Reklama

Nigdy nie powie: "Pracowałem wczoraj, dziś mam wolne"

Powodzenie akcji w dużej mierze zależy od decyzji podjętej przez dyspozytora tuż po zgłoszeniu zdarzenia. Na zdjęciu starszy ogniomistrz Damian Bursztyński.

      fot. Arkadiusz Majszak

Powiat żniński, akcja, straż pożarna
     Nigdy nie powie: "Pracowałem wczoraj, dziś mam wolne"
    Często ludzie zgłaszają strażakom potrzebę usunięcie drzewa, czy pomoc w remoncie domu. Chcą by strażacy zabetonowali ścianę lub usunęli drzewo, bo może się ono w każdej chwili przewrócić. Strażacy jednak często biorą udział w takich nietypowych zdarzeniach, gdyż - ich zdaniem - nie ma wyraźnej granicy między ratownictwem a zwykłą pomocą.

     Prawie każdy mały chłopiec marzy o tym, by zostać strażakiem. W wieku dorastania i dojrzewania trzeba dokonać wyboru. I wówczas wśród młodych mężczyzn, którzy jeszcze kilka lat wcześniej chcieli zostać strażakami, chęć bycia funkcjonariuszem straży znacznie się zmniejsza. Na służbę w straży decydują się osoby, które chcą nieść pomoc innym oraz zdają sobie sprawę, że każdego dnia mogą igrać ze śmiercią. Muszą przy tym wykazać się nieprzeciętną sprawnością fizyczną oraz psychiczną.
     MIEJSCOWOŚCI RÓŻNE, NAZWY TAKIE SAME
     Żeby zrozumieć specyfikę zawodu strażaka, trzeba odróżnić dwa rodzaje straży: ochotniczą, która posiada status stowarzyszenia, i zawodową. Na terenie powiatu żnińskiego istnieje jedna komenda powiatowa, przy której działa Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza. Jest też 28 jednostek ochotniczych. Specyfika działania straży ochotniczej polega na tym, że w momencie pożaru lub innego zdarzenia w remizie zostaje włączona syrena. Kto spośród strażaków jest w tym czasie dyspozycyjny, biegnie do remizy, by wspomóc zawodowych strażaków.
     Strażacy zawodowi pracują w systemie: 24-godzinnej służby i 48 godzin czasu wolnego. Dwie doby wolne od służby nie oznaczają całkowitej swobody działań. Funkcjonariusz musi być przez cały czas dyspozycyjny, gdyż może dojść do nieprzewidzianych zdarzeń i w każdej chwili może zostać wezwany przez dowódcę. Obsada w żnińskiej jednostce liczy 32 osoby w systemie zmianowym oraz 11 osób w systemie dziennym. Pracownicy administracji pracują od 7:30 do 15:30. W każdej chwili mogą jednak również zostać wezwani do akcji.
     Za pomyślny przebieg akcji na etapie powiadomienia o wypadku lub innym zdarzeniu odpowiada dyspozytor przebywający w powiatowym stanowisku kierowania, który ma do dyspozycji: zestaw radiotelefonów, telefony alarmowe, które pozwalają identyfikować numer osoby, która powiadamia o zdarzeniu oraz komputery z oprogramowaniem umożliwiającym identyfikowanie przedmiotów i substancji, których strażacy będą musieli użyć.
     Dyspozytor musi dobrze znać geografię powiatu. Jest to szczególnie potrzebne w momencie, gdy do zdarzenia dochodzi w jednej z dwóch miejscowości o tej samej nazwie. W powiecie żnińskim mamy do czynienia z miejscowością Bielawy w gminie Barcin i w gminie Janowiec oraz Annowo w gminie Gąsawa i gminie Łabiszyn.
     - "Kiedyś było zdarzenie w Cegielni. Ja wiem, że Cegielnia jest za Rogowem. Wysłałem więc tam część samochodów. Osobie, która dzwoniła chodziło o Flantrowo w gminie Janowiec, gdyż - jak się później dowiedziałem - tak określano kiedyś tę wieś. W powiecie są też dwie miejscowości o nazwie Annowo. Kiedyś też odebrałem telefon, gdy dzwonił mężczyzna i powiedział, że jest pożar w Nowej Wsi. I rzucił słuchawką. Nie dokończył, że chodzi o Nową Wieś Wielką. W powiecie żnińskim mamy przecież Nową Wieś Pałucką" - opowiada dyspozytor, starszy ogniomistrz Damian Bursztyński.
     Po otrzymaniu zgłoszenia dyspozytor musi określić skalę zdarzenia. Od tego zależy, ilu funkcjonariuszy z JRG pojedzie na akcję oraz ile będzie wysłanych jednostek ochotniczych. Dyspozytor musi również być w stałym kontakcie z innymi instytucjami: energetyką, Powiatowym Inspektoratem Nadzoru Budowlanego, policją, pogotowiem i weterynarią. To on - wstępnie oceniając sytuację - musi wiedzieć, czy na miejsce zdarzenia konieczne będzie sprowadzenie dźwigu lub innego specjalistycznego sprzętu. Na miejscu zdarzenia akcją kierują dowódcy. Po zakończeniu działań strażacy sporządzają dokumentację zdarzenia, która jest wprowadzana do komputera.
     PLUSZOWE MISIE
     Strażacy obserwują zmniejszającą się liczbę pożarów w powiecie. Znacznie częściej wzywani są do miejscowych zagrożeń. W 2003 r. do pożarów wyjeżdżali 323 razy, a do miejscowych zagrożeń 442 razy. Miejscowe zagrożenia to: wypadki, nietypowe zachowania zwierząt i owadów, huragany, silne wiatry, uszkodzenia sieci instalacji przemysłowych doprowadzających i odprowadzających media komunalne oraz gwałtowne przybory wód, zatory lodowe i wady środków transportu.
     Samochodem wykorzystywanym w sytuacjach miejscowych zagrożeń jest "renault mascott". To najnowszy wóz na stanie komendy powiatowej straży w Żninie. Wóz posiada zestaw hydrauliczny, który jest wykorzystywany podczas wypadków. To za sprawą tego zestawu strażacy tną części nadwozia samochodu, dzięki czemu można uwolnić uwięzionego kierowcę lub pasażera. Najczęściej cięcie części nadwozia trwa od 2 do 5 minut.
     - "Najciężej jest ciąć tam, gdzie znajdują się pedały gazu. Słyszymy jak człowiek krzyczy z bólu, dlatego staramy się, by cięcie nastąpiło jak najszybciej" - mówi starszy kapitan Grzegorz Rutkowski. Samochód wyposażony jest również w zestawy medyczne.
     - "W czasie wypadku, gdy nie ma potrzeby ewakuacji kierowcy lub pasażerów z auta, czekamy na przybycie lekarza. Nieraz ludzie dziwią się, że osoby poszkodowane siedzą w samochodzie, a my nie pomagamy im się wydostać. Gdy nie ma zagrożenia, że auto stanie w płomieniach, nie wyciągamy poszkodowanych, gdyż na przykład ktoś może dostać krwotoku. Możemy podać poszkodowanemu tlen, usztywnić kręgosłup, podtrzymywać na duchu, dopóki przyjedzie lekarz" - dodaje Grzegorz Rutkowski.
     "Renault mascott" posiada również niezwykłe wyposażenie. Są nim pluszowe misie. Otrzymują je poszkodowane w wypadkach dzieci. W taki sposób strażacy starają się odstresować dziecko, które kilka minut wcześniej przeżyło wypadek.
     Żnińska komenda Państwowej Straży Pożarnej posiada jeszcze 7 innych samochodów przystosowanych do gaszenia pożarów, dostarczania na miejsce akcji różnych substancji oraz samochody operacyjne. W garażu znajduję się ponadto sanie lodowe do podejmowania działań na lodzie oraz łódź. Sanie mają zastosowanie podczas ratowania ludzi, pod którymi załamał się lód.
     Pałuki to kraina jezior. Dlatego grupa żnińskich strażaków jest przeszkolona w zakresie nurkowania. Wielu z nich traktuje to również jako hobby i cały czas udoskonala swoje umiejętności. Pod wodą rycerze św. Floriana biorą udział w poszukiwaniach sprzętu lub odnajdywaniu zwłok.  
     - "Kiedyś szukaliśmy w Pturku na Jeziorze Wolickim osoby, która najprawdopodobniej utonęła. Był jasnowidz, który wskazał jezioro. Człowieka znaleźliśmy w krzewach. Często jest tak, że kogoś szukamy w jeziorze, a go tam nie ma" - mówi Grzegorz Rutkowski.
     STRAŻACY WYJEŻDŻAJĄ, A DZIECI MAJĄ FRAJDĘ
     Bardzo uciążliwe dla funkcjonariuszy straży są fałszywe alarmy. Można je podzielić na złośliwe i alarmy w dobrej wierze. Z alarmem fałszywym w dobrej wierze strażacy mają do czynienia wtedy, gdy osoba informująca o zdarzeniu źle oceniła sytuację. W rzeczywistości nie było takiego zagrożenia, jak wynikało to z relacji informatora. Nie wynika to jednak z jego złej woli, lecz nadmiernej troski.
     Alarmy fałszywe złośliwe to takie, które mają wprowadzić strażaków w błąd. Zgłaszają je najczęściej ludzie młodzi.  
     - "My wiemy, spod jakiego numeru ktoś dzwoni. Jeżeli pytamy informatora o numer telefonu i podaje nam inny numer od tego, który się wyświetlił, to wiemy, że jest to alarm fałszywy. Gdy dzwonią do nas dzieci i młodzież i zgłaszają fałszywy alarm, to po jakimś czasie dzwonimy pod zarejestrowany numer wiedząc, że kiedyś odezwie się ktoś dorosły. Informujemy rodziców, że w razie dużych kosztów poniesionych w ramach wyjazdu do fałszywego alarmu, będziemy zgłaszać sprawę do prokuratora z wnioskiem o zwrot kosztów. Niedługo te rozmowy będą rejestrowane i będziemy mogli udowodnić gościowi, że to był alarm fałszywy" - przestrzega Grzegorz Rutkowski.
     Najczęściej zgłaszane alarmy fałszywe to: wypadek drogowy i pożary: kontenera na śmieci, stogu słomy i suchej trawy.
     - "Parę dni temu był pożar we Władysławowie. Dzieciaki miały frajdę, że przyjechali strażacy, że błyskały światła, że były sygnały. Kilka dni później postanowiły zadzwonić i powiadomić, że znów jest tam pożar, bo liczyły, że znowu przyjedzie straż i we wsi będzie się coś działo" - opowiada kapitan Sławomir Ryś.
     JAK TO ZNOSZĄ?
     Funkcjonariusze straży bardzo często stykają się z ludzką tragedią. W wypadkach niekiedy giną całe rodziny. Ludzie tracą dobytek swojego życia. Mogłoby się wydawać, że strażacy to ludzie o bardzo silnej psychice, którzy jadą na miejsce zdarzenia i bez większych emocji robią swoje. Rzeczywistość jest jednak inna. Kapitan Grzegorz Rutkowski przyznaje, że po 14 latach służby staje się coraz bardziej wrażliwy. Do niedawna - przywołując przykład swojego znajomego - sam nie wiedział, że człowiek, który w straży pracuje od 30 lat może podchodzić do różnych tragicznych sytuacji emocjonalnie.
     Wśród wielu drastycznych wydarzeń najbardziej utrwalił się w pamięci obraz wypadku w Czewujewie, w którym zginęła 3-osobowa rodzina. "Ford fiesta", którym jechali uderzył w "tira". Grzegorz Rutkowski uzmysłowił sobie, że rodzina, która zginęła w wypadku bardzo przypomina jego rodzinę: rodzice i dwójka dzieci w podobnym wieku. Przez chwilę przemknęła mu myśl, że równie dobrze za kółkiem mógł siedzieć on.  
     Starszy ogniomistrz Zbigniew Ziemiński podtrzymywał przy życiu siedmioletnią dziewczynkę, ofiarę tego wypadku. Zmarła mu na rękach.
     - "W takiej chwili czuje się niedosyt, że nie uratowałem dziecka. Wrażenia powracają dopiero po czasie. Strażak niosący pomoc nie myśli, że poszkodowany nie żyje. On go ratuje do końca, do czasu, gdy lekarz nie stwierdzi zgonu" - mówi Zbigniew Ziemiński.
     Starszy ogniomistrz, który w straży pracuje od 15 lat uważa, że w czasie tragicznych zdarzeń wśród ludzi panuje znieczulica. Dochodzi nawet do okradania poszkodowanych w wypadkach.
     - "Facet kradnie poszkodowanemu komórkę i idzie ją sprzedać, dzięki czemu ma na piwo, zamiast zadzwonić i poinformować, że jest wypadek" - dodaje Zbigniew Ziemiński.
     Inne zdarzenie, które poruszyło serca strażaków, to pożar domu w wigilię. Mieszkanie spłonęło doszczętnie.
     - "Pewne rzeczy nas wzruszają. Nie jesteśmy ludźmi bez serca. Zawsze sobie powtarzam, że są to takie same osoby jak my. Każdego z nas może spotkać takie nieszczęście. Na miejscu zdarzenia nie rozmawiamy o tym, co widzimy. Czas na refleksje przychodzi potem. Styczność z takimi obrazkami powoduje, że generalnie mundurowi są narażeni na alkoholizm. Nie sugeruję tutaj, że taka sytuacja ma miejsce w naszej jednostce, lecz próbuję wskazać, że jest to praca bardzo stresująca. Niektórzy w taki sposób szukają ucieczki. Sytuacji tragicznych jest wiele. Raz na kilka miesięcy zdarzy się poważne nieszczęście" - zauważa Grzegorz Rutkowski.
     Strażacy z JRG w Żninie solidaryzują się z kolegami wykonującymi ten zawód na całym świecie. W ostatnich latach najbardziej wspomagali duchowo kolegów ratujących ofiary zamachu terrorystów w World Trade Center 11 września 2001 r. Współczuli ich rodzinom i oddawali hołd podczas kolejnych rocznic tych tragicznych wydarzeń. Nie wstydzą się mówić, iż bardzo przeżywają sytuacje, w których giną strażacy na całym świecie. W ostatnich dniach nie odmówili pomocy rannemu koledze z Bydgoszczy. Poproszono ich o krew. Uczyniły to już 2 grupy strażaków ze Żnina. Każdy strażak wie, że kiedyś sam może potrzebować pomocy.
     SYTUACJE NIETYPOWE
     To, że straż cieszy się największym zaufaniem Polaków i wykonuje wiele zadań, nie oznacza, że powinna zajmować się wszystkim. Kapitan Sławomir Ryś mówi, że bardzo często ludzie zgłaszają strażakom sprawy tak nietypowe jak: usunięcie drzewa, czy pomoc w remoncie domu. Ludzie wysuwają roszczenia, by strażacy zabetonowali ścianę lub usunęli drzewo, bo może się ono w każdej chwili przewrócić. Strażacy jednak wielokrotnie biorą udział w takich nietypowych zdarzeniach, gdyż - ich zdaniem - nie ma granicy, gdzie jest to ratownictwo, a gdzie zwykła pomoc.
     O tym, że żnińscy funkcjonariusze nie narzekają na brak pracy i że stale jej przybywa, świadczą statystyki. W tym roku zanotowano o 42 zdarzenia więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Ciągle obserwuje się zmniejszanie liczby pożarów, a zwiększanie liczby miejscowych zagrożeń.
     Na zmianie zawsze przebywa od 7 do 11 funkcjonariuszy oraz jeden oficer na dyżurze domowym. Gdyby zdarzyło się tak, że wszyscy funkcjonariusze wyjechali na akcję, a w tym samym czasie doszłoby do innego tragicznego zdarzenia, wówczas zawodowi strażacy otrzymują wsparcie ze strony straży ochotniczych oraz ściągani są inni funkcjonariusze, którym w tym czasie przysługuje wolny czas. Nazywa się to odnowieniem zmiany służbowej.
     Dwa lata temu po jednej z wichur strażacy odnotowali 49 zdarzeń w ciągu jednego dnia. Była to rekordowa liczba interwencji. Strażacy przyznają, że zdarzają się też takie dni, gdzie nie ma żadnej interwencji.
     CZAS WOLNY
     Każdy funkcjonariusz straży lubi spędzać wolny czas oddając się swemu hobby i rodzinie. Wkrótce wigilia. Czy strażak ma możliwość spędzić ten dzień z rodziną? Okazuje się, że każdy funkcjonariusz jeden z dni świąt spędzi na służbie. Ci strażacy, którzy mają służbę w dniu wigilii, ustalają sobie godzinę wieczerzy z rodziną. Koledzy, którym przypadnie służba w następnym dniu bardzo chętnie przychodzą zastąpić kolegę, by mógł zjeść kolację wigilijną z najbliższą rodziną i podzielić się opłatkiem. W przyszłym roku w wigilię służbę będzie pełnił strażak, który w bieżącym roku zastąpił na kilka godzin kolegę. Za rok to on będzie mógł liczyć na rewanż z jego strony.
     Jak być dobrym strażakiem? - "Trzeba być mobilnym i na wezwanie trzeba przybyć. Nie ma takiej możliwości, że ktoś powie: - "Pracowałem wczoraj, więc dzisiaj mam wolne" - mówi Grzegorz Rutkowski.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 669 (50/2004)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości