Po raz kolejny otrzymaliśmy sygnał z Uścikowa, że do rowu przy drodze wpływa betonową rurą ciemna, brzydko pachnąca ciecz. Prezes firmy Cerplon zapewnia, że to nie jest żaden wyciek, a naturalny odpływ wód opadowych.
W miniony czwartek po południu jedna z mieszkanek Uścikowa telefonicznie poprosiła nas o interwencję w związku z faktem, że do rowu wzdłuż drogi gruntowej w sąsiedztwie silosów z sianokiszonką po raz kolejny wpływa ciemna, brzydko pachnąca ciecz. - Nie wiem, co to jest, ale śmierdzi i brzydko wygląda. To się dzieje po raz kolejny - powiedziała nasza rozmówczyni.
Przypomnijmy, że ponad rok temu w tym samym miejscu został zaobserwowany wyciek. Wówczas inny mieszkaniec poinformował o tym żnińską policję i wszystko skończyło się kontrolą inspektorów z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Bydgoszczy na terenie przedsiębiorstwa Cerplon z siedzibą w Cerekwicy. Silosy do sianokiszonki są bowiem własnością tego przedsiębiorstwa i służą dla potrzeb hodowli bydła w Uścikowie.
Wtedy wyciek przedostał się przepustem do stawu retencyjnego, dalej do rowu melioracyjnego i popłynął do położonego kilka kilometrów dalej Jeziora Kaczkowskiego. Tym razem substancja nie wpływała do rowu przy drodze pod dużym ciśnieniem. O wyjaśnienia poprosiliśmy prezesa zarządu spółki pracowniczej Cerplon Romana Rezulaka.
- Przede wszystkim jestem zdziwiony tymi powtarzającymi się interwencjami ze strony mieszkańców Uścikowa, gdy w rzeczywistości w pobliżu tego miejsca nie ma domów mieszkalnych. Ludzie wydzwaniają czy to do gazety, czy na policję, czy do WIOŚ, jak tylko zobaczą, że sprzęt przygotowujemy do wywozu obornika lub gdy wiatr nie z tej strony zawieje. A ja zapewniam, że u nas przepisy ekologiczne są przestrzegane. Dużo gorzej jest u większości mniejszych gospodarzy, a pretensje i donosy na nas wynikają z zazdrości i złośliwości - mówi Roman Rezulak.
Prezes firmy podkreśla, że cały czas są prowadzone w Cerplonie inwestycje w infrastrukturę. Akurat w Uścikowie były i są budowane silosy na sianokiszonkę. Teraz będzie to już 5. taki silos, a płyty obornikowe mają łącznie powierzchnię hektara, więc zdaniem prezesa firma jest bardziej proekologiczna, niż przeciętne gospodarstwo. W Uścikowie firma przygotowana jest na hodowlę 300 sztuk bydła, a strategia zawsze jest taka, że najpierw przygotowuje się zaplecze infrastrukturalne, a dopiero później do obór wprowadza bydło.
Skoro jest tak dobrze, to czemu brzydko pachnie i dlaczego ciemna ciecz wpływa rurą do rowu przydrożnego? - Proszę pana, to jest natura i jej się nie da oszukać. Jak w Żninie jest ulewa, to czy na ulicach nie płyną potoki? Czy tam też wydzwaniają z donosami na burmistrza przy takiej okazji? A u nas jest przecież dokładnie ten sam powód. Z powodu obfitych opadów jakieś brudy z dachów, z silosów, z dróg, zewsząd spływają. Podobnie po zimie, w trakcie roztopów. Jeśli coś śmierdzi, to jest to naturalny zapach sianokiszonki, a nie żadne wycieki. A wpływają przepustem, bo tak to jest rozwiązane. I to nie przez nas, tylko jeszcze przez niemieckich właścicieli przed wojną światową. Staramy się, jak możemy, mimo przeciwności ze strony rządowej. Skarb Państwa zabrał nam Kaczkówko razem z budynkami, które dzierżawiliśmy. Łącznie 20 osób straciło lub straci w najbliższym czasie pracę. Mimo tych przeciwności wciąż jesteśmy pracodawcą dla 85 osób, a żaden kapitał nas nie wspiera. Jesteśmy spółką pracowniczą. Naprawdę nie potrzebujemy dodatkowych kłód pod nogi, jak choćby w postaci donosów - opowiada prezes Cerplonu.
Roman Rezulak dodaje, że w porozumieniu z Zarządem Dróg Powiatowych Cerplon oczyszcza z trawy skarpy rowu przy drodze w Uścikowie: - Naprawdę chcemy dobrze, nawet to wykaszamy. Gdybyśmy tego nie robili, to by było wszystko zarośnięte i ludziom by nawet nie przeszkadzały rzekome wycieki, bo by ich w tej trawie nie widzieli. Ja zapewniam, że to nie jest żadne celowe spuszczanie przez nas zabronionej substancji, a naturalne wody opadowe z tym, co one niosą z sobą spływając w gruncie. Żadnych kontroli się nie boimy, bo były takowe i oprócz tego, że inspekcja musiała się fatygować, to niczego nie stwierdziła.
W tym miejscu przypomnijmy, że ostatnia kontrola WIOŚ stwierdziła, iż pochodzenie zanieczyszczeń wiosną zeszłego roku było wyłącznie rolnicze. Firma została ukarana mandatem, jak informowała nas Elwira Jutrowska z WIOŚ.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1163 (22/2014)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze