Laureatem Nagrody im. Jana Rodowicza Anody w kategorii wyjątkowy czyn został Łukasz Walkowiak z Głogowińca, który z pożaru kontenerów uratował niepełnosprawnego mężczyznę.
Łukasz Walkowiak przed otrzymaniem statuetki wysłuchał wielu słów uznania od Jacka Dębickiego fot. Sylwia Wysocka Łukasz Walkowiak, młody mieszkaniec Głogowińca, za swój heroiczny czyn otrzymał wyjątkowe wyróżnienie, znalazł się w gronie nominowanych do Nagrody im. Jana Rodowicza Anody. Spośród ponad 136 nadesłanych zgłoszeń kandydatur do zaszczytnego tytułu przyznawanego po raz pierwszy w trzech kategoriach, kapituła wybrała po pięciu nominowanych.
Łukasz Walkowiak znalazł się wśród nominowanych w kategorii wyjątkowy czyn. Do konkursu nominowany został przez redakcję tygodnika Pałuki, gdyż jego postawę uznaliśmy za wyjątkową i bohaterską.
Przypomnijmy, że tuż po 13.00 3 listopada Łukasz jako jedyny z mieszkańców, mimo że było ich wielu, bez wahania poszedł z pomocą niepełnosprawnemu sąsiadowi, mieszkańcowi kontenerów socjalnych, który z uwagi na swoją niepełnosprawność jako jedyny pozostał w płomieniach. Ratujący nie dał rady już wejść drzwiami, dlatego wszedł przez okno i mężczyznę wydostał. Strażacy z wiceprezesem Zarządu Gminnego ZOSP RP Kazimierzem Ławniczakiem na czele nie mieli wątpliwości, że niepełnosprawny mieszkaniec Głogowińca żyje dzięki bohaterskiej postawie Łukasza. Podkreślano, że mimo szybkiej akcji OSP Kcynia, lokator kontenera pozostawiony w pożarze nie miałby szans na przeżycie. Jak podkreślił Kazimierz Ławniczak, do czasu przybycia strażaków doznałby poparzenia dróg oddechowych, które nie dawałoby mu szans na przeżycie, nie mówiąc już o innych konsekwencjach ognia.
Nie ma wątpliwości, że niepełnosprawny mężczyzna zawdzięcza swoje życie Łukaszowi Walkowiakowi i to w ślad za naszą redakcją doceniła kapituła konkursu.
W minioną niedzielę Łukasz wraz z mamą gościł w Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie na gali rozdania nagród Jana Rodowicza. Już sama obecność wśród sprawców wyjątkowego czynu była ogromnym wyróżnieniem. Projekcja filmowa mówiąca o każdym bohaterze, gdzie oprócz Łukasza dwie inne osoby ratowały człowieka z pożaru, była wyjątkowym uznaniem i wzruszeniem nie tylko dla Łukasza czy reprezentacji naszego tygodnika, ale przede wszystkim dla jego mamy, która z dumą i łzami w oczach nie spuszczała oczu z ekranu.
Uroczystość w Muzeum Powstania Warszawskiego pod patronatem prezydenta RP Andrzeja Dudy poprowadziła Paulina Chylewska, galę od 1300 emitowała TVP1. Uroczystość uświetniły występy Moniki Borzym z zespołem.
- Przyjaźń, szacunek, uczciwość, odwaga, honor, sumienność - to są wartości ważne dla powstańców, ale i wartości ważne także dla współczesnych bohaterów, których w sposób szczególny chce nagrodzić Muzeum Powstania Warszawskiego. Nagroda, która została ustanowiona w 2011 roku, to nagroda dla powstańców czasu pokoju, dla tych, którzy bezinteresownie robią coś dobrego dla innych, robią rzeczy absolutnie niezwykłe, a do tego spokojnie mogą być wzorem do naśladowania właściwie w każdej sytuacji - mówiła Paulina Chylewska.
Dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski zapewnił, że jest dumny, iż po raz kolejny dochodzi do spotkania na uroczystości, gdzie są powstańcy warszawscy. - Organizując tę nagrodę chcieli zorganizować coś, co przedłuży ich dzieło, ich starania. Heroizm czasu pokoju to codzienna praca społeczna, pomoc słabszym, reagowanie na krzywdę i niesprawiedliwość - mówił dyrektor muzeum.
Minister Wojciech Kolarski, przedstawiciel kancelarii prezydenta, odniósł się do Powstania Warszawskiego, narodowych bohaterów jak porucznik Jan Rodowicz Anoda. - Każdy, kto służy bliźnim na swoim osobistym polu bitwy, pokonuje zło - mówił minister, przekazując pozdrowienia od prezydenta i podkreślając, że dzięki nominowanym do tej nagrody solidarność tryumfuje nad obojętnością.
Nagrodę w kategorii wyjątkowy czyn otrzymał Łukasz Walkowiak, a wręczył mu ją członek kapituły Jacek Dębicki, naczelnik GOPR (Grupy Bieszczadzkiej) i członek ZG GOPR. Odpowiada on za funkcjonowanie GOPR, bazę stacji ratunkowych, profesjonalne wyszkolenie, wyposażenie w specjalistyczny sprzęt ratowniczy i środki transportu. Czynny ratownik, przepracował społecznie 8.542 godziny, uczestnik 28 akcji i wypraw ratunkowych. - Narażając własne życie i zdrowie uratował niepełnosprawnego człowieka. Łukaszu, to co zrobiłeś jest wspaniałe, uratowałeś człowieka, jesteś prawdziwym bohaterem naszych czasów, takich ludzi nam dziś trzeba, skromnych, bezinteresownych, niosących pomoc w sytuacjach zwyczajnych i tych ekstremalnych wymagających nadzwyczajnej odwagi. Jesteś młodym człowiekiem, całe życie przed tobą, a już na starcie dokonałeś wyjątkowego czynu, czynu, którego tak wielu ci zazdrości i za który tak wielu cię podziwia i szanuje. Mam nadzieję, że przyznana nagroda im. Jana Rodowicza znacząco wpłynie na dalsze twoje życie, otworzy nowe, lepsze perspektywy, czego z całego serca gorąco ci życzę - mówił Jacek Dębicki. Zwracając się do słuchających i oglądających galę apelował, by nie dopuścić do zapomnienia o takich czynach, by pomóc wykorzystać potencjał bohaterów, ich możliwości, ich oddanie i chęć pomagania innym.
Łukasz nie krył wzruszenia, podziękował za zaproszenie i zapewnił, że dumny jest z tego, że uratował człowieka. - My jesteśmy dumni, że jest pan z nami i ta nagroda jest w pana rękach - mówiła Paulina Chylewska.
Za całokształt dokonań i postawę życiową nagrodzono o. Edwarda Konkola, twórcę białostockiego Stowarzyszenia Pomocy Rodzinie Droga. Natomiast w kategorii zaangażowanie i działalność społeczna nagrodę otrzymały Marta Krzeptowska i Maria Krzeptowska-Marusarz. Prowadzą one schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich i angażują się w liczne inicjatywy lokalne, takie jak poprawa bezpieczeństwa turystów w górach czy organizacja kursów przeciwlawinowych. W 2015 r. zorganizowały w Zakopanem koncert Dla Syrii po góralsku w ramach Polskiej Akcji Humanitarnej - SOS dla Syrii.
Łukasz Walkowiak zapewnił, że nie spodziewał się tak wysokiego wyróżnienia, nie myślał, że dokonał czynu, który zasłuży na tak duże uznanie. - Postąpiłem jak dyktowało mi serce, wiedziałem, że jest człowiek i najważniejszym było go uratować, wydostać z pożaru. Na pytanie, czy gdyby sytuacja się powtórzyła, znając już ogrom i skalę zagrożenia, kalkulując tę całą sytuację, postąpiłby ponownie tak samo, zapewnił, że bez względu na wszystko poszedłby z pomocą drugiemu człowiekowi. - Moje zdrowie czy życie było wówczas bez znaczenia, nie potrafiłbym obojętnie przyglądać się śmierci w sytuacji, kiedy mogę człowieka uratować - zauważył Łukasz Walkowiak.
Łukasz tuż przed pożarem wrócił z pracy za granicą i szukając bezskutecznie zatrudnienia w okolicy zastanawiał się, po co wrócił. Po pożarze sołtys Głogowińca Grzegorz Kowalski przekonywał go, że teraz już zna odpowiedź na to pytanie - po to by uratować życie sąsiada.
Nasz bohater nie ukrywa, że rozważa możliwość powrotu za granicę, by podjąć pracę, choć jego marzeniem jest znalezienie pracy w okolicy, tak by pozostać z rodziną, w otoczeniu bliskich osób, bo rozłąka jest trudna. Tym bardziej trudna dla młodego, wrażliwego chłopaka, ceniącego sobie rodzinę, przywiązanego do swojej małej ojczyzny.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1308 (10/2017)
Inne informacje na ten temat:
Informacje z Muzeum Powstania Warszawskiego
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze