11 listopada 1918 r. mieszkańcy Pałuk nie cieszyli się jeszcze wolnością - musieli ją wywalczyć w powstaniu wielkopolskim. W Szubinie 17 i 18 listopada tego roku doszło do patriotycznych wystąpień, w wyniku których burmistrzem został i przez ponad tydzień tę funkcję pełnił Polak Władysław Małek. W wydarzeniach tamtych dni szczególną rolę odegrał marynarz Jan Bratkowski.
Jan Bratkowski pochodził z Kowalewa Wielkopolskiego. Jak wielu Polaków z zaboru pruskiego został wcielony do wojska niemieckiego i walczył podczas I wojny światowej. Służył w marynarce wojennej, w III flotylli poszukiwaczy min na Morzu Północnym, której zadaniem specjalnym było przeprowadzenie niemieckich łodzi podwodnych przez zapory minowe do portów na Helgoland i Sylt.
1 września 1917 r. angielski torpedowiec wykrył niemiecką flotyllę w momencie spotkania z łodziami podwodnymi. Ogniem dział zmusił załogi czterech poszukiwaczy min do dopłynięcia do Danii, gdzie marynarze zostali internowani. Stosunki duńsko-niemieckie tak się ułożyły, że internowane załogi mogły 10% ludzi wysłać na urlopy. Rząd niemiecki gwarantował powrót urlopowanych do Danii oraz to, że nie będą oni zabierani do żadnych prac związanych z wojną. Jan Bratkowski podczas swojego drugiego urlopu, w listopadzie 1918 r. przebywał w Szubinie.
Franciszek Alwin, członek Komitetu rewolucyjnego w listopadzie 1918 r., powstaniec wielkopolski.
17 listopada 1918 r. Franciszek Alwin, Józef Siuchniński, Jan Bembnista, Władysław Małek, Kazimierz Różkowski i Walery Cerkaski zwołali zebranie wszystkich obywateli Szubina do Domu Polskiego. Zebranie miało się rozpocząć o 1500. W wypełnionej sali znajdowali się Polacy oraz część Niemców i Żydów. W prezydium zebrania zasiedli: Władysław Małek, Franciszek Alwin, Józef Siuchniński, Jan Bembnista i Niemiec Lach. W momencie, gdy prezydium rozpoczęło działać, na podium, w asyście szefa policji i żandarmerii, wszedł burmistrz Szubina, Niemiec Block. Poinformował, że zebranie publiczne nie zostało zgłoszone do magistratu i nie ma pozwolenia. Jako przedstawiciel władz miasta ogłosił zamknięcie zebrania, powołując się na artykuł ustawy pruskiej. Po przemówieniu Blocka wywiązała się dyskusja. Przewodniczący prezydium Władysław Małek wybuchnął: "My 150 lat nie mogliśmy się wypowiedzieć, teraz nadszedł czas, w którym każdy obywatel ma prawo się wypowiedzieć".
Jan Bratkowski "widząc bezpłodność tej szermierki słownej", w której jego zdaniem siła argumentacji była jednak po stronie burmistrza, zawołał z sali: "Panie burmistrzu, ja jestem przedstawicielem Rad Robotniczo-Żołnierskich z Berlina i w myśl artykułu 17 statutu tych rad, pan tu nie ma nic do mówienia, bo każdy obywatel ma prawo się wypowiedzieć co go boli, a pan jako urzędnik może to zanotować i nic więcej. Więc jeżeli pan w myśl nowego statutu Rad Robotniczo-Żołnierskich chce działać, to może pan zostać, jeżeli zaś nie, to niech pan opuści salę i nie przeszkadza, bo żaden urzędnik nie jest w stanie przeszkodzić obywatelom w zebraniu. To ja panu ręczę jako przedstawiciel Rad Robotniczo-Żołnierskich z Berlina".
Marynarz Bratkowski w krytycznym momencie podał się za delegata Rad Robotniczo-Żołnierskich z Berlina. Nie miał on żadnego pełnomocnictwa i nie był jej delegatem. Jego przemówienie wywarło duże wrażenie na niemieckim burmistrzu. Block opuścił salę, a prezydium zaczęło ponownie działać.
Na zebraniu postanowiono: przyjąć uchwały Rad Robotniczo-Żołnierskich jako wiążące i przyłączyć się do ruchu rewolucyjnego; zmienić dotychczasowego burmistrza Blocka i na ten urząd powołać Władysława Małka. Wybrano komitet rewolucyjny, w skład którego weszli między innymi: Franciszek Alwin, Jan Bembnista, Józef Siuchniński, Kazimierz Różkowski i jeden Niemiec - Lach. Do rady wykonawczej wybrano Piotra Służewskiego, Jana Bratkowskiego (pod nazwiskiem Dalke), Walentego Dypczyńskiego i Niemca Klatha.
Równocześnie z uchwałą o zmianie burmistrza postawiono urządzić pochód rewolucyjny i na budynkach państwowych wywiesić czerwone flagi rewolucyjne.
Obok rady rewolucyjnej i rady wykonawczej działała "nieoficjalna część komitetu", na którego czele stała siostrzenica ks. Ludwika Sołtysińskiego, pani Danuta - "dusza całego ruchu powstańczego". Pod jej przewodnictwem przygotowano przez noc flagi rewolucyjne - "panie szyły te szmatki czerwone, któryś ze stolarzy robił drzewce tak, że w poniedziałek (18 listopada) do godz. 1200atrybuty rewolucyjne w postaci czerwonych flag były gotowe".
18 listopada o godz. 14:00 pochód wyruszył z Domu Polskiego pod magistrat. Na fotel burmistrza Szubina wprowadzono krawca Władysława Małka. Wcześniej Jan Bratkowski przeczytał Blockowi uchwałę komitetu rewolucyjnego i zarządził przekazanie kasy i pieczęci. Bratkowski we wspomnieniach napisał: "Muszę przyznać, że mundur marynarza działał w tenczas jako widoczny znak ruchu rewolucyjnego i trudności ze zdjęciem burmistrza Blocka z urzędu nie mieliśmy. Pan Block bez oporu przekazał kasę i pieczątkę, ja mu podałem palto i wyszedł on z magistratu, a ob. Małek rozpoczął urzędowanie".
Władysław Małek, pierwszy polski burmistrz Szubina 1918 r.
Następnie Jan Bratkowski zawiesił czerwoną flagę na magistracie i z balkonu wygłosił rewolucyjne przemówienie. Ogłosił ludności, że miasto Szubin solidaryzuje się z ruchem rewolucyjnym.
Po przemówieniu pochód przemaszerował ulicami miasta. Doszedł do poczty, szkoły, starostwa i dworca kolejowego. Wszędzie wywieszano czerwone flagi, a wiszące portrety Wilhelma II zdejmowano ze ścian "uzasadniając ten krok faktem wyjazdu Wilhelma II do Holandii".
Akcja trwała kilka godzin, tak że "Szubin był na wieczór ubrany w barwy rewolucji". Obok Bratkowskiego czynnie w niej uczestniczyli między innymi Piotr Służewski z Szubina, Niemiec Klath - syn emerytowanego nauczyciela. Sprawozdanie z przeprowadzonej akcji złożyli Franciszkowi Alwinowi.
Swoją działalność postanowili zalegalizować w Inowrocławiu, gdyż jako żołnierze podlegali tamtejszej Rejonowej Komendzie Wojskowej. Po naradzie u Franciszka Alwina udali się do Inowrocławia. Jadąc "...zasięgnęliśmy (razem z Bratkowskim pojechał Służewski i Klath) języka u rodaków w Żninie (Srzednicki), w Barcinie i w Pakości. Niestety tam były dopiero myśli o przygotowaniu czegoś. Robiono to ze strony polskiej bardzo powoli i po cichu. Nasz przyjazd był dla nich pewnego rodzaju dopingiem".
W Inowrocławiu nie uzyskali akceptacji. Usłyszeli, że rady żołnierskie mogą powstać w miastach posiadających garnizon. Wpadli na pomysł, że urlopowani żołnierze mogą należeć do Rad Robotniczo-Obywatelskich w miejscowościach, w których spędzają urlop. Panowie pojechali do Inowrocławia, a później do Bydgoszczy.
Miejscowi Niemcy nie przypatrywali się biernie rozwojowi wypadków. Zwołali zebranie do sali hotelu "Schlosgarten" w Szubinie. Pomimo braku zaproszenia przyszedł na zebranie Jan Bratkowski. Został jednak rozpoznany przez przewodniczącego spotkania Aleksandra Beltza z Kowalewa, który wezwał go do opuszczenia sali. Bratkowski postanowił przechytrzyć Niemców. Stwierdził, że jako żołnierz, który walczył o Vaterland ma prawo tutaj pozostać. Zwrócił się do robotników z Kowalewa by bronili zdobyczy rewolucyjnych. Zmuszony został jednak razem ze Służewskim do opuszczenia sali.
Pod koniec listopada Bratkowski otrzymał depeszę z Wilhelmshafen. Po skończonym urlopie miał już nie wracać do Danii, lecz do macierzystego oddziału w Wilhelmshafen. Po przyjeździe z Bydgoszczy dowiedział się, że jest poszukiwany przez Grenzschutz. Skontaktował się z księdzem Ludwikiem Sołtysińskim w Szubinie, od którego dowiedział się, że Niemcy w Królestwie Kongresowym są rozbrajani i tam organizuje się wojsko polskie. Postanowił wobec tego zdezerterować z armii niemieckiej. W Ostrówcu nad Gopłem przeszedł granicę niemiecko-rosyjską. W Brześciu Kujawskim napotkał pierwszą placówkę polskiej organizacji wojskowej. Udał się do garnizonu we Włocławku, a następnie do sztabu generalnego w Warszawie, gdzie zabiegał o pomoc - "Moje przedstawienia o konieczność pomocy dla ruchu w poznańskiem spełzły na niczym z dwóch względów: a) nie było gotowych oddziałów, odbywał się pobór ochotniczy na wezwanie Piłsudskiego; wszystko to było dopiero w stanie organizacji, wymagało wyszkolenia i dawał się odczuwać dotkliwy brak kadr, b) wiadomo, że w układzie swym z Niemcami Piłsudski nie miał zamiaru ingerować w sprawy wewnętrzne Niemiec i pozostawił powstanie samemu sobie".
3 grudnia 1918 roku wstąpił do Grupy Wojsk Polskich Jabłonna. Otrzymał awans na st. sierżanta i objął funkcję szefa kompanii.
W pierwszych dniach stycznia 1919 roku z gazety dowiedział się o walkach powstańców z Niemcami na drodze Szubin-Żnin. Tego samego dnia wyjechał do Poznania. 12/13 stycznia dotarł do Szubina i włączył się do działań prowadzonych w ramach powstania wielkopolskiego.
Ryszard Nowicki
Pałuki nr 194 (45/1995)
Artykuł na podstawie rękopisu Jan Bratkowski "Szubin i okolice przed powstaniem i w powstaniu". Rękopis w zbiorach Muzeum Ziemi Szubińskiej w Szubinie.
S2UFLADA
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze