Na zdjęciu nie jest uwieczniona dłoń Saurona z pierścieniem władzy, ale dłoń Ewy Smorgi z obrączką. Zdjęcie zostało wykonane w szpitalu w Szubinie. Lekarz na podstawie diagnozy zdecydował, by dalsze leczenie podjęli specjaliści w szpitalu Jurasza. Tam pacjentka dojechała transportem prywatnym i bez środka znieczulającego. Dlatego zamierza poskarżyć się do NFZ.
fot. Remigusz Konieczka
Szubin, szpital, pacjentka, palce, piła łańcuchowa, środek przeciwbólowy
Pacjentka: bolało, szpital: nie bolało
Ewa Smorga z obciętymi palcami dotarła do szpitala w Szubinie. Skarży się, że do Bydgoszczy skierowano ją bez podania środka przeciwbólowego, i że musiała jechać własnym transportem. Nowy Szpital w Nakle i Szubinie twierdzi, że pomoc udzielona została fachowo i zgodnie z przepisami.
W poniedziałek 14 lipca Ewa Smorga z Zalesia (w gminie Szubin) wraz ze swoim bratem cięła drewno na opał. Brat trzymał piłę łańcuchową, a siostra pomagała trzymać drewno. W pewnym momencie poczuła ból. Okazało się, że piła strzaskała jej palec wskazujący i palec środkowy prawej dłoni. Ucięta część palca wskazującego trzymała się na skórze. Pani Ewa natychmiast ze swoim teściem udała się do szpitala w Szubinie na Izbę Przyjęć.
Całość relacjonuje matka Ewy Smorgi, Elżbieta Katafiasz, sołtys Królikowa i radna Rady Miejskiej, którą zbulwersowały wypadki, do jakich doszło na pogotowiu.
- Przyszedł doktor Wojciech Kuliński, dał skierowanie na rentgena i nie zrobił nic. Córka poszła do tego zdjęcia, nie zdjęli jej nawet biżuterii. Ma zdjęcie z obrączką. Po zrobieniu zdjęcia lekarz stwierdził, że nic nie będzie robił i skierował córkę do Jurasza w Bydgoszczy - mówi Elżbieta Katafiasz.
Ewa Smorga powiedziała nam, iż prosiła personel na Izbie Przyjęć o środki przeciwbólowe, których nie otrzymała. Pytała też o karetkę. Dodała, iż otrzymała informację, że nie musi być odwieziona karetką do Bydgoszczy, gdyż jej stan nie jest aż taki zły. - Powiedzieli mi, że środki przeciwbólowe dostanę w Juraszu - mówi poszkodowana kobieta.
Poszkodowana powiedziała też, że oprócz tego, iż w szpitalu w Szubinie nie podano jej środków przeciwbólowych, to rękę kazano trzymać jak najwyżej. Dłoń została opatrzona i to wszystko.
- Córka w tym pośpiechu nie zabrała z sobą telefonu, więc nie miała jak zadzwonić. Jej teść nie czuł się na siłach wieźć ją do Bydgoszczy, więc szukali osoby, od której mogłaby zadzwonić do mnie. W końcu ktoś jej dał telefon. Zadzwoniła do zięcia, czyli do swojego męża, który też jest unieruchomiony z powodu złamanej nogi. On zadzwonił do mnie. Byłam w domu, ale nie miałam ani kropli paliwa w samochodzie. Zadzwoniłam, żeby specjalnie dla mnie otworzyli stację w Królikowie. Zatankowałam i po 17:00 dotarłam do Szubina, wzięłam córkę i pojechałyśmy do Bydgoszczy - relacjonuje Elżbieta Katafiasz.
Po drodze już w samochodzie Ewie Smordze robiło się duszno, niedobrze i zwymiotowała.
- W Juraszu już po pięciu minutach kompleksowo się mną zajęto. Zrobili mi zdjęcie rentgenowskie. Dłoń już zdążyła spuchnąć, więc tam pomogli mi zdjąć obrączkę. Zajęli się ręką. W czwartek okaże się, co dalej z palcami. Środkowy jest w lepszym stanie. Lekarze zdecydują, co z palcem wskazującym. Zdecydują, czy nie będzie konieczna amputacja. Od chwili wypadku do momentu jak znalazłam się w Bydgoszczy minęły trzy godziny. W tym czasie z bolącą ręką czekałam na pomoc. Ten czas mógł zdecydować o tym, czy w przyszłości będę miała sprawna dłoń, czy nie - zauważa Ewa Smorga.
Elżbietę Katafiasz najbardziej bulwersują dwie rzeczy: to, że jej córka nie otrzymała środków przeciwbólowych, i to, że nie mogła pojechać karetką do bydgoskiego szpitala. - Każdy tłumaczy się tym, że taki jest system, a gdzie w tym systemie człowiek? Dla psa w lecznicy więcej się zrobi niż dla człowieka w pogotowiu. Córce powiedziano w szpitalu w Szubinie, że karetka zawiozłaby ją, jakby była leżąca. To ja w takim razie mam radę dla mieszkańców, by w razie potrzeby kładli się w pogotowiu, to wtedy ich przewiozą. Po co my ZUS płacimy, skoro nie można skorzystać z tych pieniędzy. Nie ma kilku złotych na to, by dać zastrzyk, by się człowiek nie męczył? Zawieź sam, opatrunki teraz trzeba kupić samemu, jeszcze brakuje, by samemu się pozszywać. To, że pacjent cierpi, nikogo dziś nie obchodzi. Szpital bez bólu. Na ból trzeba radzić sobie samemu - skwitowała Elżbieta Katafiasz.
Nowy Szpital w Nakle i Szubinie uważa, że pacjentce została udzielona właściwa pomoc. Prezes Nowego Szpitala w Nakle i Szubinie Karolina Welka powiedziała, że z informacji jakie udało się jej uzyskać w środę rano wynika, iż pacjentka po przybyciu do szpitala w Szubinie została natychmiast przyjęta przez lekarza chirurga. W związku z tym, że uszkodzonych zostało kilka palców, lekarz specjalista zdecydował o skierowaniu pacjentki do szpitala Jurasza w Bydgoszczy. Prezes dodała, że lekarz uznał również, że zdejmowanie obrączki tylko przedłużyłoby czas dotarcia do ortopedy oraz naraziłoby zraniony palec na kolejny uraz, a pacjentkę na dodatkowe cierpienie, a i tak dalsza pomoc mogła być udzielona jedynie w ośrodku posiadającym oddział ortopedii. Karolina Welka powiedziała, że rana nie krwawiła, niemniej została zabezpieczona opatrunkiem hemostatycznym, nie było zagrożenia życia, więc nie było przeciwwskazań do tego, by leczenie zostało podjęte w szpitalu w Bydgoszczy. Pacjentka była przytomna i logicznie komunikowała się z lekarzem. Zapytana o możliwość dojazdu do Bydgoszczy odpowiedziała, że dysponuje środkiem transportu i może dojechać. Według informacji prezes Karoliny Welka temat karetki nie pojawił się. Kwestię obowiązków szpitala w zakresie transportu pacjenta określają przepisy, które regulują to, komu i w jakich okolicznościach szpital ma obowiązek zapewnić transport. Niemniej tutaj, wobec stwierdzenia, że pacjentka ma możliwość dojazdu, temat karetki nie został nawet poruszony.
Odnosząc się do kwestii podania środka przeciwbólowego, prezes powiedziała, że pacjentka nie zgłaszała lekarzowi żadnych dolegliwości bólowych. - Jeśli pacjentka twierdzi inaczej, to zapraszam do nas na konfrontację i wyjaśnimy to. Jako szpital poważnie podchodzimy do swoich zadań i jeśli pacjent ma wątpliwości do tego, w jaki sposób została mu udzielona pomoc, chętnie spotkamy się celem wyjaśnienia. Z moich informacji wynika, że pacjentka nie zgłaszała lekarzowi dolegliwości bólowych. Zadaniem lekarza w tym przypadku było udzielenie pomocy doraźnej i skierowanie do odpowiedniego podmiotu leczniczego, który mógł zająć się tak poważnym urazem dłoni, gdyż szpital w Szubinie nie dysponuje oddziałem ortopedii. I to zostało zrobione.
Ewa Smorga zamierza na całą sytuację złożyć skargę do Narodowego Funduszu Zdrowia. Musi nauczyć się podpisywać lewą ręka, bo prawa jest unieruchomiona.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1170 (29/2014)
Więcej na ten temat:
Karetka powinna być
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze