Reklama

Potrzebna pomoc. Pożar w Sulinowie spowodował straty na 200.000 zł.

- Mąż poszedł napalić. Jak zwykle. Ja byłam w domu, a mąż był w warsztacie. Po dziesięciu minutach usłyszeliśmy dwa huki. Jak wybiegłam, to cały dach już płonął - mówi mieszkanka Sulinowa, która w pożarze straciła miejsce pracy i dochodu. Żeby znowu zacząć pracować musi odbudować wszystko.

W poniedziałek 11 września o 19.14 na stanowisko kierowania Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Żninie dotarła informacja o pożarze w budynku gospodarczym w Sulinowie. Pierwsze informacje mówiły o wybuchu pieca. Na miejsce zostało skierowanych kilka zastępów. Finalnie w akcji wzięło udział 10 zastępów - cztery z jednostki ratowniczo-gaśniczej w Żninie i sześć jednostek OSP z Brzyskorzysteka, Białożewina, Cerekwicy, Gąsawy i dwie żnińskie.

Dym był widoczny aż z Wenecji. Na miejscu strażacy zastali budynek gospodarczy objęty pożarem i ogień, który przenosił się na dach przylegającego drugiego budynku gospodarczego. Początkowo strażacy skierowali trzy prądy wody w natarciu, aby ugasić pożar. Zajęli się też obroną przylegającego do palących się budynków domu jednorodzinnego. Po przybyciu pojazdu z wysięgnikiem do ugaszenia skierowanych zostało sześć prądów wody. Po stłumieniu ognia strażacy m.in. sprawdzili miejsce pożaru kamerą termowizyjną, usunęli części spalonego dachu. Akcja zakończyła się o 23.41. Rzecznik prasowy PSP w Żninie Łukasz Adamowski przekazał nam, że prawdopodobną przyczyna pożaru było zaprószenie ognia.

Reklama

W pożarze spłonęło pomieszczenie kuchenne, które mieszkanka Sulinowa wykorzystywała do prowadzenia działalności gospodarczej. Od dwóch lat prowadziła firmę cateringową. W pomieszczeniu miedzy domem a budynkiem gospodarczym mieli kotłownię z piecem, który w okresie letnim służył do podgrzania wody. 

Zniszczony piec fot. Remigiusz Konieczka

 

- Mąż poszedł napalić. Jak zwykle. Nie było żadnych śmieci wkoło pieca. Było posprzątane, ułożone. Tam były tylko kartony i drewno, ale tak dość daleko od pieca. Ja byłam w domu, a mąż był w warsztacie. Po dziesięciu minutach usłyszeliśmy dwa huki. Jak wybiegłam, to cały dach już płonął. To był po prostu moment. To było niewiarygodne, że tak szybko to się wszystko zajęło - opowiada nam Lucyna Stanula. - Nie wiemy co się stało. Naprawdę nie wiemy. Mąż ma wyrzuty, że coś zrobił źle, a ja nie mam nic. Mąż zaczął gasić z sąsiadem i w pierwszym odruchu mąż powiedział, żeby nie dzwonić po straż. Myślał, że uda się go ugasić, ale po pięciu minutach powiedział, żeby jednak dzwonić.

Reklama

Mieszkanka Sulinowa mówi nam, że jej mąż sam całe pomieszczenie wyremontował. Ona sama, zanim zajęła się cateringiem, pracowała w dwóch restauracjach w Żninie. Wcześniej wrócili z mężem z zagranicy. Przejęli dom po teściach męża. Był on niezamieszkały i własnymi rękami go remontowali i organizowali teren wokół niego. Dwa lata temu postanowiła zacząć działalność na własną rękę. Interes zaczął się kręcić. Ma sporo zamówień, nawet dwa na jeden weekend. Kalendarz jest wypełniony kilka miesięcy do przodu. Chrzciny, wesela, roczki. Przygotowywała obiady, piekła ciasta.

Nasza rozmówczyni zdecydowała się kupić samochód chłodnię. Używany, ale w dobrym stanie. Pech chciał, że 12 lipca na terenie gminy Gąsawa miała wypadek. Najprawdopodobniej zasłabła za kierownicą. Samochód opuścił drogę i dachował. Ona sama nic nie pamięta. Nie odniosła obrażeń, ale auto jest całkowicie zniszczone. Teraz spaliła się kuchnia, dzięki której mogła zarobić na życie.

Reklama

- Miałam tu już wszystko kupione. Wszystko za oszczędności. Ten samochód też za gotówkę. Teraz nie ma ani samochodu, ani lokalu. Po pożarze nie spałam całą noc. Bałam się iść na to wszystko patrzeć. Dopiero dzisiaj poszłam - przyznała. W budynku gospodarczym były trzy pomieszczenia - kuchnia i dwa magazyny. Spaliły się piece gastronomiczne, lodówki, towar, naczynia, termiczne, pojemniki i wyciągi. Żeby mogła wrócić do swojej działalności musiałaby zaczynać po raz kolejny od zera. - Stół tylko został.

W budynku gospodarczym ocalały tylko mury. Stoi też dom. Mieszkańcy mówią, że ocalał dzięki akcji straży pożarnej, ale też dlatego, że wiatr wiał w inną stronę. Straty strażacy wycenili na około 200.000 zł. Pani Lucyna, mimo że całą sytuacją jest załamana, to chce zrealizować zamówienia. Dzięki uprzejmości sołtys wsi będzie miała udostępnione miejsce na przygotowanie posiłków. Chce odbudować to, co strawił pożar. Liczy się każda złotówka. Jej córka uruchomiła zbiórkę internetową na portalu zrzutka.pl (wpisać: odbudowa lokalu gastronomicznego po pożarze). Jest wdzięczna za pomoc jaką oferują ludzie.

Reklama

Wieczorem w dniu pożaru na miejscu był też burmistrz Żnina Robert Luchowski, a następnego dni pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej poszli spisać protokoły, aby uruchomić pomoc dla poszkodowanych. - W tej chwili pracownicy zbierają dokumentację i będą podejmowali decyzje o uruchomieniu środków - powiedział rzecznik burmistrza Aleksander Kranc.

Remigiusz Konieczka

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości