Reklama

Tomasz Kardaś, autor biografii Jana Śniadeckiego opowiada o wielkim Polaku rodem ze Żnina

Czy Jan Śniadecki był kiedyś młody? Co o carze Aleksandrze mówił Napoleonowi? Z czyich podręczników uczyła się prawie cała XIX-wieczna Europa geografii i matematyki? Kto miał rację w sporze o poezję, szkiełko i oko? Jan Śniadecki - buntownik za młodu. Reformator, tytan pracy, patriota. Trzeciego maja - wzorując się na inicjatywie Szkoły Podstawowej nr 5 w Żninie - przedstawiany Państwu najwybitniejszych Żninian okresu od Renesansu do Romantyzmu. Trzecia rozmowa z Tomaszem Kardasiem - autorem książki "Wielcy Polacy rodem ze Żnina, Janicjusz, Gliczner, Śniadeccy" dotyczy Jana Śniadeckiego. Posłuchajcie!

Dominik Księski: - Dzień dobry.

Tomasz Kardaś - Witam, dzień dobry.

- Gościmy dzisiaj w Żninie nauczyciela fizyki z liceum w Strzelnie pana Tomasza Kardasia. Panie Tomaszu, proponuję, byśmy się dzisiaj troszeczkę zabawili. Jan Śniadecki był profesorem, pan jest profesorem, ja byłem kiedyś nauczycielem szkoły  podstawowej, więc niech tak będzie - między nami nauczycielami. Zazwyczaj to pan egzaminuje uczniów na maturze. Dzisiaj w ramach rewanżu ja przejmę rolę egzaminatora, a pan będzie zdawał. Czy przystępuje pan do egzaminu?

Reklama

- Mogę przystąpić, tylko wybiorę sobie przedmiot.

- Dobrze, niech tak będzie, więc słucham.

- Życie i twórczość Jana Śniadeckiego.  

- Bardzo dobrze, karteczki mamy, proszę sobie wybrać pierwsze pytanie.

- Proszę uprzejmie.

- Dziękuję. Czy Jan Śniadecki był kiedyś młody?

- No to pan mi tutaj klina zabił. Biorąc pod uwagę wiek, młody był, ale jeśli wziąć pod uwagę postępowanie i zachowanie, to myślę, że chyba rzeczywiście bardzo krótko był młody. Musiał bardzo szybko stać się opiekunem - chociażby swojego młodszego brata. Rodzice zmarli i Jędrzej właściwie był pod jego opieką. W związku z tym nie wypadało, żeby nie spoważniał. A więc opiekował się, czuł się odpowiedzialny za swojego brata. Oprócz tego Kołłątaj nałożył na niego bardzo szybko, w stosunkowo młodym wieku, obowiązki. Od razu wpadł, że tak powiem - w orbitę Kołłątaja, a więc musiał być od razu być poważnym człowiekiem, dorosłym człowiekiem.

Reklama

- No tak, ale młodość kojarzy się nam też z buntem, z konfliktem wobec pokolenia wcześniejszego.

- Aaa, jeżeli chodzi o to! Buntownik - jak najbardziej! Tak, jak najbardziej. Wyjechał na studia, bo go wysłał za granicę Hugo Kołłątaj.  Gdy zobaczył, jak wygląda edukacja w tych renomowanych uczelniach europejskich - Getyndze na przykład - przeżył szok. Kiedy poszedł tam na pierwszy wykład, okazało się, że wykład jest po niemiecku. On był przekonany, że królować będzie - tak u nas wtedy na jagiellonce królowała - łacina, że wszystkie wykłady będą po łacinie, a tu się okazuje, że nie, że wykłady są w języku niemieckim, którego uczył się pilnie i wzrok by niedługo stracił przez tą naukę.

Reklama

- Czy ja mam rozumieć, że wtedy jagiellonka była o krok w tył za innymi uczelniami europejskimi?

- Niestety tak, niestety - jeśli chodzi o sposób prowadzenia zajęć. Wszystkie przedmioty wykładano w języku łacińskim. Utrudniało to dostęp do do wiedzy. Jan znany był z tego, że on chciał pospolitować naukę, co należy rozumieć: aby była dostępna jak najszerzej, a nie – jak mu zarzucali - w takim znaczeniu, że chce obniżać jej poziom przez to, że w języku rodzimym prowadzi wykłady. I dlatego – jak wrócił z zachodnich uniwersytetów, to zaczął robić rewolucję. Buntował się przeciwko łacinie i to zdecydowanie.

Reklama

- Oświecać chciał, bo był człowiekiem Oświecenia.

- Tak, jak najbardziej. On tak chciał oświecać, że potem niektórzy nie chcieli nawet mu dawać węgla do opalania sal, gdzie prowadził wykłady. Toczył bój potężny ze skostniałymi strukturami, które wtedy na Jagiellonce - niestety - funkcjonowały. Buntował się też w w sprawie kalendarza. Chciał, żeby kalendarz był stricte astronomiczny, żeby nie zawierał zabobonów, przepowiedni. Jako profesor, wykładowca miał obowiązek napisać taki kalendarz. Ale astrologii nie chciał tam umieszczać: co przewidują gwiazdy, co się będzie działo w tym roku czy czy w tym miesiącu. Popadł w konflikt z szefami, z całym naczalstwem Jagiellonki. Zrezygnował z pisania. Tylko dwa kalendarze napisał, bo nie mógł znieść przymusu. Jeszcze języki – tu też był buntownikiem. Był w Anglii - wszystko jest wykładane w języku angielskim. Był we Francji – wszystko wykładano po francusku. Był w Niemczech - po niemiecku. No to dlaczego w Polsce nie miało być po polsku? Tu widzimy buntowniczość tego młodego charakteru, bo przecież to był wtedy młody człowiek! Oprócz tego proponował inny sposób organizacji studiów. Jako pierwszy wprowadził popisy. Nawet nie, że egzamin - jak pan tu mnie egzaminuje - ale popisy. Nie - żeby sprawdzić, czego uczeń nie umie, tylko to, co uczeń wie. On to pierwszy wprowadził. Później kopiowano ten model.  Na przykład, gdy Michelson chodził do szkoły w San Francisco, to też były na koniec na koniec roku popisy tych najzdolniejszych uczniów. Publiczne popisy. Taka była buntowniczość Jana w tym okresie.

Reklama

- Czyli był młody.

- W tym sensie był młody.

- I kierował się zasadą: szukaj, burz, buduj.

- Tak, i opierał się na wiedzy.

- Następne pytanie.

- Zobaczymy, co tu tym razem wyciągnę?  

- Młodzież, jakich krajów uczyła się przez kilkadziesiąt lat z podręczników Jana Śniadeckiego. Jakich przedmiotów?

- W ramach fizyki jest astronomia. Jak zaczynam ten dział, to zawsze pierwsze pytanie do uczniów kieruję: "Jakich astronomów polskich znamy?" Lista się zaczyna na Mikołaju Koperniku i… kończy się na Mikołaju Koperniku. Aż żal bierze. Rzadko który wspomni, że był i Śniadecki. Że był Heweliusz – to może jeszcze niektórzy piwo kojarzą Heweliusz z Gdańska. Ale tak to w zasadzie na tym się kończy. A Banachiewicz, czy współczesny Wolszczan? To mnie boli. Mamy takiego wybitnego astronoma - autora chociażby tej słynnej geografii, właściwie nauki o ziemi, fizycznej nauki o ziemi, bo tak to należy traktować. On przecież pierwszy dokładnie, precyzyjnie oznaczył szerokość geograficzną Krakowa. Według jego pomysłu zbudowano obserwatorium astronomiczne. No i z jego podręczników uczyła się młodzież z niezłego kawałka Europy. Przede wszystkim uczono według jego geografii w Niemczech, we Francji i w całym ówczesnym imperium rosyjskim. Drugi jego podręcznik, to Algebra. Niektórzy znawcy matematyki twierdzą, że był to wtedy najbardziej nowoczesny podręcznik na świecie. I jeżeli chodzi o algebrę, którą napisał Jan Śniadecki, był to podręcznik na wskroś nowoczesny, wprowadzał pojęcia różniczki, całki, pochodnej. To wtedy były nazwy łacińskie, a on te nazwy wprowadził do języka polskiego.  

Reklama

- Mam rozumieć, że on pisał podręczniki po polsku, one były tłumaczone na rosyjski, na niemiecki i obowiązywały w tych krajach naszych zaborców jako… 

- Podręczniki szkolne zalecane przez władzę do nauki.

- Jak długo?

- Długo. Jego algebra, a podejrzewam że i geografia, nie zdezaktualizowały się przez jakieś trzydzieści, czterdzieści lat. Matematyka, trygonometria kulista, którą napisał - to były podręczniki na wskroś nowoczesne. Uwzględniał najnowsze ówczesne francuskie trendy matematyczne. Gdy był we Francji, to gdzieś tam pokątnie się dowiedzieli dyplomaci hiszpańscy, że będzie trzeci rozbiór Polski. Pytają: po co on wraca do Polski? Polski już nie będzie. Załatwili mu nawet bez jego wiedzy robotę na Uniwersytecie w Madrycie. Odmówił. Powiedział, że on musi wracać do kraju niezależnie od tego, czy będzie rozbiór, czy go nie będzie. Jak wrócił do kraju, to akurat było powstanie kościuszkowskie. Był człowiekiem w sile wieku, miał 40 lat, a w jedną noc osiwiał, jak się dowiedział, że powstanie upadło. Później ludzie, którzy go spotykali, mówili: czterdziestoletni mężczyzna, krzaczaste czarne brwi, a siwizna na głowie.

Reklama

- I to już jest ten Śniadecki, którego obraz mamy w głowie, mędrzec, nestor nauki. Pięknie. Następne pytanie.

- Matematyka to bliska mi dziedzina. Zobaczymy, co tym razem [wyciąga kartkę i podaje do przeczytania].

- Teraz będzie coś z poezji. Jan Śniadecki atakował Adama Mickiewicza za wprowadzanie do poezji elementów nierzeczywistych. A Mickiewicz deprecjonował naukę i Jana Śniadeckiego, pisząc: "czucie i wiara więcej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko". Kto miał rację?

- Jak chodziłem do szkoły, omawialiśmy tę "Romantyczność" Adama Mickiewicza. Wszyscy wiemy, że chodzi o mędrca oko i szkiełko, każda nauczycielka podkreślała, że mowa o Janie Śniadeckim. Jan Śniadecki przyglądał się początkom literackim Adama Mickiewicza, znali się, mieli wspólne grono znajomych. Cóż tu powiedzieć - ja to tłumaczę w ten sposób: Po pierwsze pomylono porządki, no bo trudno, żeby naukowiec wypowiadał się o sztuce, a ktoś to zajmuje się sztuką, żeby tak precyzyjnie się wtrącał i jednocześnie strzelał w drugą stronę. Czasami już następne pokolenie nie rozumie poprzedniego. Na przykład, żeby z mojej mojej działki fizycznej powiedzieć - Einstein kompletnie nie rozumiał fizyki kwantowej, którą po nim tworzyli fizycy kwantowi. Michelson - noblista nasz ze Strzelna, kompletnie nie rozumiał ogólnej teorii względności  Einsteina. Fizycy, z tej samej branży. A cóż dopiero Jan Śniadecki. Był człowiekiem bardzo oczytanym, lubił literaturę, lubił również czytać poezję. Tę klasyczną poezję, z jego młodego wieku, uważał za wzorzec, od którego się nie odchodzi. Natomiast Mickiewicz no tworzył już zręby nowej epoki.

Reklama

- Jan Śniadecki do poezji zaczął przykładać kryteria poznania naukowego, a Mickiewicz zaczął krytykować Śniadeckiego za to, co jest sensem nauki, czyli za dokładność, za sprawdzalność.

- Tak jest!

- Tak jak pan powiedział - odpowiedź jest bardzo prawidłowa: pomylili porządki, obaj strzelali kulami w płot. Niestety przez to, że Mickiewicz to poeta, wieszcz, rząd dusz i tak dalej - ta dyskusja myśl naszą sprowadza na błędne tory. Za dużo mamy w Polsce myślenia kategoriami poetyckimi, prawda? A za mało…

Reklama

- Szkiełkiem i okiem.  

- Za mało oświecenia i pozytywizmu.  

- Jak najbardziej. Śniadecki to człowiek, który był przywiązany do wiedzy, do edukacji. Zresztą znany był z tego, za mało może jest znany z tego, że był organizatorem edukacji. Przecież w Krakowie, jak Kołłątaj zrobił go odpowiedzialnym za reformę, to nie tylko dotyczyło to reformy samego Uniwersytetu Jagiellońskiego jako takiego, ale całej edukacji, szczególnie tej przygotowującej do studiów. Potem, kiedy był w Wilnie, znowu było to samo. Był organizatorem tej edukacji - i to nie tylko tej cywilnej, ale również zajmował się edukacją prowadzoną przez księży, także protestanckich, czy religijnych żydowskich szkół - jak jak zorganizować. Myślał bardzo szeroko, dopuszczał istnienie różnych szkół i pomagał  w ich organizacji. Zresztą ten konflikt z Mickiewiczem…  Potem Mickiewicz się z niego chyba wycofał, bo jak był nauczycielem, to wszystkie dzieła Jana Śniadeckiego do biblioteki szkolnej sprowadził.  

Reklama

- Pan pisze zresztą w swojej książce, że Mickiewiczowi zaatakowanie autorytetu powszechnego było potrzebne do wypromowania się – przynajmniej według Jana Walca tak to wygląda.

- To są fajne momenty do dyskusji. Popatrzeć, poczytać, zobaczyć różne punkty widzenia. No i niech się to ściera, wyciągnijmy z tego odpowiednie wnioski. Najbardziej bał się Śniadeckiego - za jego stanowczy ton - mały Julek Słowacki. Jan Śniadecki - jak on mógł się w ogóle postawić wielkiemu Napoleonowi? Stać go było na to.

- Było. Tak. My już dygresja, dygresja, a egzamin musi trwać. Następne pytanie: Co o carze Aleksandrze mówił Jan Śniadecki Napoleonowi, gdy cesarz Francuzów podczas Kampanii 1812 roku przebywał w Wilnie i jaki był skutek tej rozmowy?

- To jest pytanie bardzo trudne, ale chyba w jeszcze gorszej sytuacji był Jan Śniadecki. Miał takiego pecha, że przeżył Wilnie dwóch cesarzy dwa różne porządki i z obydwoma musiał ułożyć sobie jakoś stosunki. Krótko przed wojną 1812 odwiedził jego Uniwersytet Wileński cesarz Aleksander . Mało tego, pieniądze nawet dał na rozbudowanie tego Uniwersytetu. Bibliotekę wzbogacił. Później,  jak wszedł Napoleon z wojskiem do do Wilna, te pieniądze leżały w kasie uniwersytetu, ponad sto tysięcy rubli w złocie od rosyjskiego cara Aleksandra. I nie dał, nie oddał, mimo że groziła mu kara śmierci czy represje, bo to były pieniądze Uniwersytetu. Władzom francuskim grosza z tego nie dał, chociaż chciały rekwirować.

- Ale co powiedział Napoleonowi? Nie odbiegajmy od tematu.  

- Często uczniowie, jak nie bardzo wiedzą, to też uciekają od tematu. Powiedział Napoleonowi, żeby jego wojska nie niszczyły żadnych cennych rzeczy, jeżeli chodzi o naukę, kiedy pójdzie na Wschód. Czyli na przykład ogrodów botanicznych - wymienił z nazwy ogród botaniczny pod Moskwą, który wojsko powinno ochronić, nie zniszczyć tam niczego. Prosił, żeby nie niszczyć zbiorów w bibliotece w Połocku, bo tam są piękne starodruki. Napoleon zresztą zapraszał później Jana Śniadeckiego wielokrotne na wieczorne rozmowy. Domagał się nawet jakiejś wiedzy topograficznej o tych połaciach Rosji, w które wojska będą szły. Chciał, żeby Jan Śniadecki podpowiadał, gdzie będą - powiedzmy - moczary, a gdzie będą lepsze drogi, żeby wojsko mogło się przemieszczać.

- Ostatecznie podręcznik geografii Śniadecki napisał!

- Właśnie. I z tego powodu go dopytywali, jak  tam jest. A potem, jak z kolei stawka się odwróciła i z powrotem wojska rosyjskie wróciły, miał kłopoty. Ciężkie kłopoty. Dopiero ludność miejscowa go wybroniła, bo chciano pozbawić go majątku, konfiskować cały jego majątek, że współpracował z Francuzami, że był w tymczasowym rządzie wileńskim, który zorganizował pod przymusem Napoleon Bonaparte.

- A tu cały czas pan kluczy i nie mówi pan o co, jak się o carze Aleksandrze wyrażał, gdy Napoleon go pytał. Co mówił? Czy chwalił - no tak już podpowiem - cara Aleksandra? Czy mówił, że jest najgorszy zbój?

- Mówił, że dba o rozwój nauki, że dał pieniądze na rozwój Uniwersytetu i złego słowa na niego nie powiedział.

- I co wtedy zrobił Napoleon?

- Trochę był zdenerwowany, nie podobało mu się to za bardzo.

- No tak ale zesłał na Syberię Śniadeckiego za to, że chwalił cara?

- Nie, gdzie tam, on Śniadeckiego bardzo cenił. 

- Właśnie. I co mu dał? To stanowisko w rządzie. Tu pływamy, pływamy, a to ja z pana książki wiem!

- Dał mu to stanowisko, ale on nie za bardzo chciał to stanowisko. A Napoleonowi bardzo zależało na tym, żeby taka istotna postać ze środowiska naukowego i w ogóle środowiska wileńskiego była w tym rządzie. A on nie bardzo chciał. On chyba przewidywał, że ta zawierucha napoleońska długo nie potrwa i i wcześniej czy później Rosjanie tutaj wrócą. Przynajmniej tak wynika z jego pamiętników. Bardzo chciał, żeby Napoleon Polskę jako państwo, czy przynajmniej fragment odtworzył, ale chyba przewidywał, że to długo nie potrwa.

- To proszę, ciągniemy ostatnie pytanie dotyczące... pytanie piąte, dotyczące syna dawnego burmistrza Żnina. Bo to trzeba pamiętać, że Jan i Jędrzej to byli synowie burmistrza. Ostatnie pytanie: za co najbardziej cenimy Jana Śniadeckiego? Jakie są jego największe zasługi?

- O, proszę pana, lista jest długa, tu można popłynąć. Jeżeli by spojrzeć od strony naukowej, to przede wszystkim jego astronomiczne osiągnięcia są przeogromne. Pierwszy balon w Europie, później matematyka. Podręczniki. Muszę też wspomnieć, bo to największym echem się odbiło w Europie - pierwsza porządna biografia Mikołaja Kopernika została napisana przez Jana Śniadeckiego. Tłumaczona była na bardzo wiele języków, także na włoski, na hiszpański. Cały jego życiorys, włącznie z osiągnięciami naukowymi. Kołłątaj, jeszcze w okresie krakowskim, prosił go o to, żeby taką pracę napisać, żeby wyciągnąć Kopernika z niebytu. Śniadecki czytał oryginały obserwacji astronomicznych Mikołaja Kopernika, które znajdowały się w Bibliotece Jagiellońskiej i już tam napisał pierwszy szkic. Potem go Warszawskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk poprosiło, żeby napisał książkę. Napisał, był zapraszany, żeby przeczytać osobiście, ale nie pojechał tam, bo był w tym czasie w podróży po Europie. Odczytano jego pismo, które zresztą przepiękne patriotyczne wrażenie zrobiło. To jest jego wielkie osiągnięcie - tego Kopernika przywrócił nie tylko Polakom, ale całej Europie właściwie.

- Rozumiem. Był promotorem pamięci o dokonaniach Kopernika.

- Niektórzy nie bardzo wiedzą, za co tego Kopernika cenić. Wszyscy mówią: "ruszył ziemię, a zatrzymał słońce" - takie poglądy już w starożytności przecież były. To nie o to chodziło. Wielkość Kopernika nie na tym polega, że to napisał, tylko polega na tym, że on znalazł na to dowody. Jak się patrzy na jego pracę "O obrotach", na to dwustustronicowe dzieło,  to tam 120 kartek to same tabelki i cyferki. Pierwsza część to około trzydziestu – czterdziestu stron to są dowody matematyczne,  obliczenia, teksty pisane, ale tekstu jest niewiele. Większość to są kąty pomiarowe - i z tego wynikała całość.  A Jan Śniadecki – człowiek, mędrzec, szkiełko, oko, pomiar i tak dalej, więc tu wszystko idealnie mu pasowało. I jednocześnie takie trochę patriotyczne wzmożenie, że to jednak nasz, bo przecież było tak, że nie wszyscy uznawali, że Kopernik jest Polakiem, często wyciągano mu niemieckie korzenie i tak dalej. A tu on prześledził cały życiorys.

I poza tym – podręczniki. Matematycy kochają go między innymi za rachunek prawdopodobieństwa, tu w Polsce się wtedy nikt w ogóle takim rzeczami nie zajmował. To pierwszy człowiek, który zajmował się rachunkiem losu - bo on to tak nazywał, wprowadził w ogóle takie pojęcie. Dzisiaj rachunek prawdopodobieństwa to jest jedna z potężniejszych gałęzi matematyki, prawda? Także to zawdzięczamy Janowi Śniadeckiemu.  

- Napisał pan, że był to matematyk z berłem ducha. Na czym polegało to, że on trzymał to berło ducha? To jest zresztą cytat?

- Cytat. Juliusz Słowacki go tak ocenił. Tak uważał. Jeżeli chodzi o matematykę, to on czuł matematykę tamtego okresu. Był w samym jądrze tego, co się wtedy działo w matematyce: Joseph Louis Lagrange, Augustin Louis Cauchy… Funkcje, ciągłość funkcji - to był ten moment, kiedy tworzył się ten wielki dział, rozbudowywał się (stworzył go Newton). Rozbudowywał się stale, podstawy matematyczne tworzyły się w tym samym czasie. On to wyczuł idealnie.  Jego podejście do rachunku różniczkowego i całkowego, do funkcji, krzywych było na wskroś nowoczesne. Idealnie trafił w ducha tamtej epoki, tamtego okresu rozwoju matematyki.

- A berło ducha?

- Wiadomo - ktoś jest tym pierwszym. W Polsce on był tym pierwszym, bo nikogo innego nie było. A że Duch? Pisał - jak pan zobaczy, panie redaktorze, ile on rzeczy zostawił po sobie, ile listów, przemów. Ja się zastanawiam, jak mu na to starczało czasu? Jeszcze zauważmy, że trzeba było pisać trochę inaczej niż my dzisiaj piszemy. A jednocześnie czytał. Ktoś mu współczesny przekazał, że jak mu Jan Śniadecki powiedział z kim korespondował, z jakimi ważnymi osobami, wybitnymi naukowcami, politykami, nawet koronowanymi głowami, to on nie mógł uwierzyć. Wymienił mu ponad dwieście osób. Pan jest w stanie z tymi wszystkimi osobami prowadzić korespondencję? Mało tego - on pisał te listy w oryginalnych językach, czyli jak pisał do kolegów z Anglii, pisał po angielsku. Jak pisał do Francuzów to pisał po francusku, jak pisał do Niemców, to po niemiecku.

I obserwacje astronomiczne, jakie prowadził. Między innymi taki był pogląd, że odkrył jedną planetę, Ceres. Doniesienie do czasopisma niemieckiego wysłał w tej sprawie, potem się okazało, że była to planetoida, a nie planeta.  W języku niemieckim pisał, po włosku, był to człowiek, który znał kilka języków i władał nimi biegle. Jak petersburskiej Akademii Nauk pisał, to pisał po rosyjsku. Wszystkimi musiał biegle władać, bo język nauki jest językiem ścisłym. By operować danym językiem w danej dziedzinie wiedzy, to trzeba zasób słownictwa mieć wielki.

- Tak, tak. Myślę, że ani ja, ani nasi widzowie nie mamy wątpliwości, że egzamin maturalny…

- Wybrałem przedmiot, to jakoś musiałem sprostać.

- z przedmiotu wybranego pod tytułem Jan Śniadecki pan Tomasz Kardaś zdał, nie tylko za wiedzę, ale także za chęć poszukiwania jej - coraz głębiej i głębiej. Fascynuje mnie to, jak wchodzi pan głęboko w temat, potrafi pan odkryć w ludziach, którzy żyli przecież dawno temu - ani pan ich nie znał, ani oni pana - potrafi pan odkryć to, co jest najważniejsze w tych postaciach i co dziś dla nas może być inspirujące. Scheda oświecenia cały czas jest nam potrzebna i cały czas dorobek Jana Śniadeckiego powinien być dla nas ważny.

- Tak, i on jest zgłębiany, bo się co jakiś czas ukazują, a to listy, które pisywał, a to jego prace, a to jego wystąpienia. Jako rektor Uniwersytetu miał obowiązek wystąpić zawsze na inauguracyjnym posiedzeniu uczelni, potem wygłosić wykład, zagajać różne spotkania. On to robił mnóstwo razy i zawsze był do tego świetnie przygotowany. Perfekcyjnie. Co chwilę ukazują się nowe źródła, dostępne są coraz bardziej, w wersji elektronicznej w bibliotekach cyfrowych różnych europejskich i amerykańskich, pojawiają się tam stenogramy - na przykład - rozmów. Nie trzeba już dzisiaj fizycznie jechać do biblioteki petersburskiej, żeby tam przejrzeć jego doniesienia. Dzisiaj są one w wersji elektronicznej dostępne i można sobie mieszkać gdzieś - nazwijmy to - na prowincji i spokojnie sobie je czytać.

- Dziękuję, dziękuję panu bardzo tematem naszej następnej rozmowy, już nie w trybie egzaminacyjnym,  będzie brat Jana, czyli Jędrzej Śniadecki. Gościliśmy dzisiaj w naszym studio pana Tomasza Kardasia, który jest autorem książki - tu jej okładka jest widoczna - "Wielcy Polacy rodem ze Żnina, Janicjusz, Gliczner, Śniadeccy". Dziękuję.

- Dziękuję bardzo.

z Tomaszem Kardasiem rozmawiał Dominik Księski, styczeń 2022

Jeśli chcesz przeczytać szczegółową biografię Jana Śniadeckiego, zamów  książkę Tomasza Kardasia: "Wielcy Polacy rodem ze Żnina: Janicjusz, Gliczner, Śniadeccy".

NFRW

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 03/05/2025 13:59
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości