Do końca marca ci mieszkańcy gminy Żnin, którzy świadomie lub nieświadomie pozwolili na wykonanie na ich posesjach przyłączy wod.-kan. poza obiegiem WiK-u, mogą zgłosić w spółce chęć zalegalizowania tych przyłączy. Jeśli nie skorzystają z tej abolicji, to muszą liczyć się z możliwością wyciągnięcia konsekwencji karno-administracyjnych.
- Nie wyciągajmy na tym etapie zbyt pochopnie wniosków co do osób, które teraz w przekazach medialnych podawane są z imienia i z pierwszymi literkami nazwisk, jako podejrzani w związku z wykonywaniem przyłączy wodno-kanalizacyjnych poza oficjalnym obiegiem spółki WiK. Później może się okazać, że jakieś podejrzenia wobec kogoś były nieuzasadnione. A później oni i tak nie usłyszą słów przeprosin. Poczekajmy na zakończenie dochodzenia, postawienie aktów oskarżenia i na wyrok sądu i wtedy dopiero okaże się, kto był za te nadużycia odpowiedzialny i kto na nie patrzył z przyzwoleniem - tak burmistrz Żnina Robert Luchowski zaapelował do opinii publicznej prosząc o niewydawanie przedwczesnych wyroków w sprawie afery z przyłączami wodno-kanalizacyjnymi w gminie Żnin. O zarzutach prokuratorskich wobec trzech pracowników WiK: Andrzeja T., Bogdana C. i Ryszarda G. informowaliśmy przed tygodniem.
- Pamiętam, że jak odwoływałem w zeszłym roku radę nadzorczą spółki WiK, to pojawiały się wątpliwości i pytania ze strony różnych osób: a dlaczego, a po co burmistrz to robi? A przecież wszyscy, którzy w tej gminie mieszkamy, wiedzieliśmy, że niewątpliwie coś się w tej spółce dzieje źle. Z dzisiejszej perspektywy widać już wyraźnie, że była to słuszna decyzja. To było przecięcie pęcherza, mimo że niestety osoba, której wyznaczyłem zadanie, by przerwać ten proceder, tego nie wykonała. A już wtedy poprosiłem całą załogę WiK na spotkanie w auli w Urzędzie Miejskim, aby przedstawić pracownikom ówczesną nową panią prezes Małgorzatę Stawicką. I wtedy wyraźnie i wprost powiedziałem pracownikom, że koniec z fuchami. Jednak nie udało się tego rozwiązać tak od ręki - mówił Robert Luchowski na przedwczorajszej konferencji prasowej w ratuszu.
Włodarz Żnina przyznał, że cały problem trzeba rozpatrywać dwutorowo. - Pierwsza kwestia to zapłata za wykonywane przyłącza, a druga to nielegalny pobór wody. Przyznam, że sam sprawdziłem swoją umowę na wykonanie przyłącza. Mam fakturę wystawioną przez WiK. Pojawia się też pytanie, dlaczego spółka nie miała w statucie możliwości stawania do przetargów. To się musi zmienić. Przychody spółki powinny być bardzo wysokie, a nie były - zauważył Robert Luchowski.
Zapytaliśmy burmistrza, czy jego zdaniem może być tak, iż o procederze instalowania przyłączy poza obiegiem WiK tak naprawdę mogli wiedzieć niemal wszyscy pracownicy w tak niewielkim przecież, jeśli chodzi liczbę pracowników, zakładzie? Zapytaliśmy też włodarza, czy rozmawiał o tym wszystkim z panią skarbnik gminy Żnin, bo przecież była ona przez lata główną księgową w spółce WiK.
- Pani Aleksandra Szpek z pewnością będzie też przesłuchiwana w tej sprawie jako świadek. Będę pewnie i ja przesłuchiwany, i inne osoby. Żałuję, że nie możemy ujawniać wyników audytu, ale są one porażające. Na razie po prostu pozwólmy działać powołanym do tego organom - zakończył włodarz Żnina.
W grudniu informowaliśmy, że WiK prowadzi intensywne działania w celu zlokalizowania nielegalnych poborów wody. Również za pomocą sondy, którą spółka nabyła do monitorowania sieci i urządzeń. Do WiK przychodziły i przychodzą różne informacje od mieszkańców, którzy mają swoje podejrzenia, że gdzieś może się odbywać proceder nielegalnego poboru.
Do końca 2015 r. trwała abolicja dla osób, które same się zgłoszą, aby zalegalizować nielegalne przyłącze. Jerzy Mączko, prezes WiK, poinformował, że podjął decyzję o przedłużeniu okresu abolicji do 31 marca 2016 r.
Jeśli ktoś miał wykonane wcześniej przyłącze poza obiegiem WiK, a teraz chce je zalegalizować, to musi złożyć osobiście pisemny wniosek w spółce. Złożyć też trzeba wyjaśnienia, kiedy i kto wykonał przyłącze, które teraz właściciel nieruchomości chce zalegalizować. - Wnioskodawca na własny koszt musi zrobić odkrywkę, inwentaryzację urządzenia, wynająć geodetę. Zdaję sobie sprawę, że wielu mieszkańców mogło nie mieć intencji oszukania WiK-u. Im należy dać szansę. Wszystkie osoby, które w terminie trwania abolicji nie zalegalizują podejrzanych przyłączy, muszą liczyć się z konsekwencjami karno-administracyjnymi - zapowiedział Jerzy Mączko.
Prezes poinformował, że dotychczas z abolicji skorzystały tylko 4 osoby, a kilkanaście dalszych WiK ustalił sam - również dzięki wspomnianej sondzie - i wyegzekwował od nich legalizację przyłączy. Przy okazji zapytaliśmy Jerzego Mączko, czy podjął już jakąś decyzję w sprawie nadal zatrudnionych w firmie Bogdana C. i Ryszarda G. - Tutaj sytuacja nie uległa od zeszłego tygodnia zmianie. Oni nadal są pracownikami spółki a jeden z nich przebywa na zwolnieniu chorobowym. Decyzję podejmę w ich sprawie wkrótce po konsultacjach prawniczych - zapowiedział prezes.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1250 (4/2016)
Inne teksty na ten temat:
Za przyłącza do prywatnej kasy
Majątki podejrzanych zabezpieczone
Straty wyliczają na 1,35 mln zł
Prezes wydłuża abolicję dla legalizujących przyłącza
Do przesłuchania jeszcze 400 świadków
Brali za przyłącza od 1.000 zł w górę
Kilka podpisów - tak, ale o korzyściach nie ma mowy
Kluczowy świadek nie pojawił się
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze