Reklama

Pustelniczy żywot pana Włodka

Włodzimierz Bylski od grudnia koczuje w obielewskim lesie. Podkreśla, że niczego mu nie trzeba, i że żyje mu się lepiej niż wcześniej.

      fot. Magdalena Kruszka

Obielewo, las, Włodzimierz Bylski namiot, sołtys
     Pustelniczy żywot pana Włodka
    Pan Włodek od grudnia ubiegłego roku koczuje w obielewskim lasku. Rozbił tam namiot i obudował go gałęziami. Podkreśla, że ma wszystko, czego mu do życia potrzeba, że w tym lasku jest mu lepiej niż gdziekolwiek indziej. Wewnątrz szałasu, oprócz namiotu i legowiska, ma także stolik, taboret, palenisko, na którym może sobie ugotować obiad, kiedy mu się butla z gazem skończy. Teraz myśli o skonstruowaniu prysznica.

     Włodzimierz Bylski ma 51 lat. Jego rodzice już nie żyją. On sam niczego od nikogo nie oczekuje. Zadomowił się w Obielewie, zaprzyjaźnił z sąsiadami, a ci zaakceptowali go, bo to człowiek bezproblemowy, życzliwy, uśmiechnięty. - Teraz on ten swój namiot zastawił gałęziami, ale z początku było go od szosy widać - mówi sołtys Obielewa Zdzisław Piechowicz. - Mówią, że jest bardzo spokojny, nikomu nic nie przeszkadza, nie wadzi. Jakby bardziej wariował, to może sąsiedzi by go przegnali, ale spokojny jest, więc sobie tam siedzi.

Włodzimierz Broda w swoim sklepie często gości sąsiada z lasu. „Posiedzi, pogadamy o starych Polakach
i wraca do siebie” - mówi sklepikarz.

Reklama

         fot. Magdalena Kruszka

     Korzenie w Ojrzanowie
     Pan Włodek wita nas z uśmiechem na twarzy i chętnie opowiada swoją historię. Jego ojciec pochodził z Ojrzanowa, on sam także tam początkowo mieszkał. Potem on i dwie jego siostry trafili do domu dziecka. Przebywał tam piętnaście lat. Potem trafił do Bojanic pod Kłeckiem, gdzie mieszkała jego matka z ojczymem. Przez 10 lat pracował w PGR-ach w paszarni.
     - Jak mi się tam krzywda działa, ojczym wyrzucał mnie z chaty, to wracałem tutaj - opowiada pan Włodek. - Wszyscy myśleli, że ja gdzieś w lesie pod Kłeckiem jestem, a ja już tu jeździłem.
     To wtedy zaczął pojawiać się w Ojrzanowie. Wrócił w miejsce, które niegdyś należało do jego ojca. W krzakach rozbił namiot. Odwiedził go tam wówczas ówczesny sołtys Henryk Buczkowski z policją.
     - Mieszkańcy zgłosili mi, że on koczuje na swojej dawnej posiadłości, ale to już było z pięć lat temu - wspomina Henryk Buczkowski.
     - On może by i na stałe tu wrócił, ale ta działka jest już sprzedana, a on żadnego prawa do tej własności nie ma. Teraz nawet krzaków tam już nie ma, w których on koczował. Jak go odwiedziłem z policją, to on wyszedł przed ten namiot boso. Mówił, że pojedzie do domu i zaraz zawinął się i wyjechał.
     - Oni chcieli mnie wtedy dać do schroniska brata Alberta, ale wtedy jeszcze matka żyła i wnuczka się nią opiekowała. Pół roku byłem w Ojrzanowie, ale tam już tę ziemię ktoś przejął i ktoś ma się podobno budować - mówi pan Włodek. Wracał do Bojanic, dopóki jego matka żyła. Kiedy zmarła, przestał się tam dobrze czuć. Odnosił wrażenie, że ludzie stamtąd chcą się go po prostu pozbyć.
     Życie na tułaczce
     - Wszystko mi pozabierali, dostałem nową umowę, a ona nie fair była taka, żeby tylko przejąć to mieszkanie, światło mi też odcięli - skarży się pan Włodek. - Jak matka zmarła, to rodzina się już mną nie interesowała, siostra ma własną rodzinę, ale mam z nią kontakt.
     Druga siostra zmarła, a pan Włodek podkreśla, że ona także była na tułaczce. Ze starszym bratem nie ma kontaktu. On sam własnej rodziny nie ma. Jakiś rok temu pojawił się w Miejsko-Gminnym Ośrodku Opieki Społecznej w Łabiszynie. Kierownik Beata Januszkiewicz wspomina, że wtedy został skierowany do schroniska w Kołaczkowie, w którym przebywał nie więcej niż jeden, dwa dni. Wówczas wszystko to było konsultowane z ośrodkiem opieki w miejscu, w którym był zameldowany.
     - Potem podobno wrócił do miejsca, w którym był zameldowany i od tego czasu u nas nie był - mówi Beata Januszkiewicz.
     - Dwa razy pomoc od nich dostałem - mówi Włodzimierz Bylski. - Ale nie jestem tu zameldowany. Teraz czekam, aż sąd zdecyduje, co dalej zrobić z mieszkaniem w Bojanicach, w którym jestem zameldowany. Ja je straciłem dlatego, że trzeba wszystko wykupić. 30.000 zł żądają za mieszkanie. Trzeba wszystko wykupować, nawet pojemnik. Jak dostanę przez sąd papiery, to dopiero mogę się tu zameldować. Chciałem na stare śmieci wrócić, w swoje strony.
     Pan Włodek ma drugą grupę inwalidzką. Podkreśla, że pobyt w domu dziecka źle wpłynął na niego psychicznie. Teraz pobiera rentę, która przychodzi do niego na konto.
     Skuterek na kredyt i własne miejsce na ziemi
     Od grudnia zadomowił się w lasku obielewskim, ale już wcześniej się tu pojawiał. Zwoził swoje rzeczy. Około 60 km pokonywał początkowo rowerem. W zeszłym roku wziął pożyczkę i kupił sobie skuter. Od tej pory przewoził swoje rzeczy skuterem, który teraz stoi wewnątrz szałasu tuż przed namiotem. Pożyczkę spłaca do teraz, po 111 zł miesięcznie.
     - Jak jechałem taki obładowany to nawet policja mnie nie ruszała, pewnie myśleli, że na wczasy jadę - mówi pan Włodek. Teraz skuterek służy mu do tego, żeby jechać po rentę, odwiedzić swoje strony.
     W lesie obielewskim początkowo rozbił namiot i mieszkał tylko w tym namiocie. Potem zaczął go obudowywać, wykorzystując rosnące tam drzewa. Skonstruował szałas, który przykrył folią tak, aby do wnętrza nie dostawała się woda. Folię z kolei przykrył gałązkami sosnowymi. Do środka można wejść drzwiami zamocowanymi na zawiasach.      Konstrukcja jest misterna, stabilna, a wewnątrz jest całkiem ciepło, zwłaszcza że pana Włodka odwiedziliśmy w czasie przygotowywania obiadu. Na palenisku stoi duży garnek gotujących się ziemniaków. Buraczki zostały od wczoraj, można je było przysmażyć i zjeść z ziemniakami. Palenisko powstało, bo akurat skończył się gaz w butli. Zazwyczaj pan Włodek gotuje sobie posiłki na gazie. Wewnątrz oprócz namiotu, w którym jest siennik ze słomy, koce i śpiwór, znajduje się między innymi stolik i taboret.
     Pogadać, ogrzać się w sklepie
     - Znalazłem siedzisko, dorobiłem nogi i mam krzesełko - cieszy się pan Włodek i podkreśla, że wszystko wykonał własnoręcznie. Pokazuje tarkę do ścierania buraczków, wykonaną z nakrętki na słoik. Podkreśla, że wszystko konstruował stopniowo i większość rzeczy zrobił własnoręcznie. Tylko namiot, w którym śpi, jest już jego trzecim namiotem. Ten kosztował 200 zł. Pan Włodek plany ma ambitne. Zamierza także skonstruować sobie prysznic na zewnątrz szałasu i obudować go. W tej chwili myje się w misce, a wodę ciepłą dostaje od sąsiadów. Śmieje się, że wraca do starych czasów i żyje jak w Biskupinie. Do pobliskiego sklepu dzięki uprzejmości właściciela Włodzimierza Brody chodzi się czasem ogrzać lub bierze stamtąd potrzebne produkty na zeszyt, kiedy renty mu nie starcza. - Idę do niego ugrzać się, posiedzieć, pogadać o starych czasach, nie nudzi mi się tu - mówi pan Włodek.
     Włodzimierz Broda, właściciel sklepiku w Obielewie podkreśla, że pan Włodek, jego imiennik jest cichy, spokojny, grzeczny, nie ma problemów z alkoholem, a każdego klienta wita i żegna. - On tu ma spokój, nie jest pod żadnym rygorem - mówi Włodzimierz Broda.
     - Jak go znajomy chciał na kemping wziąć, to nie chciał. Przychodzi do mnie po wodę, posiedzi. Komórkę sobie doładuje. Pogadamy o starych Polakach. Drzewa mi z rana przyniesie. Byłem u niego jak on zaczął robić ten szałas, potem nie byłem. Muszę iść odwiedzić sąsiada.
     Włodzimierz Broda nie dziwi się, że jego sąsiad zamierza skonstruować prysznic. Wspomina, że sąsiad z lasu pomysł ten zaczerpnął, kiedy oglądał w sklepie w telewizji program Wojciecha Cejrowskiego o budowaniu prysznica w Afryce z wykorzystaniem wiaderka i kraniku.
     Szałas lepszy niż mieszkanie
     Włodzimierz Bylski podkreśla, że otrzymuje dużą pomoc od sąsiadów. Mówi, że już się ludzie zaprzyjaźnili z nim tutaj, przyzwyczaili do obecności.
     - Dobrze, że las jest prywatny i pozwolili mi tu mieszkać, bo jakby był państwowy, to by mi na to nie pozwolili - mówi mieszkaniec szałasu. - Nie chciałbym iść do schroniska. Byłem w domu dziecka, to wiem jak to jest. Nie nadaję się do tego. Mógłbym sobie wynająć jakieś miejsce u kogoś, jakąś przyczepkę na przykład. Może by mi Łabiszyn coś zaproponował. Ale tutaj mam lepsze życie niż w Bojanicach. Tam źle traktują człowieka, ludzie są nieżyczliwi jak to na terenach popegeerowskich.
Zapytany, czy czegoś mu brakuje, zdecydowanie zaprzecza. Podkreśla, że dobrze mu się żyje w lasku obielewskim.
     Pomoc na podorędziu
     Kierownik M-GOPS w Łabiszynie Beata Januszkiewicz przyznaje, że nie wiedziała o tym, że mężczyzna zamieszkał w obielewskim lesie. Podkreśla, że brak zameldowania w gminie Łabiszyn nie ma znaczenia. Zapowiada, że o sytuacji zostanie poinformowany pracownik socjalny, który pójdzie tam i zobaczy, w jakich warunkach mężczyzna przebywa. - To, że on niczego nie chce, nie znaczy, żebyśmy my nie mogli sprawdzić, jak on się tam miewa - mówi Beata Januszkiewicz.
     O nowym mieszkańcu swojej gminy nie wiedział także burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek, któremu dopiero niedawno mieszkańcy Obielewa zasygnalizowali podczas zebrania sołeckiego, że taka sytuacja na terenie ich wsi ma miejsce. Ale nikt tematu wówczas nie rozwijał. - Uważam, że jeżeli człowiek chce być wolny i żyć na zasadzie pełnej wolności, to skoro nie jest szkodliwy, nie niszczy kanonów społecznych, to nie można w to integrować - uważa burmistrz.
     - Natomiast jeśli on się kiedykolwiek zgłosi do nas, to pomoc zostanie mu udzielona.
     Burmistrz zaznacza, że zwłaszcza z problemami zdrowotnymi może zwracać się do Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łabiszynie, który się nim zajmie, mimo że nie jest zameldowany w gminie Łabiszyn. Burmistrz podkreśla, że dziś kwestia zameldowania nie jest problemem, bo liczy się bardziej miejsce zamieszkania, a nie zameldowania, problem natomiast może wiązać się w przyszłości z tym, że Włodzimierz Bylski nie ma własnego gruntu. - On może mieć zameldowanie wszędzie, nawet w namiocie, bo przy zameldowaniu nie rozpatruje się żadnych przepisów z zakresu prawa budowlanego - mówi burmistrz Łabiszyna.
     Jacek Idzi Kaczmarek zapewnia, że pracownicy M-GOPS-u zostaną oddelegowani, żeby sprawdzić, czy Włodzimierz Bylski nie funkcjonuje w warunkach urągających godności ludzkiej. - Życie pustelnicze było jak świat światem. Ono było, jest, i będzie - zauważa burmistrz.

Reklama

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1205 (11/2015)

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości