Akt oskarżenia w sprawie podrobienia dokumentów skierowała z oskarżenia publicznego do sądu przeciwko Marii Z., prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Krotoszynie, prokuratura szubińska. Administratorce osiedla popegeerowskiego w podbarcińskiej miejscowości grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. Oskarżona nie przyznała się do stawianych jej zarzutów. Tymczasem z powództwa spółdzielni przeciwko dwóm dłużnikom ze wspólnot mieszkaniowych zarządzanych przez Marię Z. toczą się lub wkrótce zaczną sprawy w Wydziale Cywilnym Sądu Rejonowego w Żninie.
Maria Z. to prezes Spółdzielni Mieszkaniowej w Krotoszynie. Pełni tę funkcje od samego początku jej istnienia. Wcześniej była administratorką tych zasobów mieszkaniowych z ramienia Agencji Nieruchomości Rolnych. Jednocześnie Maria Z. pełni funkcję zarządcy wspólnot mieszkaniowych w Krotoszynie, bo tak się składa, że większość bloków popegeerowskiego osiedla tworzy odrębne wspólnoty.
ADMINISTRATORKA OSKARŻONA
28 marca prokurator rejonowy w Szubinie skierował do Sądu Rejonowego w Szubinie akt oskarżenia przeciwko Marii Z. Zarzucił jej dokonanie przestępstwa przeciwko dokumentom. Rzecz dotyczy uchwały zarządu wspólnoty nr 15 o zawarciu umowy o zarządzanie między Spółdzielnią Mieszkaniową w Krotoszynie reprezentowaną przez prezes Marię Z. a wspólnotą nr 15 reprezentowana przez Katarzynę R. i nieżyjącą obecnie Beatę K. Umowa i stosowna uchwała zawarta miała być w lutym 2005 r. Jest to dokument sankcjonujący zobowiązania mieszkańców bloku nr 15 wobec administratora i vice versa. Stanowi podstawę działalności Marii Z. jako administratorki tego bloku. Tymczasem według prokuratury, autentyczność dokumentu należy poddać pod wątpliwość.
- W akcie oskarżenia postawiliśmy pani Marii Z. jako zarządcy wspólnoty nr 15 zarzut popełnienia czynu przeciwko dokumentom, to jest podrobienie podpisów Katarzyny R. i Beaty K. na uchwale zarządu wspólnoty nr 15 i podpisu Felicji D. na protokole zebrania wspólnoty nr 15 i wprowadzenie tak podrobionych dokumentów w użycie. Z artykułu 270 kodeksu karnego wynika, że kto, w celu użycia za autentyczny, podrabia lub przerabia dokument lub takiego dokumentu jako autentycznego używa, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat. Akt oskarżenia i zarzuty zostały przedstawione oskarżonej Marii Z. przez prokuratora, ale ona nie przyznała się do zarzucanych jej czynów. Nie mniej jednak mieliśmy wystarczające dowody po temu, ażeby akt oskarżenia sformułować i przekazać sądowi - powiedział szef Prokuratury Rejonowej w Szubinie Dariusz Mańkowski.
DŁUŻNICY W WALCE O TRANSPARENTNOŚĆ
Wszystko zaczęło się w zeszłym roku, gdy Marek Kustosz (pozwolił nam posługiwać się swoimi pełnymi personaliami, bo - mimo że jest oskarżony z powództwa cywilnego przez Marię Z. - nie ma nic do ukrycia) odebrał pozew cywilny. Spółdzielnia Mieszkaniowa w Krotoszynie pozwała go w związku z faktem, że od dłuższego czasu nie płacił on żadnych należności na rzecz administratora. Marek Kustosz podkreślał, również na naszych łamach, że on, podobnie, jak jego sąsiad z innej wspólnoty w Krotoszynie, Przemysław Staszak (również zezwolił nam na posługiwanie się swoim imieniem i nazwiskiem w pełnym brzmieniu) nie będzie płacił należności, dopóki nie będą przez zarządcę Marię Z. przedstawione szczegółowe rozliczenia wszystkich składowych czynszu. Marek Kustosz podkreślał, że jest gotowy zapłacić wszystkie swe zaległości pod warunkiem, że zostanie mu wyliczone, za co płaci.
Po lekturze pozwu w swej sprawie do Wydziału Cywilnego Sądu Rejonowego w Żninie skierował odwołanie, w którym pisał: (...) 1. Powódka nie dopełnia i zaniedbuje swoją pracę, ponieważ przez ostatnich kilka lat, a właściwie to nigdy, nie przedstawiła sprawozdań rocznych, jak i planów gospodarowania moimi pieniędzmi. (...) 5. Uważam, że powódka udziela błędnych i nieprawdziwych informacji oraz wykorzystuje naiwność ludzi. (...) 4. Powódka wie, że mam dużo do powiedzenia odnośnie jej opieszałości. I dlatego występuję do Sądu o moją obecność na każdej rozprawie, wręcz nie wyrażam zgody, aby odbyła się jakakolwiek rozprawa bez mojej obecności. 5. (...) proszę Sąd o zarządcę przymusowego w celu udowodnienia, że powódka nieumiejętnie, jak i nieodpowiedzialnie zarządza pieniędzmi wspólnoty, jak i spółdzielni, a ponadto działa na szkodę wszystkich lokatorów (...) - napisał Marek Kustosz do sądu w Żninie, zabezpieczając się, aby przypadkiem w jego sprawie nie zapadł wyrok w trybie nakazowym. Pierwsza rozprawa przed sądem cywilnym przeciwko Markowi Kustoszowi ma się odbyć 18 kwietnia.
Zanim jednak doszło do wyznaczenia terminu, jeszcze w zeszłym roku Barbara Wądrzyk i Marek Kustosz wysyłali liczne wezwania do przekazania przez zarządcę szczegółowych rozliczeń kosztów zarządzania i pełnej transparentności. Barbara Wądrzyk domagała się m.in. pokazania jej umowy między Spółdzielnią Mieszkaniową w Krotoszynie a wspólnotą w bloku nr 15 w sprawie zarządzania tą wspólnotą. W trakcie starań Barbary Wądrzyk o przedstawienie jej przez Marię Z. tego dokumentu doszło nawet do interwencji policji w budce, w której mieści się biuro administratorki w Krotoszynie. W efekcie Barbara Wądrzyk otrzymała ten dokument.
NIEREALNA POWTARZALNOŚĆ PODPISU
Tak się składa, że na tejże umowie i uchwale w tej sprawie z 2005 r. widniał podpis Beaty K., nieżyjącej od kilku lat małżonki Marka Kustosza. Mocno zdziwił go rzekomy podpis małżonki na umowie o zarządzanie. - Beata zawsze podpisywała się pełnym nazwiskiem, tymczasem tutaj był jakiś bohomaz. Co więcej, był na pierwszy rzut oka sporządzony dokładnie tym samym tuszem, co podpis pani administratorki Marii Z. Z kolei pod uchwałą był już podpis Beaty z pełnym nazwiskiem, ale też mnie i Basię ten podpis zdziwił. Otóż wzięliśmy dla porównania inną umowę z podpisem mojej pierwszej żony i okazało się, że te podpisy są identyczne w każdym milimetrze. Jak odbite przez kalkę. Przykładaliśmy obydwa pisma pod światło i podpis pod uchwałą nie wybiegał ani odrobinę poza wgłębienia pozostawione przez podpis Beaty na innym dokumencie. Doszliśmy do wniosku, że po prostu poprzez pogłębienie śladu na papierze podpis ten został najzwyklej przez kogoś odbity. Jest rzeczą oczywistą, że nikt nie podpisuje się identycznym co do ułamków milimetra podpisem. Podpis nie może być idealnie taki sam. Mieliśmy z Basią podejrzenie, że podrobienia mogła dokonać pani Maria Z. - opowiadał Marek Kustosz.
Dlatego podejrzenie popełnienia przestępstwa sfałszowania autentyczności dokumentów zgłosili policji w Barcinie.
PRZED SĄDEM W ŻNINIE
Zanim jeszcze Maria Z. usłyszała zarzuty z oskarżenia prokuratorskiego, sama w imieniu Spółdzielni Mieszkaniowej sporządziła wspomniane pozwy cywilne o nakaz zapłaty przeciwko Markowi Kustoszowi i Przemysławowi Staszakowi ze wspólnoty nr 9. Sprawa została wytoczona przez powódkę przed Wydziałem Cywilnym Sądu Rejonowego w Żninie, a nie w Szubinie, choć to w zasadzie tam ze względu na przypisanie terytorialne gminy Barcin pod Temidę szubińską pozew w sprawie dłużników z Krotoszyna powinien trafić.
W ostatni poniedziałek sędzia Tomasz Michalak poprowadził kolejna rozprawę przeciwko Przemysławowi Staszakowi. Zeznania jako świadek złożył Marek Kustosz. Sędzia szukał u niego potwierdzenia tezy pozwanego Przemysława Staszaka, że nie wiadomo, jakie środki posiada wspólnota nr 9 , a jakie inne wspólnoty mieszkaniowe w Krotoszynie i w związku z tym nie można stwierdzić, że środki płacone przez konkretnych mieszkańców rzeczywiście idą na potrzeby ich bloku. Zdaniem Przemysława Staszaka, zarządzająca blokami dokonuje przesunięć środków na różne bloki, a mieszkańcy nie wiedzą, co się z ich pieniędzmi dzieje. - Ja mieszkam w bloku nr 15. Wiem na pewno, że pani Z. gromadzi wszelkie środki ze wszystkich wspólnot na jednym rachunku i tam, gdzie jest potrzeba, to sobie tymi środkami reguluje. To dotyczy także pieniędzy wpłacanych na fundusz remontowy. Jesteśmy w posiadaniu dokumentów z rozliczeniami Marii Z. i możemy wnioskować, że wszystkie wydatki są chaotycznie i źle obliczone. Już kilka lat temu, gdy pytałem administratorkę o jakiś remont bieżący, czemu nie jest przeprowadzony, to odpowiedziała, że wydała pieniądze na węgiel dla innej wspólnoty i na remont nie ma już środków. Stosowanie takich rozwiązań potwierdziła pani administratorka także w poprzedni wtorek na zebraniu rocznym wspólnoty - mówił Marek Kustosz.
Z kolei pozwany Przemysław Staszak podnosił, iż uchwała zarządu wspólnoty o wzroście kosztów w świetle ustawy o własności lokalu jest nieważna, ponieważ w tym zakresie byłaby konieczna uchwała całej wspólnoty, a przedstawienia takowej administratorka odmawia. Ponadto zdaniem Przemysława Staszaka nie są przez administratorkę zachowywane obowiązkowe miesięczne terminy informowania o zmianach stawek kosztów administrowania. Przemysław Staszak wyraził też wątpliwości, czy pobierane są prawidłowe koszty eksploatacyjne w czynszu w jego wspólnocie. - Ja płaciłem jeszcze od 2005 r. stawkę 1 zł/m2, a tymczasem z przedłożonej uchwały (pozwany przedłożył te dowody sędziemu do akt sprawy - przypis kg) z 2008 r. wynika, że stawka jest 0,92 zł/m2. Coś tu jest nie tak - mówił pozwany krotoszynianin. Ponadto Przemysław Staszak podniósł przed sądem sprzeczność między twierdzeniami kominiarza obsługującego Spółdzielnię Mieszkaniową w Krotoszynie o kosztach tej obsługi, a wykazywaniem kosztów tej obsługi przez powódkę Marię Z.
Sędzia Tomasz Michalak stwierdził, że następna rozprawa zostanie w tej sprawie przeprowadzona 10 maja o 1015. Sąd wezwie pisemnie Marię Z. do przybycia i złożenia zeznań, bo na dotychczasowych posiedzeniach powódka, ani też jej pełnomocnik prawny nie pojawili się ani razu. Jeśli i 10 maja Maria Z. nie przybędzie do sądu, to - jak dał do zrozumienia sędzia Tomasz Michalak - straci ostatnią szansę na przedstawienie swych argumentów i trzeba będzie podjąć wyrok na podstawie tych informacji, które sąd posiadł w postępowaniu do tej pory.
PRZEMYŚLENIA PO ROZPRAWIE
Po rozprawie poniedziałkowej Przemysław Staszak powiedział, że na ostatnim zebraniu jego wspólnoty mieszkaniowej (nr 9) w zeszłym tygodniu Maria Z. mówiła mieszkańcom, iż fakt zalegania Przemysława Staszaka z opłatami wpływa na wzrost kosztów, które w konsekwencji poniosą wszyscy członkowie wspólnoty. - Chcę powiedzieć publicznie, że ja generuję długi nie z powodu lekceważenia obowiązku płatności, ale w walce o przejrzystość rozliczania i mam nadzieję, że dzięki tej sprawie nie tylko nie wzrosną opłaty wszystkich mieszkańców, a wręcz zmaleją, bo okaże się, że koszty eksploatacyjne nie są tak duże, jak chce nam wmówić pani administratorka - powiedział Przemysław Staszak.
Przemysław Staszak już kilka miesięcy temu sygnalizował przed sądem, że na jednym z dokumentów jest podpis starszego wiekiem członka wspólnoty nr 9, który zdaniem Przemysława Staszaka nie podpisał się świadomie na tym piśmie, bo z uwagi na swój stan nie mógł tego zrobić. Przemysław Staszak zapowiedział, że będzie tę wątpliwość jeszcze wyjaśniał na policji.
Marek Kustosz i Barbara Wądrzyk w świetle oskarżenia Marii Z. o podrobienie podpisów chcieliby ewentualnie wspomóc prokuraturę jako oskarżyciele posiłkowi. A ponieważ czują się stroną pokrzywdzoną w tej sprawie (choć formalnie - przynajmniej w tej chwili - nie są taką stroną), to nie wykluczają, że po ewentualnym wyroku skazującym Marię Z. za podrobienie dokumentów i ich użycie, będą domagali się od niej na drodze cywilnej odszkodowania.
Zarówno Przemysław Staszak, jak i Marek Kustosz oraz Barbara Wądrzyk wyrazili nadzieję, że w przypadku udowodnienia winy administratorce, straciłaby ona certyfikat zarządcy, a wówczas będzie można szukać nowego zarządcy dla Krotoszyna. - Teraz bowiem pozycja pani Z. w Krotoszynie jest bardzo silna. Niektórzy starsi wiekiem mieszkańcy sądzą, że pani Z. jeszcze jako była przedstawicielka pionu kierowniczego osiedla, gdy wchodziło ono w skład PGR, jest nieomal właścicielką tych zasobów mieszkaniowych. My zaś chcemy, by sąsiedzi wreszcie zrozumieli, że to nie jest prywatne osiedle, a spółdzielnia i wspólnoty mieszkaniowe, w których właścicielami lokali są ci, którzy w nich mieszkają, a nie jakiś PGR, państwo, czy też pani administratorka - powiedział Przemysław Staszak. O dalszym ciągu tej sprawy będziemy informować.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1051 (14/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze