Reklama

Pod gumowym przykryciem czekała daremnie

Zofia Turzyńska ma żal do lekarza. Polecono jej, by na niego czekała przygotowana na stole zabiegowym na przeprowadzenie stresującego dla niej badania kolonoskopii. Lekarz miał przyjść za 15 minut, ale nie pojawił się w ogóle.

      fot. Karol Gapiński

Żnin, lekarz, pacjentka, badanie
     Pod gumowym przykryciem czekała daremnie
    Pacjentka leżała rozebrana do badania przy użyciu endoskopu. Była jedynie pod gumowym przykryciem. Leżała tak trzy kwadranse, ale lekarz, który mógłby przeprowadzić kolonoskopię, nie pojawił się. Dyrektor szpitala przeprasza pacjentkę. Lekarz, który miał wykonać badanie sam zachorował, a drugi specjalista był na operatywce właśnie u dyrektora. - Badanie tej pacjentki zostanie przeprowadzone w przyszłym tygodniu. Pokryjemy koszty lekarstwa i zastosowane zostanie znieczulenie, żeby zrekompensować tej pani dyskomfort, który ją spotkał - mówi dyrektor.

     - Kolonoskopia to badanie, z którym wiąże się u większości z nas, także u mnie, duży stres. W moim przypadku temu dyskomfortowi psychicznemu towarzyszy również odczucie bólu. Dlatego za każdym razem muszę się przygotować psychicznie do poddania się temu badaniu. Gdy już kładę się na szpitalnym łóżku, to chciałabym, żeby lekarz zrobił to jak najszybciej. Tym razem tak nie było. Poczułam się potraktowana przedmiotowo. Lekarz w ogóle nie przyszedł, by wykonać badanie, choć na wpół rozebrana, leżałam pod gumowym przykryciem trzy kwadranse w oczekiwaniu na niego. Tak nie powinno się postępować z chorym. Nie chodzi tylko o to, że rozebrana od pasa w dół pod tym nakryciem z gumy zmarzłam. Czułam się upokorzona. To były dla mnie bardzo nieprzyjemne trzy kwadranse. Nawet widziałam, że w trakcie tego czekania na lekarza, trochę się wstydziły za tę sytuację osoby, które były na oddziale. To w większości moi byli uczniowie, gdyż przez lata pracowałam w szkole i nauczałam kilka pokoleń żninian - skarży się 66-letnia Zofia Turzyńska.
     Kolonoskopii, czyli profilaktycznemu badaniu jelita grubego pod kątem nowotworu, żninianka poddaje się regularnie co 4-5 lat. Tak się dzieje od drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych. Wtedy u matki pani Zofii zdiagnozowano raka jelita grubego. Z tej racji córka została zaliczona do grupy większego ryzyka, jeśli chodzi o możliwość zachorowania na nowotwór jelita grubego. Od tamtej chwili poddawała się kolonoskopii już kilkakrotnie. Za każdym razem przechodziła to pełna stresu. Jednak zalecenia lekarza były jednoznaczne: Zofia Turzyńska powinna się poddawać kolonoskopii regularnie. Wczesne wykrycie ewentualnego nowotworu znacznie zwiększa szansę skutecznego wyleczenia.
     Kilka tygodni temu od lekarki prowadzącej usłyszała, że ma kiepskie wyniki badania krwi. Zachodziło podejrzenie anemii. Koniecznym byłoby w takim przypadku wzmocnienie krwi. Sprzyja temu aplikowanie w zastrzykach witaminy B.12. Taką kurację wskazywała Zofii Turzyńskiej jej lekarka. Szkopuł w tym, że taka kuracja w przypadku, gdyby w organizmie pacjentki rozwijały się komórki rakowe, byłaby mimo wszystko niewskazana. Niepożądane komórki mogłyby się dzięki aplikowanej witaminie odżywiać i szybciej rozwijać. Dlatego tym bardziej należało najpierw wykluczyć ich obecność. To oznaczało przeprowadzenie kolejnej kolonoskopii.
     Zofia Turzyńska zgłosiła się zatem do Pałuckiego Centrum Zdrowia w Żninie, gdzie takie badania są wykonywane. Wyznaczony został termin kolonoskopii: 23 października. Badanie to nie wiąże się z dłuższą hospitalizacją. Jednak pacjentka musiała się do niego odpowiednio przygotować. Przez dobę przed badaniem należy powstrzymywać się od posiłków. Co więcej, na dzień przed kolonoskopią pacjentka powinna też zażyć lek, który pozwoli odpowiednio oczyścić układ pokarmowy. Tak też Zofia Turzyńska uczyniła. W aptece zaopatrzyła się w lekarstwo, które kosztowało ją prawie 60 zł. Zażyła je 22 października.
     Zofia Turzyńska nie jest w pełni sprawna. Ze względu na problemy z kręgosłupem ma trudności w poruszaniu się. Zwykle stara się pokonywać ulice miasta rowerem. To sprzyja dłuższemu zachowaniu sprawności. Jednak 23 października na badanie zawiózł ją samochodem małżonek. Zostawił ją w szpitalu. Po badaniu, które planowano na 11:00, miał przyjechać po żonę.
     Zofia Turzyńska dowiedziała się, że tego dnia nie będzie w żnińskim szpitalu lekarza gastrologa na co dzień pracującego też w Bydgoszczy. Ten fakt jednak miał nie przeszkodzić w przeprowadzeniu kolonoskopii. To badanie przy pomocy kolonoskopu wprowadzanego do jelita wykonywać musi lekarz specjalista. Drugi taki lekarz był wprawdzie w szpitalu, ale akurat był zajęty i nakazano pani Zofii na niego czekać. - Powiedziano mi, że mam pół godziny poczekać i on przyjdzie zrobić to badanie. Po pół godziny pracownicy powiedzieli, bym się rozebrała od pasa w dół i położyła na łóżku, na którym mam czekać na lekarza. Miał przyjść za kolejne 15 minut. Leżałam tak jednak jakieś 45 minut, a lekarz nie przychodził. Wreszcie łaskawie napisał wiadomość SMS na telefon, że był na zebraniu u dyrektora, a teraz już nie przyjdzie na salę, ponieważ ma zaplanowany dyżur w przychodni, który zaraz się zaczyna. W ten sposób w ogóle moje badanie nie zostało wykonane. Straciłam czas, przeżyłam niepotrzebny stres, zmarzłam i straciłam ponad 58 zł na lekarstwo - opowiada Zofia Turzyńska.
     Kolonoskopia wykonywana metodą inwazyjną jest dla pacjenta bezpłatna. Istnieje możliwość przeprowadzenia tego badania metodą bezinwazyjną za pomocą tomografu komputerowego. To jednak wiąże się już z wydatkiem, bo takie badanie nie jest refundowane. - Można to zrobić nawet w żnińskim szpitalu, bo mają tomograf komputerowy. To kosztowałoby 350 zł. Po ostatnim przykrym doświadczeniu jednak chyba się zdecyduję następnym razem na ten wydatek, zwłaszcza, że tradycyjna metoda pozwala dotrzeć kolonoskopowi na długość może 100-130 cm jelita. A ono jest przecież znacznie dłuższe - powiedziała Zofia Turzyńska.
     O wyjaśnienia poprosiliśmy dyrektora Pałuckiego Centrum Zdrowia Romana Pawłowskiego. - Jest mi bardzo przykro, że do takiej sytuacji doszło. Niestety brak lekarza, który wykonuje określone badania, wpływa na działanie całej pracowni - mówi dyrektor
     Otóż 23 października rano Michał Walczak, lekarz gastrolog z Bydgoszczy, który w ramach kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia świadczy usługi w pracowni endoskopowej w PCZ w Żninie, poinformował, że tego dnia nie może przyjechać do Żnina. Był chory.  - My o tym poinformowaliśmy NFZ i staraliśmy się również dotrzeć z informacją do wszystkich pacjentów zapisanych na ten dzień do doktora Michała Walczaka. Jednak pani Zofia Turzyńska wieczorem poprzedniego dnia wzięła już lekarstwo, co było związane z planowanym badaniem. Liczyliśmy na to, że inny specjalista gastrolog, Hubert Wojdyga, który wykonuje usługi w naszej pracowni endoskopowej, będzie mógł przeprowadzić chociaż to jedno badanie. Nie powinno tak być, że pacjentka leży tyle czasu przygotowana do badania, a lekarza nie ma. Pragnę przeprosić panią Zofię Turzyńską w imieniu szpitala za tę nieprzyjemną sytuację. Prawdą jest, że tego dnia mieliśmy operatywkę u mnie i doktor Wojdyga na tej odprawie był. Badanie tej pacjentki zostanie przeprowadzone w przyszłym tygodniu. Pokryjemy koszty lekarstwa, które przed badaniem trzeba zażyć. Dodatkowo podczas kolonoskopii tym razem będzie zastosowane też znieczulenie pacjentki, żeby zrekompensować tej pani dyskomfort, który ją spotkał podczas wizyty w pracowni endoskopowej 23 października - zapowiedział dyrektor PCZ Roman Pawłowski.
     O dokładnym terminie, w którym wykonane zostanie badanie Zofii Turzyńskiej, pacjentka ma zostać poinformowana przez szpital.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1185 (44/2014)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości