Poszkodowani w wyniku nawałnic nie w każdym przypadku otrzymali już odszkodowania od ubezpieczyciela, choć mają wykupione polisy. PZU podkreśla, że nawet jeśli u kogoś jeszcze nie było rzeczoznawcy, to i tak można przystępować do napraw. Trzeba tylko dokumentować stan budynków fotograficznie.
Marek Nadolny prowizorycznie zabezpieczył zerwany dach, ale żeby przystąpić do jego odbudowy potrzebuje pieniędzy z ubezpieczenia. Wciąż na nie czeka. fot. Karol Gapiński Podgórzyn to jedna z miejscowości w gminie Żnin, które najbardziej ucierpiały w wyniku nawałnicy 11 sierpnia. Zniszczonych jest tu całkowicie lub uszkodzonych nawet kilkadziesiąt dachów.
- Jestem jednym z poszkodowanych, ale sprawa, o której chce powiedzieć, dotyczy wielu z tych ludzi i to nie tylko oczywiście w Podgórzynie, ale i w innych miejscowościach. Po nawałnicy w dotkniętych jej skutkami domach były komisje z MOPS i nadzoru budowlanego. My zgłaszaliśmy szkody. Ja też otrzymałem 6.000 zł z pomocy państwa tytułem odszkodowania. Jednak prywatnie jestem też ubezpieczony w PZU. Zgłosiłem fakt zniszczenia dachu i zalania mieszkania. Za zalanie mieszkania otrzymałem odszkodowanie. Za zniszczenie dachu - jeszcze nie. Kontaktowałem się z PZU, ale odesłali mnie do swojej infolinii. Dowiedziałem się ostatecznie tyle, że co najmniej miesiąc muszę czekać na decyzję. Z rozmów z sąsiadami i znajomymi wiem, że u nich jest podobnie - opowiada Marek Nadolny z Podgórzyna.
Dla poszkodowanych przez nawałnicę jak najszybsza wypłata odszkodowań od ubezpieczycieli jest bardzo istotną kwestią. Przede wszystkim, nawet jeśli lokatorzy mogą i przebywają obecnie w domach i mieszkaniach z uszkodzonymi dachami, to jednak dalszy ich tam pobyt bez przeprowadzenia remontu może być wykluczony. Kolejne deszcze grożą dalszymi zniszczeniami w substancji mieszkaniowej. Dlatego potrzebne są jak najszybciej środki finansowe na położenie nowych dachów.
Marek Nadolny, który stracił dużą część pokrycia dachowego (około 100 m2) w swoim domu, jest właśnie w takiej sytuacji. Swoje szkody ocenia na co najmniej 20.000 zł, ale przyznaje, że nie jest ekspertem.
- Są wprawdzie szacunki tej komisji, która chodziła z gminy, mam też zdjęcia dokumentujące stan, jak to wyglądało zaraz po nawałnicy. Jednak rzeczoznawcy z PZU nadal nie było. Nie wiem, czy oni mi na koniec nie powiedzą, że tylko ich wycena jest ważna. Dlatego sam nie wiem, czy mogę tu robić coś prowizorycznie, czy nie wolno mi tego dotykać. Ale przecież jestem pod ścianą, musimy mieć jakiś dach nad głową. Poza tym czas otrzymania pieniędzy też jest ważny z tego powodu, że będzie ciężko znaleźć specjalistów od dekarstwa. Oni mają teraz pełno takich zleceń w naszym regionie, bo zostały zerwane setki dachów. Dlatego ci z nas, którzy czekają na pieniądze z ubezpieczenia, boją się, że gdy decyzja o odszkodowaniu już zapadnie, to z kolei nie będzie można znaleźć wykonawcy dachów. Inna sprawa to ta, że nie wiemy też, ile tych pieniędzy z ubezpieczalni otrzymamy. Ja słyszałem, ze jeden ubezpieczony na osiedlu górskim otrzymał za zerwany dach odszkodowanie z ubezpieczalni 100 zł. Nie wyobrażam sobie tak małej sumy w obliczu takich strat. Jestem klientem PZU od 32 lat, a od 18 lat mam ubezpieczony ten dom w Podgórzynie. Płacę coś ponad 300 zł rocznie z tytułu tej polisy - powiedział Marek Nadolny.
W Podgórzynie wiele dachów jest zniszczonych. Nie wszyscy poszkodowani ubezpieczeni w PZU mieli możliwość skorzystania z mobilnych punktów tego ubezpieczyciela. fot. Karol Gapiński Wśród obaw ubezpieczonych jest też i taka, że firmy asekuracyjne teraz celowo będą odwlekały z wypłatami odszkodowań i grały na czas, ponieważ liczba wniosków w jednym terminie jest bardzo duża i te firmy mogą być nieprzygotowane finansowo na tyle wypłat w jednym momencie.
Powiatowy rzecznik interesów konsumenta w Żninie Izabela Gronet powiedziała, że trudno jej się odnosić do konkretnego przypadku, gdy nie widziała polisy zawartej przez klienta z ubezpieczycielem. Warunki, harmonogram działań związanych z wypłatą odszkodowania mogą być zawarte w zapisach szczegółowych umowy. Nawet mogą być one różne w sytuacjach nadzwyczajnych, jak klęski żywiołowe, gdy liczba zgłoszeń do ubezpieczyciela jest znacznie większa od średniej.
- Po sierpniowych nawałnicach, PZU pomogło już ponad 24 tysiącom klientów. Odszkodowanie albo zaliczka przy bardziej skomplikowanych szkodach są na kontach klientów w ciągu 7 dni. Do tej pory łączna liczba zgłoszonych szkód to ponad 35 tysięcy.
Żnin jest jedną z miejscowości najbardziej dotkniętych przez nawałnicę. PZU trzykrotnie wysyłało do Żnina mobilne biuro, w którym poszkodowani mogli zgłosić szkodę. W trakcie jednej wizyty klienta w takim biurze nasi eksperci ustalali wysokość szkody i załatwiali wszystkie formalności. Do tych, którzy nie zgłosili swoich szkód podczas stacjonowania mobilnego biura, zostanie wysłany rzeczoznawca. Warto pamiętać, że można przystępować do napraw, nie czekając na oględziny rzeczoznawcy PZU. Konieczne jest jedynie udokumentowanie zakresu szkody zdjęciami - przekazała rzeczniczka prasowa PZU SA i PZU Życie w Warszawie, Agnieszka Rosa. Zapewniła, że taka firma jak PZU nie ma jakichkolwiek kłopotów finansowych z obsługą nawet tak dużej ilości przypadków, jak obecnie w związku z nawałnicą.
Dodała na zakończenie, że PZU wprowadziło uproszczenia w procesie obsługi szkód: w wielu przypadkach wypłaca odszkodowania bez oględzin, ustalając rozmiar szkody na podstawie zgłoszenia, dostarczanych zdjęć oraz rozmów telefonicznych z poszkodowanymi. Klienci mogą również zgłaszać szkody przez aplikacje mobilne, Internet i nr tel. 801-102-102.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1333 (35/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze