Reklama

O Józefie Bogdanie Kowalkiewiczu

Józef Kowalkiewicz zmarł 6 grudnia 2014 r. w szpitalu w Nowym Tomyślu. Jego życiorys może być treścią dobrej książki lub interesującego scenariusza filmowego. Całe jego życie było nieustanną walką o zachowanie własnego istnienia.

Józef Kowalkiewicz fot. Stefan Czarnecki

     Urodził się 19 marca 1932 r. w Poznaniu. Jego ojciec pracował przed wojną w kanadyjskiej firmie Century w Puszczy Białowieskiej. Zamierzał przenieść się do kraju klonowego liścia wraz z rodziną, niestety wojna przerwała te plany.
     Młody Józef zaczął kształcić się w elitarnej szkole Janiny i Wojciecha Górskich, mieszkając nieopodal Placu Teatralnego w Warszawie. Przeżył koszmar Powstania Warszawskiego. Był świadkiem śmierci Ojca na barykadzie. Mając niespełna 14 lat własnoręcznie pochował go na dziedzińcu Pałacu Biskupiego na ul. Miodowej. Został łącznikiem kompanii szturmowej Sosna por. Edwarda w batalionie im. Czarnieckiego.
     Po kapitulacji Józef Kowalkiewicz dostał się do obozu jenieckiego w Pruszkowie. Stamtąd został wysłany transportem kolejowym do Oświęcimia. Był całkowicie odwodniony i wyczerpany, tracąc poczucie rzeczywistości. Był przekonany, że tego wszystkiego nie jest w stanie przeżyć. W czasie podróży do obozu śmierci wraz z kilkunastoma osobami rozerwali drewnianą podłogę i uciekli na jednej ze stacji. Wycieńczonych uratował oddział AK z Opoczna, a  ledwo żywym Kowalkiewiczem zajął się troskliwie i skutecznie lekarz weterynarii. Spędził z oddziałem AK wiele tygodni w Górach Świętokrzyskich, następnie trafił do zakonu Ojców Paulinów w Św. Krzyżu, nieopodal Puszczy Jodłowej. Stacjonowały tam silne ugrupowania AK. Z racji wieku i dotychczasowych przeżyć dowództwo wojskowe postanowiło, że zostanie on odsunięty od działań zbrojnych.
     Następnie został odwieziony samolotem do Lublina, jak sam wspomina do Nowej Polski. Trafił tutaj do radzieckiego szpitala, gdzie otrzymał przydomek madlczik gieroj. W styczniu 1945 r. rusza front i malczik gieroj wraz z dywizją pancerną podążył w kierunku wału pomorskiego. 23 stycznia Józef Kowalkiewicz wjechał na jednym z pierwszych czołgów do Bydgoszczy.
     Po wojnie ukończył maturę w Liceum Mechanicznym w Poznaniu, a następnie Wyższą Szkołę Inżynierską. Przepracował kilkadziesiąt lat w Poznańskiej Fabryce Maszyn Żniwnych. Zajmował tam stanowiska technologa, konstruktora, a na końcu kierownika działu konstrukcji stalowych i prototypów. W 1956 r. rozpoczyna działalność sportową w powstałym klubie sportowym Przemysław z sekcjami motorowodną i kajakową. 1 stycznia 1960 r. jest już członkiem KS Posnania i bardzo szybko kierownikiem sekcji motorowodnej. To dzięki jego działalności rozpoczyna się najlepszy okres w dziejach klubu. Zdobywa ponad 30 tytułów drużynowego mistrza Polski w sporcie motorowodnym. Zawodnicy zdobyli ponad 50 tytułów mistrza świata i Europy.
     Niezwykły charakter, pasja i determinacja powodują, że był organizatorem stu wielkich imprez motorowodnych, był wychowawcą wielu mistrzów i działaczy. Organizacja imprez była dla niego często pretekstem do osiągania znacznie ważniejszych celów, takich jak promocja miejscowości, kraju, jak integracja społeczna, pobudzanie patriotyzmu, osiąganie zmian w zakresie infrastruktury wielu miast.
     Podróżując służbowo jako przedstawiciel Fabryki Maszyn Żniwnych docierał do wielu miejscowości, na terenie których były odpowiednie do sportu motorowodnego akweny. Wypromował i pozytywnie wpłynął na rozwój m.in. takich miejscowości jak: Chodzież, Trzcianka, Ślesin, Rogoźno, Żarnowiec, Borne Sulinowo, Śrem, Zbąszyń i Szczecinek.
    Był wielokrotnym komandorem i komisarzem światowej organizacji UIM z siedzibą w Monaco, był obecny w trzydziestu krajach, gdzie organizowano takie wyścigi. Zaproponowane przez niego sposoby organizacji imprez znalazły uznanie na całym świecie i były naśladowane przez innych organizatorów.
     Zmagał się również z pewną zdrowotną dolegliwością, z którą sobie w sposób niezwykły potrafił radzić. Zwiedził cały świat, znał się na wielu dziedzinach życia, w tym również opanował dokładnie problem cukrzycy, zwłaszcza tej młodzieńczej.
     Osobnym rozdziałem tego niezwykłego życia był Żnin. Józef Kowalkiewicz był inicjatorem pierwszych zawodów w 1979 r. Jego ziarno rzucone na pałucką motorowodną glebę rozwinęło się i rozkwitło najbardziej. Żnin do tej pory był organizatorem aż 40 imprez motorowodnych, co jest rekordem nie tylko europejskim. Ta niezwykła osobowość, charyzma trafiła na niezwykły klimat miasta. Zawodami zajęły się w pierwszych latach POM - z dyrektorami Zygmuntem Masztalerzem i Wiktorem Wysockim. Ważną rolę odegrał Międzyszkolny Klub Żeglarski Żnin - z jego szefem Andrzejem Jankowskim. Koordynatorem tych organizacji i współpracy władz miasta i wszystkich zakładów żnińskich był sekretarz PZPR Zdzisław Małecki. Przez 40 lat w czasie zawodów przewinęło się ponad 200 działaczy, niektórzy z nich wyrośli na uznanych, zasłużonych w tej dyscyplinie sportu.
     Wspólnie ze żnińskimi działaczami zorganizował jedyne Muzeum Sportów Motorowodnych w podziemiach Muzeum Ziemi Pałuckiej w Żninie. Do ostatnich miesięcy swojego życia sprowadzał silniki z różnych stron Polski. To muzeum ma bardzo dużo cennych eksponatów, i jest jedynym tego typu na świecie. Obrazuje historię sukcesu miasta i tego ogromnego społecznego ruchu. Józef Kowalkiewicz w centrum żnińskiej starówki ma również swoją gwiazdę, umieszczoną na pałuckim kamieniu wśród wielkich mistrzów tej dyscypliny sportu. Z inicjatywy miasta został uhonorowany Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. 17 marca 2012 r. Żnińskie Towarzystwo Kultury zorganizowało mu niezwykły benefis. Zjechało kilkuset gości z całego kraju, a Szanowny Pan Józef Kowalkiewicz pokazał w czasie jego trwania swoją wielką klasę.
    Wśród wielu odznaczeń, które otrzymał, tytuł Honorowy Obywatel Żnina cenił sobie najbardziej. Zamierzał zorganizować w Żninie zjazd działaczy motorowodnych z całej Europy, właśnie w Muzeum tej dyscypliny. Nie zdążył tego dokonać zostawiając to w spadku swoim wychowankom. Cześć Jego pamięci.
     Wiele nas nauczył, wiele mu zawdzięczamy, żegnaj przyjacielu.

Reklama

W imieniu motorowodnej braci
Stefan Czarnecki

Pałuki nr 1191 (50/2014)

Pogrzeb tego niezwykłego człowieka odbył się w 12 grudnia 2014 r. (piątek) na cmentarzu junikowskim w Poznaniu o 13:50.

 

Świętemu prawu, świętych czynów urąganiem,
zwracam się do ciebie cywilizacjo, pełna pychy opiekunko.
Co ty uczynisz, jakim narzędziem,
Wyrwiesz ostrze bolesne,
Z serc bijących w żałobne dzwony?
Jak jeszcze długo skrzypiący frazes „takie jest życie”,
jedynym będzie usprawiedliwieniem, niedorzecznej śmierci człowieka?

Reklama

Czesław Niemen

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości