Reklama

Plan: sprzedać plebanię i grunt, postawić nową

Znaczna część parafian parafii św. Jakuba Apostoła w Dziewierzewie protestuje przeciwko zamiarowi sprzedaży plebanii, kaplicy i 8 ha ziemi w Miastowicach, należącej do Kościoła. Kuria wyjaśnia, że do sprzedaży nie jest potrzebna zgoda parafian, a stara plebania jest oddalona, na kiepskim terenie, w ruinie - za coś trzeba nową postawić. O podpisaniu umowy przedwstępnej rada parafialna nie wiedziała. - Jeśli księdzu jest niewygodnie na tej plebanii, to niech poprosi o przeniesienie do innej, a my jeszcze pobłogosławimy go na drogę! Ludzie marzą o mieszkaniu w takich warunkach, jakie są na plebanii! - mówiła jedna z parafianek.

Parafianie chcieli usłyszeć od proboszcza, dlaczego postanowił sprzedać ziemię parafii i zapowiedzieli, że do tego nie dopuszczą. Jak zapewniali w rozmowie - wcześniej proboszcz z nimi nie rozmawiał, nie przychodził na spotkania, nie odpowiadał na zaproszenia. fot. Sylwia Wysocka

    Znaczna część parafian parafii św. Jakuba Apostoła w Dziewierzewie protestuje przeciwko zamiarowi sprzedaży ziemi należącej do Kościoła wraz z plebanią. Nie przekonują ich tłumaczenia proboszcza ks. Zbigniewa Plewy, że z tych pieniędzy pobudowana zostanie nowa plebania z salą. Mieszkańcy Dziewierzewa - zwłaszcza ci, którzy mieszkają tu już od kilku pokoleń - domagają się, by ksiądz wycofał się z zamierzeń, które - jak mówią - robił po cichu, bez przetargu, a co ważniejsze - bez poinformowania wiernych, a nawet rady parafialnej o takich zamiarach.
     UMOWA
     Umowa przedwstępna, do jakiej dotarli wierni, sporządzona została 30 grudnia 2016 roku, ostateczną transakcję zaplanowano na 15 marca 2018 r. Ziemię - w tym 8 ha w całości (w Miastowicach), budynek plebanii i kaplicy - nabyć ma figurująca w dokumentacji przedwstępnej zakupu Dorota Kalka, która obecnie ziemie te dzierżawi. Łącznie parafia posiada ponad 90 ha, sprzedanych ma być w sumie około 10 ha.
     Ceny transakcji nie znamy, zapytany przez członków rady parafialnej ksiądz proboszcz nie chciał jej ujawnić.
     Od chwili, gdy parafianie dowiedzieli się nieoficjalnie o projekcie transakcji, podjęli trzy nieudane próby spotkania się z proboszczem. Członków rady parafialnej, którzy pytali, czy to prawda, proboszcz zapewnił, że przedstawi informację na niedzielnej sumie 1 października. Jak mówią uczestnicy mszy, z odczytanej informacji nic nie wynikało, poza przytaczanymi paragrafami i udowadnianiem, że nie mają do niczego prawa. Dlatego po mszy poczekali na proboszcza, by poza murami świątyni zadać pytania i usłyszeć konkretne odpowiedzi.
     - Informację o sprzedaży ziemi parafialnej jako rada parafialna dostaliśmy od mieszkańców. Byliśmy zdziwieni. Ksiądz nie chciał udzielić nam informacji, mówił, że o niczym nie wie - tłumaczy członek rady parafialnej, który podkreśla, że według kanonu kościelnego rada parafialna jest co prawda ciałem doradczym, ale ksiądz ma obowiązek powiadomienia o każdej inwestycji w parafii, mimo że rada nie ma prawa decyzji. Kanon też mówi, że proboszcz powinien liczyć się z opinią rady. - Wywołało to w nas szok, oburzenie, ksiądz odmawiał nam wyjaśnień, dlatego zgodnie z kolejnym kanonem mamy prawo zwrócić się do dziekana, do biskupa, jeśli mamy podejrzenie, że może nastąpić szkoda na mieniu parafialnym. Chodziło nam jednak o wymiar duchowy, że ziemia została sprzedana potajemnie bez naszej wiedzy i w grudniu podpisane były już wstępne umowy. Byliśmy u biskupa, przedstawiliśmy nasze stanowisko, czekamy na odpowiedź. Jesteśmy ludźmi wierzącymi, nie chodzi nam tu o rozróby, chcemy, żeby to było załatwione tak jak powinno w Kościele, w który wierzymy - mówi Grzegorz Piątkowski.
     Maria Łyszczarz podkreśla, że najbardziej bulwersuje ją to, że 16 marca 2018 obudziliby się, nie wiedząc o tym, że część dóbr parafialnych została sprzedana. Bo zgodnie z umową przedwstępną na 15 marca 2018 była uzgodniona sprzedaż ziemi. Podkreślała, że o zamiarze budowy nowej parafii dowiadują się pocztą pantoflową od sąsiadów działki, na której ma stanąć plebania. Przychodzą do nich urzędowe pisma celem ustosunkowania się do inwestycji. Przyznała, że faktycznie o nowej plebani była mowa za poprzedniego proboszcza, ale sprawa dawno się rozmyła.
     WIRTUALNA LOKALIZACJA
     Parafianie nie wiedzą, na jakiej działce, gdzie miałaby stanąć nowa plebania, obstawiają, że na gminnej w sąsiedztwie kościoła i szkoły. Jednak planów księdza nie poznali, ani też o nowej lokalizacji nie usłyszeli.
     Udało nam się uzyskać informacje, że nowa plebania ma stanąć na działce należącej do parafii, po prawej stronie kościoła (gdy stoi się na wprost niego).
     ZGODNIE Z PRAWEM
     Artur Dalke uczestniczył pod koniec września w spotkaniu w kurii. Ksiądz biskup sprawiał wrażenie, że nie do końca wie o co chodzi. Wezwał ekonoma kurii, który zapewnił, że wszystko jest zgodnie z prawem cywilnym i kościelnym, kuria może władać ziemią a parafianie nie mają prawa do kwestionowania decyzji.
     Proboszcz ks. Zbigniew Plewa zapewniał, że nie od niego ta sprawa się zaczęła, bo już wcześniej był zamysł powstania ośrodka duszpasterskiego i to było przed laty. Zapewnił też, że sprawa nie jest sfinalizowana, wszystko trwa i jest jeszcze czas na rozmowy czy prezentacje stanowisk.

Ks. Zbigniew Plewa zapewniał, że nic jeszcze nie jest sfinalizowane, sytuacja była złożona i jest jeszcze czas, by poinformować parafian jak sprawa stanie się klarowna fot. Sylwia Wysocka

     PLEBANIA PO REMONCIE
     Na spotkaniu pod kościołem mieszkańcy podkreślali, że plebania jest po remoncie i dopytywali dla kogo ma powstać dom parafialny, skoro proboszcz nie wpuszcza parafian na plebanię, nie ma biura parafialnego, nie ma zwyczaju rozmawiać z wiernymi, na spotkania zapraszany nie przychodzi, to na co dom parafialny? Mieli też pretensje, że ksiądz określa parafian pustakami, pegeerusami, chłopcami spod remizy - proboszcz zapewnił, że takich sformułowań nie używał.
     Mówiono też, że wielką niegospodarnością jest sprzedaż ziemi, żeby budować parafię, bo tak samo jakby rolnik sprzedał ziemię i kupił za to ciągnik do pracy. - Sprzedaż gruntów rolnych podarowanych przez żyjących tu bardzo dawno temu ludzi, podpisanie wstępnej umowy - to sprzeniewierzenie woli darczyńców. Tyle lat! Ani rozbiory, ani wojny, nawet stalinizm nam tej ziemi nie zabrał, a teraz jednym ruchem 8 czy 10 ha będzie sprzedane bo potrzebne są pieniądze. W jakiej sytuacji stawia ksiądz tę parafię? - mówił jeden z parafian. Dociekano czy z dochodów z dzierżawy nie można plebanii stawiać.
     Za bezsens uznali też kwestię zainwestowania kilkudziesięciu tysięcy w remont plebanii, którą teraz chce się sprzedać i budować nową.
     JEŚLI JUŻ TO NA PRZETARG
     Podnoszono pytanie, dlaczego ziemia kościelna i budynki nie zostały wystawione na sprzedaż z jasną zasadą, że kto da więcej ten kupi?
     Ogrodzenie za 70.000 zł
     Damian Łyszczarz pytał jaki był sens inwestowania 70.000 zł w ogrodzenie plebanii, ksiądz tłumaczył, że po pierwsze - nie aż tyle, a po drugie - dzięki temu wzrosła atrakcyjność. Tu mieszkańcy przypomnieli, że bez pozwolenia i uzgodnień proboszcz rozwalił stary płot, który miał wartość sentymentalną dla miejscowych wiernych, który był częścią historii. Ksiądz zapewniał, że płot został rozebrany dla bezpieczeństwa, że źle przy nim wyglądało i źle się działo. Zebrani jednak zaraz wyliczyli, że mieszkają tu po 70 lat, on zaledwie od czterech jest proboszczem i przez te 70 lat nikomu nic złego się tu jeszcze przez ten płot nie stało - zresztą nie trzeba było go rozbierać, tylko można było naprawić.
     TO JEST NASZ KOŚCIÓŁ
     - Nie chodzi o to, że chcemy odebrać Dorocie i Bogdanowi Kalkom ziemię, absolutnie, nie jest to naszą wolą, my tylko nie zgadzamy się na jej sprzedaż, na sprzedaż gruntów rolnych, ziemia może być nadal w dzierżawie, ale absolutnie w sposób jawny. We wnioskach prosiliśmy o jawność przed radą parafialną z nas wybraną - mówił jeden z parafian.
     Zarzucano proboszczowi też manipulowanie ludźmi, podzielenie lokalnej społeczności, całej parafii, co chyba widzi po frekwencji na mszy świętej. - My nie chcemy tego kościoła opuścić to jest nasz kościół, prędzej ksiądz go opuści i by to stało się jak najszybciej - mówiły parafianki. Zapewniano, że protest nie umrze, że będzie narastał. Podkreślali, że nie pozwolą się obrażać ani okradać.
     Znają też odpowiedź na pytanie, dlaczego proboszcz nie przychodził na spotkania z mieszkańcami - ci którzy go zapraszali, to były nic nie znaczące nazwiska. - Jeśli księdzu jest niewygodnie na tej plebanii to niech poprosi o przeniesienie do innej, a my jeszcze pobłogosławimy go na drogę! Ludzie marzą o mieszkaniu w takich warunkach jakie są na plebanii! Chcąc poprawić sobie warunki mieszkalne ksiądz grzeszy przed krzyżem! - mówiła jedna z parafianek. Inni podkreślali, że po co budować dom parafialny, jeśli w kościele nie ma ogrzewania, jest zimno, a organy są popsute.
     Ksiądz Zbigniew Plewa przysłuchując się z uwagą wypowiedziom parafian zapewnił, że pytań jest nagle dużo, inicjatyw jest dużo, jeśli padły postulaty to je przyjmuje.
     Otrzymał zapewnienie, że protest będzie narastał, bo to ksiądz powinien powiadomić parafian o zamiarach sprzedaży gruntu.
     STANOWISKO KURII
     Do Kurii Diecezji Bydgoskiej (tam po informacje gdzie odsyłał wiernych proboszcz) wysłaliśmy prośbę o wypowiedź na temat tej sprawy. Skontaktował się z nami adwokat Edmund Dobecki, który sprawuje prawny wolontariat przy diecezji.
     - Plebania powinna być przy kościele, tu jest oddalona, na kiepskim terenie, w ruinie, teren trzeba utrzymać, opłacić podatki. Wybudowanie plebanii przy kościele możliwe jest z dwóch źródeł: albo uczynią to parafianie, albo jest możliwość pozyskania środków ze sprzedaży majątku i taką formę tu zaproponowano. Czysta ekonomicznie sytuacja, grunty absolutnie nieprzydatne parafii, plebania w złym stanie, więc powstała możliwość, by pan Kalka, jako dotychczasowy dzierżawca ziemi w Miastowicach to kupił. Nie jest tu potrzebna zgoda parafian, ksiądz może poinformować członków rady parafialnej, oni mogą wyrazić swoje zdanie, ale nie jest ono wiążące. Pozyskane środki ze sprzedaży nie mają iść na benificja czyli na utrzymanie, na cele osobiste proboszcza a na inwestycje parafialne budowę plebanii, doposażenie kościoła czyli na podniesienie jego wizerunku i wartości. Tych pieniędzy nie przejmie też kuria, a pozostaną one w parafii w  Dziewierzewie - tłumaczył adwokat Edmund Dobecki, podkreślając, że nie ma innej możliwości pozyskania środków.
     ŻEGNAMY
     Na miejscu przed kościołem, gdzie trwały rozmowy pojawił się patrol policji wezwany przez jedną z parafianek obawiającą się o bezpieczeństwo księdza. Funkcjonariusze zwrócili się do parafian o umożliwienie wyjazdu proboszczowi. Towarzyszyły mu okrzyki: żegnamy serdecznie.
     RADNI
     Na sesji Rady Miejskiej w Kcyni temat sprzedaży ziemi parafialnej poruszył Jurand Świerc. Przewodniczący Rady Zbigniew Witczak odpowiedział, że radni miejscy sprawami kościoła się nie zajmują.

Reklama

Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1338 (40/2017)

Inne teksty na ten temat:

Sprzedaż dzieli społeczeństwo

Chcą jawnej dzierżawy, a nie sprzedaży

383 podpisy pod petycją do biskupa

Też działka po spalonych kościołach i cmentarzu

Szansa w konserwatorze zabytków

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości