„Przybiegłam, krzyczałam, waliłam w okna, wiedziałam, że w domu musi być brat, altana była już zajęta ogniem i drogę miałam odciętą, wszędzie był dym” - opowiada ze łzami pani Marianna Płotka z Janowca.
fot. Sylwia Wysocka
Janowiec, ulica Strzelecka, rodzina, dom, pożar
Nie żyje człowiek
Rodzina wciąż tłumaczyła mu, by wstawiając garnek na kuchenkę, od niej nie odchodził albo wyszedł się przewietrzyć, bo jak usiądzie na kanapie, to przyśnie, co już bywało, i obiad się spali. Cukrzyca powodowała, że przysypiał, i tak było pewnie tym razem. We wtorek miał umówioną wizytę u lekarza, w poniedziałek wyniesionego z pożaru bezskutecznie reanimowali strażacy.
O 13:45 Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Żninie została zaalarmowana w związku z dymem wydostającym się z domu przy ul. Strzeleckiej w Janowcu.
- Chwilę wcześniej brat wrócił z miasta, był u mnie, pokazywałam mu wiązankę, jaką kupiłam rodzicom na grób. Kiedy się rozchodziliśmy, on szedł odgrzać sobie zupę, ja dołożyć do pieca, nikt wtedy nie pomyślał, że rozmawiamy ze sobą ostatni raz, że za chwilę spotka nas tragedia - opowiada Marianna Płotka, siostra Ignacego Marasa, ofiary tego pożaru.
Rodzeństwo mieszkało w jednym domu, przez ścianę. Lewą stronę zajmował samotnie mieszkający pan Ignacy, prawą stronę jego siostra Marianna z synem i jego rodziną.
Sąsiadka zauważyła wydostający się z budynku dym. Zaraz też powiadomiła straż.
- Przybiegłam, krzyczałam, waliłam w okna, wiedziałam, że w domu musi być brat, altana była już zajęta ogniem i drogę miałam odciętą, wszędzie był dym. Krzyczałam, czując zupełną bezradność, wiedząc, że w mieszkaniu jest mój brat. To uczucie, którego nie da się opisać - opowiada ze łzami pani Marianna. Altana - przybudówka płonęła, strzelał eternit, ogień się rozprzestrzeniał.
Strażacy po przybyciu na miejsce zastali dym wydostający się z budynku i palącą się altanę. Pracy strażaków przewodziła myśl, że w budynku jest 76-letni właściciel i priorytetem jest do niego dotrzeć, ratować mu życie.
- Kiedy znaleźli mężczyznę, wydostali go przez okno, najkrótszą drogą ewakuacji i niezwłocznie podjęli resuscytację, którą strażacy z JRG prowadzili około 20 minut, do czasu przyjazdu karetki i przekazania czynności ratownikom medycznym. Gdyby pożar został szybciej zauważony, mężczyzna miałby większe szanse na to, że byłby uratowany, tak niestety podjęta resuscytacja nie przyniosła przywrócenia czynności życiowych - mówi Marek Krygier z PSP w Żninie, który dowodził janowiecką akcją.
Siostra ofiary tego pożaru i jego synowa w emocjach przypominają akcję resuscytacji, kiedy oczekiwały i wierzyły, że czynności życiowe uda się przywrócić. Zgodnie przyznają, że przyczyną pożaru mógł być odgrzewany na kuchence obiad. Pan Ignacy Maras obciążony był kilkoma chorobami, między innymi cukrzycą i problemami krążeniowymi. Zdarzało się często, że zasypiał w czasie rozmowy, oglądania telewizji.
Rodzina wciąż tłumaczyła mu, by kiedy wstawia garnek na kuchenkę, od niej nie odchodził, albo wyszedł się przewietrzyć, bo jak usiądzie na kanapie, to przyśnie, co już bywało i obiad się spali. Cukrzyca powodowała, że przysypiał i tak było pewnie tym razem.
Mieszkał samotnie, nie chciał przenieść się do syna Zbigniewa i jego rodziny do bloku, bo nauczony był życia w domu z ogrodem i podwórzem. Tłumaczył, że w bloku brakuje mu przestrzeni i nawet jak udało się go nakłonić na pozostanie na noc, to następnego dnia wracał do siebie. Tu też niedaleko miał stadion Sparty, której zawsze kibicował.
Na dzień po pożarze Ignacy Maras miał umówioną wizytę w Bydgoszczy u kardiologa, ponieważ odczuwał duszności w klatce piersiowej, skarżył się też na bóle nóg i trudności z pokonywaniem dłuższych odcinków.
W akcji, jak potwierdził Paweł Ciesielski z PSP w Żninie, udział brało pięć jednostek, 19 strażaków, w tym 2 zastępy z JRG ze Żnina, 2 z OSP Janowiec i OSP Świątkowo. Dodatkowo dysponowane było OSP Żnin - 5 strażaków, którzy w chwili wyjazdu jednostek JRG pełnili dyżur. - Akcja trwała 3 godziny i 18 minut - poinformował Paweł Ciesielski.
- Prawdopodobną przyczyną śmierci było uduszenie z zadymieniem. Prokurator odstąpił od sekcji zwłok i wydał ciało rodzinie, nie stwierdzono udziału osób trzecich, a czynności w tej sprawie prowadzi Komisariat Policji w Janowcu - poinformował Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy KPP w Żninie.
Według policyjnych ustaleń pożar powstał w okolicach kuchenki gazowej. Rodzina przyznaje, że w altanie - dobudówce znajdowała się kuchenka i obok niej znaleziono mężczyznę.
Po pożarze z części budynku zamieszkiwanej przez ofiarę pożaru pozostały ściany. Od podwórza nie ma dachu, spalona jest też konstrukcja dachu, strop jest odkryty. Nie ma drzwi, okien, nie ma też drewnianej altany. Pozostało gruzowisko, część spalonych, wyniesionych mebli, kilka garnków. Temperatura i woda spowodowały, że ze ścian spadł tynk. Konieczne jest zabezpieczenie budynku, zwłaszcza dachu.
W pożarze ucierpiała też strona budynku zamieszkiwana przez siostrę i jej rodzinę. Noc po pożarze część rodziny spędziła poza domem, bo zapach dymu i spalenizny był uciążliwy. Jeszcze przed zimą prace remontowe czekają również ich. Od środka budynku pozostała jedynie działowa ścianka, dzieląca oba mieszkania, która przy mrozach, braku dachu, drzwi i okien w drugiej połowie budynku szybko przemarznie. Również ze ściany granicznej pomiędzy dobudówką a spaloną altaną opadł tynk i zostały gołe pustaki żużlowe. Ucierpiał też dach przybudówki. Ogień nadpalił i topił papę, stopiły się rynny, nadpalona jest też drewniana konstrukcja.
Rodziny na remonty nie są gotowe, dlatego potrzebna jest pomoc. Potrzebne są materiały budowlane, by zabezpieczyć ocaloną, zamieszkaną część budynku przed przemarzaniem. Potrzebny jest styropian, klej, cement, by obłożyć ściany przed zimą. Nie wiadomo, jak ucierpiała konstrukcja dachu pod blachodachówką i strop na części budynku. Strażacy, by oszczędzić zalania, umiejętnie kierowali strumień wody, dzięki czemu w budynku powstały tylko zacieki. Konieczne jest też zabezpieczenie dachu części budynku zajętej pożarem, w którym nie ma drzwi, okien. Obie rodziny - rodzina syna zmarłego i rodzina siostry nieżyjącego - pytanie o niezbędną pomoc zapewniają, że nie chcą żebrać, że do tej pory sobie radzili, jednak w obecnej sytuacji na nieplanowane pilne remonty ich nie stać. Tym bardziej, że czas nagli, idzie zima. Wdzięczni będą za pomoc w postaci materiałów budowlanych, które pozwolą im zabezpieczyć dom przed zimą.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1185 (44/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze