Z bogatych planów wyszło niewiele. Miała być najnowocześniejsza huta szkła w Europie, a skończyło się na upadłości. Po drodze były błędy inwestycyjne, nietrafione zakupy, zaległości w wypłatach pensji i brak płynności finansowej. Upadłą hutą zaczął zarządzać syndyk. Teraz w zakładzie jest nowy podmiot, który dał ludziom nadzieję. Nadzieję na pracę, zarobki, a firmie na lepszą przyszłość.
Produkcja w Hucie Szkła Tur została zatrzymana 14 kwietnia 2014 roku. Wtedy odcięto zakładowi gaz. Dziesięć dni później, 24 kwietnia odcięto prąd. Przez kilka kolejnych miesięcy huta była na tzw. postoju. Ówczesny zarząd szukał wyjścia z trudnej sytuacji, ale znalezienie wyjścia nie było łatwe.
1 października Sąd Rejonowy Poznań - Stare Miasto ogłosił upadłość likwidacyjną Huty Szkła Tur.
UPADŁOŚĆ
Wnioski o upadłość były dwa: banku BPS i właściciela. Zgodnie z prawem, w sytuacji wzrostu zadłużenia członkowie zarządu mają obowiązek zgłosić do sądu wniosek o upadłość.
- Upadłość Huty Szkła Tur została ogłoszona na wniosek samego dłużnika oraz jednego z wierzycieli. Przyczyną ogłoszenia upadłości była niewypłacalność spółki, tj. brak regulowania wymagalnych zobowiązań - poinformowała Agnieszka Weichert-Urban z biura rzecznika prasowego Sądu Okręgowego w Poznaniu. - W sprawie został wyznaczony syndyk, którego celem jest zbycie majątku spółki w celu zaspokojenia wierzycieli. Łączna suma wierzytelności będzie znana po zgłoszeniu wierzytelności przez wierzycieli i sporządzeniu listy wierzytelności.
Syndykiem masy upadłościowej jest mecenas Krystyna Bartoszewska. Podpisała ona umowę dzierżawy huty ze spółką Veni SA.
Geneza powstania spółki sięga chwili, gdy ówczesny zarząd szukał źródeł finansowania inwestycji. Przypomnijmy, że prezes Adam Szyburski mówił nam w 2012 roku, iż na terenie zakładu powstaje najnowocześniejsza w Europie linia technologiczna, pozwalająca wytapiać szkło w cyklu zamkniętym w taki sposób, by do atmosfery przedostawało się jak najmniej szkodliwych substancji. Huta otrzymała kilkumilionowe dotacje unijne, ale musiała mieć również wkład własny. Źródłem finansowania wkładu własnego został wielomilionowy kredyt udzielony przez bank BPS w Warszawie. Kiedy przyszedł okres spłaty rat kredytu i odsetek, i huta nie regulowała tych należności, bank przystąpił do działania. Zrobił tak, by odzyskać swój majątek. Cała huta, nowa linia technologiczna, była zastawem rejestrowym na rzecz banku BPS, który udzielał kredytu na tę inwestycję. Bank de facto był właścicielem całego majątku huty.
NOWY PODMIOT
- Jako właściciel, bank nie chciał już dłużej patrzeć na pogłębiający się kryzys firmy i powołał do istnienia spółkę „Veni” SA, która podpisała umowę dzierżawy Huty Szkła Tur z syndykiem z prawem pierwokupu - mówi Roman Szuleko, p.o. dyrektor generalny w spółce Veni SA.
Spółka Veni, która jest członkiem grupy bankowej BPS, przedstawiła budżet, który grupa bankowa gwarantuje na wykonanie powierzonych zadań. Główne zadania spółki to po pierwsze - reaktywacja zakładu, po drugie - uruchomienie produkcji, po trzecie - wejście na poziom rentowności. Na realizacje tego planu jest wyznaczony budżet, który gwarantuje realizację koniecznych inwestycji i uruchomienie produkcji.
- Spółka „Veni” w umowie dzierżawy zagwarantowała przejęcie wszystkich pracowników na istniejących prawach - informuje Roman Szuleko. - Wszyscy pracownicy zostali zaproszeni do współpracy. Ci, którzy wyrazili taką chęć, a jest to prawie sto procent załogi, zostali zatrudnienie przez spółkę „Veni” i pracują w nowych strukturach firmy. Zostali zatrudnieni na tych samych zasadach, jakie były. Została zachowana ciągłość umów, a zmienił się tylko pracodawca.
SUMA WSZYSTKICH NIESZCZĘŚĆ
Z czego wynikały problemy? Roman Szuleko wyjaśnia, że zakład nie miał płynności finansowej od początku inwestycji. Sama inwestycja w kilku procentach nie została dokończona. Do tego, do głównego wykonawcy zostało zgłoszone ponad sto reklamacji na wadliwie działające czy niedostarczone rzeczy. Głównym problemem były też wadliwie działające czeskie automaty. Pisaliśmy o tym w lipcu, a teraz te informacje w stu procentach potwierdziły się. Czeskie automaty do wyrobu opakowań szklanych były niższej jakości w porównaniu z automatami konkurencyjnymi. Nie pozwalały na produkcję odpowiedniej ilości i jakości wyrobów. Były to dodatkowo automaty wysoce awaryjne. Niestety dla huty, w kontrakcie wraz z dostarczeniem automatów nie została zagwarantowana dostawa części zamiennych, szczególnie w początkowym okresie. Kolejne awarie podzespołów czy samych automatów generowały wysokie koszty.
- Suma tych wszystkich czynników, a więc brak płynności finansowej, nie do końca sprawnie działająca linia technologiczna, zgłaszane reklamacje do głównego wykonawcy, brak części zamiennych, powodowała, że wyrobów nie było w takiej ilości, jaką planowano i nie w takiej jakości - dodał nasz rozmówca. - Ciągnęło to za sobą kolejne elementy składające się na problemy zakładu, a mianowicie reklamacje wyrobów szklanych, złą opinię rynku, powiększające się zadłużenie wobec kontrahentów. W efekcie powstało zjawisko śnieżnej kuli. Część wyrobów wracała, część sprzedawano po obniżonej cenie, to zmniejszało przychody w firmie. Suma wszystkich nieszczęść spowodowała, że nastąpił taki, a nie inny koniec. Koniec w sensie zaprzestania produkcji i postawienia spółki w stan likwidacji.
WANNA - REAKTYWACJA
Podstawowe działania, jakie zostały podjęte przez zarząd spółki Veni, to uruchomienie pieca szklarskiego. Roman Szuleko potwierdził w rozmowie z Pałukami, że piec został wygaszony ze szkłem w środku. Nie praktykuje się takiego rozwiązania w hutach szkła. Wobec odcięcia dopływu gazu i prądu, nie było czasu na dokonanie spustu szkła. W związku z powyższym piec szklarski, jako kluczowy element w zakładzie, zostanie naprawiony. Została wynajęta firma Techglas z Krakowa, która dokona reaktywacji wanny szklarniowej. Jak wyjaśnił Roman Szuleko, reaktywacja wanny odbywa się w kilku etapach. Pierwszy polega na wykuciu zastygłego szkła z pieca szklarskiego. Drugi to dokonanie poprawek w opróżnionym piecu. Trzeci element to rozgrzanie i napełnienie wanny szkłem.
- Pierwszy etap, czyli wykucie szkła i naprawa drobnych rzeczy, mamy już za sobą. Ekspertyza firmy, jeśli chodzi o wannę, pokazała, że jest ona w bardzo dobrym stanie. Nie ma niebezpieczeństwa związanego z powtórnym uruchomieniem - powiedział p.o. dyrektor.
Początek rozgrzewu pieca szklarskiego został wyznaczony na 7 stycznia 2015 roku. Później nastąpi napełnienie pieca szkłem i około 20 stycznia powinna rozpocząć się produkcja wyrobów przeznaczonych do sprzedaży. Kolejnym etapem związanym z uruchomieniem produkcji będzie wymiana jednego feralnego czeskiego automatu na automat wysokiej klasy.
- W tej chwili trwają rozmowy związane z dopinaniem elementów umowy, więc nie mogę na razie zdradzić nazwy producenta, ale jest to automat z najwyższej półki - wyjaśnił Roman Szuleko.
Równocześnie z automatem zamawiana jest jedna odprężarka. Plany są takie, by na początku kwietnia nowy automat został dostarczony do huty w Turze i tam zainstalowany. - Rozpoczniemy wówczas produkcję na trzech automatach, jednym wysokiej klasy i dwóch z Czech. Na nowym automacie będą produkowane wyroby o wyższej jakości - dodał p.o. dyrektor.
W tej chwili w zakładzie prowadzonych jest kilka inwestycji. Z jednej strony jest to utwardzenie części terenu. To dokończenie rozpoczętej przez poprzednie kierownictwo inwestycji. Oprócz tego zostanie wybudowany magazyn. Zakład miał zbyt mało powierzchni magazynowej, wyroby szklane wystawiane były na zewnątrz, a to powodowało zamakanie i obniżenie jakości wyrobów. Wewnątrz są prowadzone prace związane z przygotowaniem miejsca na nowy automat szklarski wraz z odprężarką i jednocześnie prace nad uruchomieniem wanny. Dokonywane są naprawy wszystkich urządzeń, które przez pół roku były wyłączone z napięcia, co dla elektroniki nie jest dobre. Wszystkie ustalenia z kontrahentami zostały ukończone i dopięte. - Od początku stycznia rozpoczynamy dostawy surowców, rozgrzewamy wannę i faktycznie przystępujemy bezpośrednio do uruchomienia produkcji - deklaruje Roman Szuleko.
Asortyment, jaki będzie powstawał w turskiej hucie, to słoiki, butelki i znicze. Towar będzie zbywany głównie na rynku krajowym. Kierownictwo huty nie wyklucza współpracy z zagranicznymi kontrahentami, ale dopiero po uruchomieniu automatu wysokiej jakości.
POSZUKIWANI SPECJALIŚCI
Przez kilka miesięcy postoju huty kilkanaście osób z załogi odeszło i znalazło inną pracę. Firma Veni odbudowując hutę, zamierza rozbudować również kadrę. Spółka zamierza bazować na pracownikach miejscowych. Gdyby nie było możliwości zatrudnienia osób z gminy Szubin, to wtedy przyjęte zostaną do pracy osoby z zewnątrz. Obecnie trwają poszukiwania pracowników, głównie na stanowiska elektryków-automatyków, ślusarzy-mechaników, operatorów i technologa formowania.
Syndyk uregulował kwestie związane z wypłatami. Zaległe pensje zostały pracownikom wypłacone. Spółka Veni, jak zapewnił p.o. dyrektor, płaci na czas. Dwie pensje zostały wypłacone w odpowiednim terminie. Z okazji świąt pracownicy otrzymali bony.
- Starsi pracownicy mówili, że jeszcze nigdy takich bonów na święta nie było. Jest bardzo duży entuzjazm w załodze. Radość, bardzo wiele pozytywnych odczuć po całym okresie dwóch lat samych negatywów.
W tej chwili hutą zarządza spółka Veni SA, ale główne skrzypce gra jednak syndyk masy upadłościowej. Jego rola zakończy się z chwilą sprzedaży huty. Roman Szuleko powiedział, że nie wie, kiedy ten proces może się zakończyć. Celem spółki Veni, która jest dzierżawcą huty, jest uruchomienie produkcji i wyniesienie zakładu na poziom rentowności. - Myślę, że następnym krokiem będzie rozpisanie przetargu na sprzedaż zakładu - mówi Roman Szuleko.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1193 (52/2014)
Czytaj także:
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze