Przyjęcie pierwszokomunijne zamówili w restauracji. Na kilka dni przed uroczystością usłyszeli, że odbędzie się ona w piwnicy. Gdy chcieli tę piwnicę zobaczyć, usłyszeli, że teraz nie. Odstąpili od umowy z restauracją i chcą zwrotu wpłaconej zaliczki w całości. Otrzymali zwrot, ale tylko połowy wpłaconych pieniędzy. Zdaniem rzecznika praw konsumenta, skoro nie widzieli sali, w której miało się odbyć przyjęcie, to przy odstąpieniu powinni otrzymać zwrot całej zaliczki.
Mariusz Stalkowski i Zuzanna Bajczyk uważają, że restauracja nie dotrzymała warunków umowy. Kierowniczka restauracji nie chciała z nami rozmawiać, stwierdziła tylko, że uroczystość pierwszokomunijna zamówiona przez tych klientów mogła być zorganizowana, tyle że w pomieszczeniach piwnicznych. fot. Karol Gapiński Jesienią zeszłego roku Zuzanna Bajczyk ze Żnina zaczęła się rozeznawać w możliwościach zorganizowania przyjęcia pierwszokomunijnego dla swego dziecka w żnińskich restauracjach. Uroczystość miała być łączona dla dwojga dzieci, które są kuzynostwem. Już na tamtym etapie, w październiku ub.r. udało się wstępnie znaleźć restaurację, która zorganizuje tę uroczystość w niedzielę 21 maja 2017 r. - Obejrzeliśmy salę, pokazano nam rozkład stołów. To miała być uroczystość w głównej sali restauracji. Zresztą od czasu, jak w tym obiekcie część restauracji została zamieniona na sklepy, to nawet nie wiedziałam, że mogą mieć jeszcze jakąś inną salę na takie uroczystości, jak przyjęcie pierwszokomunijne. Zresztą nadal nie wiemy, czy taka dodatkowa sala jest, bo ja jej nie widziałam - opowiadają Zuzanna Bajczyk i Mariusz Stalkowski, którzy uroczystość zamówili.
Pisemna umowa między Zuzanną Bajczyk jako zleceniodawcą a Hotelem Basztowym jako zleceniobiorcą została zawarta 24 stycznia br. Zleceniobiorca zobowiązał się do zorganizowania uroczystości pierwszokomunijnej dla 40 osób, jej początek przewidziano na około 13:00. Zleceniodawca miał obowiązek uiszczenia przedpłaty, a jeden z punktów umowy mówił też o tym, że w przypadku rezygnacji z umowy przedpłata ta nie zostanie zwrócona.
Zuzanna Bajczyk opowiada, że w drugiej połowie kwietnia zostało dopięte menu na imprezę; koszty imprezy zostały określone na ponad 5.000 zł. Przedpłata, którą uiścili zamawiający, wyniosła 1.000 zł. W zeszłym tygodniu Zuzanna Bajczyk otrzymała telefon od kierownik restauracji. - Pani przekazała, że nie możemy mieć przyjęcia w głównej sali, bo jest tutaj umówione przez właściciela inne przyjęcie tego samego dnia. My możemy mieć zorganizowaną uroczystość w innych pomieszczeniach, w piwnicy. Ja w tej piwnicy nigdy nie byłam, a obawiałam się, że warunki mogą być nieodpowiednie dla takiej imprezy - tam pewnie nie ma nawet okien. Udałam się do restauracji i chciałam, ażeby mi pokazano tę piwnicę. Niestety, nie zostałam wpuszczona. Dla mnie jako klientki, to niedopuszczalne, że ja mam zobaczyć salę, w której odbędzie się zamówiona przeze mnie impreza, dopiero przed uroczystością. Dlatego kolejnego dnia przyszłam do pani kierownik już z pismem, w którym odstępuję od umowy i jednocześnie domagam się zwrotu całej zaliczki, którą wpłaciłam w wysokości 1.000 zł. Odstąpienie przygotowałam w dwóch egzemplarzach, ale pani kierownik Natalia Bolewska odmówiła przyjęcia pisma. Otrzymałam jedynie zwrot 50% zaliczki, czyli 500 zł - mówi Zuzanna Bajczyk.
Wraz z nią oraz Mariuszem Stalkowskim udaliśmy się raz jeszcze do kierownik restauracji. Natalia Bolewska odmówiła wyjaśnień, zarówno zleceniodawcom, jak i prasie. Przekazała, że również właściciel firmy nie będzie z nami rozmawiać. Podczas emocjonalnej dyskusji, którą zleceniodawcy prowadzili z panią kierownik, udało nam się jedynie dowiedzieć tyle, że restauracja jest gotowa do organizacji zamówionej uroczystości w piwnicy, której jednak teraz nie można zobaczyć.
Sprawę przedstawiliśmy rzecznikowi praw konsumenta w Starostwie Powiatowym w Żninie Izabeli Gronet. - W tym przypadku sprawa wydaje się oczywista. Zleceniodawca, czyli klient, ma prawo zobaczyć salę, w której ma się odbyć zamawiana impreza. Jeśli zleceniobiorca nie pokazuje tej sali na życzenie klienta, to znaczy, że nie dysponuje takową. Dlatego w mojej opinii, zleceniodawca powinien otrzymać zwrot zaliczki w całości. Moja rada dla zawierających takie umowy jest taka, ażeby klienci starali się uszczegóławiać zapisy, które są dla nich ważne. Gdy jest określona w umowie nazwa czy numer sali, w której ma się odbyć uroczystość, to z punktu widzenia interesów klienta umowa jest korzystniejsza i bardziej przejrzysta - powiedziała Izabela Gronet. Dodała również, że pismo z odstąpieniem od umowy, zwłaszcza jeśli kierownik restauracji nie przyjęła go, powinno być wysłane pocztą na adres firmy. - Tym bardziej, że w tym przypadku adres firmy jest inny, niż restauracja, w której miała się odbyć zamówiona uroczystość - powiedziała Izabela Gronet. Wyjaśnijmy, że siedziba właściciela restauracji mieści się w Gnieźnie.
Kierownik działu żywności w Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Żninie Joanna Fryca poinformowała, że jeśli uroczystość związana z serwowaniem posiłków ma się odbyć w pomieszczeniach, które na co dzień nie służą do tego celu, to jest to możliwe przy spełnieniu pewnych warunków. Normalna sala restauracyjna jest pod kątem sanitarnym kontrolowana przez sanepid regularnie, natomiast salę dodatkową także należy zgłosić do sanepidu pod takim kątem. Sala taka również musi być odpowiednio wyposażona. Również pod kątem przepisów budowlanych. Ważny jest dostęp do toalet z ciepłą i zimną wodą.
Zuzanna Bajczyk powiedziała, iż czeka na zwrot przedpłaty w całości i nie wyklucza złożenia pozwu cywilnego przeciwko zleceniobiorcy. - Na szczęście cudem udało nam się znaleźć miejsce na zorganizowanie przyjęcia w najbliższą niedzielę w innym lokalu, w Biskupinie. To naprawdę szczęście, bo akurat zwolniło się tam w ostatniej chwili miejsce na taką imprezę. Gdyby nie to, zostalibyśmy na lodzie - zakończyła Zuzanna Bajczyk.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1318 (20/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze