Pozwanemu o uregulowanie zobowiązań na rzecz spółdzielni w Krotoszynie zależało na obecności w sądzie pani prezes tej spółdzielni. Sędziemu prowadzącemu przewód tak samo, dlatego wysłał do Marii Z., administratorki osiedla w Krotoszynie, pisemne wezwanie do stawienia się w sądzie w Żninie. Nie stawiła się. W tej sytuacji 24 maja zapadnie wyrok bez wysłuchania wyjaśnień powódki.
W zeszłym tygodniu w Sądzie Rejonowym w Żninie w Wydziale Cywilnym odbyła się kolejna sprawa przeciwko Przemysławowi Staszakowi (pozwala nam posługiwać się swoimi pełnymi danymi osobowymi) ze wspólnoty mieszkaniowej nr 9 w Krotoszynie. Spółdzielnia Mieszkaniowa w Krotoszynie, której prezes Maria Z. jest jednocześnie zarządcą poszczególnych wspólnot mieszkaniowych na osiedlu w Krotoszynie, domaga się od Przemysława Staszaka spłaty zobowiązań. Ten kwestionuje wysokość swych zobowiązań z uwagi na brak przejrzystości w wykazywaniu przez zarządcę wydatków. Nie kwestionuje, że jest dłużnikiem, ale nie zamierza płacić, dopóki nie będzie wiedział dokładnie, ile ma zapłacić i za co.
Sędzia Tomasz Michalak powódkę Marię Z. wezwał na sprawę pisemnie, aby złożyła wyjaśnienia i odpowiedziała na kwestie, które podnoszone były na wcześniejszych posiedzeniach sądu. Sprawa bowiem toczy się już od początku roku. Dotychczas na żadnym z posiedzeń nie pojawiła się powódka, ani też pełnomocnik prawny Marii Z. Tak też było w ostatni czwartek.
Pozwany Przemysław Staszak wyraził w czwartek żal, że Maria Z. nie pojawiła się w sądzie, jednak nie zdziwiła go jej nieobecność. Jednak nie zdziwił się temu aż tak bardzo. Wskazał sędziemu, że w zeszłym roku w Krotoszynie zorganizowane było spotkanie z udziałem radcy prawnego. Na tym spotkaniu mieszkańcy chcieli wyjaśnień, dlaczego administratorka żąda pieniędzy tytułem sprawowania zarządu, a nie udostępnia rozliczeń dokumentujących koszty administrowania. Na tamtym spotkaniu Maria Z. też się nie pojawiła.
Ponadto pozwany poinformował sędziego Tomasza Michalaka, że na sprawę karną w Sądzie Rejonowym w Szubinie, on - Przemysław Staszak został wezwany w charakterze świadka. Z materiałów zgromadzonych przez policję w sprawie o przestępstwo przeciwko dokumentom, w której oskarżona jest Maria Z., wynika, że zeznania Przemysława Staszaka zostały podpięte pod sprawę dokumentów wspólnoty nr 15. Przemysław Staszak mieszka we wspólnocie nr 9 i to tejże wspólnoty fałszowanie dokumentów podejrzewał. Jednak prokuratorzy nie sporządzili odnośnie dokumentów we wspólnocie nr 9 osobnego zarzutu wobec Marii Z. Jest oskarżona tylko o sfałszowanie umowy ze wspólnotą nr 15. Przewód w sądzie w Szubinie miał być otwarty wczoraj. O tym, co przedstawiła prokuratura i świadkowie, oraz jak odpowiedziała oskarżona, napiszemy za tydzień.
Tymczasem w Żninie Przemysław Staszak podzielił się z sędzią swoimi podejrzeniami co do autentyczności umowy zawartej pomiędzy zarządcą a wspólnotą w 2008 r. Otóż trzy lata wcześniej, w 2005 r. była podpisana umowa o powierzeniu Marii Z., jako prezesowi spółdzielni, usługi zarządzania wspólnotą nr 9. Jednym z punktów umowy był ten o braku możliwości windykacji należności przez zarządcę przed sądem. W umowie z 2008 r., którą posłużyła się Maria Z., tego zapisu nie ma, więc zarządca może pozywać dłużnika wspólnoty przed sądem. Szkopuł w tym, że według Przemysława Staszaka takiej umowy nie zawierano. Jego wątpliwości wzbudza to, że wszystkie literówki na umowach z 2005 i 2008 r. są identyczne i zapisy wyglądają po prostu na skopiowane, poza tym jednym punktem o możliwościach windykacji przed sądem. Ponadto umowa mogła być podjęta tylko wskutek wcześniejszej uchwały wspólnoty, a z tego, co Przemysław Staszak zapamiętał, to nie było żadnego zebrania, o którym by informowano mieszkańców jego bloku. Pozwany podniósł również, że kwestię istnienia umowy z 2008 r.
poddał też w wątpliwość Zenon O. z zarządu wspólnoty, który jakiś czas temu rozmawiał z Przemysławem Staszakiem i nie pamiętał podpisywania takiej umowy w 2008 r. Jest jeszcze jedna okoliczność wskazująca na to, że umowy z 2008 r. w rzeczywistości nie ma i została ona sfabrykowana. Otóż pod koniec 2010 r.
Maria Z. zwróciła się do Urzędu Miejskiego w Barcinie o pozwolenie na wycinkę drzew przy bloku nr 9. Administratorka wspólnoty posłużyła się we wniosku o wycinkę umową z 2005 r. Gdyby istniała wtedy prawdziwa umowa z 2008 r., czyli młodsza, to właśnie tą umową, a nie pierwotną z 2005 r., posłużyłaby się Maria Z.
Przemysław Staszak powiedział, że może zgodzić się z niektórymi składowymi swych zobowiązań, tak jak podaje je administratorka. Obliczenia zobowiązań na poczet wody i ścieków są łatwe i nie wzbudzają wątpliwości pozwanego. Stawkę na fundusz remontowy też wiadomo, w jakiej wysokości powinien był płacić. Jednak to, że ta składka remontowa trafia nie na konto jego wspólnoty, a ogólnie na konto całej spółdzielni, to zdaniem Przemysława Staszaka nie jest prawidłowe. Przede wszystkim jednak wątpliwość wzbudzają koszty centralnego ogrzewania. Kotłownia jest wspólna, palaczem jest małżonek administratorki.
Mieszkańcy wspólnot nie znają szczegółów, jeśli chodzi o koszty ciepła. Podobnie nie wiadomo, jak rozliczany jest wywóz śmieci, czy są to opłaty za metr kwadratowy powierzchni mieszkaniowej, czy od osoby w gospodarstwie domowym. Dlatego tych kosztów bez wyjaśnień i przedstawienia rozliczeń przez administratorkę nie sposób się doliczyć. Wreszcie Przemysław Staszak powiedział, że nie zamierza jako mieszkaniec wspólnoty - a jednocześnie nie-członek spółdzielni - ponosić kosztów składek na ZUS dla zatrudnionych w spółdzielni (np. na Marię Z. jako prezesa czy jej małżonka jako palacza) oraz kosztów utrzymania biura Spółdzielni Mieszkaniowej w Krotoszynie. Uważa, że te sprawy powinny być przedmiotem dyskusji i ustaleń.
Następne posiedzenie w sprawie przeciwko Przemysławowi Staszakowi sąd wyznaczył na 24 maja o 13:50. Nie będą już wtedy przesłuchiwane strony ani świadkowie, a sąd ma w planie ogłosić wyrok.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1057 (20/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze