Fantastycznego odkrycia dokonał poszukiwacz skarbów historii, mieszkaniec Obudna, a na co dzień kierowca autobusu. W weekend znalazł w lesie w okolicach Łysinina monety polskie, krzyżackie oraz miejską wybitą w Stargardzie. Wszystkie są z XV w., z czasów królów Władysława Jagiełły, Władysława Warneńczyka i Kazimierza Jagiellończyka.
Szczepan Pochylski z Obudna pracuje jako kierowca autobusów w Kujawsko-Pomorskim Transporcie Samochodowym. Jego pasją jest historia i odkrywanie zabytków przeszłości. Zaopatrzył się przed laty w sprzęt elektroniczny pozwalający wykrywać metale. Posiada też zezwolenie Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Toruniu i Nadleśnictwa Gołąbki, by eksplorować pałuckie lasy w poszukiwaniu zabytków, które skrywa runo leśne. Jak opowiada, do tej pory trafiał na różne, interesujące rzeczy, ale ze stosunkowo nieodległej przeszłości, np. z czasów II wojny światowej, czy powojennych. Swoją pasją zaraził też syna, z którym czasem wspólnie szukają skarbów. Syn, to Juliusz Pochylski z kl. VI w Szkole Podstawowej im. Admirała Józefa Unruga w Laskach Wielkich. Inną pasją chłopca jest folklor pałucki, dlatego występuje w zespole Pałuczanek.
W ostatnią sobotę (31 maja) na teren Leśnictwa Łysinin pan Szczepan wybrał się sam. W pewnym momencie, na dukcie między oddziałami leśnymi jego urządzenie zasygnalizowało, że coś może być pod powierzchnią ziemi. Nie jakoś głęboko - może 15-20 cm. Wydobył stamtąd najpierw 2 monety. Wyglądały na stare. Na takie zabytki w swoich dotychczasowych eksploracjach jeszcze nigdy się nie natknął.
Poczuł uderzenie adrenaliny. Podekscytowany zaczął szukać dalej. Kontynuował swoje poszukiwania także następnego dnia i dokonywał kolejnych odkryć w pasie jakichś 30 metrów długości. Oczywiście poinformował o odkryciu Nadleśnictwo Gołąbki. Poszła także informacja do bydgoskiej Delegatury WUOZ. W poniedziałek przyjechały do lasu w Łysininie Tamara Zajączkowska, główna specjalistka ds. ochrony zabytków archeologicznych w bydgoskiej delegaturze i Danuta Klajbor-Wieczorkowska, inspektor ds. ochrony zabytków archeologicznych.
Archeolożki dokonały dalszych poszukiwań. Ale podobnie, jak wcześniej Szczepan Pochylski, nie odnalazły więcej monet, niż te 16, które łącznie odkopał w sobotę i niedzielę poszukiwacz z Obudna. Jak zaznacza Tamara Zajączkowska, poszukiwania utrudniały błędne sygnały na wykrywaczach, które dawała siatka oddzielająca las po jednej stronie drogi. Najważniejsze było jednak to, iż już wstępne oględziny potwierdzały, że rzeczywiście mamy do czynienia z ciekawym odkryciem archeologicznym - srebrnymi szelągami z XV w. Były to monety wybite w Królestwie Polskim, ale też krzyżackie. Według Tamary Zajączkowskiej, prawdopodobnie pochodziły one z jednego rozrzutu. Może wypadły z dziurawej sakiewki średniowiecznego podróżnika. To jednak tylko przypuszczenia. W każdym razie w tamtym miejscu nie odkryto żadnych zabytków ceramicznych, które mogłyby wskazywać na to, że w tamtym miejscu była jakaś osada. Stąd przypuszczenie, że monety po prostu wypadły podróżnikowi z sakiewki. Natomiast ciekawe jest pochodzenie tych monet, ponieważ są one wymieszane, zostały wybite na polecenie różnych emisariuszy. Są to monety z pierwszej połowy XV w. oraz z czasów króla Kazimierza Jagiellończyka. Szczegółowe datowanie dopiero te monety czeka.
Przy okazji poszukiwań archeolożki trafiły jeszcze na dwa guziki, ale jeden z nich pochodził z czasów współczesnych, najprawdopodobniej był to guzik od jeansów, natomiast drugi wyglądał na nieco starszy, jednak nie średniowieczny.
Jeszcze w poniedziałek (2 czerwca) znalezione zabytki zostały zabrane do delegatury w Bydgoszczy. 4 czerwca oglądał je ekspert z Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego, szef działu numizmatyki w tej instytucji, Krzysztof Jarzębski. Wkrótce monety zostaną mu przekazane celem oczyszczenia i przeprowadzenia opisu.
Jak powiedział nam kierownik działu numizmatyki w bydgoskim muzeum, są to monety polskie i krzyżackie - srebrne szelągi. Wśród nich jest rownież jeden szczególnie ciekawy, ponieważ wybity przez miasto Stargard. A o ile polskie monety z XV w. oraz krzyżackie z tego okresu są odnajdywane na naszym terenie, to już szeląg ze Stargardu, niekoniecznie. Monety mają tarcze herbowe Królestwa Polskiego, a krzyżackie państwa zakonnego, są też na nich łacińskie napisy. Na polskich jest orzeł i podwójny krzyż. Na stargardzkim widać część gryfa.
W średniowieczu wartość tych monet była niewielka. Każdy szeląg był wart może tyle, co kilkanaście współczesnych złotych. Starczyłby na litr piwa, czy kilkanaście jajek. Wiele też zależy od tego, jakiej próby było srebro użyte do stopu.
Numizmatyk będzie teraz czyścił, dokładniej datował, sprawdzał próby i opisywał monety. Później, jeśli taka będzie decyzja wojewódzkiego konserwatora zabytków, mogą one zostać zdeponowane w Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy. Okoliczności odkrycia, to, kto go dokonał, opis monet znajdą się też w specjalistycznym piśmie naukowym, np. w Wiadomościach Numizmatycznych. W przyszłości monety z Łysinina będzie można zapewne obejrzeć właśnie w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy.
Szczepan Pochylski po swoim weekendowym odkryciu nabrał niesamowitej motywacji. Tej zresztą nie brakowało mu już wcześniej. Uczestniczy nawet w Zlotach Czarnych Kciuków, czyli poszukiwaczy skarbów. Natomiast teraz przekonał się, że oddając się tej pasji, każdego dnia może przeżyć przygodę życia.
Karol Gapiński
Zdjęcia w galerii pochodzą z archiwum rodzinnego Szczepana Pochylskiego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze