Na Dębiej Górze
Nic poza dębami
W miejscu, w którym stał obelisk upamiętniający rzekome miejsce pochówku hrabiego Leona Skórzewskiego, nie było nawet śladu po jamie grobowej. - Ja się pomyliłem, trzeba było kopać 30 metrów wyżej - mówił Wacław Ziółkowski, inicjator prac archeologicznych na Dębiej Górze.
Alicja Drozd podczas oczyszczania terenu odkryła tylko ślady po drzewach
fot. Magdalena Kruszka
Prace w łabiszyńskim lesie na Dębiej Górze prowadzone były 20 sierpnia. Nad ich przebiegiem czuwała Alicja Drozd, antropolog i archeolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dwóch mieszkańców Łabiszyna z pomocą Wacława Ziółkowskiego wykopało dół o powierzchni 3x5 metrów o maksymalnej głębokości około 120-130 cm. Trwało to kilka godzin i okazało się, że nie ma nic, co wskazywałoby na jakiekolwiek naruszanie ziemi w tym miejscu.
Prace na Dębiej Górze prowadzone były z inicjatywy Towarzystwa Miłośników Historii Łabiszyna i Okolic, na wniosek Urzędu Miasta i Gminy w Łabiszynie. Ich celem była weryfikacja domniemanego miejsca pochówku hrabiego Leona Skórzewskiego. Kopano w miejscu, w którym dwa lata temu członkowie Towarzystwa Miłośników Historii Łabiszyna i Okolic ustawili obelisk, na którym do tej pory znajduje się napis Tu spoczywa hr. Leon Drogosław Skórzewski. Dla potomnych. Miejsce ustawienia głazu wskazał wówczas Wacław Ziółkowski. Prace badawcze miały na celu sprawdzenie, czy rzeczywiście w tym miejscu znajdują się zwłoki hrabiego Leona. Kilka dni przed rozpoczęciem prac Wacław Ziółkowski potwierdzał lokalizację rzekomego grobu, powołując się na niemiecką mapę z 1905 roku. Twierdził on, że miejsce pochówku jest na niej zaznaczone krzyżykiem. Wacław Ziółkowski w czwartek mapę przywiózł ze sobą, ale okazało się, że miejsce pod obeliskiem, w którym kopano, nie było w żaden sposób na mapie oznaczone, a nawet, że w ogóle nie było na niej żadnego krzyżyka.
Kiedy mieszkańcy Łabiszyna zdjęli około 25-30 cm darni, a Alicja Drozd oczyściła powierzchnię, z całą pewnością stwierdziła, że nie ma żadnych śladów mogących świadczyć, że w tym miejscu zlokalizowana była płyta nagrobna czy wykop jamy grobowej. W obrębie wykopu można było zobaczyć jedynie naturalną warstwę żółtego piasku i soczewy naturalnej żółto-pomarańczowej gliny oraz ślady dwóch korzeniaków, z których podczas dalszej eksploracji wydobyte zostały pozostałości korzeni. Następnie zdjęte zostały kolejne dwa poziomy eksploracji. Za każdym razem dno było oczyszczane, a dalsze prace nie przynosiły niespodzianek. Na całej wyznaczonej do badań powierzchni wykopana została dziura o głębokości 90 cm, a następnie połowa tego obszaru pogłębiona została jeszcze do głębokości około 120-130 cm.
Nad niemiecką mapą, będącą własnością Wacława Ziółkowskiego (na zdjęciu w czerwonej czapce)
fot. Magdalena Kruszka
- Należy stwierdzić, że weryfikacja lokalizacji domniemanego miejsca pochówku hrabiego Leona Skórzewskiego w lesie, w miejscu, w którym usytuowano głaz-obelisk, dała wynik negatywny. Nie natrafiono na szkielet lub/i resztki trumny. W odsłoniętym miejscu nie zarejestrowano jakichkolwiek śladów, które mogłyby potwierdzać, że wykopano tu kiedykolwiek jamę, w której dokonano pochówku hrabiego. Wykluczyć należy również jednoznacznie, że we wskazanym miejscu znajdowała się tablica otoczona słupkami, na których zawieszono łańcuchy. Nie zanotowano bowiem ani śladów po tablicy, ani też śladów wkopów pod słupki kamienne - czytamy w sprawozdaniu z prac, które sporządziła Alicja Drozd.
Już podczas prac tłumaczyła, jak wyglądają tego typu odkrycia i czego należałoby się spodziewać.
- Kiedy wykopie się dziurę, a później się ją zasypuje, to ten piasek jest zupełnie inny, on zupełnie inaczej wygląda i inaczej się go kopie - wyjaśnia Alicja Drozd. - Jeżeli jest przestrzeń, na której znajdowały się lub znajdują się jakieś obiekty, to naruszone zostają struktury ziemi. Nie ma znaczenia, do jakiej głębokości by kopać. Kopie się i tak od góry, więc nam wystarczy zdjąć wierzchnią darń, żeby wiedzieć, czy coś w tym miejscu było robione. Jeśli inicjatywa była taka, żeby kopać głębiej, to kopaliśmy głębiej, ale potwierdziła się tylko teoria, że w tym miejscu Leona nie ma.
Wacław Ziółkowski dał wiarę słowom Alicji Drozd, że pod obeliskiem hrabia Leon Skórzewski nie został pochowany, jednak nie przekonuje go twierdzenie, że spoczął on w kryptach. Powołuje się na własne wspomnienia i wspomnienia ludzi, z którymi rozmawia, a którzy według niego także pamiętają ów grób. Twierdzi, że nie dość precyzyjnie wyznaczył miejsce i gdyby kopać około 30 metrów wyżej, to można by natrafić na ślad Leona. Jednak także tego nie jest pewien.
- Do tego grobu wchodziło się między drzewa, jakby w tunel i 30 metrów wyżej od miejsca, gdzie my kopaliśmy jest takie wgłębienie i może tam został on pochowany - mówi Wacław Ziółkowski. - Ale las się zmienia, ja też już mogę nie wiedzieć, nie pamiętać. Na razie muszę powiedzieć, że nie mogę poszukać tego miejsca.
Dalsze prace na Dębiej Górze nie będą jednak prowadzone.
- Żeby przeprowadzić takie badania, to trzeba uzyskać pozwolenie właściciela terenu i znaleźć specjalistę, który zgodzi się badania poprowadzić. Zazwyczaj kopie się, kiedy jest sens, a tu była taka sytuacja, że było duże ciśnienie społeczne, dlatego się zgodziłam. Ale nie ma mowy, żeby teraz przekopywać kolejne fragmenty lasu - stwierdziła Alicja Drozd. Wskazała także inną drogę poszukiwań. W rozmowie podkreśla, że jeśli faktycznie coś się na tej Dębiej Górze działo, został na nią wywieziony Leon czy ktokolwiek inny był tam chowany, to na pewno pojawiłaby się o tym jakaś wzmianka w prasie lokalnej, która w tamtych czasach funkcjonowała, tym bardziej, że na początku XX wieku to było jedyne źródło masowego przekazu, w którym opisywane były nawet drobne wydarzenia.
Hipotezy podsunęła także Tamara Zajączkowska, starszy inspektor do spraw zabytków architektonicznych w Urzędzie Konserwatora Zabytków w Delegaturze w Bydgoszczy, która na Dębiej Górze podczas kopania nie była, ale prowadziła badania w kryptach kościoła św. Mikołaja w Łabiszynie. Wspomniała ona o modzie, która panowała wśród arystokracji na tworzenie grobów symbolicznych.
- Takie rzeczy były spisywane w testamentach, więc może warto by poszukać, czy istnieje testament hrabiego Leona Skórzewskiego, w którym określa, gdzie, w jaki sposób i w jakich okolicznościach chciałby być pochowany - zwraca uwagę Tamara Zajączkowska. - Wystarczy przywołać tu Fryderyka Skórzewskiego. On nie chciał być pochowany w sarkofagu, tylko w prostej trumnie wśród zakonników i rzeczywiście wśród zakonników go znaleźliśmy. To jest kwestia do dyskusji.
Ewa Leżoń, prezes Towarzystwa Miłośników Historii Łabiszyna i Okolic, tuż po stwierdzeniu, że w miejscu, w którym wykopano dół, nic nie ma, powiedziała, że jeszcze nie wie, co zrobić z obeliskiem i musi się nad tym zastanowić.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 915 (34/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze