Za tą bramą rozegrał się dramat 26-letniego Sławomira Małkowiaka
fot. Sylwia Wysocka
Rogowo, właściciel, psy, 3 promile alkoholu, Maciej G., pogryzienie
Oskalpowany i pogryziony przez rozwścieczone psy
Dwa pitbulle rzuciły się na Sławomira Małkowiaka, mieszkańca Rogowa i zmasakrowały mu twarz i głowę. Mężczyzna utracił blisko 85% skóry głowy. Jest już po pierwszym zabiegu ratującym życie, czeka go wieloetapowe leczenie. Właściciel psów Maciej G. został aresztowany na 3 miesiące.
CIOS PIĘŚCIĄ W TWARZ I ROZWŚCIECZONE PSY
4 lutego po południu Sławomir Małkowiak, 26-letni mieszkaniec ulicy Bydgoskiej w Rogowie, wybrał się do Macieja G., mieszkającego przy tej samej ulicy, swojego rówieśnika, gdyż dowiedział się od znajomego, że Maciej G. ma na wydanie kuchenkę gazową i lodówkę. Pod wskazany adres młody mężczyzna udał się z Marcinem Siadakiem, bratem swojej narzeczonej.
Przed domem stała kuchenka i lodówka. - Informacja się potwierdziła, właściciel sprzętu wydał kuchenkę i kazał nam wrócić po lodówkę. Kiedy przyszliśmy drugi raz, w wulgarny sposób kazał nam opuścić podwórze, zachowywał się agresywnie i dziwnie, nieoczekiwanie wymierzył cios pięścią w twarz Sławka, aż uderzony się zachwiał. Z nosa poleciała mu krew i zanim zdążyłem go złapać, został popchnięty przez Macieja G. i upadł na ziemię. Leżał w błocie, a ten kopał go po głowie i ciele. Rzuciłem się na niego, próbowałem osłonić przed ciosami, wszędzie było błoto, wtedy dopadły do Sławka psy, szarpały za głowę. Krzyczałem, żeby się opamiętał, zabrał te psy - opowiada Marcin Siadak. Młody mężczyzna mówi też o drugim świadku, który oddalił się, kiedy doszło do rękoczynu ze strony właściciela psów. Ostatecznie razem z właścicielem odciągnęli psy i zamknęli je za drzwiami mieszkania. Marcin Siadak pobiegł po siostrę, wraz z nimi przybył sąsiad mieszkający na parterze. Kiedy dobiegali, okazało się, że psy ponownie szarpią zakrwawionego, leżącego w błocie mężczyznę. - Sławek przeraźliwie jęczał, krzyczałam o pomoc, nikt z ludzi nie pomógł, widok był straszny, nie zapomnę go do końca życia - mówi Beata Siadak, narzeczona ofiary. Marcin Siadak ponownie wszedł na podwórze i interweniował. W końcu - jak mówi - przyglądający się sytuacji Maciej G. wciągnął rozwścieczone psy do domu. Sąsiad pokrzywdzonego zawiadomił karetkę pogotowia i policję.
- Razem z karetką na posesję przybyła żona właściciela psów z wózkiem z dzieckiem, psy już wówczas były zamknięte. Pytała, co tu się stało i powiedziała, że nie mam panikować - mówi Marcin Siadak
OSKALPOWANY PRZEZ PITBULLE
4 lutego około 16:00 policjanci otrzymali zgłoszenie o pogryzieniu mężczyzny przez psy rasy pitbull na terenie prywatnej posesji w Rogowie. W wyniku tego zdarzenia ciężkich obrażeń ciała doznał 26-latek z Rogowa, który trafił do szpitala.
- Początkowo na podstawie wstępnych czynności procesowych wykonanych na miejscu zdarzenia przez mundurowych stwierdzono, że mogło dojść do nieszczęśliwego wypadku z udziałem psów. Jednak szczegółowa analiza zebranego materiału dowodowego wykazała, że właściciel czworonogów miał przyczynić się do zaistnienia wydarzenia, gdyż okazało się, że na chwilę przed atakiem psów na pokrzywdzonego miał on kilkakrotnie uderzyć 26-latka w wyniku nieporozumień, do których między nimi doszło, a następnie nie reagował na fakt zaatakowania i dotkliwego pogryzienia przez psy. Mężczyzna został zatrzymany do wyjaśnienia sprawy i wytrzeźwienia, gdyż miał prawie 3 promile alkoholu w organizmie. Usłyszał zarzuty z art. 156 kodeksu karnego za co grozi mu nawet 10 lat pozbawienia wolności - relacjonuje nadkom. Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy komendanta powiatowego policji w Żninie.
6 lutego żnińska prokuratura wszczęła śledztwo przeciwko właścicielowi psów. Mężczyzna jest podejrzany o spowodowanie w stanie nietrzeźwości ciężkiego uszczerbku na zdrowiu u Sławomira Małkowiaka. Śledczy ustalili, że oprócz tego, że zaatakował ofiarę, dopuścił do sytuacji, że na leżącego mężczyznę rzuciły się dwa psy będące mieszańcami rasy american pitbull terier. Właściciel psów nie reagował na agresywne zachowanie psów, które gryzły Sławomira M. w okolicach głowy. W wyniku pogryzienia przez rozwścieczone psy pokrzywdzony doznał ciężkiego kalectwa: oskalpowania twarzoczaszki obejmującego oczodół prawy, ubytku małżowiny usznej, oskalpowania mózgoczaszki (ubytek blisko 85% skóry), ran szarpanych wargi górnej, rozerwania wargi dolnej i przedsionka jamy ustnej, licznych ran kłutych twarzoczaszki i ramienia prawego oraz prawego przedramienia, ran szarpanych z ubytkiem skóry obu powiek. Zdaniem śledczych wszystkie zadane przez zwierzęta rany istotnie oszpeciły i zniekształciły ciało poszkodowanego.
WIELOETAPOWE LECZENIE, ROKOWANIA DOBRE
Mężczyzna w stanie śpiączki trafił do Pałuckiego Centrum Zdrowia w Żninie. Stamtąd został przetransportowany do Wielospecjalistycznego Szpitala Wojskowego w Bydgoszczy. Na oddziale intensywnej opieki medycznej był podtrzymywany przy życiu. Z Bydgoszczy został przewieziony do kliniki w Polanicy Zdroju.
- Został przetransportowany w stanie ciężkim do Polanicy Zdroju. Jeśli przeszczep się szybko nie przyjmie, to mężczyzna może umrzeć - mówi szef żnińskiej prokuratury Wojciech Jabłoński.
Sławomir Małkowiak obecnie przebywa w Specjalistycznym Centrum Medycznym w Polanicy Zdroju. Jest po pierwszym zabiegu. Jego leczenie będzie wieloetapowe. Dyrektor do spraw lecznictwa Specjalistycznego Centrum Medycznego w Polanicy Zdroju Andrzej Mrowiec wyjaśnia, że pierwszy element wieloetapowych zabiegów, które będzie musiał przejść pacjent, polegał na oczyszczeniu rany, która była zainfekowana po pogryzieniu przez psy. Obecnie poszkodowany przebywa na oddziale intensywnej opieki medycznej, gdzie będzie przygotowywany do kolejnych zabiegów. W ciągu najbliższych dni powinien trafić na oddział chirurgii plastycznej.
- Obecnie pacjent jest w stanie średnim - wyjaśnia dyrektor. Rokowania są dla niego dobre. Wszystko wskazuje na to, że przeżyje. Do przeszczepu zostanie wykorzystana jego własna skóra.
WŁAŚCICIEL ARESZTOWANY NA TRZY MIESIĄCE
Po przesłuchaniu świadków i zgromadzeniu dokumentacji prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o areszt tymczasowy wobec Macieja G. Sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zastosował wobec podejrzanego tymczasowy areszt na 3 miesiące.
W zeznaniach podejrzany wyjaśnia, że dopiero po jakimś czasie zorientował się, że na sąsiada rzuciły się psy. Twierdzi, że jednego z nich odciągnął. Było już jednak za późno. W swoim środowisku Maciej G. nie cieszył się dobrą opinią. Uchodził za osobę arogancką i zarozumiałą. Dowiedzieliśmy się, że miał już kolizję z prawem i szczuł psy na innych ludzi. Czy tak rzeczywiście było, wykaże prowadzone postępowanie.
Prokuratura podjęła decyzję o przewiezieniu psów do schroniska w Trzciance. Tam będą one poddane obserwacji.
Nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński zaznacza, że na hodowlę psów ras agresywnych, do których zaliczają się pitbulle, trzeba mieć pozwolenie. Podejrzany takiego pozwolenia nie miał. W przypadku jego psów sytuacja nie jest jednak klarowna, ponieważ nie są one czystej rasy.
- Tu przepisy nie są już tak jednoznaczne, czy potrzebne było pozwolenie. To będzie trzeba ustalić - wyjaśnia Krzysztof Jaźwiński.
Jeden ze żnińskich śledczych dziwi się, że tak agresywne psy ktoś trzymał w domu.
- To są bardzo groźne psy. Dziwię się, że takie dwa psy trzymał w domu. Tym bardziej, że właściciele tych psów mają małe dzieci. Trudno to zrozumieć - dodał podczas rozmowy.
NIE MIAŁ SZANS NA OBRONĘ PRZED PITBULLAMI
Amerykański pitbull terrier to jedna z jedenastu agresywnych ras psów występujących w Polsce. Stanisław Plewa, lekarz weterynarii ze Żnina, wyjaśnia, że psy agresywne rejestruje się w urzędach gmin. W przypadku tragicznego zdarzenia w Rogowie mamy do czynienia jednak z mieszańcami pitbulla. Z jaką rasą, nie wiadomo.
- Pewnym nieporozumieniem jest to, że ktoś, kto wydał decyzję o rejestracji agresywnych ras, nie wziął pod uwagę, że powinno to też dotyczyć mieszańców tych ras - zwraca uwagę Stanisław Plewa. Pitbull zmieszany z łagodnym bokserem wcale nie musi być łagodniejszy od pitbulla czystej rasy. Może wręcz przejawiać jeszcze większą agresję.
Stanisław Plewa uważa, że właściciel psa rasy agresywnej powinien mieć nie tylko pozwolenie na jego hodowlę, ale prawnie powinno się wprowadzić konieczność szkoleń dla takich osób, a nawet badań psychiatrycznych.
- Dziwne, że właścicielami tych mieszańców agresywnych ras stają się ludzie młodzi, którym być może przyświeca chęć zaimponowania kolegom i koleżankom. To są ludzie nie do końca potrafiący myśleć logicznie i przewidywać skutki pewnych zachowań - zauważa lekarz weterynarii. - Nie ma szans uratować się przed takim agresywnym psem. To jest taka wściekłość i tempo, że ten pies nie reaguje na głos właściciela i inne bodźce. Poczuje krew i to jest masakra. Człowiek nie ma możliwości reakcji obronnej - wyjaśnia Stanisław Plewa. I dodaje: - Nie wiem, kiedy do ludzi dotrze, żeby zastanowili się, czy w ogóle takie psy hodować.
Stanisław Plewa nie sądzi, by sama kłótnia pomiędzy Sławomirem Małkowiakiem i Maciejem G. spowodowała, że psy zaatakowały. Niewykluczone, że podczas awantury poszkodowany wymachiwał rękami. W tej sytuacji psy machanie rękami mogły odebrać jako zagrożenie dla swojego właściciela.
W JEDNEJ CHWILI WSZYSTKO RUNĘŁO
Beata Siadak, narzeczona poszkodowanego, boi się o życie swojego partnera, jest w ciągłym kontakcie z lekarzami. Widok pogryzionego narzeczonego, całe zdarzenie, jak mówi, jest najgorszym koszmarem, z którego nie może się obudzić. - Jedna chwila zmieniła całe nasze życie. Sławek walczy o życie, nam pozostaje modlitwa i wiara. Boję się tego, co nas czeka. Wiem, że jeśli wszystko zakończy się pomyślnie, będzie to długoletnie i kosztowne leczenie, bo tak mówili lekarze w Szpitalu Wojskowym w Bydgoszczy. Sławek jest w śpiączce farmakologicznej, tłumaczą, że dzięki temu nie czuje bólu, że zwiększa ona jego szanse - mówi Beata Siadak.
Obecnie wraz z pięcioletnią córeczką przebywa u rodziców. - Zabraliśmy ją zaraz po tym zdarzeniu, nie wyobrażam sobie, żeby była w tak trudnej sytuacji sama z dzieckiem w czterech ścianach. Tu ma w nas wsparcie, chociaż nie sposób trzymać emocji na więzi w obliczu takiej tragedii. Byliśmy o nich zawsze spokojni, zgadzali się, radzili sobie, teraz to ich życie runęło. Wierzymy, że będzie dobrze i cały czas powtarzamy to córce, ale nie potrafimy zrozumieć, jak można przyglądać się sytuacji, kiedy własne psy szarpią obcego człowieka i jak można nie reagować, wyrządzić tak wiele bólu i krzywdy drugiemu człowiekowi i jego bliskim, jakim trzeba być człowiekiem - mówi matka Beaty.
Rodzina Beaty opowiada, że do mieszkania, w którym mieszkali narzeczeni, zapukała policja i przyniosła portfel Sławka. W przeciwieństwie do reszty ubrań - podartych, poszarpanych, ubrudzonych błotem i krwią - portfel był czysty, niepogryziony, nie było na nim nawet śladów zębów agresywnych psów. Portfel poszkodowany nosił zawsze w kurtce, w kieszeni na zamek.
Ta sytuacja uświadomiła im, że kiedy zabierała go karetka, nie miał on na sobie kurtki, mimo że był w niej wcześniej, był tylko w poszarpanym, podartym i zabrudzonym swetrze. Świadek zdarzenia zapewnia, że poszkodowany miał na sobie kurtkę jeszcze, kiedy leżał na podwórzu, a on biegł po pomoc. - Nie wiemy, gdzie jest kurtka, ze szpitala dostaliśmy w worku rzeczy, które Sławek miał na sobie, nie było jednak kurtki, o czym Beata poinformowała też prokuratora. Do tej pory nie udało się nam jej odnaleźć i dziwne jest to, że trafił do nas portfel, który był zapięty w jej kieszeni, a nie ma kurtki - mówi matka Beaty Siadak.
BEZ ŚRODKÓW DO ŻYCIA
Sławomir Małkowiak był jedynym żywicielem rodziny, pracował za granicą w branży budowlanej. Do Polski powrócił 19 grudnia i za granicę ponownie miał jechać tuż przed zdarzeniem, jednak termin wyjazdu został przesunięty o kilka dni. Rodzina podkreśla, że gdyby nie odgórna zmiana terminu wyjazdu, do tej tragedii by nie doszło, bo byłby już w pracy. Beata Siadak nie pracowała zawodowo, opiekowała się córką i zajmowała domem. Teraz pozostali bez środków do życia, tym bardziej, że wszelkie oszczędności przeznaczali na remont mieszkania. Dziś dochód młodej kobiety wynosi 109 zł i jest to zasiłek rodzinny na dziecko. - Nie wiem, jak będzie dalej, przecież leczenie, lekarstwa, cała rekonwalescencja, a chciałabym też jechać do Sławka, kiedy go wybudzą, być przy nim. Nie wiem, jak damy sobie z tym wszystkim radę, jak to dalej będzie. Póki co jestem z córką u rodziców, ale zdaję sobie też sprawę, że sytuacja ta nie może trwać wiecznie. Teraz dla mnie najważniejsze jest, żeby Sławek żył, żebym mogła przy nim posiedzieć, żeby wrócił do nas - mówi płacząc jego narzeczona.
Kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Rogowie Mariola Kuchcińska poinformowała, że pracownik GOPS próbował nawiązać kontakt z rodziną poszkodowanego, jednak nikogo w mieszkaniu nie zastał. - Zapraszamy rodzinę do nas na rozmowę, postaramy się w jakiś sposób pomóc w świetle tragedii, zdajemy sobie sprawę, w jak trudnej sytuacji się znaleźli - powiedziała pani kierownik.
Młodzi ludzie z małym dzieckiem do tej pory byli samowystarczalni, mężczyzna zarabiał na utrzymanie rodziny, teraz jest to niemożliwe, sam potrzebuje pomocy. Wsparcie będzie tej rodzinie bardzo potrzebne.
Arkadiusz Majszak
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1148 (7/2014)
Więcej na ten temat:
Odpowiedzieli na nasz apel o pomoc
Nie zgadza się na areszt
Wybudzony ze śpiączki
Po przeszczepie modelowanie i długotrwałe leczenie
Wina nie budząca wątpliwości
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze