Dom, który jeszcze do wczoraj stanowił dla nich najważniejsze miejsce na ziemi, dziś nie nadaje się do zamieszkania. Pozostało spalone poddasze, grożący zawaleniem strop, zwęglone ściany, zalane podłogi i wszechobecna woń dymu, przypominająca o tragedii. - Nie przypuszczaliśmy, że nas to spotka. Cieszymy się, że żyjemy, ale dom był dla mnie ważny. Wybudowali go moi dziadkowie, tutaj wychowała się moja mama i ja - mówiła Virginia Modzelewska, pokazując nam spustoszenie, jakiego dokonał ogień.
Pożar w domu jednorodzinnym w Janowcu Wielkopolskim wybuchł 9 listopada nad ranem. - O 5.50 zadzwonił budzik. Wstałam pierwsza. Otworzyłam drzwi na korytarz. Zobaczyłam tylko kłęby dymu. W pierwszej chwili pomyślałam, że reszta rodziny nie żyje - wspomina Ewa Szocińska, która wraz z 91-letnią mamą, córką Virginią Modzelewską i jej partnerem mieszkała przy ulicy Kościuszki. Na szczęście ze snu wybudzili się wszyscy.
![]() |
| Budynek został pozbawiony dachu fot. Justyna Kulpińska |
Pierwsze podejrzenia padły na znajdujący się w piwnicy piec, jednak dopiero kiedy pani Ewa otworzyła drzwi prowadzące na poddasze, oczom domowników ukazał się ogień. - Szybko dzwoniłam po straż pożarną, mama chwyciła się za dokumenty. Owinęłam babcię kołdrą. Była całkowicie zdezorientowana, tym bardziej, że cierpi na demencję - opowiadała Virginia Modzelewska. Dyspozytorka numeru alarmowego kazała rodzinie natychmiast opuścić budynek. W trakcie ucieczki udało się jeszcze przeparkować stojące na podwórzu auta. Jedno z instalacją gazową. - Dobrze, że to wydarzyło się w tygodniu, bo w weekendy śpimy dłużej - usłyszeliśmy.
![]() |
| Widok z korytarza fot. Justyna Kulpińska |
Pierwszy zastęp straży pożarnej przyjechał po 11 minutach. Dla rodziny była to wieczność. Stojąc na ulicy, w osłupieniu obserwowali, jak żywioł niszczy ich dobytek, nie mogąc zrobić zupełnie nic. Ogień zajął cały dach. W akcję gaśniczą zaangażowało się łącznie 7 zastępów, zarówno ochotniczej, jak i Państwowej Straży Pożarnej. Blisko 30 druhów przez kilka godzin walczyło z ogniem, ratowało z wnętrza budynku, wszystko to, co byli w stanie wynieść na zewnątrz (m.in. meble i ubrania). Zabezpieczeni w aparaty ochrony dróg oddechowych i sprzęt do ratownictwa wysokościowego, finalnie dokonali też rozbiórki konstrukcji dachu.
![]() |
| Łazienka fot. Justyna Kulpińska |
W pomoc pogorzelcom zaangażowali się sąsiedzi, którzy bez chwili zastanowienia przyjęli ich pod swój bezpieczny dach. Z własnej inicjatywy zakasali rękawy, zabierając się za uprzątnięcie zgliszczy i starając się ocalić rzeczy, wyciągane spod gruzów. Wsparcie zaoferowały władze gminy - zleciły podstawienie kontenera oraz wystąpiły o dodatkowe środki finansowe od stowarzyszenia Salutaris. Z wyciągniętą ręką przyszedł też Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej oraz dziesiątki życzliwych osób.
![]() |
| Tapety poodchodziły od ścian, wnętrze domu jest pełne sadzy i unosi się w nim woń dymu fot. Justyna Kulpińska |
Straty są ogromne. Mogą sięgać nawet 500.000 zł. Pokrycie dachowe spaliło się doszczętnie, w każdej chwili może runąć strop, panele są przesiąknięte wodą, a wilgoć dostała się w głąb ścian. Nie do zniesienia jest też woń spalenizny. Dom najprawdopodobniej nie będzie nadawał do odbudowania, lecz do całkowitego zburzenia. Pomimo że poddasze nie było zamieszkiwane, znajdował się na nim magazynek pełen sentymentów - pamiątek po dziadkach, starych fotografii. Stały tam też maszyny krawieckie Ewy Szocińskiej, która za ich sprawą tworzyła wspaniałe stroje dla sekcji tanecznej, działającej przy janowieckim M-GOK. Spłonęły razem z tkaninami.
![]() |
| Zwęglona ściana i spalone schody wiodące na poddasze fot. Justyna Kulpińska |
Właścicielką nieruchomości jest Virginia Modzelewska, która 3 lata temu otrzymała ją od swojej babci. Zaciągnęła kredyt hipoteczny, który będzie spłacała jeszcze przez 17 lat. Dzięki niemu udało się przeprowadzić kapitalny remont - zamontować nową instalację elektryczną, centralne ogrzewanie, wzmocnić konstrukcję dachu czy poszerzyć powierzchnię o niewielki taras, gdzie domownicy spędzali całą wiosnę i lato. - Dużo rzeczy zrobiłyśmy z mamą same. Kładłyśmy tapety, sama położyłam panele. Chcieliśmy zaoszczędzić, żeby udało się wykonać jak najwięcej - wyliczała pani Virginia. W obliczu obecnego zobowiązania, wzięcie kolejnej pożyczki jest poza jej zasięgiem. Pocieszający może być fakt, że dom był ubezpieczony. Nie wiadomo jednak kiedy i na jakie odszkodowanie mogą liczyć pogorzelcy. Trudno też ocenić, w jaki sposób do szacowania strat podejdzie ubezpieczyciel.
![]() |
| Powrót do spalonego domu wywołuje silne emocje fot. Justyna Kulpińska |
Dziś pani Ewa, Virginia oraz jej partner pomieszkują w mieszkaniu w kamienicy. Seniorka przebywa natomiast u syna. Nie wyobrażają sobie jednak nie wrócić do korzeni - trzypokoleniowego domu, z którym wiąże się ich całe dotychczasowe życie. Nawet jeżeli będzie trzeba wybudować go od podstaw, na fundamentach, które pozostaną. Nie uda się to jednak bez wsparcia ludzi o wielkich sercach. Na portalu zrzutka.pl ruszyła oficjalna zbiórka dla pogorzelców z Janowca Wielkopolskiego. Gorąco zachęcamy do jej wsparcia. Liczy się każda wpłacona złotówka.
- Przychodzi nam to bardzo ciężko. Wolimy sami pomagać, niż dostawać i brać. Dziadek uczył nas, że trzeba liczyć na siebie. Jeżeli coś chcemy kupić, to trzeba na to zarobić. Wiemy niestety, że tym razem nie jesteśmy w stanie sami sobie poradzić i odtworzyć dom. Będziemy chyba musieli o tę pomoc poprosić. Cieszymy się, że jest tyle ludzi, którzy chcą to zrobić i są blisko. Mamy wielkie wsparcie - podkreśliła Virginia Modzelewska.
Justyna Kulpińska, 10 XI 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze