Gmina skierowała do spalonego mieszkania pracowników, którzy ze zgliszczy wynieśli zniszczone wyposażenie.
fot. Remigiusz Konieczka
Słupy, pożar, mieszkanie, straż pożarna
Pożar zabrał im mieszkanie
Tak naprawdę z pożaru ocaleli ludzie. Tylko ludzie, i aż ludzie. Sprzęt, wyposażenie, pomieszczenia - wszystko spalone. Nawet sztućce w spalonych szufladach są osmalone i do niczego się nie nadają.
To już trzeci pożar w ciągu trzech ostatnich lat na tej ulicy. Rok temu spaliło się mieszkanie w sąsiednim domu. Prawdopodobna przyczyna: zwarcie instalacji elektrycznej. Scenariusz podobny: środek nocy, zapach dymu, krzyk, ewakuacja, gaszenie, zgliszcza.
8 grudnia o 1:37 do jednostki ratowniczo-gaśniczej w Szubinie dociera zgłoszenie o pożarze w Słupach. Na miejscu strażacy widzą trawione przez ogień poddasze i mieszkanie w budynku wielorodzinnym. Dwadzieścia osób, które mieszkają w budynku, ewakuowało się samych.
Joanna Rosiek pokazuje starą i nieremontowaną od wielu lat instalację elektryczną, na remont której jej nie stać
fot. Remigiusz Konieczka
- Całe szczęście, że ciotka, która akurat tej nocy spała z nami, wstała do łazienki. Zauważyła ogień w korytarzu i zaalarmowała wszystkich. Dzięki niej chyba żyjemy - mówi lokator spalonego mieszkania. Na co dzień mieszkają tam trzy osoby, matka i dwójka już dorosłych dzieci.
Zagrożenie stanowiła jedenastolitrowa butla z gazem, dlatego też ewakuowani zostali mieszkańcy sąsiedniego budynku.
- Przyszedł strażak w nocy i kazał nam wyjść. Staliśmy boso w piżamach na mrozie. Potem mogliśmy wejść z powrotem - opowiada Joanna Rosiek z budynku obok.
W akcji gaszenia pożaru w Słupach uczestniczyło jedenaście zastępów strażackich: 2 z JRG Szubin, 1 JRG Nakło oraz OSP z Królikowa, Szubina, Rynarzewa, Kcyni, Chomętowa, Ciężkowa, Wąsosza, a zabezpieczenie Szubina stanowił jeden zastęp OSP Szubin. Jednostki do komendy w Szubinie dotarły o 6:00.
Najbardziej prawdopodobną przyczyną pożaru jest zwarcie instalacji, ale już co do przyczyny zwarcia są różne przypuszczenia. Lokator spalonego mieszkania mówi, że 6 grudnia dzwonił do Enei w Nakle i zgłaszał spadek napięcia w sieci. Opowiada, że go tam źle potraktowano, powiedziano mu, że to jego sprawa, a na zgłoszenie nikt nie odpowiedział. Twierdzi, iż niemożliwe jest zwarcie w instalacji, która była niedawno remontowana. Jego zdaniem, winę ponosi operator. Dwa dni po zgłoszeniu mieszkanie było już spalone. W siedzibie Enei w Nakle pracownicy nie chcieli z nami rozmawiać tłumacząc, że nie są uprawnieni do udzielania informacji.
Problem instalacji i prądu to nie tylko problem poszkodowanych. Istnieje on w niemal każdym mieszkaniu. Joanna Rosiek mówi wprost, że instalacja jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. Jest stara i od początku nieremontowana. Jak idzie spać, wykręca bezpieczniki ze strachu przed ewentualnym spięciem lub pożarem.
- PGR-y nic nie robiły i teraz też nic się nie robi. Mam kable, ale nie mam za co zapłacić elektrykowi, który by je założył. To kosztuje 2.000 zł. Skąd mam na to wziąć? Śpię jak na bombie. Wyłączam korki na noc, bo mam piątkę dzieci i się boję. Burmistrz nic nie zrobi, nie przyjedzie. Nic - mówi Joanna Rosiek.
Zastępca burmistrza Mariusz Piotrkowski wyraża opinię, że gmina nie może remontować mieszkań, które nie należą do niej. Gmina nie ma też oddzielnych funduszy na to, by wspomóc mieszkańców w remontach. - My mamy nawet problemy z utrzymaniem swoich zasobów komunalnych - tłumaczy Mariusz Piotrkowski. Wyjaśnia, że gmina poprzez Ośrodek Pomocy Społecznej dokłada mieszkańcom do zakupu węgla, do dożywiania, ale remontów mieszkań własnościowych nie może współfinansować. - Nie mamy funduszy na remonty instalacji. Mieszkańcy muszą sami je sobie wygospodarować. Ważne jest, by mieli ubezpieczenie lub spróbowali założyć wspólnotę, dzięki temu będą mogli zdziałać trochę więcej - dodaje wiceburmistrz.
A co z pogorzelcami? Spaleniu uległo mieszkanie i poddasze. Stropu praktycznie nie ma. Ściany we wszystkich pomieszczeniach są czarne i osmalone, dach na budynku częściowo spalony, wyposażenie zniszczone w stu procentach. Mebli nie ma, sztućce w szufladach są czarne od sadzy. Lokatorzy śpią u rodziny. - Do środy śpimy u rodziny, a potem nie wiem gdzie - mówi lokator spalonego mieszkania.
Gmina w poniedziałek wysłała pracowników, którzy posprzątali spalone mieszkanie, oraz kontener. W tym tygodniu na zlecenie gminy firma budowlana ma obejrzeć spalony lokal i oszacować zakres, koszt i czas remontu.
- Jak remont będzie mógł być wykonany szybko, w dwa, trzy tygodnie, to powiem poszkodowanym, by starali się ten czas świat i Nowego Roku spędzić u rodziny. Jeśli remont zajmie więcej czasu, to będziemy szukać dla nich lokalu. Na dziś niczego nie mamy. To mieszkanie, które mamy zarezerwowane w „Zenicie” na wypadki losowe, jest jeszcze zajęte - informuje Mariusz Piotrkowski.
Kierownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Szubinie Renata Michalak zapewnia, że osoby poszkodowane w pożarze zostaną objęte pomocą: - Będziemy ich wspierać. Opłacimy im naprawę dachu i odmalowanie. Postaramy się pomóc w zakupie wyposażenia.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1139 (50/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze