Reklama

Łzy, żal, ból i nadzieja

Wywieziono dwa transporty elementów dachu kościoła, które po pożarze zalegały na terenie wokół kościoła

     fot. Sylwia Wysocka

Kościół, Rogowo, pożar
     Łzy, żal, ból i nadzieja
     Opadają emocje, pozostaje ból i rzeczywistość, obawa, kiedy uda się świątynię odbudować i czy będzie za co. Kościół otworzył konto na odbudowę kościoła w Rogowie, na które zbierane są datki. Numer konta 62 8159 0003 2003 0304 4394 0002.

     Po pożarze zabytkowego kościoła św. Doroty w Rogowie msze odprawiane są zgodnie z harmonogramem na plebanii i w Gminnym Domu Kultury, planowo odbyła się też wielkanocna spowiedź. Po szoku i niedowierzaniu przychodzi czas na refleksje. Wierni tej parafii zapewniają, że teraz patrząc na ogrom zniszczeń zdają sobie sprawę, że drzwi świątyni długo zostaną dla nich zamknięte. Wielu z nich przychodzi pod kościół, staje na moście i wpatruje się w świątynię pozbawioną dachu, wież. Boję się, kiedy uda się odbudować zniszczenia, kiedy świątynia odzyska blask. - Kiedy płonie dom boży, to w człowieku coś umiera, nie da się opisać tego, co czuje katolik widząc taką tragedię - mówi zapłakana, wsparta o rower kobieta wpatrująca się w kościół.
     DARIMEX SPRZĄTA TEREN
     W sobotni ranek w porozumieniu z księdzem proboszczem teren wokół kościoła, który jednocześnie jest terenem cmentarza, uporządkowali pracownicy firmy Darimex z Rogowa. Wywieziono dwie ciężarówki pozostałości po drewnianej konstrukcji dachu i uszkodzonych dachówkach.
     - Jako lokalny przedsiębiorca i mieszkaniec tej parafii, posiadając sprzęt postanowiłem podjąć działania celem uporządkowania terenu wokół kościoła. Decydowały tu nie tylko względy estetyczne, ale względy bezpieczeństwa - leżały tu porozbijane dachówki, drewniane elementy z gwoździami. To zalegało przy kościele, czyli na terenie cmentarza, a cmentarz jest czynny. Ludzie odwiedzają groby swych bliskich - tłumaczy Dariusz Piekarski. Niebawem jego firma zajmie się też usuwaniem zalegających na stropie elementów dachu kościoła, uprzątnięciem stropu, choć prace te będą utrudnione z uwagi na brak swobodnego dojazdu do obiektu otoczonego cmentarzem, gdzie wszelkie prace wykonywać będzie trzeba głównie ręcznie.
     - Sam widok był wstrząsający, żywioł o dużym rozmachu, olbrzymi budynek w ogniu. Zdarzenie to miało wymiar nie tylko materialny, ale i duchowy. Tu brałem ślub, chrzczone były dzieci, czyli te chwile miłe, jak i trudne - chociażby pogrzeb dziadka. Człowiek zżyty jest z tą świątynią - mówi Dariusz Piekarski.
     Przedsiębiorca przyznaje, że nie znając wytycznych konserwatora i oceny stanu stropu, nie jest w stanie oszacować kosztów, jakie przyniesie odbudowa, ale z całą pewnością będą to setki tysięcy, bo sama wymiana dachu przed kilkoma laty kosztowała 250.000 zł.
     PŁONĄCY KOŚCIÓŁ CIĄGLE PRZED OCZYMA
     - Obudził mnie dziwny hałas, na stary czas to była 4:00 rano. W pierwszej chwili pomyślałam, że ktoś na siłę chce otworzyć naszą bramę, spojrzałam w okno, jednak nikogo nie było, hałas docierał nadal, kiedy spojrzałam drugi raz, zauważyłam ogień na dachu kościoła. Jak się okazało, ten trzask, który mnie obudził, to odgłos spadających dachówek. Widok przerażający, ogień rozchodził się w takim tempie, ciemno i ten palący się dach naszej świątyni. Ta cała sytuacja zablokowała mnie do tego stopnia, że nie byłam w stanie przypomnieć sobie numeru do straży, wykręciłam 997 i zgłosiłam pożar na policję - opowiada mieszkająca niedaleko kościoła kobieta, która wezwała pomoc. Jak relacjonuje, pierwsza straż była po 10-12 minutach, ona sama szybko się ubrała i pobiegła budzić księdza. - Jest to ogromna tragedia dla nas wszystkich, jestem katoliczką, to jest mój kościół i nie życzę nikomu, by doświadczył takiego przeżycia. Ksiądz bardzo dba o kościół, teraz musimy zrobić wszystko, by został jak najszybciej odbudowany, bo to nasz kościół - mówi parafianka.
     Właścicielka innej pobliskiej posesji mówi, że zbudził ją hałas spadających dachówek. Kiedy spojrzała na kościół, dach był już w płomieniach. - Człowiek wtedy zdaje sobie sprawę, jaki jest bezsilny, jak mało znaczy wobec żywiołu. Szczęściem w tym nieszczęściu było to, że nikt w tym pożarze nie ucierpiał, że nie było ofiar. Nasz proboszcz to bardzo skromy człowiek, inwestował w kościół, parafię, nie obnosił się bogactwem ani luksusami - zapewnia mieszkanka ul. Kościelnej.
     Adam Kasprzak, strażak-ochotnik, mówi, że ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Na miejsce jako pierwsza dotarła jednostka OSP Rogowo. Tuż za nią zawodowi strażacy z PSP w Żninie. Dojeżdżały kolejne jednostki ze Złotnik, Grochowisk Księżych, jednostki spoza gminy - z Janowca, Gąsawy, Białożewina, Barcina, Mamlicza.
     - Ogień rozpoczął się od jednej z wież. Następnie przeniósł się na drewnianą konstrukcję dachu. Rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Po czym zajęła się ogniem druga z wież zabytkowego neogotyckiego kościoła. Ludzie byli bardzo przerażeni widokiem płonącej świątyni. Towarzyszyły im różne emocje spowodowane widokiem ognia i trzaskiem spadających dachówek. Jedni stali, jak osłupiali wpatrując się w ogień, inni płakali - relacjonuje Adam Kasprzak. Świadek zdarzenia potwierdza, że wnętrze kościoła nie zostało objęte ogniem, lecz także uległo zniszczeniu. Akcję utrudniał przyległy cmentarz. Konieczne było użycie specjalistycznego sprzętu. Na początku na miejsce zadysponowano podnośnik z Komendy Powiatowej PSP w Żninie. Następnie na pomoc przybyły podnośniki z Komendy Wojewódzkiej PSP w Toruniu i Komendy Powiatowej PSP w Inowrocławiu. - Kiedy udało się opanować ogień, strażacy rozpoczęli ewakuację mienia oraz zajęli się zabezpieczeniem ołtarzy i ławek - relacjonuje Adam Kasprzak.
     - Syreny, straż i informacja, że pali się kościół, to emocje nie do opisania, trudno nazwać, co wówczas dzieje się w człowieku. Coś strasznego, nikt się tego nie spodziewał i rozmiar strat, żeby takie bele się tak zapadły, ogromy pęd tego ognia. Ciężko przeżyć, spłonęła część domu bożego, domu nas wszystkich, teraz nie wiadomo, co dalej. Oby jak najszybciej przykryć świątynię dachem. To jest coś strasznego, łzy się same cisną do oczu na samą myśl o tym nieszczęściu - mówi Stanisław Danelski z Rogowa.
     - Ogień widać było z drogi z Czewujewa. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, okazało się, że to kościół się pali. Widzieliśmy płonący dach, wieże, strażaków w akcji, towarzyszył temu straszny hałas pękających dachówek, ognia. Wrażenia straszne. Dla mnie ta sytuacja utożsamiała się z wojną, przerażające uczucie, bo palił się kościół, pierwszy raz coś takiego widziałem i mam nadzieję, że po raz ostatni - mówi pan Andrzej, który w niedzielę 30 marca jechał do pracy w Rogowie.
Martyna Goclik z Urzędu Gminy podkreśla, że kościół był wizytówką Rogowa - zabytek, którego zdjęcia publikowane były w folderach i licznych publikacjach. Obecny widok chwyta za serce.
     Wiesława Sosińska słyszała syrenę wyjeżdżającej straży i uznała, że doszło do wypadku. Po chwili zadzwonił telefon i dotarła wieść, że pali się kościół. - W piżamach wylecieliśmy z domu, sąsiadka krzyczała, że to kościół w ogniu, w jednej chwili byliśmy ubrani i pędziliśmy do kościoła wierząc, że będziemy tam potrzebni, że w czymś pomożemy. Niestety. To co zobaczyliśmy nas przeraziło, łzy się same cisnęły do oczu, ból, widok palącego się kościoła, to jak strata najbliższej osoby. Nawet po mszach ludzie wychodzili z Domu Kultury w zadumie, refleksji, nie było spotkań w grupach, rozmów, pozdrowień, wszyscy w żałobie - mówi Wiesława Sosińska. Kobieta opowiada, że w Rogowie mieszka od 24 lat, wcześniej miała daleko do kościoła, dlatego teraz starała się jak najczęściej uczestniczyć w mszach. Zapewnia, że wierni są związani z tym kościołem, docenia postawę księdza - bardzo pracowitego, uczciwego i skromnego człowieka, dbającego o parafię, kościół, organizującego zbiórki dla potrzebujących. - Czekamy tylko na sygnał, na zgodę, jesteśmy w gotowości, chcemy nieść pomoc przy odbudowie, nie tylko tę materialną, ale i fizyczną. Wierzymy, że z bożą pomocą uda się nam szybko odbudować dach naszej świątyni, bo dach najważniejszy - deklaruje Wiesława Sosińska.
     Beatę Wodzińską mieszkającą w centrum Rogowa obudziły nad ranem syreny. - Widać było dym i ogień, ktoś krzyczał, że pali się kościół. Widok był straszny, straż zabezpieczała dojście, my staliśmy na ulicy Maciaszczyka, łzy ludziom same płynęły, jesteśmy bardzo zżyci z naszym kościołem - mówi Beata Wodzińska.
     Leszek Nowak z Rogowa opowiada, że jak zadzwonił do niego kuzyn, to nie chciał w to wierzyć. - Nie da się opisać tego, co człowiek czuje na taki widok, nikt się takiej tragedii nie spodziewał. W domu płacz, smutek, każdy zmartwiony, ale wierzę, że z pomocą mieszkańców i ludzi dobrej woli uda się nam odbudować nasz kościół. Niechby każdy dał po 1 zł, a w takiej sytuacji każdy grosz się liczy - mówi Leszek Nowak przyznając, że obawiał się widoku palącego się kościoła, brakło mu odwagi, by zmierzyć się z tym widokiem.
     - Widok masakryczny, całe życie staje przed oczami, tu byłam chrzczona, tu szłam do I Komunii Świętej, bierzmowanie, ślub, chrzciny córki. Bardzo to przeżyliśmy, cały dzień dzwoniła rodzina, znajomi, bo dowiedzieli się o tragedii. Byliśmy zszokowani, że taki gmach uległ tak ogromnemu zniszczeniu - mówi Magdalena Warda. Dodaje, że ten pożar to przykra i bolesna sprawa dla wszystkich wiernych, tym bardziej, że jest to jedyny kościół w Rogowie i do tego zabytek. - Ksiądz proboszcz przez te 25 lat zmienił wizerunek kościoła, włożył w to wiele serca, zaangażowania i poświęcenia, a znaczna tego część poszła z dymem - ubolewa Magdalena Warda.
     ZAMIAST SŁODYCZY - DATKI NA KOŚCIÓŁ
     Violetta Antkowiak ucząca religii w Zespole Publicznych Szkół w Rogowie opowiada, że wchodząc w poniedziałek na katechezy słyszała pytania od dzieci, czy wie, że spalił się kościół. - W głosie tych dzieci było przerażanie, smutek. Opowiadały, jak przeżywały to ich rodziny, że był płacz, żal, opowieści o przyjmowanych w tym kościele sakramentach. Pożar świątyni dla nich, dla ich rodzin nie był sensacją, a ogromnym przeżyciem. Opowiadały sobie o ogniu, o zapachu spalenizny, o tym jak biednie i smutnie wygląda teraz kościół. Niektórzy widzieli pożar z okien, inni byli tam w niedzielę z rodzicami, bardzo przeżywali widok świątyni pozbawionej dachu - relacjonuje spostrzeżenia najmłodszych Violetta Antkowiak. Na katechezach w związku z Wielkim Postem omawiane były modlitwa, jałmużna i post. Na początku każdej katechezy uczniowie modlili się o szybką odbudowę świątyni, deklarowali, że w poście wyrzekną się słodyczy, czipsów, a pieniądze, jakie by na to wydali, przeznaczą na odbudowę kościoła. Na koniec Wielkiego Postu pieniądze te przelane zostaną na konto odbudowy kościoła jako datek danej klasy. - Nie jest to na zasadzie zbiórki, a własnych wyrzeczeń w poście. Teorię zamieniamy w praktykę. Ważne, że dzieci same podjęły wyzwanie, odmówiły sobie w poście smakołyków, a pieniądze postanowiły przekazać na bardzo szczytny cel - mówi katechetka.
     Piotr Wojciechowski,  mieszkaniec Rogowa, słyszał syreny szykując się do pracy. W drodze do niej dowiedział się, że płonie dach kościoła. - Szkoda kościoła, do tego zabytkowej budowli, ciężko będzie pewnie uzbierać wystarczającą sumę na jej odbudowę - mówi.
     SZACOWANIE STRAT, USTALANIE PRZYCZYNY
     Wójt Rogowa Józef Sosnowski informuje, że w czwartek do Rogowa przybył wojewódzki konserwator zabytków, który zapoznał się z rozmiarem strat. - Rzeczoznawcy przygotowują ekspertyzę techniczną, ze wstępnych oględzin wynika, że strop jest w stanie dobrym. W najbliższym czasie zdjęte zostaną pozostałości spalonej więźby dachowej i wykonane wstępne prace zabezpieczające strop w obawie przed deszczem - mówi Józef Sosnowski.
     W niedzielny wczesny poranek zbudził wójta dźwięk wiadomości SMS alarmującej o strażackiej akcji. - Okna sypialni wychodzą w stronę kościoła, zauważyłem łunę ognia, wiedziałem, że coś się pali, ale ani przez myśl mi nie przeszło, że to kościół. Ubrałem się niezwłocznie i pojechałem. Ogromny szok. Na miejscu było już wiele jednostek straży, widok przerażający, spadające dachówki, kładące się krokwie, ogień, hałas - wspomina Józef Sosnowski.
     Przyznaje, że w tym całym nieszczęściu ważne jest to, że zachował się strop i nie ucierpiało aż tak bardzo wnętrze kościoła. Podczas akcji strop zaczął przeciekać, ale ławki i ołtarze zostały zabezpieczone. Odpadły w niektórych miejscach tynki. - W ogromie tej tragedii podjąłem działania, aby jak najszybciej przygotować salę Gminnego Domu Kultury, tak by mogła się tam odbyć już pierwsza, poranna msza święta - opowiada wójt. Od Wielkiego Czwartku do drugiego święta Wielkanocy nabożeństwa odprawiane będą w hali sportowej.
     - Słowa podziękowania należą się wszystkim służbom działającym w akcji - strażakom, policji, tym, którzy stali na straży naszego bezpieczeństwa i walczyli z żywiołem - mówi Józef Sosnowski.
     Marek Krygier z PSP w Żninie mówi, że informację o pożarze otrzymali z Centrum Powiadomienia Ratunkowego z Bydgoszczy, dodatkowo potwierdzenie otrzymali z policji. Na miejscu pierwsza była miejscowa jednostka OSP Rogowo, po niej Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza ze Żnina i dojeżdżały kolejne. Na miejscu był podnośnik hydrauliczny z PSP Żnin (24 m), ale okazał się za niski. Po rozpoznaniu sytuacji przekazano informację do Wojewódzkiego Stanowiska Kierowania, a tam zadysponowano dwa 40-metrowe podnośniki z Bydgoszczy i Inowrocławia. W pierwszej fazie pożaru, jak informuje oficer prasowy PSP w Żninie, wejście do kościoła było zbyt niebezpieczne, istniała obawa zawalenia się stropu. Dopiero po ugaszeniu możliwe było wyniesienie z kościoła drobnych przedmiotów m.in drogi krzyżowej, obrazów.
     Przyczyna pożaru nie jest jeszcze znana, sprawę bada policja.

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1156 (15/2014)

Reklama

 

 

Więcej na ten temat:

Spłonął dach, wieże i organy

Łzy, żal, ból i nadzieja

Wybrali droższego wykonawcę

Prezent dla parafii - odbudowany kościół

 

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości