Reklama

Nie przekonuje jej zarządca, biegły, sąd ani prokuratura

Łabiszyn, wspólnoty mieszkaniowe, zarządca, Mirosław Sybilski
     Nie przekonuje jej zarządca, biegły, sąd ani prokuratura
     Joanna Motławska z Łabiszyna jest członkinią dwóch wspólnot mieszkaniowych. Obie są zarządzane przez Mirosława Sybilskiego. Mieszkanka Łabiszyna zarzuca swojemu zarządcy nieprawidłowości i choć sąd i biegły uznali, że ich nie ma, Joanna Motławska nie daje za wygraną i stara się udowodnić swoje racje.

     Joanna Motławska mieszka na ulicy Odrodzenia w Łabiszynie. Na tej ulicy, w dwóch blokach posiada dwa mieszkania, należy więc do dwóch wspólnot mieszkaniowych. Wspomina, że w 2009 roku obydwa bloki zostały docieplone. Na remonty zaciągnięty został kredyt. - Po tych remontach spodziewałam się oszczędności i niższych opłat za energię cieplną, ale te nie zmalały, to wzbudziło moje podejrzenia - mówi Joanna Motławska. - Dwa lata próbowałam to wyjaśnić, bezskutecznie. Jak zaczęłam zadawać pytania, to usłyszałam, że jak mi się nie podoba we wspólnocie, to mam się przeprowadzić do mieszkania w spółdzielni. A był czas, że trzy bloki spółdzielni miały mniejszą opłatę, niż nasze dwa wspólnoty. Zarządca tłumaczył wtedy, że spółdzielnia ma zamontowane tzw. „pogodynki” i stąd niższa cena, ale mnie to nie przekonuje.
     Mieszkanka Łabiszyna w kwietniu zeszłego roku złożyła zawiadomienie do prokuratury w Szubinie o domniemaniu popełnienia przestępstwa. Zarzucała w nim, że zawyżane są stawki za centralne ogrzewanie oraz są nieprawidłowości w rozliczaniu funduszu remontowego. Prosiła o przeprowadzenie kontroli. W maju ubiegłego roku prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania powołując się na wyjaśnienia Mirosława Sybilskiego, który tłumaczył, że opłaty za centralne ogrzewanie rosną, bo rosną też ceny węgla. W uzasadnieniu przytaczane są także inne wyjaśnienia zarządcy. Jest też informacja o tym, że pani Motławska długo współpracowała, a kiedyś nawet pracowała z panem Sybilskim, lecz od pewnego momentu zaczęło się coś komplikować i nie potrafi ona nawiązać dialogu z zarządcą. Potwierdza to Joanna Motławska.
     - Ja kiedyś byłam pierwsza, żeby go bronić - mówi. - Potem zaczęło mi się coś nie zgadzać w rachunkach, a jak chciałam sprawę wyjaśnić, to nie ułatwiono mi tego. Nie mam faktur, nie mam dostępu do licznika. Powiedział, że nie jestem skora do rozmowy i dialogu, a to on nie jest skory do rozmowy i dialogu.
     Jeszcze w maju ubiegłego roku Joanna Motławska złożyła zażalenie do Sądu Rejonowego w Szubinie. Powoływała się na przedstawione dokumenty, sprawozdania i rozliczenia, które według niej są dowodem na istnienie nieprawidłowości. Nadal domagała się przeprowadzenia dochodzenia. Zażalenie uwzględniono i wszczęto postępowanie. Powołana została biegła, która miała sprawdzić na podstawie analizy akt głównych, czy roczne sprawozdania finansowe sporządzone przez zarządcę były prowadzone w sposób prawidłowy i czy stanowią rzeczywiste odzwierciedlenie wysokości przychodów wspólnot i ich wydatków. Biegła sporządziła opinię, a pod koniec grudnia ubiegłego roku komenda policji w Barcinie, powołując się na tę opinię, umorzyła dochodzenie, a prokuratura to potwierdziła.
     W styczniu tego roku Joanna Motławska napisała kolejne zażalenie. Zaznaczyła w nim, że nie uwzględniono faktur za zużycie energii cieplnej, których w ogóle nie było.
     - Nie wiem, czy źle napisałam to zażalenie, teraz pewnie napisałabym inaczej, ale miałam pięć dni na zapoznanie się z opinią biegłego i napisanie tego zażalenia - tłumaczy mieszkanka Łabiszyna. - Widziałam przecież, że zestawienia indywidualne nie zgadzają się z danymi w sprawozdaniu, że są rozbieżności w rozliczeniu wpłat kosztów zarządu.
     6 marca tego roku Sąd Rejonowy w Szubinie wydał postanowienie o nieuwzględnieniu zażalenia i utrzymaniu w mocy postanowienia prokuratury w przedmiocie umorzenia dochodzenia. Sąd uznał, że zażalenie Joanny Motławskiej nie zasługuje na uwzględnienie, a w toku postępowania przygotowawczego przeprowadzono szereg dowodów w postaci zeznań świadków, dopuszczono również opinię biegłego, który badał księgowość wspólnoty mieszkaniowej. Z zebranego w sprawie materiału dowodowego jednoznacznie wynika, że powstałe drobne nieścisłości w dokumentach księgowych nie wynikały z chęci oszukania kogokolwiek, a były jedynie spowodowane brakiem dyscypliny porządkowej, a co za tym idzie w przedmiotowej sprawie nie mamy do czynienia z czynem zabronionym - czytamy w uzasadnieniu postanowienia.
     Całej sprawy nie chce komentować Mirosław Sybilski, który tłumaczy, że wszystkie wyjaśnienia składał przed policją i prokuraturą. Cała ta sprawa kosztowała go wiele nieprzyjemności.
     - Ja już z tego problemu nie robię, byłem atakowany, broniłem się - mówi Mirosław Sybilski. - Zarządzam 36 wspólnotami i z żadną z nich nie mam problemów. Ona jedna ma wątpliwości co do rozliczeń. Tą sprawą zajmowali się biegły, prokurator, nic nowego tu już do odkrycia nie ma. Ona powiedziała, że przekupiłem prokuraturę i biegłego i ja się zastanawiam, czy też z tym nie pójść do sądu. Żadnych pieniędzy na konto szwagra nie przelewałem. Jeśli są jakieś błędy, to jest to do odkręcenia. Mnie zależy, żebym mógł teraz spokojnie do emerytury pracować.
     Zarządca wyjaśnia, że faktury, o którą prosiła Joanna Motławska, nie miał, bo w związku z zaciągniętym kredytem musiał ją oddać do banku. Absurdalne wydają mu się też zarzuty dotyczące zbyt wysokiej stawki za energię cieplną. Tłumaczy, że ceny węgla drastycznie wzrosły i tak, jak w 2000 roku 1 tonę węgla można było kupić za 180 zł, to teraz trzeba za nią zapłacić 600 zł.
     Joanna Motławska potwierdza, że sama jedna zauważa nieprawidłowości. Nie daje jednak za wygraną. Nie przekonują jej wyjaśnienia zarządcy, biegłego czy prokuratora. Powtarza, że sąsiedzi muszą poznać prawdę, dlatego sprawę nagłaśnia. - Sąsiedzi uważają, że to dobry zarządca, nie chcą się wtrącać - mówi Joanna Motławska. - Nikt nie protestuje oprócz mnie. On zastosował reżim i każdy się boi odezwać na zebraniu. Poza tym inni się tymi rozliczeniami nie interesują, wierzą, że zarządca jest rzetelny. Czuję, że walczę z wiatrakami. Na ostatnim zebraniu powiedziałam mu, że jest złodziejem, to stwierdził, że poda mnie do sądu. A ja się go nie boję, bo mam podstawy do tego, żeby mieć do niego zastrzeżenia.
     Mirosław Sybilski zasugerował, że sprawa ta ma drugie dno i podstawy konfliktu leżą nie w podejrzeniach złego rozliczania energii cieplnej, lecz gdzie indziej. Nie chciał jednak zdradzić, co ma na myśli. Uznał, że nie jest to sprawa dla gazety. - Ta sprawa długo mi dezorganizowała życie, teraz temat uważam za zamknięty - stwierdził zarządca.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1113 (24/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości