Sytuacja w żnińskim szpitalu jest - zdaniem dyrektora Wójtowicza - daleko gorsza niż można ją sobie wyobrazić. Istnieje zagrożenie, iż za kilka dni nie będzie w ogóle pieniędzy na wypłaty, gdyż komornik zajmie 100% środków.
Przed tygodniem na posiedzeniu Rady Społecznej Szpitala w Żninie dyrektor Leszek Wójtowicz omówił obecną sytuację lecznicy. Stwierdził, że sytuacja jest daleko gorsza niż można by ją sobie wyobrazić.
ŁÓŻKA JAK ATRAPY
Leszek Wójtowicz nie ukrywa, iż obawia się, że powiat nie będzie w stanie już sobie poradzić z sytuacją w szpitalu.
- "Przygotowujemy koncepcję, jak nie łamiąc prawa z tego wybrnąć. Nie jest w stanie z tym sobie poradzić szpital i powiat. Właściwie szpital już dzisiaj nie istnieje. Jest zagrożenie takie, że za kilka dni nie będzie w ogóle wypłaty, gdyż komornik zajmie 100% środków" - dodał dyrektor.
Od czego zacznie dyrektor? Zamierza przy współpracy przedstawicieli starostwa przeprowadzić w lecznicy inwentaryzację. Zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli będzie sporządzany bilans otwarcia i zamknięcia, sytuacja w szpitalu będzie się jeszcze pogarszać przez kolejne 4 miesiące.
- "Na dzień dzisiejszy szpitalem rządzi komornik, a nie my" - uważa Leszek Wójtowicz.
Dyrektor zapowiada, że proponowane zmiany będą bardzo duże.
- "Od czego bym nie zaczął, to są to wiadomości smutne. Szpital ma 209 łóżek. Od stycznia do dnia dzisiejszego (29 kwietnia - am) jest wykorzystanych około 100 łóżek. Szpital powinien funkcjonować w zakresie 130-140 łóżek, gdyż pozostałe łóżka stoją jak atrapy. Pierwszy pomysł będzie polegał na zmianie struktury szpitala. Obecne zatrudnienie to 322 osoby na 100 pacjentów. Gdyby to przełożyć na firmę prywatną, to mamy prosty rachunek" - powiedział dyrektor.
MAKABRYCZNY RUCH PRACOWNIKÓW
W opinii Leszka Wójtowicza tragiczną pozycję stanowią zobowiązania pracowników z tytułu "trzynastek" i świadczeń wynikających z ustawy "203".
- "Dziś (29 kwietnia - am) od rana miałem kilkanaście wyroków i zajęć komorniczych. Część pracowników mając wyroki nie złożyła spraw do komornika. Wszystkich wyroków jest chyba 200. Mnie jest bardzo przykro, że pracownicy szpitala wykończyli ten szpital. Dzisiaj powinniśmy podjąć decyzję o zamknięciu tego szpitala. Makabryczny ruch zrobili pracownicy. Sytuacja jest krytyczna. Z tak dużą grupą ludzi nie można rozmawiać, bo oni rozmawiają z komornikiem" - uważa dyrektor.
Główna księgowa szpitala Ewa Kraczla powiedziała, że stałych pracowników, którzy oddają sprawy do komornika jest około 70. Główna księgowa dodała, że pracownicy oddają sprawy do komornika mimo że podpisali ze szpitalem umowy, że nie będą tego czynić.
- "Pracownicy zrywają te ugody i idą do komornika. W momencie, gdy wszyscy walczymy o ten szpital, jest to niepoważne" - dodała Ewa Kraczla.
- "Chyba, że zgodzicie się na likwidację szpitala, to inaczej nic się nie zrobi. Wola każdego w naszym kraju jest taka, jaka jest, bo pracownicy działają zgodnie z prawem" - apelował do członków Rady Społecznej dyrektor.
ZA NIC NIE PŁACĄ
Leszek Wójtowicz uważa, że aparatura w żnińskim szpitalu jest na poziomie XIX wieku, a niektóre urządzenia powinny być już dawno na śmietniku. Dyrektor podał przykłady: "łamiący się stół operacyjny na chirurgii, brak klimatyzacji na salach operacyjnych".
Mimo wszystkich wad w żnińskiej lecznicy nowy dyrektor podejmie się misji ratowania zakładu.
- "Odbyłem spotkanie ze związkami zawodowymi. Od związków nie otrzymałem żadnych propozycji. Wizję na ratowanie szpitala przedstawili jedynie ordynatorzy. Odbyłem wiele spotkań z Urzędem Skarbowym i ZUS-em. Byliśmy ze starostami w Narodowym Funduszu Zdrowia. Prawie 8 godzin tam siedzieliśmy. Usłyszeliśmy bardzo budujące opinie na temat strategii województwa, w której szpital jest na VI miejscu wymieniany. Szukamy na rynku medycznym świadczeń, na które jest potrzeba, na które NFZ mógłby wyłożyć jakieś pieniądze. Jeżeli będziemy działać zbyt długo, to nie będzie już czego ratować. My w tej chwili nie płacimy już za nic. Są wyrozumiali dostawcy, ale jak długo?" - zastanawia się dyrektor.
Leszek Wójtowicz nie ukrywa, że program, który zamierza przedstawić (i który opracowuje) musi być tak skonstruowany, żeby można go zrealizować.
- "Najgorsze jest to, że ja jeden tylko wiem, jak to teraz jest w tej chwili. Musi być bilans otwarcia i zamknięcia. Przychodzi przedstawiciel Zarządu Powiatu lub Rady Powiatu i w obecności pracowników bierze od razu te wszystkie informacje i się podpisuje pod tym i inwentaryzacją i ja wtedy przyjmuję to, bo jak się za pół roku spotkamy, to nikt nie będzie pamiętał o czym mówiliśmy i ja będę wszystkiego winien. Nie mam szans bez akceptacji i pomocy Rady Społecznej. Jeżeli jednak bilans nie będzie robiony wspólnie, to zrobię go sam. Muszę ten bilans zrobić" - uważa dyrektor.
SYTUACJA PATOWA
Przewodniczący związku zawodowego lekarzy Dariusz Hinc stwierdził, że padło wiele gorzkich słów pod adresem załogi. Dodał, że w ubiegłym roku zwolniono 46 osób i dlatego rozumie, że występują o należne im roszczenia. Z drugiej strony Dariusz Hinc postrzega tę sytuację jako zjadanie własnego ogona przez część załogi.
Członek Rady Społecznej Szpitala Wiesław Kwaśniewski uważa, że dyrektor nie powinien mówić, że pracownicy wykończyli szpital, bo każdy upomina się o swoje. Przyznaje, że sytuacja, gdy wszyscy oddają sprawy do komornika jest patowa.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 638 (19/2004)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze