- Nigdy nikogo nie gnębiłem ani nie zastraszałem. Nie biłem pięściami po głowie, tak jak to pan prokurator odczytywał. Jakbym po głowie bił pięściami, to głowa by pękła, naprawdę. A jakbym jakiegoś pręta używał czy różnych innych przyrządów, co jest w akcie oskarżenia, to już nie wiem, co by się stało - mówił Patryk H., mieszkaniec Annowa. Wczoraj przed Sądem Rejonowym w Szubinie rozpoczęła się rozprawa przeciwko Marii i Wojciechowi H. z Annowa w gminie Łabiszyn i ich synowi Patrykowi H., oskarżonym o znęcanie się nad pracownikami.
Wojciech H. został doprowadzony przed sąd przez policję fot. Magdalena Kruszka
Oskarżona Maria H. odpowiada z wolnej stopy fot. Magdalena Kruszka
Podczas rozprawy oskarżeni Wojciech H. i Patryk H. nie przyznali się do znęcania się nad pracownikami fot. Magdalena Kruszka Sprawa wyszła na jaw we wrześniu ubiegłego roku, kiedy to jeden z przebywających na terenie ich posesji mężczyzn próbował targnąć się na swoje życie. Początkowo zatrzymani zostali Maria i Wojciech H.
Wobec mężczyzny zastosowano areszt tymczasowy. Pięć miesięcy później zarzuty usłyszał także ich syn Patryk H. Oprócz znęcania się nad pracownikami, usłyszał też zarzut nielegalnego posiadania broni. On również trafił do aresztu tymczasowego. Początkowo oskarżeni mieli usłyszeć zarzut handlu ludźmi, jednak prokurator ograniczył się do postawienia im zarzutu znęcania się. Oskarżył, że działając wspólnie i w porozumieniu, nadużywając stosunku zależności, wykorzystując krytyczne położenie pokrzywdzonych, osób bezdomnych, bez środków do życia i bez wsparcia rodziny, używając przy tym podstępu polegającego na oferowaniu dobrych warunków pracy, werbowali i przywozili ludzi do gospodarstwa rolnego w Annowie w celu ich wykorzystania do pracy na terenie tego gospodarstwa, a podczas wykonywania przez nich obowiązków ponad ich możliwości, polegających na opiece nad zwierzętami, wyrębie drzewa i paleniu w piecu centralnego ogrzewania, codziennie w godzinach od 600 do 2100, z przerwami jedynie na trzy posiłki dziennie i noclegiem na jednym łóżku z innymi pracownikami w pomieszczeniu kotłowni, wspólnie znęcali się nad nimi, pozostając z nimi w stosunku zależności, psychicznie i fizycznie. Poniżali godność, zwracając się obraźliwie i używając słów wulgarnych. Bili pięściami po twarzy i głowie, przypalali papierosem, bili kijem i metalowym prętem. Jednemu z poszkodowanych dodatkowo zabierano pieniądze w wysokości 500 zł, czym doprowadzono go do targnięcia się na własne życie.
14 sierpnia 2016 roku wbił on sobie nóż w okolice szyi, powodując obrażenia ciała w postaci rany kłutej obojczyka.
Wczoraj rozpoczęła się rozprawa przed Sądem Rejonowym w Szubinie. Sprawę rozpatruje sędzia Jacek Tadych. Rozprawa trwała kilka godzin, a zeznania złożyli oskarżeni Wojciech H. (63 lata) i Patryk H. (40 lat), natomiast Maria H. (60 lat) odmówiła składania zeznań. Przesłuchani zostali także pokrzywdzony Waldemar K. (47 lat), który w ubiegłym roku targnął się na swoje życie wbijając sobie nóż w szyję, a także pokrzywdzony Sławomir P. (45 lat). Zeznania złożyła również kobieta pracująca na targowisku obok Wojciecha H. i mężczyzna, który także pracował na posesji państwa H., ale nie czuje się przez nich pokrzywdzonym w tej sprawie, a także brat nieżyjącego pokrzywdzonego.
Jako pierwszy zeznania złożył Wojciech H. Zajmował się on sprzedażą wieńców i kwiatów na targowisku w Bydgoszczy. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów.
Wyjaśniał, że pokrzywdzeni mężczyźni uzależnieni byli od alkoholu. Uznał, że pomagał im oferując dach nad głową i zapewniając wyżywienie w zmian za pomoc. Pomoc ta polegała na paleniu w piecu, zbieraniu liści od kalafiora i kapusty, karmieniu zwierząt - kur, gęsi, kaczek, jednej kozy i dwóch królików.
- Nie uważam tego za pracę ponad siły - mówił Wojciech H. - Ja robiłem temu człowiekowi krzywdę? On sam robił sobie krzywdę nadużywając alkohol. Mam na myśli wszystkich pokrzywdzonych. Każdy z nich był uzależniony.
Podkreślał, że nikogo siłą nie trzymał i każdy z ludzi przebywających na jego posesji w każdej chwili mógł sam odejść. Zapewniał, że nie stosował wobec nikogo przemocy.
Przyznał, że w obecności poszkodowanych przeklinał, ale nie wyzywał nikogo. Podkreślał wielokrotnie, że nadużywali oni alkoholu i sami prosili go o pomoc. Zaznaczał, że oni sami nie potrafili utrzymać wokół siebie porządku. Na terenie jego posesji wykonywali drobne prace w nieokreślonych godzinach.
Maria H. odmówiła składania zeznań, więc sąd odczytał jedynie jej wcześniejsze zeznania, w których mówiła, że Waldemar K. był leniwy, karmił kury i szedł spać, a kiedy go budziła i kazała dać zwierzętom jedzenie, wyzywał ją od różnych i odchodził. Nie widziała momentu, w którym Waldemar K. zrobił sobie krzywdę, ale mówił jej wcześniej, że nie chce żyć. Wówczas ona zwróciła mu uwagę, że jeśli chce sobie coś zrobić, to może to robić gdziekolwiek indziej, tylko nie u niej. Maria H. odmówiła także odpowiadania na pytania sądu i stron.
Patryk H. częściowo przyznał się do winy. Przyznał, że miał broń na kulki, ale nie wiedział, że jest ona nielegalna. Nabył broń, bo obawiał się byłego szwagra.
- Nigdy nikogo nie gnębiłem ani nie zastraszałem. Nie biłem pięściami po głowie, tak jak to pan prokurator odczytywał. Jakbym po głowie bił pięściami, to głowa by pękła, naprawdę. A jakbym jakiegoś pręta używał czy różnych innych przyrządów, co jest w akcie oskarżenia, to już nie wiem, co by się stało - mówił wczoraj Patryk H. Zeznawał, że policja proponowała mu, żeby był konfidentem, a kiedy zlekceważył tę propozycję i odmówił, został aresztowany.
- Powiedzieli, że jak skruszeję, to porozmawiają z prokuratorem i nie będę miał sankcji - zeznał Patryk H. - Nikogo nie gnębiłem i nikogo nie zastraszałem. Przez to, że miałem zawiasy za znęcanie, to już jestem gnębiony. Przez telewizję stałem się jakimś zbrodniarzem.
Zapewniał, że Waldemar K. dostawał od niego jedzenie i słodycze, alkohol, podwójne obiady i nigdy mu się krzywda nie działa. Kiedy targnął się na własne życie, to właśnie on wezwał pogotowie, a pracownicy pogotowia uspokajali się, że nie ma się denerwować, bo on udaje. Zeznał też, że wszystkie osoby, które przebywały na terenie posesji, pomagały w gospodarstwie, jeśli chciały i nikt ich do tego nie zmuszał.
- Gdyby one nie pomagały, to mogłyby sobie nadal tam przebywać, nie jesteśmy terrorystami - zapewniał Patryk H. Uznał, że to wszystko, co się dzieje, jest jakąś intrygą, nie wiadomo przez kogo uknutą, z powodu której jego rodzina została bez środków do życia.
Sędzia odczytywał też jego wcześniejsze zeznania. Wówczas nie chciał składać wyjaśnień na okoliczność relacji jego ojca z pokrzywdzonymi.
O zeznaniach pokrzywdzonych i świadków w tej sprawie napiszemy w kolejnym numerze Pałuk.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1336 (38/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze