8 czerwca 2025 r. minęło 55 lat od wizyty duszpasterskiej w Żninie Prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego. Obszerny artykuł z tej wizyty mojego autorstwa publikowany był w tygodniku „Pałuki” nr 957 (25/2010). Po 15 latach od ukazania się tego artykułu udało mi się skontaktować z uczestnikiem tamtych wydarzeń panem Edwardem Gawrońskim.
To właśnie 8 czerwca 1970 roku Edward Gawroński wraz ze Stanisławem Woźnym i Józefem Waźbińskim witali Prymasa Polski w parafii św. Floriana w Żninie. Mieli wówczas po 30-31 lat i choć zdawali sobie sprawę z konsekwencji politycznych, nie odmówili udziału w delegacji powitalnej jako reprezentanci inteligencji żnińskiej.
W 2010 roku podczas zbierania materiału do artykułu jedna z osób, z którą przeprowadzałam wywiad poinformowała mnie, że Edward Gawroński nie żyje. Jakie było moje zaskoczenie, gdy w lipcu tego roku z redakcją „Pałuk” skontaktował się czytelnik, który poinformował, że pan Edward ma się całkiem dobrze i mieszka w Koninie.
18 lipca po otrzymaniu od redaktora naczelnego „Pałuk” Dominika Księskiego numeru telefonu do Edwarda Gawrońskiego natychmiast się z nim skontaktowałam i wyjaśniłam sytuację sprzed ponad piętnastu lat, co sam zainteresowany przyjął z uśmiechem. Były rozmowy o rodzinnych Pałukach i Żninie, z którego jak się okazało pan Edward wyprowadził się po roku 1970, jednak z mieszkańcami Grodu Śniadeckich wciąż ma kontakt. Na zadane przeze mnie pytanie jak to się stało, że dopiero teraz zareagował na artykuł sprzed kilkunastu lat odpowiedział, że jego zięć w Koninie nawiązał kontakt z Piotrem Woźnym, synem Stanisława Woźnego i od niego właśnie dowiedział się, że taki artykuł w tygodniku „Pałuki” się ukazał, a przy tym zawierał informację, że on został w nim uśmiercony.
Z wizyty Prymasa Polski sprzed 55 lat pan Edward niewiele już pamięta, bo jak powiedział : - Już sporo lat minęło. Ale z tego spotkania zostało to, że po tej wizycie Prymasa Stasiu Woźny został przeniesiony. Ja byłem głównym energetykiem, a on był naczelnym inżynierem. I go zwolnili za to, że brał udział w tej delegacji. Mnie tam nic nie mogli zrobić, bo głównego energetyka drugiego by nie znaleźli w Cukrowni , a do partii nie należałem – powiedział Edward Gawroński i dodał, że cieszy się, iż po latach odnowił kontakt z Waldemarem Przybyłą, który był jego uczniem. - Chcę do tego powiedzieć tylko to, że właśnie po wielu latach jak się dowiedziałem, że moja Cukrownia się zamieniła w hotel, to wynajęliśmy sobie pokoje i zobaczyliśmy turbinownię i wiele, wiele innych miejsc – z sentymentem powiedział pan Edward, który do Żnina zawsze chętnie powraca, nie tylko wspomnieniami, a Żnin i Pałuki zawsze ma w sercu.
Życzymy panu Edwardowi Gawrońskiemu długich lat życia w zdrowiu i zawsze szczęśliwych powrotów do rodzinnego Żnina.
Barbara Filipiak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze