Mieszkańcy udali się na spotkanie z nadzieją, że uda się jakoś poszukać rozwiązanie, aby uratować spółdzielnię. Niestety okazało się, że prezes nie przekazał im żadnych konkretnych informacji, oprócz tych, że nie wie, czy następnego dnia będą ciepłe kaloryfery.
7 stycznia w biurze Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej w Łysininie odbyło się spotkanie z mieszkańcami, które zorganizował prezes Andrzej Borowski. Zarząd składa się z dwóch osób, ale Genowefa Kozłowska nie zjawiła się na spotkaniu. Księgowa nie chciała w nim uczestniczyć, aczkolwiek przekazała dokumenty, by pokazać, ile zarabiają w spółdzielni. Prezes przekazał, że nie ma funduszy na węgiel i mieszkańcy mogliby wpłacać już na luty. Dodał również, że wkrótce może uruchomić ciepłą wodę, co tylko wzbudziło podejrzenia wśród mieszkańców. Zwłaszcza że od miesiąca nie ma ciepłej wody, a do tego dwa piece z trzech są zepsute. Prezes dodał, że piec wielokrotnie naprawiał ze swoim synem.
Mieszkańcy mieli za złe, że prezes nie organizował żadnych spotkań, podczas których by zaznajomił ich z sytuacją finansową. Przyznali, że podejrzewali, że spółdzielnia może mieć długi, ale nigdy tego oficjalnie nie usłyszeli. Dodali, że gdyby zostali wcześniej poinformowani, to na pewno znaleźliby wspólnie jakieś rozwiązanie. Przypominamy, że prezes przejął spółdzielnię z długiem 250.000 zł, który cały czas rośnie. Mieszkańcy nie wpłacają pieniędzy na konto, ale przynoszą do biura, bo inaczej wszystko by przejął komornik. Mieszkańcy chcieli usłyszeć, jaki jest dokładnie dług, ale prezes nie posiadał takich informacji. Powiedział, że można przyjąć, że dług wynosi jakieś 400.000 albo 600.000 zł. Na pytanie, jakie doświadczenie miał prezes w prowadzeniu takiej działalności, gdy przejmował spółdzielnię, ten odpowiedział, że żadne.
Przypominamy, że mieszkańcy płacą 7 zł za m2, nie za to, ile spożytkują ciepła. Dodatkowo niezależnie od pory roku cena za ogrzewanie jest taka sama, choć latem kaloryfery są zimne. Niektórzy mają ponad 600 zł za ogrzewanie. Okazuje się, że w centrum Bydgoszczy płacą 500 zł za ten sam metraż mieszkania. Prezes odparł, że to dlatego, że w Bydgoszczy jest więcej mieszkańców, więc łatwiej jest zebrać pieniądze niż w Łysininie, gdzie jest ich mniej.
Po spotkaniu mieszkańcy przyznali, że nadal mają wiele wątpliwości. Sytuacja pokazała, że spółdzielnią, według ich opinii, kierują nieodpowiedzialni ludzie, którzy nie mają żadnego pojęcia o tym jak prowadzić spółdzielnię. Nadal wielu rzeczy nie wiedzą, ponieważ według nich prezes się nie przygotował. Chcą, aby spółdzielnia upadła, a oni znajdą inne rozwiązanie, aby ogrzewać mieszkania. Tym bardziej że koszmar z brakiem ciepłej wody nadal trwa. Choć jednego dnia kaloryfery są ciepłe, to nie ma pewności czy następnego również. Zwłaszcza że spółdzielnia aktualnie posiada niewielką ilość węgla w porównaniu z tym, ile mieszkań muszą ogrzewać. Poza tym mieszkańcy mają dość tej sytuacji, ponieważ dużo płacą, a w rzeczywistości ciepłe kaloryfery mają sporadycznie a ciepłej wody w ogóle, więc zarzekali się, że nie przekażą ani złotówki więcej na spółdzielnię.
Angelika Uścińska, 8 I 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze