Ogień pojawił się na poddaszu w środku nocy. To cud, że nikt nie zginął. Rodzina zdążyła wyjść. Straż uratowała budynek. Teraz trwa tam remont.
Marcin Bajczyk miał niespokojny sen i w nocy z piątku na sobotę przebudził się. Dzięki temu poczuł dziwny zapach. Był to zapach palącej się instalacji elektrycznej. Potem już wydarzenia potoczyły się szybko. Na poddaszu pojawił się ogień. - Story z firanami leciały. Sufitu nie szło dotknąć - mówi Iwona Bajczyk.
Prawdopodobnie od zwarcia w instalacji zapaliło się poddasze w budynku wielorodzinnym w Słupach. Najbardziej ucierpiała trzyosobowa rodzina Bajczyków. Mieszkańcy Słupów i sąsiedzi widzieli dym, jaki unosił się z poddasza. Rodzina i sąsiedzi ewakuowali się z palącego domu. Sieć energetyczna została odłączona. Przyjechała straż pożarna.
Informacja o pożarze dotarła do jednostki ratowniczo-gaśniczej w Szubinie 17 marca o 2:00. Na miejsce dotarły jednostki JRG z Szubina i z Nakła oraz jednostki OSP z Szubina, Rynarzewa (OSP z Kcyni jako zabezpieczenie). Później na miejscu zjawili się policjanci i pogotowie energetyczne.
Strażacy zastali palące się poddasze. Przez właz w stropie podali jeden prąd (strumień) wody w natarciu na palący się drewniany strop i konstrukcję dachu. Kiedy dojechały jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej z Szubina i z Rynarzewa, zaczęły podawać dwa prądy wody w obronie na dach. Potem strażacy w sprzęcie chroniącym drogi oddechowe weszli do środka i rozbili nadpalone części stropu i dachu. Usunięto 12 płyt eternitowych. Spaloną część dachu przykryli plandeką, aby ochronić wnętrze budynku przed ewentualnym deszczem. Ostatni wóz strażacki wrócił z akcji do bazy o 7:00.

Iwona, Henryk, Krzysztof i Marcin Bajczykowie oraz Jan Damazyn (z tyłu) w mieszkaniu zniszczonym po pożarze. Najmłodszy syn poszkodowanych patrzy na dziurę w suficie. fot. Remigiusz Konieczka
Straty straż oszacowała na 10.000 zł, a uratowane mienie na 150.000 zł. Za prawdopodobną przyczynę pożaru wskazali zwarcie w instalacji elektrycznej. Do zwarcia doszło na niezamieszkanym poddaszu. Mieszkańcy, z którymi rozmawialiśmy, mówią, że to nie pierwszy przypadek pożaru w Słupach spowodowanego zwarciem w instalacji. Pytam poszkodowanego, czy kontrolował instalacje. Powiedział, że tak, ale w mieszkaniu. To co na strychu już go nie interesowało. Kto zatem powinien dbać o instalacje w częściach wspólnych, poza mieszkaniami?
Jeśli nieruchomość jest współwłasnością kilku podmiotów, a z takim przypadkiem mamy do czynienia w Słupach, to właściciele każdej z części są zobowiązani do rocznego i pięcioletniego przeglądu stanu technicznego budynku, do kontroli instalacji kominowej i elektrycznej. Jak wyjaśnił powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Nakle Bogusław Wołowicz, najlepiej jeśli współwłaściciele budynku utworzą wspólnotę z zarządcą. Wtedy inspektorzy wiedzą od kogo egzekwować realizacje kontroli. Jeśli zarządcy nie ma, to kontrole odbywają się u każdego z właścicieli, a jeśli kontrola dotyczy części wspólnej, to odpowiadają za nią wszyscy współwłaściciele. Jednak inspektorat nie zawsze jest w stanie skontrolować wszystkich po kolei. Jak wyjaśnił Bogusław Wołowicz, inspektorzy kontrolują budynki prywatne najczęściej wtedy, gdy otrzymują jakiś sygnał.
- Prawo mówi, że właściciele powinni kontrolować stan techniczny instalacji, ale życie pokazuje co innego - wyjaśnia nasz rozmówca.
Naczelnik wydziału komunalnego w Urzędzie Miejskim w Szubinie Edmund Karnowski również powiedział, że za części wspólne odpowiadają solidarnie wszyscy współwłaściciele. Ale co do zwarcia ma różne przypuszczenia: - Może mysz przegryźć i dochodzi do zwarcia, bo przecież kabel od razu nie gnije - mówi.
Straż do czasu naprawy dachu, instalacji kominowej i elektrycznej, zakazała lokatorom mieszkać w budynku. Zniszczeniu uległo poddasze i jedno z trzech mieszkań w budynku wielorodzinnym (parterowym). Jest to mieszkanie państwa Bajczyków. Woda z wężów strażackich zalała kuchnię i jeden pokój oraz korytarz. W obu pomieszczeniach nie ma sufitów. Henryk Bajczyk mieszka u jednego z synów.
Pogorzelcom z pomocą przyszła gmina Szubin, która wyasygnuje ok. 5.000 zł na materiały do odbudowy budynku. Caritas w Słupach pokryje koszt wykonawstwa. O pomoc dla poszkodowanych w niedzielę zwrócił się proboszcz ks. Leszek Kroll. Gmina wystosuje jeszcze do wojewody kujawsko-pomorskiego wniosek z prośbą o pomoc. Osoby, którym nieobojętny jest los poszkodowanych, także mogą przyjść z pomocą. Potrzebne są meble kuchenne i pokojowe. Mogą być używane, ale niezużyte. Osoby, które chcą pomóc mogą zgłosić się do sołtys Anny Damazyn.
Komendant PSP w Nakle Roman Kłos powiedział, że lokatorzy będą mogli wrócić po naprawie dachu, przewodów kominowych i instalacji elektrycznej.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1049 (12/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze