Reklama

Najpierw zgwałcił, później zamordował

Żnin, Sąd Okręgowy, Bydgoszcz, Tomasz N., proces, Bożena P.
     Najpierw zgwałcił, później zamordował
     Trzy dni przesłuchań. Oskarżony, świadkowie i biegli. Zeznania obciążające i na korzyść oskarżonego. A po ich zakończeniu - słowa: - Ja jej naprawdę nie zabiłem - w osobistej rozmowie Tomasza N. z obrońcą Henrykiem Bińkiem.

     W Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy ruszył proces w sprawie zabójstwa Bożeny N. ze Żnina. Na ławie oskarżonych zasiada Tomasz N. Niedosłyszący mężczyzna, zbliżający się do sześćdziesiątki. Zachowuje się bardzo spokojnie. Skrywa emocje. Prokuratur Wojciech Jabłoński zarzuca mu działanie z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia swej konkubiny. Ponadto z aktu oskarżenia wynika, iż oskarżony pastwił się psychicznie i fizycznie nad swoją ofiarą przez blisko trzy lata, odkąd zamieszkał z nią w jednym z budynków przy ulicy Konopnickiej. Wykręcał jej ręce, kopał po tyłku i bił po całym ciele. Ograniczał kontakt z córką. W końcu wieczorem 17 października 2013 roku pozbawił ją życia przez uduszenie.
     Rozprawy, podczas których sędzia Marek Kryś przesłuchał oskarżonego, świadków i biegłych, odbyły się 28 i 29 maja oraz 2 czerwca. W ubiegłą środę oskarżony nie skorzystał z prawa do odmowy składania zeznań i złożył obszerne wyjaśnienia. Szczegółowo publikowaliśmy je przed tygodniem. Przypomnijmy, iż Tomasz N. nie przyznał się do winy i zaznaczył, iż nie wyrządził konkubinie, z którą był w związku przez 25 lat, żadnej krzywdy.
     POWTARZAŁ, ŻE NIC JEJ NIE ZROBIŁ
     Jako pierwszy ze świadków przesłuchany został Bartosz S., wnuk Bożeny P. Nazywa oskarżonego dziadkiem, bo zna go od dzieciństwa. Feralnego dnia poszedł - po powrocie z pracy w Belgii - do mieszkania dziadków. Wziął ze sobą butelkę wódki. Kiedy wszedł, babcia wyglądała na pijaną. Miała sińca pod okiem. Raz mówiła wnuczkowi, że nic się jej nie stało, a innym razem skarżyła się na partnera. Wnuk już wcześniej dostrzegał podobne obrażenia na ciele babci. Bożena P. żaliła się wnukowi, że konkubent się nad nią znęca już przed 2011 rokiem. Bartosz S. przypomniał sobie również, że około 5 lat temu babcia skarżyła się, że dziadek ją pokopał oraz przeciągnął po podłodze w pokoju. Po tym zdarzeniu pokazała wnukowi zasinienia w okolicach żeber.
     - Ja mówiłem dziadkowi, że jeśli nie mogą pić, to niech nie piją. On temu wszystkiemu zaprzeczał. Mówił, że babcia się przewróciła - zeznał Bartosz S. Wnuk pamięta, że raz babcia podcięła sobie żyły, a dziadek gdzieś zniknął. Twierdzi, że to przez niego. Kobieta często miała obrażenia. Pewnego razu Tomasz N. tak mocno pobił Bożenę P., że ta zadzwoniła do dziewczyny Bartosza i powiedziała, że chyba ma połamane żebra. Wnuk pamięta babcię jako osobę skrytą. Często płakała. Nie chciała rodzinie za dużo opowiadać.
     Wnuk opowiadał, że babcia po spożyciu alkoholu awanturowała się. Nie ma wątpliwości, że po alkoholu była czepialska. Pić lubił również dziadek. I to pił niemało. - Nie jest prawdą, żeby dziadkowi nie urywał się film po spożyciu - oświadczył Bartosz S.
     17 października podczas odwiedzin wnuka Bożena P. położyła się w pewnej chwili na kanapie. Bartosz S. wychodząc z mieszkania dziadków widział, jak babcia odwróciła się do niego i powiedziała dobranoc. Nie przypuszczał wówczas, że widzi babcię po raz ostatni żywą. Wrócił do domu, wykąpał się i oglądał z dziewczyną telewizję. Nagle zadzwonił dziadek i powiedział do Bartosza S., by przyszedł, bo Bożenka chyba nie żyje. Wnuk szybko się ubrał i pobiegł zobaczyć, co się stało z babcią. Po wejściu do mieszkania zauważył ją leżącą na wznak. Prawą rękę miała odchyloną. Sprawdził tętno i czekał na przyjazd karetki pogotowia. Krzyczał do dziadka: - Co jej zrobiłeś! Mężczyzna odpowiedział, że próbował ją budzić. Kiedy na miejsce dotarł zespół pogotowia ratunkowego, lekarka powiedziała, że śmierć babci nastąpiła z przyczyn naturalnych. Bartosza S. zaniepokoiły jednak sińce na ciele babci. Pod ich wpływem zażądał wykonania sekcji zwłok. Policjanci wyjaśnili mu, iż są to stare ślady. Wtedy odstąpił od sekcji. Gdy ratownicy zabrali zwłoki babci, Bartosz S. zaprosił dziadka do swojego mieszkania. Po drodze kupili wódkę. Wypili ją, po czym Bartosz odprowadził Tomasza N. do jego mieszkania. W swoim domu nie miał warunków, by go przenocować. Przed domem Tomasz N. powtarzał, że nie chce tam iść. Na drugi dzień, gdy Bartosz S. spotkał się z dziadkiem, ten przez cały czas powtarzał, że nic babci nie zrobił.
     WIECZNE KŁÓTNIE I GRANATOWY SINIAK NA PLECACH
     - Wiecznie się w mamę zaczynał - tak swoje zeznania rozpoczęła Violetta S., córka zamordowanej. Opowiadała, iż mama wiecznie kłóciła się z Tomaszem N. Bożena P. żaliła się córce, że konkubent ją bije. Pokazywała jej posiniaczone plecy.
     - Na plecach miała duży granatowy siniak. Mówiła, że skopał ją oskarżony. Mama nigdy nie chciała pójść na pogotowie ani na policję. Mówiłam mamie, że jeśli nie możecie się zgodzić i wiecznie się kłócicie, to się rozejdźcie. Mieli same długi, a pieniądze wydawali na alkohol. Jak się kłócili, to nie chciałam w tym uczestniczyć i wychodziłam. Oskarżony jak był trzeźwy, to był spokojny - relacjonowała córka.
     - Dlaczego pani nie dzwoniła na policję, że proszę jechać, bo mama jest pobita? - dociekał sędzia. Violetta S. wyjaśniła, iż nie dzwoniła na policję, bo wiedziała, że matka nic złego na oskarżonego policjantom nie powie. Przyznała, że nie wiedziała, iż raz matka na policję zadzwoniła.
     Trzy lata temu matka i jej konkubent przenieśli się do mieszkania przy Konopnickiej. Od tego czasu oskarżony zaczął stosować wobec matki przemoc. Dwa lub trzy lata przed śmiercią Bożena P. zaczęła nosić golfy, chociaż wcześniej ich nigdy nie lubiła. Z zeznań córki wynika, iż matka próbowała trzy razy popełnić samobójstwo.
     W dniu śmierci Bożeny P., córka poprosiła przybyłych na miejsce zdarzenia policjantów, by przeprowadzić sekcję zwłok. Nie wierzyła w naturalny zgon. - Oskarżony zachowywał się dziwnie. Mówił, że ona spała i próbował ją obudzić, a ona nie reagowała - wyjaśniła Violetta S.
     MARYLA, MARYLA, RATUNKU!
     Maria W., sąsiadka Bożeny P. i Tomasza N. zeznała, iż sąsiedzi się kłócili, gdy byli pijani. Podczas zwad słychać było przede wszystkim donośny głos Bożeny P. Na kilka miesięcy przed śmiercią ofiara mało co wychodziła z domu. Bożena P. nigdy jej się nie skarżyła, by konkubent ją bił. Żadnych śladów na jej ciele nie widziała. Sąsiedzi również nic jej nie mówili, by Tomasz N. bił swoją konkubinę. Przypomniała sobie, że latem ubiegłego roku, kiedy okno było otwarte, Bożena P. krzyczała do niej: - Maryla, Maryla, ratunku! Zapukała w okno. W domu Bożeny P. i Tomasza N. zapanował spokój. Sąsiadka, która wołała chwilę wcześniej o pomoc, nie podeszła do okna. Z taką sytuacją Maria W. spotkała się tylko raz. Sąsiadka widziała również, że latem w mieszkaniu Bożeny P. i oskarżonego była policja. Kto wzywał policję, nie wie.
     Jak pamięta dzień, w którym Bożena P. straciła życie?
     - Tego dnia była cisza. Żadnych odgłosów kłótni nie było - wyjaśniła.
     W opinii Marii W. oskarżony był spokojnym człowiekiem.
     Inni sąsiedzi również niewiele wiedzą, co działo się w domu Bożeny P. i Tomasza N. Elżbieta T. o śmierci sąsiadki dowiedziała się nazajutrz. Wcześniej nie słyszała większych kłótni i awantur. Jedynie latem, kiedy sąsiedzi mieli otwarte okno, słyszała jak Bożena P. wyzywała Tomasza N., że nie pracuje. Głosu oskarżonego nie słyszała.      Jak zapamiętała sąsiadkę z ostatnich miesięcy przed śmiercią?
     - Była chuda i zabiedzona. Nie zauważyłam obrażeń na jej twarzy i ciele. Bożena P. w rozmowie ze mną też się nigdy nie skarżyła. Raz pani W. powiedziała, że oskarżony miał się znęcać nad Bożeną P. Ona mówiła, że tylko słyszała, jak Bożena P. wołała do niej po imieniu o pomoc - zeznała Elżbieta T.
     UCZYNNY SĄSIAD
     Jarosław K. wspomniał, że Bożena P. rzadko wychodziła z mieszkania. Nie widział na jej ciele podejrzanych obrażeń. Nie słyszał również odgłosów awantur. Nie wie również, czy Bożena P. i jej konkubent nadużywali alkoholu. Oskarżonego widział kilka razy po spożyciu alkoholu.
     Sabina B. mieszka na parterze. Po drugiej stronie było mieszkanie Bożeny P. i Tomasza N. Przy Konopnickiej zamieszkała około 1,5 miesiąca przed zdarzeniem. W tym czasie nie była świadkiem awantur. Nigdy też nie słyszała krzyków. Nic jej również nie wiadomo, by Tomasz N. nadużywał alkoholu.
     Bożena Z. nie wnikała w życie prywatne ofiary i oskarżonego. Słyszała nieraz podniesione głosy sąsiadów. Bardziej było słychać Bożenę P. Szczegółów kłótni nie zna. Bożena P. nigdy jej nie mówiła, że została pobita przez konkubenta. Latem nieraz widziała, że miała posiniaczoną rękę, a także sińce na twarzy. Ofiara tłumaczyła wówczas, że się przewróciła. Nie jest w stanie ocenić, czy siniaki powstały od upadku, czy były śladem pobicia. Pamięta, że Bożena P. była tak słaba, że aż po ścianach chodziła. Widząc ją w takim stanie przekonywała ją, by poszła do lekarza. Nic nie wie, by oskarżony znęcał się nad Bożeną P. O śmierci sąsiadki dowiedziała się od jej wnuka.
     Z oskarżonym Bożena Z. nieraz rozmawiała. Słabo słyszy, więc trzeba było do niego krzyczeć. - On jako sąsiad był uczynny. Jak się go poprosiło o pomoc, to zawsze chętnie pomógł - wyjaśniła Bożena Z.
     STOSUNEK PŁCIOWY PRZY UŻYCIU PRZEMOCY
     W poniedziałek sąd przesłuchał biegłych. Elżbieta Bloch-Bogusławska i Dariusz Zieliński sporządzili opinię dotyczącą przyczyny śmierci Bożeny P. Biegli na podstawie sekcji zwłok oraz po przeprowadzeniu badań dodatkowych stwierdzili, iż bezpośrednią przyczyną zgonu żninianki było uduszenie gwałtowne. Za takim mechanizmem zgonu przemawiały obrażenia na skórze szyi ofiary, w obrębie miękkich tkanek szyi, jak również wybroczyny podspojówkowe i na skórze twarzy oraz ostre rozdęcie płuc. Charakter obrażeń ustalony podczas badań mikroskopijnych wskazywał, że ucisk na szyję zadawany był w mechanizmie zadławienia, czyli ręką lub rękoma. Biegli stwierdzili również u ofiary złamanie żeber, dlatego uznali, że w tym przypadku mogło dojść do uduszenia gwałtownego w mechanizmie unieruchomienia klatki piersiowej.
     - Charakter obrażeń powoduje, że należy je wiązać z udziałem osób trzecich - wyjaśnił Dariusz Zieliński. Biegli stwierdzili również na ciele ofiary otarcia naskórka i zasinienia na głowie, tułowiu i kończynach. Nie mają one jednak związku przyczynowo-skutkowego ze śmiercią Bożeny P. Mogły one powstać kilka dni przed śmiercią. Ofiara w czasie zgonu była nietrzeźwa.
     Uduszenie powstało od ucisku na szyję i klatkę piersiową. Było ono gwałtowne, czyli spowodowane działaniem czynnika zewnętrznego, w odróżnieniu od uduszenia w wyniku choroby, np. zapalenia płuc. Według biegłych, działanie sprawcy skończyło się zgonem pokrzywdzonej.
     Zdaniem Elżbiety Bloch-Bogusławskiej fakt, iż lekarka z karetki pogotowia na miejscu zdarzenia nie stwierdziła udziału osób trzecich, był wynikiem przeprowadzenia niepełnego badania. - Te wybroczyny powinny być od razu widoczne - powiedziała pani doktor.
     Biegli ujawnili w ciele Bożeny P. obrażenia obronne. Wskazywały na to obrażenia w tkankach mięśni rąk, które powstają w następstwie przytrzymywania i szamotaniny. - Siłą rzeczy pokrzywdzona musiała się obudzić - zwróciła uwagę pani doktor.
     Z analizy biegłych lekarzy wynika również, że rozmieszczenie obrażeń ud jest charakterystyczne dla próby odbycia stosunku płciowego przy użyciu przemocy fizycznej.
     - Przyjmujemy, że one powstały kilka dni przed zdarzeniem - wyjaśniła Elżbieta Bloch-Bogusławska.
     DNA SPRAWCY POD PAZNOKCIAMI OFIARY
     Biegli Marta Gorzkiewicz i Marcin Woźniak sporządzili opinię, której przedmiotem była analiza śladów biologicznych z wyskrobin spod paznokci od oskarżonego i ofiary. Badania genetyczne ujawniły, że w wyskrobinach spod paznokci Bożeny P. znajdowało się DNA dwóch osób. Zdecydowana większość materiału genetycznego pochodziła od Bożeny P. Jako składnik mniejszościowy pod jej paznokciami ujawniono również DNA Tomasza N. Materiał pochodził prawdopodobnie z jego naskórka. Takie ślady - według biegłych - nie mogły znajdować się pod wpływem zwykłego dotyku.
     FINAŁ W LIPCU
     Do przesłuchania pozostał jeszcze jeden świadek i biegły psychiatra, który z uwagi na obecność na innej rozprawie nie mógł zeznawać w miniony poniedziałek. Świadek, którego nie udało się przesłuchać, wyjechał do Szwecji i wróci za pół roku. W tej sytuacji sąd postanowił, by odczytać jego zeznania, na co strony postępowania wyraziły zgodę. Biegły zostanie przesłuchany na kolejnej rozprawie, która odbędzie się 1 lipca. Tego dnia zostanie również zamknięty przewód sądowy, gdyż sędzia Marek Kłys zapowiedział, by strony przygotowały się do przemówień końcowych. Sąd wystąpi również z pismem do żnińskiej policji, by ustalić, czy w ciągu ostatnich trzech lat funkcjonariusze interweniowali w mieszkaniu Bożeny P. i Tomasza N.
     Po zakończeniu poniedziałkowej rozprawy na holu głównym oskarżony poprosił swojego obrońcę Henryka Bińka o rozmowę. Dało się słyszeć słowa: - Ja jej naprawdę nie zabiłem.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1164 (23/2014)

Reklama

 

 

Więcej na ten temat:

Z psychiatryka do więzienia

Broniła się przed śmiercią

Podejrzany o uduszenie

Dodatkowy zarzut

Bożena P. została zamordowana

Był w szoku, gdy zauważył, że nie żyje

Zbadają go kolejni biegli

Tomasz N. czeka na wyrok

12 lat więzienia za morderstwo

 

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości