Reklama

Potęga nauki dzięki Braciom Śniadeckim

PAŹ23

Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Żninie godz: 17:00

23 października w żnińskiej Bibliotece Publicznej odbyło się spotkanie autorskie z regionalistą Michałem Woźniakiem pt. „Potęga nauki”, które poświęcone zostało wybitnym Żninianom – Janowi i Jędrzejowi Śniadeckim.

Spacer z historią w tle, którego organizatorami tym razem byli Lokalna Organizacja Turystyczna PAŁUKI oraz Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Żninie, rozpoczął się przed kościołem pw. św. Floriana w Żninie. Następnie jego uczestnicy, wsłuchani w opowieści przewodnika Michała Woźniaka, przeszli do książnicy, gdzie spacerowiczów powitała dyrektorka biblioteki Beata Czaczyk. Niespodzianką dla wszystkich był słodki upominek w postaci piernika z wizerunkiem braci Śniadeckich przygotowany przez Leszka Malaka – właściciela cukierni w Żninie.

Wydana publikacja pt. „Mały region – wielcy mieszkańcy. Potęga nauki” to pokłosie współpracy Michała Woźniaka z Moniką Andruszkiewicz – kierowniczką wydziału turystyki, promocji i rozwoju Urzędu Miejskiego w Żninie, która aktywnie działa także w Lokalnej Organizacji Turystycznej PAŁUKI. – Tak rozmawialiśmy, że w każdym polskim mieście jest ulica Śniadeckich. No i ja mieszkam na Śniadeckich, idę na Śniadeckich, zakupy robię na Śniadeckich, ale właściwie kim byli ci Śniadeccy. Niewiele osób wie. My jesteśmy w tej wyjątkowej sytuacji, że wiemy nieco więcej od mieszkańców innych miast, jako że Śniadeccy wywodzą się stąd, ze stolicy Pałuk – powiedział Michał Woźniak i dodał, że naszym wielkim zadaniem jest rozpropagowanie wiedzy na temat obu braci, którzy byli wybitnymi jednostkami znacznie wyprzedzającymi swoje czasy. – Obydwaj bracia byli osobami, na których barkach praktycznie spoczywał przez jakiś czas cały ciężar nauki polskiej. I to nie tylko pod względem stricte naukowym, ale też pod względem organizacyjnym i administracyjnym – usłyszano.

Reklama

Prelegent na spotkaniu przybliżył pokrótce ich życie oraz wkład w rozwój nauki, a także wiele innych ich działań społecznych i administracyjnych w, gdy Polski nie było na mapach świata. Oferowano im katedry najsłynniejszych uniwersytetów i ośrodków naukowych, ale oni wybrali pracę na terenie Polski, nauczając też w języku polskim, gdyż wierzyli, że tylko w taki sposób przyczynić się mogą do odrodzenia ojczyzny.

Znali się i spotykali z carem Aleksandrem, Napoleonem Bonaparte czy królem Stanisławem Augustem Poniatowskim. Z Adamem Mickiewiczem spotykali się w domu Juliusza Słowackiego, a ze śmietanką europejskiego świata naukowego często wchodzili w dysputy. W Krakowie Jan Śniadecki po raz pierwszy zetknął się z Hugo Kołłątajem. Młody Śniadecki takie wywarł wrażenie na przedstawicielu Komisji Edukacyjnej, który miał zadbać o reformę Collegium Nowodworskiego (gimnazjum zarządzanego przez Akademię Krakowską), że ten zaproponował Janowi funkcję profesora klasy szóstej. To właśnie czasy krakowskie zaważyły na całym późniejszym życiu Jana Śniadeckiego i poświęceniu się nauce. – W tym czasie w oko Jana Śniadeckiego wpadła pewna panna. Wiadomo tylko tyle, że jej nazwisko zaczynało się na G. Wiemy też, że byłą krakowianką. Jan bardzo często bywał u jej rodziców, no i w końcu już młodzi obiecali sobie, że w przyszłości połączą się razem świętym węzłem małżeńskim. Zanim jednak do tego mogłoby dojść, Jan musiał zdobyć odpowiednie fundusze na to, żeby utrzymać całą swoją rodzinę. Postanowił zostać więc już w pełni praw wykładowcą akademickim w Krakowie. Ale żeby zostać profesorem i dopiero z tej racji czerpać dobre zarobki, musiał odpowiednio swój warsztat podszlifować i nabyć umiejętności, których jeszcze nie posiadał. W związku z tym postanowił wyjechać na nauki, najpierw do Niemiec, do Lipska, do Getyngi. Kiedy skończył nauki w Berlinie postanowił odwiedzić również Paryż, gdzie kontynuował swoje studia – usłyszano. W tym też czasie dotarła do jego najbliższego otoczenia informacja, że Polskę czekają rozbiory. – Otrzymał tajne pismo od króla Prus Fryderyka, które zostało mu przekazane przez jego znajomych uczonych, żeby lepiej nie wracał już do Polski – powiedział prelegent i dodał, że wówczas też król Hiszpanii zaproponował Janowi Śniadeckiemu otwarcie w Madrycie Królewskiego Obserwatorium Astronomicznego. – Śniadecki o tej propozycji, mimo że finansowo była bardzo korzystna, nawet słyszeć nie chciał. Być może właśnie z jednej strony szukał jeszcze jakiejś szansy ratowania swojej ojczyzny, ale przede wszystkim, jak mi się wydaje, spieszno mu było do ukochanej, którą chciał jak najszybciej pojąć za żonę. No niestety, kiedy powrócił ponownie do Krakowa już jako młody mężczyzna okazało się, że w międzyczasie jego luba została wydana za maż za jakiegoś Ślązaka. Śniadecki wtedy zamknął się w sobie, stał się człowiekiem charakterologicznie zgorzkniałym, zimnym, praktycznie całe swoje życie późniejsze poświęcił tylko nauce i innej kobiecie już więcej nie zaufał – usłyszano.

Reklama

Ciekawostką, którą Michał Woźniak podzielił się z uczestnikami spotkania, jest opowieść o tym jak w ciągu jednej nocy Jan Śniadecki osiwiał. – Śniadecki uczestniczył w sejmie, w którym właściwie doszło do rozwiązania, tak to nazwijmy, naszego kraju i złożenia hołdu zaborcom. Zresztą był to sejm, który odbywał się pod bagnetami wojsk okupacyjnych i po prostu nasz król został zmuszony do zrzeczenia się swojej władzy. Śniadecki przez kolejne lata po prostu poświęcił się pracy naukowej, na chwileczkę też zaświeciła jeszcze nadzieja, że będzie w stanie Polska na nowo powstać po zrywie, który nastąpił pod przywództwem Tadeusza Kościuszki. Śniadecki włączył się w jego organizację na tyle, że między innymi ustanowił Straż Porządkową, która pilnowała przestrzegania prawa w Krakowie. Oczywiście to się zaborcom nie spodobało, a w chwili kiedy dotarła do niego informacja o upadku powstania, podobno w ciągu jednej nocy całkowicie osiwiał – usłyszano.

Jesień życia Jan Śniadecki spędził w Jaszunach, gdzie pobudował rezydencję, a często towarzyszką jego spacerów była bratanica Zofia oraz jej mąż – Michał Baliński. Zmarł 21 listopada 1830 r. w Jaszunach i tam też na terenie majątku został pochowany. – Był to człowiek, który podobno miał najpiękniejszy charakter pisma ze wszystkich profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Także nawet dzisiaj, przeglądając jego rękopisy robi się to z olbrzymią przyjemnością.

Reklama

Jak powiedział Michał Woźniak, już ponad trzydzieści lat trwają kontakty Żnina z Jaszunami. – Jeszcze niedawno miejsce pochówku Jana Śniadeckiego przypominało takie wiejskie śmietnisko. Od wielu lat teren jest uporządkowany, jest nowy krzyż, który stanął w miejscu krzyża złamanego. Jest to dzieło Zbyszka Dolskiego, a inicjatorem był nieodżałowany Andrzej Rosiak. I wiem, że ze społecznością Jaszun Żnin pozostaje w bardzo dobrych, zażyłych stosunkach. Też bardzo często te Jaszuny są odwiedzane, czego nie można akurat powiedzieć o sąsiadującym z Jaszunami Bołtupiu czy Horodnikach, gdzie niestety trudniej się dostać ze względu na to, że mimo iż majątki obojga braci graniczyły ze sobą przez miedzę, to dzisiaj ta miedza stanowi również granicę dwóch państw, Litwy i Białorusi, i dwóch systemów - europejskiego i kraju pozaunijnego, w związku z tym wjazd do Białorusi jest dziś bardzo utrudniony – usłyszano.

Młodszy o 12 lat brat Jana - Jędrzej Śniadecki także trafił do Krakowa. Pełniący już wtedy funkcję profesora akademickiego Jan postanowił zająć się wychowaniem młodszego brata. A ten od samego początku nauki w Collegium Nowodworskiemu wszystkich zachwycał wiedzą i obyciem. Początkowo studiował matematykę na Akademii Krakowskiej, ale miał też pomysł na karierę oficerską. Interesowała go chemią i fizyka, a ostatecznie poświęcił się medycynie. – Postanowił tę medycynę studiować w Paryżu, ale do Paryża nie dotarł jako, że niestety w tym czasie we Francji wybuchła rewolucja francuska. Cały kraj był ogarnięty niepokojami, wobec tego zmienił swoje plany i udał się do Londynu, gdzie poznał najtęższe miejscowe umysły. Miał tam być przez trzy miesiące, a był przez ponad dwa lata. Wyniósł stamtąd mnóstwo teorii, którą później z powodzeniem wcielał w życie, między innymi już podczas swoich studiów, które kontynuował w Padwie – powiedział Michał Woźniak.

Reklama

Jędrzej Śniadecki bardzo szybko zyskał sławę jako jeden z najwybitniejszych lekarzy swoich czasów. – Tam, gdzie nie było już żadnej szansy, gdzie inni lekarze bezradnie rozkładali ręce, ale świtała jakaś nadzieja, to wołano Śniadeckiego. A Śniadecki tej pomocy nigdy nie odmawiał i wielokrotnie jego diagnozy okazywały się na tyle trafne i sposób leczenia, że takie osoby wracały do żywych – usłyszano.

Jędrzej Śniadecki był też pierwszym człowiekiem, który zainteresował się leczeniem słonecznym, szczególnie w aspekcie krzywicy. – Okazało się, że słońce jest niezbędnym czynnikiem do przyswajania witaminy D i w związku z tym właśnie stosował solaroterapię, tak to nazwijmy, która też dawała bardzo dobre efekty. I właściwie te jego badania nad krzywicą są znane do dziś na całym świecie i cytowane jako właśnie te początki praktycznie we wszystkich pracach naukowych na wszystkich kontynentach, gdzie jest wykładana medycyna – usłyszano.

Reklama

Jędrzej Śniadecki, podobnie jak jego starszy brat Jan, był człowiekiem bardzo mocno działającym naukowo, zarówno na Uniwersytecie Jagiellońskim, jak i na Uniwersytecie Wileńskim. – Kiedy jego brat pełnił na Uniwersytecie Wileńskim funkcję rektora, to Jędrzej prowadził tam zajęcia kliniczne. Prowadził też bardzo rozległą praktykę lekarską. Jak określono, na Zachodzie Europy była to pierwsza praktyka całej Litwy – powiedział prelegent i dodał, że musiał być tam najlepszym lekarzem skoro mówili o nim na Zachodzie, a jego sława daleko poza teren Litwy wykraczała. – Co ciekawe, jeden i drugi brat uparli się, żeby swoje zajęcia prowadzić w języku narodowym, co było rzadkością. Prowadzili je w języku polskim, stąd też między innymi u Jędrzeja Śniadeckiego to polskie nazewnictwo wszelkich pierwiastków. Potrafili obydwaj, ale przede wszystkim Jędrzej, rozkochać młodzież w nauce, sprawić, że Uniwersytet Wileński przez nich prowadzony osiągnął status jednego z najważniejszych ośrodków w całej Europie i był wymieniany na równi właśnie z Padwą, Bolonią, Londynem, Paryżem czy chociażby uczelniami niemieckimi – powiedział Michał Woźniak.

Kiedy Jędrzej Śniadecki zmarł okazało się, że był tak popularną osobą, że żegnało go ponad 20 tysięcy osób. - Uczniów, przyjaciół, wszystkich tych, którym pomógł. Również najwyższe władze państwowe rosyjskie przysłały swoich przedstawicieli na pogrzeb – usłyszano. Jędrzej Śniadecki miał swój majątek w Horodnikach, a pochowano go na miejscowym cmentarzu w Bołtupiu.

Reklama

W imieniu Lokalnej Organizacji Turystycznej PAŁUKI, która wydała publikację Michała Woźniaka, głos zabrała Monika Andruszkiewicz. Podziękowała autorowi za wspaniałą prelekcję i książkę, dzięki której można poznać życie i działalność naszych Żninian. – Mi się wydawało, że znam historię braci Śniadeckich, ale kiedy czyta się w zestawieniu te wszystkie rzeczy, że spotykali się z Napoleonem Bonaparte, spotykali się z carem Aleksandrem, z Mickiewiczem, Słowackim, i to wszystko jest w jednym zdaniu, wtedy rzeczywiście nabiera to zupełnie innego wymiaru. To jest trzecia tak naprawdę z tych żnińskich publikacji, którą Lokalna Organizacja Turystyczna wydała. Już jest czwarta, bardziej regionalna, poświęcona rodzinie Skórzewskich i opisująca właśnie ich majątek w Lubostroniu – powiedziała Monika Andruszkiewicz zachęcając do czytania.

Podziękowania prelegentowi złożyła także dyrektorka książnicy Beata Czaczyk zapraszając do kolejnych opowieści w książnicy, zarówno tych literackich, jak i podróżniczych.

Reklama

Po spotkaniu Michał Woźniak podpisywał swoją książkę.

Barbara Filipiak






Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 24/10/2024 19:01
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości