Brudzyń, wodociąg, budowa, studnia, woda
Nadzieje, pomiary, wycena, i na tym się skończyło
- Byłem w Urzędzie Miejskim, rozmawiałem z wiceburmistrz Jadwigą Chojnowską, chciałem, by straż pożarna przywiozła nam wody i wpuściła do studni. Usłyszałem, że tylko w przypadku awarii wodociągu gmina musi nam zapewnić dostawę wody - a przecież wodociągu nie mamy - bądź w przypadku wojny, i ręce mi opadły - mówi Mieczysław Tucholski. Planowaną budowę wodociągu z racji tego, że jej koszt okazał się kilkakrotnie wyższy od zagwarantowanych na to zadanie środków, radni postanowili wycofać z realizacji w tym roku.
Gabriela i Mieczysław Tucholscy prezentują studnię, z której za pomocą pompy elektrycznej pompują do mieszkania wodę o dziwnym zapachu i żółtawym zabarwieniu, ale tylko wtedy, kiedy w studni ona jest fot. Sylwia Wysocka W styczniu mieszkańcy Brudzynia zwanego potocznie Dziekczynem przeczytali w Pałukach, że radni w planach inwestycyjnych mają budowę wodociągu do ich zabudowań. Radość była ogromna, ponieważ wodociąg od lat jest ich marzeniem. Zwłaszcza latem, kiedy studnie wysychają, a woda jaka do nich nachodzi ma dziwny zapach, a czasami i barwę. W okresie letnim często pozostają bez wody. Muszą ją dowozić od rodziny, znajomych, w pięciolitrowych baniakach. Choć może trudno w to uwierzyć, w podjanowieckiej wsi w XXI wieku wydzielają każdy litr wody.
PROSZĄ O CHLOR
- Kiedy dowiedzieliśmy się, że radni i władze miasta wreszcie dostrzegli nasz problem, który stanowi dla nas ogromną uciążliwość, nie pozwala żyć na takim standardzie, jak innym mieszkańcom tej gminy, nasza radość była ogromna. W sąsiednim budynku czy mieszkaniu mieszkają starsze osoby, schorowane - w dowożenie wody często są zaangażowane całe rodziny - mówi Mieczysław Tucholski, który sam próbował walczyć z brakiem wody. Podjął się wyczyszczenia studni obok swojego domu, liczył, że wyczyszczenie i odkażenie chlorem sprawi, że wody będzie więcej, a jej zapach przestanie przypominać muł czy zgniliznę.
Prace wykonał, zapoznał się z instrukcjami, że do studni po jej wyczyszczeniu wlać należy chlor, żeby ją odkazić i przez kilkanaście godzin z wody tej nie korzystać. Jednak - jak opowiadają Mieczysław i Gabriela Tucholscy - kiedy poprosili o chlor szefa janowieckiego Zakładu Usług Miejskich, to usłyszeli, że nie dostaną. - Potrzebowałem dosłownie minimalną ilość w słoiku, bo w studni miałem z metr wody. Prosiłem, że jeśli ja nie mogę, to niech wlania chloru do studni dokonają pracownicy z wodociągów, ale i na to zgody nie otrzymałem - mówi Mieczysław Tucholski.
- Byłem w Urzędzie Miejskim, rozmawiałem z wiceburmistrz Jadwigą Chojnowską, chciałem, by straż pożarna przywiozła nam wody i wpuściła do studni. Usłyszałem, że tylko w przypadku awarii wodociągu gmina musi nam zapewnić dostawę wody - a przecież wodociągu nie mamy - bądź w przypadku wojny, i ręce mi opadły - mówi Mieczysław Tucholski. Płaci podatki i opłaty, jak każdy inny mieszkaniec tej gminy, tylko standard jego życia odbiega bardzo od standardu tych, którzy mają wodę doprowadzoną do domu.
RADNY PRZYWOZI WODĘ
Ostatecznie radny Krzysztof Kucharski przywiózł państwu Tucholskim plastikowy baniak z wodą, jednak z informacją na nim zawartą, że woda jest niezdatna do picia.
- Rozumiem ten problem, trudno żyć bez wody, zwłaszcza latem, dlatego wypożyczyłem na ten okres baniak, załatwiłem przyczepkę. Wraz z radnym Andrzejem Witkowskim podjęliśmy się działania, by pomóc rodzinom mieszkającym w Dziekczynie - mówi radny Krzysztof Kucharski. Skontaktowali się z rolnikiem, który w ostatnim czasie budował wodociąg do zasilenia w wodę swych chlewni. - Po zapoznaniu się z kosztami, jakie on poniósł, biorąc pod uwagę potrzebny materiał - rury, hydranty, materiał, robociznę - wyliczyliśmy, że jest to koszt około 120.000 zł, więc nie mam pojęcia, skąd wyliczenia wyceniające to zadanie na niemal 500.000 zł - mówi radny Kucharski.
Państwo Tucholscy opowiadają, że jeśli nawet w studni jest woda, to sięga ona zaledwie 1-1,5m od dna, a oni systematycznie kontrolują jej poziom, żeby pompa nie pracowała na sucho, i żeby kolejna się nie spaliła.
PRACE - PO ZBIORACH
W lipcu przyszło z Urzędu pismo zawiadamiające o wszczęciu postępowania administracyjnego na wniosek Zakładu Usług Technicznych Probudin z Bydgoszczy w sprawie wydania decyzji o warunkach zabudowy dla przedsięwzięcia polegającego na budowie sieci wodociągowej.
Do Brudzynia wraz z przedstawicielem janowieckich wodociągów dotarły panie dokonujące pomiarów. - Pomagaliśmy im w tych pomiarach, wchodziły nawet do mieszkań, by dokładnie wymierzyć, przestawialiśmy szafy, ustalały z nami miejsce lokalizacji hydrantu, by nam nie przeszkadzał. Uwierzyliśmy, że kres naszych problemów z wodą jest bliski - opowiada Mieczysław Tucholski.
W sierpniu przyszło z ratusza kolejne pismo o ustaleniu lokalizacji inwestycji celu publicznego polegającej na budowie sieci wodociągowej o długości 2,5 km. Prace miały rozpocząć się po zbiorach.
ZA DUŻE KOSZTY
- Jest już październik i żadnych ruchów w tej sprawie nie widać, a dochodziły mnie słuchy, że inwestycja ta jednak nie będzie realizowana. Udałem się do burmistrza w nadziei, że to tylko poślizg w czasie, a nie dalsza zwłoka. Jednak moja nadzieja szybko została rozwiana. Usłyszałem, że w tym roku wodociągu nie będzie, bo gmina miała na to 100.000 zł, a kosztorys sięga 450.000 zł - mówi Mieczysław Tucholski.
Burmistrz Maciej Sobczak tłumaczy, że nie jest to jego decyzja, a decyzja komisji Rady Miejskiej, które zadecydowały, żeby w tym roku tego wodociągu nie wykonywać. Tłumaczy, że w budżecie nadal są zagwarantowane wcześniej na to środki, ale okazało się, że jest to zbyt mała kwota, aby wodociąg wybudować. Po wykonaniu projektu pozostało 94.000 zł. - Jest to sieć długości 2,5 km, jej kosztorysowa wartość to 495.000 zł, myślę, że realna wartość poprzetargowa sięgnie połowy tej sumy, ale i tak w tym roku na to nie ma środków, a nie możemy ogłaszać przetargu, jeśli nie mamy pokrycia kosztów tej inwestycji. Radni na komisjach zadecydowali, żeby tę inwestycję odłożyć, bo jest to kosztowne zadanie, a woda doprowadzona będzie do 10 osób - trzech rodzin. Ilość wody, jaka by w tym rurociągu była, to około 28 kubików i nie wiadomo, czy przy tak małym zużyciu ta woda byłaby zdatna do picia - mówi Maciej Sobczak.
Burmistrz obawia się, że w związku z przewidywanym małym poborem wody nie ma gwarancji, że woda ta będzie zdatna do picia, ale projektant nie chce zgodzić się na mniejszy przekrój rur tłumacząc to wymogami ciśnieniowymi.
MOŻE W PRZYSZŁYM ROKU
Mieczysław Tucholski mały pobór i wręcz wysiedlanie tych zabudowań w Brudzyniu tłumaczy właśnie brakiem wody. - Mamy las, rzekę, jesteśmy wsią tuż przy Janowcu i do tego w bezpośrednim sąsiedztwie z naturą, ludzie interesują się tymi terenami, jednak wszystko ogranicza brak wody. Jak ma ktoś rozpocząć budowę domu nie mając wody, i kto zdecyduje się zamieszkać na terenie, gdzie w baniakach będzie musiał sobie wodę dostarczać? - zadaje pytanie Mieczysław Tucholski. Pokazuje wybudowaną przydomową oczyszczalnię ścieków, tylko jeszcze musi poczekać na wodociąg.
O dalszym losie tej inwestycji zadecydują radni przy konstruowaniu budżetu na przyszły rok. Jeśli zdecydują, że inwestycja ma zostać zrealizowana, to środki na to zadanie zostaną wyasygnowane.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1287 (41/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze