Gmina Janowiec, izba przyjęć, ośrodek zdrowia
Mieszkanka gminy Janowiec postraszyła szpital TVN-em
Krystyna Szymańska z Chrzanowa jest wstrząśnięta tym, jak musiała patrzeć na cierpiącą w izbie przyjęć kobietę ze zmiażdżonym palcem, której przez kilka godzin nikt nie udzielił pomocy.
22 lutego córkę Krystyny Szymańskiej, która jest sołtysem Chrzanowa (gmina Janowiec) bolał brzuch. Był on na tyle uciążliwy, że dziewiętnastoletnia dziewczyna nie spała całą noc. W Ośrodku Zdrowia w Janowcu lekarz podstawowej opieki zdrowotnej podejrzewał wyrostek i skierował pacjentkę na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Pałuckim Centrum Zdrowia w Żninie. Lekarz, który zbadał córką pani sołtys wykluczył wyrostek. Dziewczynie pobrano krew, otrzymała kroplówkę i wróciła do domu. W opinii pani sołtys na drugi dzień ból powrócił, dlatego przyjechała z córką ponownie na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła.
- Jak tam dotarliśmy, to na oddziale ratunkowym był tłum ludzi. Zrobiło się poruszenie, bo nie miał się kto ludźmi zająć. Wszyscy ludzie psioczyli i byli oburzeni. Wśród oczekujących na pomoc była też kobieta z Łabiszyna z odciętym palcem. Przez 3 lub 4 godziny nikt jej nie dał zastrzyku przeciwbólowego. Zrobił się szum. Dopiero jak postraszyłam, że w Żninie dawno nie było TVN-u, to lekarz przyszedł od razu. I to się nazywa oddział ratunkowy? - dziwi się Krystyna Szymańska. Dodaje, że żal jej było mieszkanki Łabiszyna, która z bólu nie wiedziała co ma z sobą zrobić, usiąść czy chodzić. Ponadto na twarzy cały czas miała grymas spowodowany paraliżującym bólem.
Sołtys Chrzanowa zaznacza, że 23 lutego spędziła z córką na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym 6 godzin, od 1600 do 2200. Lekarz dyżurny poinformował córkę pani sołtys, by stawiła się następnego dnia na badanie USG. Kobiety przyjechały do Żnina po raz trzeci.
- I okazało się, że USG jest zamknięte i nikt tego nie zrobi. Po prostu z tej niemocy się rozpłakałam, bo dowiedziałyśmy się, że USG się nie robi, a dzień wcześniej kazano nam przyjechać. Na szczęście był w szpitalu doktor Wojdyga i powiedział, że nie mam się przejmować, bo coś da się zrobić. Badanie USG wykonała córce doktor Saskowska. Gdyby nie było doktora Wojdygi, to byśmy tego dnia odjechały z kwitkiem. Badania USG wykluczyły wyrostek - opowiada Krystyna Szymańska.
Zdaniem starosty Zbigniewa Jaszczuka, w takich sytuacjach należy złożyć skargę do dyrekcji szpitala, z opisem zaistniałej sytuacji.
Dyrektor Pałuckiego Centrum Zdrowia Roman Pawłowski nie ukrywa, że jest mu przykro, iż do takich sytuacji doszło. Przyznał, iż zarówno córka Krystyny Szymańskiej jak i mieszkanka Łabiszyna były pacjentkami Szpitalnego Oddziału Ratunkowego 23 lutego. Pacjentka z Łabiszyna miała zmiażdżony opuszek palca. Stan palca mógł być poddany ocenie chirurga, który w tym czasie akurat przebywał na bloku operacyjnym. Pacjentka była o tym poinformowana. Kiedy lekarz zakończył operację i zszedł do pacjentki z Łabiszyna, przeprosił, że musiała długo czekać. Udzielił jej wówczas pomocy i założył opatrunek. W opinii dyrektora, w tymże dniu zbieg okoliczności, którym był fakt, że lekarz przebywał na bloku operacyjnym, nie pozwolił na szybsze podjęcie interwencji wobec mieszkanki Łabiszyna. Zapytany, dlaczego zanim przyszedł chirurg nikt nie podał kobiecie środka przeciwbólowego wyjaśnił, że nie jest lekarzem, dlatego nie chciałby się w tej sprawie wypowiadać. Dodał, iż wypada jedynie przeprosić pacjentki, że do takiej sytuacji doszło.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1047 (10/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze