Reklama

Łzy Sebastiana Sz.

Dobrze zbudowany mężczyzna pobił drobne dziecko. Potężna dysproporcja sił. Prokurator Anna Banaszak wnosząc o 15 lat więzienia wobec Sebastiana Sz. nie miała wątpliwości, że obrażenia u niespełna dwuletniej Wiktorii, które spowodowały jej śmierć, nie mogły powstać samoistnie. Obrona miała zastrzeżenia wobec działań lekarzy i biegłych. Sędzia Andrzej Rumiński przeświadczony, że przemoc wobec dziewczynki mógł zastosować jedynie oskarżony, skazał Sebastiana Sz. na 11 lat więzienia. Ciąg dalszy nastąpi, ponieważ obrońca Marek Sałacki zapowiedział apelację.

Przed rozprawą Sebastian Sz. wulgarnie odniósł się do fotoreporterów fot. Arkadiusz Majszak

     W zeszły czwartek sędzia Sądu Okręgowego Andrzej Rumiński zakończył przewód sądowy mający na celu wyjaśnienie okoliczności śmierci dwuletniej Wiktorii ze Żnina. Dziewczynka zmarła 25 stycznia 2011 r. Prokuratura postawiła zarzuty rodzicom Wiktorii.
     MALTRETOWAŁ I BIŁ PO CAŁYM CIELE
     Doprowadzony przez policję na rozprawę Sebastian Sz. oskarżony o znęcanie się nad córką, które doprowadziło do jej śmierci, rzucił w holu kilka wulgarnych słów w kierunku fotografujących go fotoreporterów. Joanna M., matka Wiktorii, od początku procesu odpowiadała z wolnej stopy.
     Prokurator Anna Banaszak w mowie końcowej wyjaśniła, iż Sebastian Sz. został oskarżony o znęcanie się nad swoją niespełna dwuletnią córką Wiktorią. W ostatniej fazie znęcania umyślnie spowodował u dziecka uraz jamy brzusznej, który w konsekwencji doprowadził do śmierci dziewczynki. Czyn ten został zakwalifikowany jako nieumyślne spowodowanie śmierci. W opinii pani prokurator, postępowanie sądowe wykazało, że nie ma podstaw do przyjęcia - jak pierwotnie oceniono w postępowaniu przygotowawczym - tak długiego okresu znęcania się nad dzieckiem (od września 2009 roku). Zaznaczyła, iż oskarżony nie przyznał się do winy. Zapewniał, iż nigdy nie stosował przemocy wobec dziecka, a siniaki na ciele dziewczynki były wynikiem uderzania się podczas zabawy lub uderzenia się zabawką. Była to jedynie linia obrony oskarżonego, zmierzająca do uniknięcia odpowiedzialności za popełniony czyn.
     - Dziecko nie mogło przeciwstawić się przemocy i nie mogło nikomu się poskarżyć, że coś takiego się działo - zwróciła uwagę Anna Banaszak. I dodała, że w tej sprawie z oczywistych względów pokrzywdzona nie mogła zeznawać za życia. Brak zeznań nie oznaczał jednak, że faktu dlaczego dziewczynka zmarła, nie można było ustalić. Dla pani prokurator kluczowymi okazały się opinie medyczne biegłych z Bydgoszczy i Łodzi. Z opinii łódzkich biegłych wynika, że do perforacji jelita doszło na kilka godzin przed śmiercią w wyniku uderzenia. Według pani prokurator jest bardzo mało prawdopodobne, by wszystkie urazy ujawnione po śmierci dziecka powstały w wyniku przewracania się i uderzania o różne przedmioty. Przytoczone w opinii wnioski dają podstawę do przyjęcia faktu, iż oskarżony znęcał się nad osobą nieporadną, jaką jest dziecko. W opinii biegłych, bezpośrednio przed śmiercią Wiktorii przemoc wobec niej była na tyle intensywna, że na ciele powstały liczne obrażenia. Jeżeli ofiarą jest tak małe dziecko, gdzie każdy uraz może skutkować uszczerbkiem na zdrowiu, a nawet przyczynić się do śmierci, w przypadku przestępstwa popełnionego wobec Wiktorii przesłanki te zostały, według Anny Banaszak, spełnione.
     - Mimo iż nikt nie widział, że oskarżony uderzył córkę, to wszystkie dowody świadczą, że oskarżony w ostatnim czasie życia dziecka maltretował je i bił je po całym ciele. Tak wynika z opinii biegłych - przekonywała pani prokurator. I podkreśliła, że obrażenia na ciele dziecka nie mogły powstać samoistnie. Opinie biegłych są bowiem w tej kwestii jednoznaczne, że doszło do szeregu urazów brzucha.
     Prokurator Anna Banaszak wniosła o uznanie Sebastiana Sz. winnym zarzucanego mu czynu i wymierzenie kary 15 lat pozbawienia wolności, gdyż przestępstwa wobec Wiktorii dopuścił się w warunkach recydywy. Wcześniej był karany za znęcanie się nad swoim synem Dominikiem, będącym owocem związku z inną kobietą. Pani prokurator stwierdziła, iż nie znalazła okoliczności łagodzących wobec Sebastiana Sz.
     - Na niekorzyść oskarżonego przemawia charakter popełnionego czynu, jego szkodliwość społeczna, dopuszczenie się czynu w warunkach recydywy i brak skruchy - oceniła pani prokurator.
     Anna Banaszak wyjaśniła, że inaczej rzecz się przedstawia wobec oskarżonej matki Wiktorii Joanny M., której prokuratura zarzucała narażenie dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia lub spowodowania uszczerbku na zdrowiu poprzez fakt, że nie reagowała, kiedy Sebastian Sz. stosował wobec córki przemoc. Postępowanie sądowe nie wykazało, by Sebastian Sz. stosował wobec córki przemoc przez dłuższy czas. Znęcał się nad nią w ostatnich chwilach jej życia, czym przyczynił się do jej śmierci. Działo się to w czasie, kiedy Joanna M. poszła do lekarza, a dziecko zostawiła pod opieką ojca. Skoro więc wcześniej Sebastian Sz. nie znęcał się nad dzieckiem, to Joanna M. nie miała czemu zapobiegać, by chronić dziecko przed ojcem. Cały czas negowała, by Sebastian Sz. stosował wobec dziecka przemoc.
     - Ja nie dostrzegam możliwości wykazania, że oskarżona stworzyła bezpośrednio niebezpieczeństwo utraty życia przez córkę - zwróciła uwagę Anna Banaszak i wniosła o uniewinnienie oskarżonej. Podkreśliła jednak, że Joanna M. ponosi odpowiedzialność moralną za śmierć dziecka. Przypomniała, iż Joanna M. została kilka razy uderzona przez Sebastiana Sz., a mimo to nie zrobiła nic, żeby temu przeciwdziałać. Tkwiła w związku, przyjmując zachowawczą postawę wobec nasilającej się agresji konkubenta.
     BOSKIE PRZEKONANIE O NIEOMYLNOŚCI
     Mecenas Jan Adam Balon po śmierci Wiktorii został ustanowiony jej kuratorem. Brał udział w procesie jako oskarżyciel posiłkowy. Jego zadaniem była ocena m.in. zachowań oskarżonych, jakimi rodzicami byli Joanna M. i Sebastian Sz. i czy rzeczywiście przyczynili się do śmierci córki. Adwokat uważa, że dołożył wszelkich możliwych starań, by wywiązać się ze swej roli. Według Jana Balona winnymi śmierci dziecka powinni zostać uznani oboje rodzice, ponieważ popełnili wiele nieprawidłowości. Wnosił o uznanie ojca za winnego nieumyślnego spowodowania śmierci Wiktorii oraz uznania matki winną nieumyślnego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia.
W opinii mecenasa, w czasie sekcji zwłok dziecka popełniono błędy. Zaznaczył, że osobiście uczestniczył w tysiącach sekcji zwłok. Zdaniem Jana Balona m.in. nie zabezpieczono fragmentów skóry, nie badano całych powierzchni skóry w celu wyeliminowania plam opadowych.
     Adwokat podkreślił, że podczas postępowania sądowego musiał ustalić, czy Sebastian Sz. bił dziecko, czy był dobrym ojcem. Zwrócił uwagę, że dysponuje zdjęciami przedstawiającymi wspólnie Sebastiana Sz, Joannę M. i Wiktorię. Na jednym z nich Sebastian Sz. trzyma na rękach dziewczynkę. Z fotografii nie wynika, by ojciec znęcał się nad córeczką. Wprost przeciwnie, zdaniem mecenasa to dziecko do ojca lgnęło. Zachowanie dziecka na zdjęciach w opinii mecenasa przedstawia szczęśliwą rodzinę i nie wskazuje, by oskarżony znęcał się nad córką. Zdaniem Jana Balona, tak małe dziecko nie myśli, kiedy ojciec wyciąga rękę, tylko działa mechaniczne. Gdyby było bite, na rękach ojcach byłoby niespokojne.

Reklama
Sebastian Sz. został skazany w następstwie art. 156 par. 3 kodeksu karnego. Artykuł ten w paragrafie 1 mówi, że kto powoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci:
1) pozbawienia człowieka wzroku, słuchu, mowy, zdolności płodzenia,
2) innego ciężkiego kalectwa, ciężkiej choroby nieuleczalnej lub długotrwałej, choroby realnie zagrażającej życiu, trwałej choroby psychicznej, całkowitej albo znacznej trwałej niezdolności do pracy w zawodzie lub trwałego, istotnego zeszpecenia lub zniekształcenia ciała, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
par. 2 Jeżeli sprawca działa nieumyślnie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
par. 3 Jeżeli następstwem czynu określonego w par. 1 jest śmierć człowieka, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.
(am)

     Jan Balon zarzucił lekarzowi Tomaszowi K., że popełnił wszelkie możliwe błędy i zaniedbania podczas reanimacji dziecka. Kwestionował m.in. próbę założenia wkłucia w zapadnięte żyły. Dodał, iż biegli asekurowali się, żeby lekarzowi czegoś nie zarzucić.
     Mecenas uważa za normalne objawy, kiedy dziecko się o coś uderzy. Przyznał, że podczas wideokonferencji z łódzkimi biegłymi (w kwietniu - am) jeden z profesorów pytany przez mecenasa, czy podczas sekcji ujawniono siniaki czy plamy opadowe, miał wręcz boskie przekonanie o swojej nieomylności. I dodał: - W czasie sekcji popełniono błędy nie dokumentując wycinków skóry czy jelita. Nie wiadomo, czy tam nie doszło do skrętu kiszek i pęknięcia jelita. Jan Balon przypomniał również dawne metody stosowane wobec opozycjonistów przez organy bezpieczeństwa w czasach PRL. - Milicja biła w brzuch i jelito nikomu nie pękało - zaznaczył oskarżyciel posiłkowy.
     Według Jana Balona, od początku sprawa toczyła się raz na korzyść, raz na niekorzyść oskarżonych. Przypomniał, że prawo karne stanowi, iż wszelkie niewyjaśnione kwestie przemawiają na korzyść oskarżonego. Zaznaczył, że przeszłość oskarżonego skutkuje tym, że lekarz Tomasz K. od razu podejrzewał, że dziecko było bite. Według mecenasa, rodzice ratowali dziecko. Z tego mogły powstać różne sińce i obrażenia.
     - Ja bardzo proszę, żeby wysoki sąd dał wiarę, że oboje rodzice nieudolnie i niewłaściwie, ale ratowali dziecko. Oni podrzucali wręcz dziecko. Tu można im te błędy przypisać. Wnoszę zatem o przypisanie ojcu nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka. Ja tego znęcania się nie dopatrzyłem. Postępowanie nie ujawniło, żeby byli złymi rodzicami. Nie można tu przypisać znęcania się. Było to niewłaściwe postępowanie z dzieckiem chorym, któremu coś dolegało - stwierdził Jan Balon. Adwokat mówiąc, iż dziecko było chore, miał na myśli skazę krwotoczną, na którą powoływali się w zeznaniach rodzice Wiktorii, co również podejrzewali lekarze.
     Podczas mowy końcowej Jana Balona oskarżony wyglądał na zadowolonego. Można było dostrzec uśmiech na twarzy. Sprawiał wrażenie pewnego siebie.
     NIEJEDNOZNACZNE OPINIE
     Justyna Komowska, obrońca Joanny M., przyznała, że o niewinności oskarżonej była przekonana od początku postępowania. Część jej mowy końcowej dotyczyła dziennikarzy. W opinii pani mecenas, media to rząd dusz nad ludźmi, którzy czytają prasę i oglądają wiadomości. Jej zdaniem, wyrok w tej sprawie został już wydany zanim doszło do rozprawy. Przypomniała o zasadzie domniemania niewinności, która pozostaje dla mediów już tylko papierową zasadą.
     - Nie można wydawać wyroku przed zakończeniem postępowania - skierowała uwagę do dziennikarzy. I zaznaczyła, że sama doświadczyła nieprzyjemnych sytuacji ze strony bliskich krewnych, którzy na podstawie przekazów medialnych dziwili się, że jest obrońcą w takiej sprawie.
     Według pani mecenas, postępowanie sądowe wykazało słabość dowodów osobowych. Nawiązując do słów Jana Balona, iż sprawa toczyła się raz na korzyść, a innym razem na niekorzyść oskarżonych, podkreśliła, że to nie był mecz. Dodała, iż opinia biegłych powinna być dowodem, który potwierdziłby lub wykluczył winę oskarżonych.
     - Mamy do czynienia z opiniami niejednoznacznymi - przekonywała pani mecenas. Przypomnijmy, że opinia biegłych z Bydgoszczy i Łodzi wskazywała, że pęknięcie jelita było spowodowane uderzeniem, natomiast w opinii biegłej z Poznania Wiktoria mogła chorować na zespół Ehlersa-Danlosa, który mógł wywołać śmierć dziewczynki.
     Justyna Komowska wnosiła o uniewinnienie Joanny M.
     NIE ZROBIŁ JEJ KRZYWDY
     Marek Sałacki, obrońca Sebastiana Sz., stwierdził, że postępowanie zostało obarczone jednym grzechem. Przyjęto bowiem, że skoro Sebastian Sz. został raz oskarżony o pobicie dziecka, to jest złym człowiekiem i zawsze będzie bił.
     - W takim kierunku to postępowanie było prowadzone, bo przyjęto, że oskarżony to dziecko bił. Świadkowie nie dopatrzyli się żadnych przesłanek znęcania się nad dzieckiem. To postępowanie wykazało również kruchość medycyny. Wykazało, że lekarze nie mają wiedzy i czasu. Jeżeli były bez przerwy sygnały, że dziecko ma zasinienia, że uderzało się w taboret i inne przedmioty, to powinno dać bodziec lekarzom co jest tego przyczyną.
     W opinii pani z Poznania wskazuje, że mogło chorować dziecko na tę chorobę, jednakże błędy popełnione przez anatomopatomorfologa przekreśliły stwierdzenie jednoznaczne co było przyczyną śmierci - przekonywał w mowie końcowej obrońca oskarżonego. Mecenas zaznaczył, że chirurdzy chirurgii miękkiej zapewniali go, że zapalenie otrzewnej u chłopca wywoła śmierć niemalże natychmiastowo, a u dziewczynki dopiero po kilku dniach. Dodał, iż nikt nie odpowiedział na pytanie, jakie spustoszenie w organach wewnętrznych powoduje stan zapalny.
     - Gdyby oskarżony uderzył dziecko pięścią w brzuch, to ten brzuszek byłby jednym większym siniakiem. Biegli, którzy wydali na końcu opinię, piszą, że nie można udowodnić, że urazy powstały w następstwie przemocy. Mamy zatem poszlaki. Dlaczego zarzut stawia się tylko oskarżonemu? Przecież matka też mogła pobić dziecko. Mówi się o uderzeniu, ale nie mówi się, kto spowodował to uderzenie, przy czym nie wierzę tu w winę ani jednego, ani drugiego z rodziców. Nie można przyjąć za fakt, że jeśli oskarżony uderzył konkubinę, to bił też dziecko. Nie stwierdzono, że oskarżony czerpie przyjemność ze swojej złości. Uznano, że nie ma dewiacji. Gdyby ojciec znęcał się nad córeczką, to dziecko uciekałoby od niego, płakało, nie chciało iść na ręce - zaznaczył Marek Sałacki. I wnosił o uniewinnienie oskarżonego, bo - jak uzasadnił - materiał dowodowy w żadnym zakresie nie wykazał jego winy.
     Sebastian Sz. w ostatnim słowie powiedział, że bardzo kochał córkę i nie zrobił jej krzywdy. Przyznał, że jeśli jest winny, to jedynie nieumyślnego spowodowania śmierci Wiktorii, ponieważ nie wiedział o jej stanach chorobowych. - Jestem osobą niewinną i proszę o uniewinnienie - wnosił Sebastian Sz.
     ŚMIERĆ W WYNIKU PRZEMOCY
     Po godzinnej przerwie przewodniczący składu orzekającego sędzia Andrzej Rumiński ogłosił wyrok. Oskarżonego Sebastiana Sz. uznał za winnego tego, że 24 stycznia 2011 roku dokonał pobicia Wiktorii poprzez kilka uderzeń ręką, w wyniku czego dziewczynka doznała obrażeń wewnętrznych i pęknięcia jelita, na skutek czego 25 stycznia 2011 r. nastąpiła jej śmierć. Oskarżony dopuścił się czynu z art. 156 par. 3 kodeksu karnego i został skazany na karę 11 lat więzienia. W poczet kary sędzia zaliczył Sebastianowi Sz. okres tymczasowego aresztowania (około 1,5 roku). Podczas odczytywania wyroku po policzkach Sebastiana Sz. płynęły łzy.
Joanna M. została uniewinniona od zarzucanego jej czynu.
     W uzasadnieniu wyroku sędzia Andrzej Rumiński wyjaśnił, że początkowo zarzucano oskarżonemu, iż przez dłuższy czas znęcał się nad Wiktorią. Podczas postępowania sądowego przesłuchano kuratorów, lekarzy, pracowników Ośrodka Pomocy Społecznej. Żaden ze świadków nie dostarczył danych, z których by wynikało, że oskarżony bił dziecko lub na nie krzyczał. Materiał dowodowy nie daje więc podstaw do przyjęcia, że oskarżony do 23 stycznia 2011 roku znęcał się nad swoim dzieckiem. Takiego znęcania - według sędziego - nie było. Jeśli oskarżony nie znęcał się nad dzieckiem, to oskarżona nie mogła być świadkiem znęcania się nad dzieckiem i nie miała czemu przeciwdziałać.
     Odrębną sprawą jest 24 stycznia 2011 r. Matka musiała tego dnia wieczorem pójść do lekarza. Wiktoria została sama z oskarżonym. Po powrocie matki od lekarza coś zaczęło się dziać. Dziecko zmarło.
     Sędzia zaznaczył, że w przypadku pierwszej opinii biegłej z Bydgoszczy nie uwzględniono, że śmierć mogła nastąpić samoistnie z powodu choroby. Druga opinia biegłej z Poznania odnosiła się do zagadnień związanych z genetyką. Dopiero biegli z Łodzi dobrze i skrupulatnie przeanalizowali każde obrażenie. Według sędziego opinia biegłych z Łodzi była koronna.
     - Pęknięcie jelita nie było wynikiem choroby. Mogło do niego dojść jedynie w wyniku przemocy. A przemoc mógł zastosować jedynie oskarżony, gdyż to on pozostał z dzieckiem w domu - uzasadnił sędzia. I dodał: - Można ustalić, że doszło do kilku uderzeń ręką. W związku z tym doszło do zasinień okolicy szyi, głowy i brzucha. Te zasinienia nie spowodowały śmierci dziecka. Śmierć spowodowało pęknięcie jelita, w wyniku którego doszło do zapalenia otrzewnej i dziecka nie udało się uratować.      Oskarżony przewidywał, że dziecko dozna takich obrażeń i się na to godził. To dziecko było drobne, a oskarżony jest osobą dobrze zbudowaną. Dziecko nie mogło się obronić i komukolwiek o tym powiedzieć. W opinii sędziego nie można mówić w tym przypadku o zabójstwie, ale o trwałym uszczerbku na zdrowiu, który doprowadził do śmierci dziecka. Najprościej rzecz ujmując - Sebastian Sz. bijąc Wiktorię działał umyślnie, ale jej śmierć spowodował nieumyślnie.
     APELACJA A MOŻE I KASACJA
     Czyn popełniony przez Sebastiana Sz. maksymalnie zagrożony był karą 12 lat pozbawienia wolności. Ze względu na recydywę karę można było podnieść maksymalnie do 15 lat. Sędzia przyznał, że nie bez znaczenia był fakt, że oskarżony był już wcześniej karany i znów dopuścił się tego czynu względem dziecka dwuletniego. Zdaniem sędziego, w czasie zdarzenia nastąpiła potężna dysproporcja sił. Oskarżony postąpił w sposób bardzo zły, gdyż jego córka w wyniku popełnionego przez niego przestępstwa zmarła. Oskarżony powinien wyciągnąć wnioski, żeby żadnego dziecka już nigdy więcej nie skrzywdził.
     Sebastian Sz. wysłuchał uzasadnienia wyroku skruszony. Obok niego siedział jego obrońca. Zgoła inne nastroje towarzyszyły Joannie M. i jej obrońcy Justynie Komowskiej, które po wyjściu z sali rozpraw serdecznie się uściskały. Sebastian Sz. opuścił sąd skuty łańcuchami, w asyście policji, podtrzymywany na duchu przez matkę. Trafił z powrotem za kratki. Sąd bowiem nie przychylił się do wniosków obrońców i oskarżyciela posiłkowego, by uchylić wobec niego areszt tymczasowy. Wyrok nie jest bowiem prawomocny, a obrońca oskarżonego Marek Sałacki zaraz po ogłoszeniu wyroku zapowiedział, że złoży apelację. Dodał, że jeśli zajdzie taka potrzeba, będzie też wnosił o kasację wyroku.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1110 (21/2013)

Reklama

 

 

 

Inne teksty na ten temat:

11 lat więzienia dla Sebastiana Sz.

Nie choroba genetyczna, lecz pobicie

Wiktoria została pobita

Opinia gotowa, ale bez podpisu

Sprawa wysoce medyczna

Biegła z Poznania: dziewczynka mogła chorować

Ojciec Wiktorii na wolności

Nadal brak opinii w sprawie śmierci Wiktorii

Dziecko mogła zarazić matka

Zeznawali lekarze

Jelito samo nie pęka

Dłuższa przerwa

Kolejni biegli pytani o opinię

Związek między dolegliwościami matki i dziecka

Zeznawali lekarze, nie ma wyroku

Obrona wzywa na świadka doktora Z.

Reklama

Oskarżony czuje się zagrożony

Ojciec Wiktorii nie przyznaje się do winy

Skaza krwotoczna wykluczona

Sebastian Sz. nie przyznaje się

Matce Wiktorii postawiono zarzut

Zarzuty tylko wobec Sebastiana Sz.

Wiktoria zmarła w wyniku pobicia

Prokurator generalny sprawdza

Wiktoria a świat dorosłych

Oskarżony o śmiertelne pobicie córeczki

Sebastian Sz. w areszcie śledczym

Wyrok utrzymany

 

Podobne teksty:

Tragedia dziecka

(Ad)Opcja rodziny zastępczej

Babcia czeka na decyzję sądu

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości