właściciel ma prawo zażądać przycięcia tego drzewa od jego właściciela. Jeśli zaś tamten nie dostosuje się w terminie 14 dni od rozmowy, to wtedy sąsiad, na którego działkę pada cień, może gałęzie po swojej stronie płotu z nieswojego drzewa samemu przyciąć. To oczywiście przykład niezwiązany z tą sprawą, ale chcę w ten sposób dać do zrozumienia po prostu, że jeśli działkowiec ma zalaną działkę, to sam powinien sobie założyć odpływ do studzienki na alejce. Zarząd ogródków ma natomiast obowiązek dbać o alejki - powiedział Wiesław Zaremba.
     W tym miejscu podkreślmy, że w rzeczywistości alejka Jagodowa na wysokości działki Estery Chrząszczak jest tak samo zalana wodą, jak i sama działka.

Estera Chrząszczak nie może ani wjechać wózkiem na swoją działkę, ani też nie nacieszy już swoich oczu pięknem kwiatów, które miała tam nasadzone. Pozostaje jej tylko oglądanie starych zdjęć w telefonie z czasów, gdy działka nie miała jeszcze zasypanego odpływu nadmiaru wód deszczowych i kwitły na niej kwiaty. fot. Karol Gapiński

     DONIESIENIE NA POLICJĘ
     Stanisław Dobrzelecki wiosną, ponieważ nie doczekał się działań zarządu ogródków, złożył doniesienie na policję w tej sprawie. Domagał się podjęcia śledztwa i ukarania winnych. Policjanci przesłuchali zarząd, a ten stwierdził, że działka jest zalana przez to, że woda w jeziorze jest wysoka.
     - Prokurator podjął decyzję o braku podstaw do wszczęcia dochodzenia. Ja to zaskarżyłem do Sądu Rejonowego i moje odwołanie ma być rozpatrzone 24 sierpnia - opowiada Stanisław Dobrzelecki.
     WPŁYW POZIOMU JEZIORA
     Obecny prezes ROD Zbigniew Prywer uważa, że rzeczywiście wyższy niż w poprzednich latach poziom wody w Jeziorze Czaplem spowodował podtopienie działki Estery Chrząszczak. Od 1970 r., kiedy powstały ogródki przy ul. Szkolnej, takie sytuacje nie były rzadkością.
     - To jest kpina, taka argumentacja. Jakim cudem wysoki poziom wody w jeziorze może być powodem zalania naszej działki, która jest około 400 m od brzegu jeziora a po drodze do niej, już w samym kompleksie znajduje się kilkaset innych działek bliżej tego jeziora i one pozostają suche? - denerwuje się Stanisław Dobrzelecki.
     - Ponieważ działka pani Chrząszczak jest niżej położona - odpowiada na to Zbigniew Prywer.
     Obecny wiceprezes Piotr Braciszewski powiedział nam, że działka, którą Stanisław Dobrzelecki chciałby widzieć jako teren, na który odpływają wody deszczowe z jego działki, w rzeczywistości była do zeszłego roku wykorzystywana jako śmietnik przez niektórych działkowców. Wyrzucali oni na niej stare tapczany i inne meble. Dzięki temu, że teren ten został uporządkowany, wszystko wygląda estetyczniej.
     Decyzję podjętą przez zarząd ROD jeszcze pod przewodnictwem Wiesława Zaremby pochwalił też Marian Bień, sekretarz Okręgowego Zarządu Polskiego Związku Działkowców. - Myślę, że dobrym przykładem jest inicjatywa działkowców na drugim końcu tych ogródków, którzy sami wyszli z inicjatywą, że bez zamawiania firmy z zewnątrz wybudują kanalizację deszczową, a zarząd wyasygnuje pieniądze na zakup materiałów. Jeśli taką inicjatywę podjęliby działkowcy także w innych częściach kompleksu, w tym na terenie, o którym mowa w tym przypadku, to byłaby to cenna inicjatywa - ocenił Marian Bień. - Ja wcześniej próbowałem zainteresować pana Wiesława Zarembę i Zbigniewa Prywera naszą częścią ogródków, żeby omówić, w jaki sposób wykonać odprowadzenie wody. Niestety nie zainteresowali się wtedy tematem. Pan Zbigniew Prywer przyszedł do mnie i obiecał, że coś z tym zrobi. Na słowach jednak tylko się skończyło - podsumował Stanisław Dobrzelecki.
     - Zwracam uwagę, że użytkownicy działek sąsiadujących z działką użytkowaną przez pana Dobrzeleckiego i jego wnuczkę podnieśli ich poziom poprzez nawożenie ziemi. Natomiast pan Stanisław Dobrzelecki nic z tym nie robił i jego działka jest niżej położona od innych. Poziom zaś wody gruntowej, czy to 100 czy to 400 m od jeziora jest taki sam, więc to akurat działka pana Stanisława Dobrzeleckiego jako położona niżej została zalana w przeciwieństwie do innych - skwitował prezes Zbigniew Prywer.

Reklama

Karol Gapiński
Pałuki nr 1332 (34/2017)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości