Reklama

Ludwika Śniadecka - między miłością a polityką

Ludwika Śniadecka – Sadyk miała zadziwiająco wiele twarzy. Dla Michała Czajkowskiego była aniołem i towarzyszką emigracyjnego życia przez ponad dwie dekady, dla Adama Mickiewicza była polską patriotką, sawantką o surowej twarzy i wyrazistych oczach. Dla bratanków i siostrzeńców - zbuntowaną ciotką, której imienia nie wolno było w domu nawet wspominać. Dla miłośników twórczości Słowackiego pozostawała dziewczyną, Muzą, która dała wielkiemu wieszczowi kosza. Dla wielu została zdrajczynią wiary katolickiej, chociaż od nawrócenia była wierną wyznawczynią katolicyzmu. Jeszcze dla innych była po prostu oczytaną kobietą, która nie wahała się podążać za marzeniami - nawet wbrew własnej ukochanej rodzinie, mimo własnych słabości, mimo mnóstwa nakazów i zakazów epoki, w której żyła. Rozmowa z Tomaszem Kardasiem dotyczy Ludwiki Śniadeckiej, która co prawda w Żninie się nie urodziła, ale z jej to przyczyny w książce Tomasza Kardasia znajdują się słowa "rodem ze Żnina".

Dominik Księski: Gościmy dzisiaj pana Tomasza Kardasia, autora książki "Wielcy Polacy rodem ze Żnina – Janicjusz, Gliczner, Śniadeccy", a rozmawiać będziemy o córce Jędrzeja Śniadeckiego, Ludwice Śniadeckiej. Proszę powiedzieć, jak to było z tą miłością Słowackiego do Ludwiki. W jakim byli wieku? Chodzili ze sobą? Kto komu dał kosza?

Tomasz Kardaś:  - Wszyscy wiemy, że muzą, do której wielokrotnie się w swoich dziełach późniejszych Juliusz Słowacki odwoływał, była właśnie Ludwika Śniadecka. Z tą miłością było tak: opiekun ówczesny Julka był profesorem polonistyki na Uniwersytecie Wileńskim, a profesor Śniadecki był profesorem chemii. Mieszkali oboje w budynkach Uniwersytetu w Wilnie. Spotykali się na wspólnym podwórku cały czas. Jan Śniadecki przyjaźnił się z panem profesorom Becu [ojczym Słowackiego – przyp red.], więc Julek jako mały chłopiec często bywał w towarzystwie panien Śniadeckich. Gdy wyznał swoją miłość Ludwice, miał 14 lat.

Reklama

Ludwika wtedy była już panną dwudziestoletnią, w związku z tym różnica wieku była duża. I ona dała mu kosza właściwie z matczynych pobudek, bo ja bym tak powiedział, że to były matczyne pobudki. Czuła się taką trochę jego starszą siostrą albo matką nawet. Dbała o o tego Julka, bo jego ojciec już nie żył, miał ojczyma. Mama mało się tym Julkiem zajmowała i on jako chłopak cały czas przebywał z tymi dziewczynami. Musiała ta Ludwika mu jakoś zaimponować, brylowała w tym towarzystwie do tego stopnia, że się w niej zakochał i to taką miłością - myślę - autentyczną. Natomiast ona była dojrzałą dziewczyną. Musimy tu powiedzieć: w tamtym czasie o dwudziestoletniej pannie to już niektórzy mówili, że dawno za mąż powinna wyjść.

Tak więc więc ona doszła do wniosku, że taki tam mały chłopiec się zakochał, raczej chyba uczucie jest niepoważne, bardzo nietrwałe. A ja tu już dorosła panna - raczej myślę o zamążpójściu, o ewentualnie posiadaniu dzieci...

Reklama

- Za późno się urodził.

- Tak, trochę za późno się urodził.

- Czyli to, co było ze strony Słowackiego miłością, ze strony Ludwiki było sympatią jedynie?

- Tak, wielką sympatią, opiekuńczością pewną.

- A naprawdę kochała się wtedy we Włodzimierzu Kosakowie? 

- Tak, w synu generała, namiestnika carskiego, komendanta wojskowego Wilna. Rzeczywiście kochała się w tym Korsakowie i to była miłość, która doprowadziła ją w pewnym momencie nawet do obłędu. Tak możemy powiedzieć. To była rzeczywiście miłość – myślę – prawdziwa, odwzajemniona zresztą. Może nie w takim samym nasileniu, jak Ludwiki do jej Włodzimierza. Włodzimierz – myślę – odwzajemniał jej uczucie, ale chyba nie było ono tak głębokie, jak jej.

Reklama

- Może takie porównanie zrobię: moja pra pra babcia Korkuciowa (też miała na imię Ludwika)   mawiała, że wolałaby zobaczyć swoje córki w grobie niż żonami Moskali. To były czasy zaborów. Więc dla Ludwiki to, że Korsakow był carskim oficerem zaborczej armii, liczyło się jednak mniej, niż, niż... - co?

- Cała rodzina, tak, dokładnie cała rodzina mówiła to samo, co pańska prababcia. Dokładnie. Wuj, ojciec, stryj, wszyscy inni. Dokładnie tak samo. Nie mogli zrozumieć tego nawet. Ukrywano to przez długi czas przed stryjem na przykład, przed Janem Śniadeckim. Bo co by stryj w ogóle powiedział na coś takiego?

Reklama

A ona, myślę, nie patrzyła na niego jak na... Tam była taka historia, że kiedyś wracając, Korsakow zatrzymał się w ich rodzinnym majątku i on tam opowiadał między innymi o jego działalności przeciwko caratowi, o zamachu na cara w Petersburgu. Był w to zamieszany i by z tego nie wyszedł obronną ręką, prawdopodobnie byłby rozstrzelany, a tylko dlatego, że był synem tego generała, Rimskiego-Korsakowa, nie spotkały go żadne represje.

Ludwice to zaimponowało, tak mniemam. Oprócz tego był przystojny, ładnie tańczył i tak dalej, elegancko w mundurze wyglądał, to oczywiste - jego aparycja była świetna. Oprócz tego myślał - tak zresztą spora grupa Polaków też myślała, że pod przywództwem Rosjan możemy wszyscy Słowianie się zjednoczyć i wyzwolić się spod carskiej okupacji. I on rzeczywiście chyba głosił takie poglądy  polityczne w tamtym czasie. To moim zdaniem Ludwice  zaimponowało najbardziej. Ta myśl wyzwolenia kraju spod okupacji rosyjskiej. Bo wiedziała, że Polacy sami chyba nie dadzą sobie rady, a…

Reklama

- A jeśli Rosjanie się wyzwolą spod caratu, to przy okazji Polacy też?

- To było tak. Myślę, że to te jego poglądy. W jednym z listów zdradziła, że ta rozmowa, ta wizyta Korsakowa w ich majątku i ten wieczór. A bardzo często potem wspominała to, jak płynęły z jego ust te piękne słowa, dotyczące wyzwolenia Słowian spod carskiej okupacji właśnie przy pomocy braci Rosjan. Oprócz tego świetnie jeździła konno, on też jeździł dobrze konno. Ludwika lubiła jeździć konno, w każdym miejscu, gdzie mieszkała musiała mieć swojego konika, żeby mogła sobie pojeździć zawsze. No i te spacery z oficerem carskim, który świetnie jeździł... To też jej na pewno imponowało, a poza tym on był jej rówieśnikiem, był starszy o 2 lata.

Reklama

- Rosyjska armia wygrała w 1829 roku dziewiątą wojnę z Turcją, ale Korsakow na tej wojnie zginął. Zginął za oswobodzenie od panowania tureckiego Wołoszczyzny i Mołdawii - późniejszej Rumunii. On walczył przeciw Turcji, a następna miłość Ludwiki - Michał Czajkowski, czyli Sadyk Pasza, podczas następnej, dziesiątej wojny rosyjsko-tureckiej, nazywanej Wojną Krymską, dowodził walczącą przeciw Rosji polską formacją Kozaków w armii Sułtana. Była to jedna z emigracyjnych inicjatyw mających za cel wyzwolenie Polski. Ja jak te sprzeczności pogodzić? Czy Ludwika nie miała poglądów politycznych?

- Poglądy politycznie miała, jak już wspomniałem przed chwilą: uważała, że pod przywództwem tych światłych Rosjan uda się może coś zrobić. Ale myślę, że jeżeli chodzi o pierwsze zbliżenie do Michała Czajkowskiego to głównie chciała go wykorzystać instrumentalnie. Przyjechała do Odessy, tam ją brat odwiózł, a potem - do Stambułu. Jedyny cel, jaki miała w tamtym okresie swojego ducha, załamana po śmierci swojego ukochanego - znaleźć grób tego ukochanego. I wbrew całej rodzinie wyjechała do tej Odessy.

Reklama

Potem miała różne pomysły. Raz chciała zbudować przynajmniej jakiś grobowiec, później - żeby tam nawet stworzyć jakieś sanktuarium, które by się modliło za niego. Szukała ludzi, którzy by jej pomogli w zrealizowaniu tego pomysłu i jedynym człowiekiem, który wtedy podał jej rękę w tym Stambule był właśnie Michał Czajkowski. Ona go wtedy chciała wykorzystać, żeby pomógł jej odnaleźć to miejsce, znaleźć grób Korsakowa, jego grób.

 To była przyczyna podstawowa. A później, jak spotyka się człowiek z człowiekiem dzień w dzień, rozmawia się... On poznawał jej stan ducha i widział, jak stopniowo przychodzi do siebie... To wiadomo, że z czasem zrodziło się uczucie. I te poglądy polityczne - zresztą potem Sadyk Pasza trochę też zmieniał swoje poglądy polityczne w zależności od sytuacji.

Reklama

- To już po śmierci Ludwiki - znowu wrócił do Polski i tak trochę zaczął myśleć, jak Korsakow właśnie.

- Ta historia jest trochę pokręcona. To były czasy rzeczywiście trudne, burzliwe, no i tak to się wiło, że tak powiem. Niektórzy twierdzą, że to ona namówiła. Czajkowskiego, żeby się sturczył, czyli żeby przeszedł na islam, bo inaczej to go wyrzucą z Turcji i wtedy ona nie będzie miała tutaj wsparcia, żeby szukać tego swojego ukochanego. Jedni mówili, że znalazła tego ukochanego. Opowiadali, że woziła jego szczątki w trumnie i nawet w domu je trzymała…

Reklama

- Ale to chyba już taka czarna legenda była, mi się wydaje…

- Jej takie historie dopisywano, fakty są inne zupełnie i rzeczywiście to nie miało miejsca.

- Czyli polityka była ważna dla Ludwiki Śniadeckiej?

- Była ważna. Szczególnie, że później to już naprawdę była patriotką, gdy otrząsnęła się z tej nieszczęsnej choroby miłości do Kosakowa, która tak brutalnie została przerwana - bo pewnie jakby przeżył, to to wie, czy Ludwika - będąc osobą odważną - by za tego Korsakowa nie wyszła. Wbrew swojej rodzinie, stryjowi…

Reklama

- Janowi Śniadeckiemu…

- Tak, Janowi, którego niezmiernie przecież kochała i szanowała. Tym bardziej, że ta miłość - wydaje się rzeczywiście - była autentyczna. Później poglądy polityczne jej się na tyle zmieniły, że już naprawdę była patriotką. Przecież pomagała Mickiewiczowi w zorganizowaniu jego pobytu w Stambule, cały czas pomagała mu. Była zdziwiona, że on tak źle wygląda, obiadki mu tam gotowała i właściwie do śmierci towarzyszyła mu i pomagała w zorganizowaniu tego legionu żydowskiego z żołnierzy polskich imigrantów, co się tam tułali po tym świecie. Więc poglądy miała i pisała petycje, listy różne, bogactwo jest tego.

- Może więc nie powinniśmy patrzeć na Ludwikę tylko przez pryzmat jej miłości, ale widzieć w niej jedną z dziewiętnastowiecznych polskich kobiet polityków?

- Ja bym powiedział, że Ludwika Śniadecka może być świetnym wzorcem nawet i dla dzisiejszych, współczesnych kobiet, bo była świetnie wykształcona, kapitalnie oczytana, znajomość języków obcych - fantastyczna. Swojemu stryjowi (bo ojciec - mimo że napisał fajną książkę o wychowaniu - sam miał tyle zajęć, że tym wychowaniem zajmował się trochę mniej, a stryj  zajmował się edukacją Ludwiki bardzo mocno) czytała wszystkie dzieła, których potem już nie mógł czytać, bo miał wzrok słaby. Ona mu to czytała do końca dni. Pisała ze stryjem, ćwicząc się w językach obcych. Na przykład był okres, że pisywali do siebie tylko po francusku i stryj powiedział: jak będziesz mi tak brzydko pisać, to nie będę w ogóle czytał tych listów - chodziło o charakter pisma, że mu się nie podobał.

Oczytana, odważna kobieta, no i do tego pod koniec życia się włączyła w polityczną działalność. My patrzymy trochę na Ludwikę przez pryzmat tej miłości Słowackiego.

- Słyszymy o niej jedynie jako dodatek, gdy uczymy się o Słowackim.

- Prawda. A ona zasługuje na więcej. Być może ktoś kto czyta tę naszą książkę, trochę się dziwi, że tutaj Ludwika się pojawiła, bo ona się nie urodziła w Żninie. Tak, ale wszyscy ci, którzy się urodzili, to już nikt tu pochowany nie został, wszyscy gdzieś leżą po świecie. Ale ona takiego fajnego przeniosła - moim zdaniem - ducha Śniadeckich w tej swojej działalności: żeby nie być takim obcym, obojętnym na zdarzenia, ludzi wokół. Oni wszyscy to mieli i ona też to miała. Jednocześnie była osobą na tamte czasy niezwykłą Byśmy mogli dzisiejszym językiem powiedzieć, że to była wojująca feministka.

- Czyli od tej strony trzeba spojrzeć na nią.

- Jedyny brat ją doceniał i z nią się kontaktował. Ona się strasznie cieszyła, jak dostała list od tego brata. Stryj ją pozbawił w ogóle, wydziedziczył z majątku.

- Pisze pan o niej "wyklęta ciotka" 

- Tak. Zakazane było przy rodzinnych rozmowach przy stole w ogóle wspominanie Ludwiki. A ona  zasługuje na to, żeby o niej pamiętać. Naprawdę. Też w kontekście i naszego Mickiewicza, jego działalności końcowej przynajmniej. Poza tym, jak czytamy wiersze, bo Słowacki - choć miał w ciągu życia kilka przelotnych miłości - to tak naprawdę do końca życia jedyną osobą, którą naprawdę kochał, była Ludwika.

Jeżeli gdzieś jakieś wyznania miłosne w jego literaturze się pojawiają i strofy, które wyrażają uczucia do kobiet, to właściwie on zawsze widział od razu Ludwikę przed oczyma.

- Czy w Beniowskiem, czy…

- Tak, tak, tak - wszyscy ci, którzy znają się na literaturze Słowackiego, piszą to bez żadnego ale.

- Na zakończenie tych naszych pięciu spotkań o pana książce przeczytam koniec rozdziału o Ludwice Śniadeckiej, bo podsumowuje pan tę postać bardzo wyraziście i myślę, że pozwoli naszym słuchaczom na zainteresowanie się tą postacią:

"Ludwika Śniadecka – Sadyk miała zadziwiająco wiele twarzy. Dla Michała Czajkowskiego była aniołem i towarzyszką emigracyjnego życia przez ponad dwie dekady, dla Adama Mickiewicza była polską patriotką, sawantką o surowej twarzy i wyrazistych oczach. Dla bratanków i siostrzeńców - zbuntowaną ciotką, której imienia nie wolno było w domu nawet wspominać. Dla miłośników twórczości Słowackiego pozostawała dziewczyną, Muzą, która dała wielkiemu wieszczowi kosza. Dla wielu została zdrajczynią wiary katolickiej, chociaż od nawrócenia była wierną wyznawczynią katolicyzmu. Jeszcze dla innych była po prostu oczytaną kobietą, która nie wahała się podążać za marzeniami - nawet wbrew własnej ukochanej rodzinie, mimo własnych słabości, mimo mnóstwa nakazów i zakazów epoki, w której żyła."

- Aż nie dowierzam, że sam to napisałem!

- Proszę państwa, gościliśmy w Żninie pana Tomasza Kardasia, autora książki "Wielcy Polacy rodem ze Żnina, Janicjusz, Gliczner, Śniadeccy".

z Tomaszem Kardasiem rozmawiał Dominik Księski, luty 2022

Jeśli chcesz przeczytać szczegółową biografię Ludwiki Śniadeckiej, zamów  książkę Tomasza Kardasia: "Wielcy Polacy rodem ze Żnina: Janicjusz, Gliczner, Śniadeccy".

NFRW

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 07/06/2026 13:36
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości