Dom pełen gości, własnoręcznie przygotowywane potrawy, zapach fiołków, pieczonych mięs i aromat ciast, a także zachwycające dekoracje - to obraz świąt wielkanocnych, który zapisał się w pamięci Wiesławy Heinich, przewodniczącej Gminnej Rady Kół Gospodyń Wiejskich w Żninie i szefowej KGW w Wójcinie. Wyniesioną z domu rodzinnego tradycję kultywuje po dziś dzień. Przekazuje ją też kolejnym pokoleniom - dzieciom i wnukom, aby pielęgnowały świąteczne zwyczaje i nie pozwoliły odejść im w zapomnienie.
Wiesława Heinich pochodzi z rodziny wielopokoleniowej. Wspomnienie stołu wielkanocnego, przy którym tradycyjnie zasiadali dziadkowie, rodzice, ciotka i rodzeństwo, jest jednym z najważniejszych obrazów zapisanych w pamięci gospodyni od wczesnych lat dzieciństwa. Zawsze wraca do niego w z wielkim sentymentem, przywołując w myślach zapachy, atmosferę, świąteczny wystrój domu i niepowtarzalny smak wielkanocnych, pieczołowicie przygotowywanych potraw. - Nasz stół był przepiękny - okrągły i duży. Musiał być przygotowany w sobotę rano, ponieważ dawniej ksiądz odwiedzał domy i święcił wszystkie potrawy - opowiada. Specjalne względy miały jednak dzieci. Mogły popróbować wielkanocnych specjałów zaraz po pobłogosławieniu ich przez kapłana. Na ten moment czekały przez cały rok.
Mistrzynią wypieków i dekoracji była mama Wiesławy Heinich. -Przygotowywała cudowne babki i torty o różnych smakach. Minimum dwa, a nawet więcej. Była też olbrzymia szynka z kością na wielkiej tacy - wspomina. Tym zajmowała się babcia. Szynka została najpierw delikatnie podwędzona, następnie peklowana w solance z dodatkiem dużej ilości czosnku i gotowana z warzywami, m.in. marchwią, pietruszką i selerem. - Mięso miało niezwykły aromat! Sama wykorzystuje ten przepis. Moja rodzina uwielbia to danie - usłyszeliśmy. Na stole nie brakowało też kiełbasy, własnoręczne robionego baranka z masła oraz jaj, które zgodnie z tradycją uzyskiwały kolor za sprawą naturalnych metod barwienia - ugotowanych łusek cebuli czy młodych zielonych roślin (ozimina).
Po powrocie z rezurekcji w pierwszej kolejności serwowano żur ugotowany na własnym zakwasie i wywarze z szynki. Można było też zajadać się sałatką jarzynową, której głównymi składnikami stały się wcześniej ugotowane w nim warzywa. Królowały ciasta i różnego rodzaju dodatki. Nieodłącznym elementem Wielkanocy był również chrzan. Z nim wiąże się kolejna zapisana w pamięci historia. - Mój ojciec zawsze nakopał chrzanu, który następnie się tarło. Na zewnątrz zajmowały się tym kobiety. Płakały przy tym, bo przecież chrzan był ostry. Mama przygotowywała z niego sos - powiada szefowa KGW w Wójcinie.
Dużą rolę odgrywały przetworzone owoce - przede wszystkim gruszki. Były gotowane w syropie z octu, cukru, wanilinowy i goździków. Jadało się je w towarzystwie mięs. Nie tylko szynki, ale też faszerowanej mielonym mięsem, pasztetem lub szarą renetą gęsi oraz indyka.
W jadalni unosił się niebywały zapach kwiatów. - Mój dziadek zawsze przynosił na święta fiołki. Każdego roku dekorowaliśmy stół tymi kwiatami. Ich zapach mieszał się z aromatem potraw. To jest najwspanialsze wspomnienie mojego dzieciństwa - wspomina z sentymentem Wiesława Heinich.
Doskonale pamięta też wielkopiątkową tradycję, a mianowicie Boże rany, będące przypomnieniem Męki Pańskiej. - Przychodziła do nas siostra mojego dziadka, która mieszkała dwa kilometry dalej i miała ze sobą gałązki wierzbowe. Każdy musiał dostać nimi po nogach. Dzisiaj tradycja nie jest już praktykowana.
Inaczej wyglądał też lany poniedziałek, zwany śmigusem dyngusem. - Chłopcy mieli różne naczynia z wodą. To były duże wiadra i kanki. I tak oblewali dziewczyny. Niestety dziś za przesadne polewanie innych wodą można liczyć się z policyjnymi konsekwencjami.
Justyna Kulpińska, 4 IV 2021
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze