Ratownicy medyczni od niemal roku stoją na pierwszej linii pandemicznego frontu, oko w oko zderzając się z ludzkimi dramatami. Pracują w kombinezonach, które jeszcze minionej wiosny bardziej kojarzyły się z misją kosmiczną niż realnym zagrożeniem. Ostatecznie stały się jednym z wielu symboli epidemii. Tworzywo sztuczne oblekające ich ciała mocno ogranicza ruchy i utrudnia im swobodne oddychanie. To jednak najmniej istotna niedogodność. Na co dzień spotykają się z niezrozumieniem i krytyką wyczekujących na transport pacjentów, muszą mieć nerwy ze stali, które czasem puszczają. O tym jak wygląda praca ratowników medycznych w trudnych czasach zarazy i jaki wpływ wywiera na ich życie poza karetką rozmawiamy z Jarosławem Szymańskim - koordynatorem Zespołów Ratownictwa Medycznego w Pałuckim Centrum Zdrowia w Żninie.
Jarosław Szymański pracuje w zawodzie od 16 lat. Dyplom ratownika medycznego uzyskał kończąc dwuletnie studium zawodowe w Inowrocławiu. Tytuł licencjata ratownictwa medycznego, a następnie magistra zdrowia publicznego zdobył w Collegium Medicum Bydgoszcz UMK w Toruniu. Obecnie jest koordynatorem Zespołów Ratownictwa Medycznego przy Pałuckim Centrum Zdrowia w Żninie.
Justyna Kulpińska: Zacznijmy od tego jak wygląda standardowy dzień ratownika medycznego w niestandardowym czasie pandemii? Wiele zmieniło się w Waszym codziennym funkcjonowaniu? Ile godzin pracujecie?
Jarosław Szymański - koordynator Zespołów Ratownictwa Medycznego w PCZ w Żninie: - Pierwsze przypadki osób z dodatnim wynikiem COVID-19 na terenie naszego powiatu mieliśmy już w marcu 2020 roku. Początkowo nikt nie wiedział, jak się do końca prawidłowo zabezpieczać, nie było w pełni przygotowanych schematów działania w takich przypadkach. Uczyliśmy się na własnych doświadczeniach, co też wywoływało w nas niepokój, stres oraz wprowadzało nerwową sytuację. Byliśmy i nadal jesteśmy na pierwszej linii walki z pandemią, tak naprawdę nie ma nikogo przed nami. To Zespoły Ratownictwa Medycznego jadą do chorych, mają z nimi świadomy i bezpośredni kontakt, niejednokrotnie dowiadując się po objawach oraz wykonanym na miejscu teście, że osoba ma wynik dodatni. Przebieranie się w kombinezony ochronne i praca w nich od kilku do nawet kilkunastu godzin dziennie jest dla nas na chwilę obecną standardem. Pracujemy w zależności od umowy od 100 do około 300 godzin miesięcznie.
- Stres spotęgowany pandemią odbija się na pewno na życiu prywatnym. Na psychice też? A może zdążyliście się już "zahartować"?
- Stres jest dla personelu medycznego, a w szczególności dla zespołów ratownictwa medycznego codziennością, ale w pracy nie możemy sobie pozwolić na rozczulanie się, bo jeśli my jako ratownicy nie pomożemy osobie w stanie nagłego zagrożenia życia, to nikt za nas tego nie zrobi. Ludzie, którzy dzwonią po karetkę liczą właśnie na nas i naszą rolą jest stanąć na wysokości zadania udzielając im pomocy w sytuacjach, w których większość osób traci zimną krew.
- Podczas dyżurów zdarzają się sytuacje, które Was szokują? Ostatni rok nie był łatwy...
- W naszym powiecie dysponujemy trzema dwuosobowymi zespołami ratownictwa medycznego "P", czyli bez lekarza. Znajdują się one w Żninie, Barcinie i Rogowie i nie jest to spowodowane brakiem ludzi czy też barkiem środków, a jedynie przelicznikiem karetek na liczbę mieszkańców, która jest kontraktowana. Powodem tego są czasami sytuacje, w których ludzie są zmuszeni czekać, aż zwolni się karetka. Dostajemy kolejny wyjazd, a po dojechaniu na miejsce słyszymy "jak długo można czekać ....", co jest dla nas szokującym zachowaniem. Nikt z nas nie robi tego umyślnie. Niejednokrotnie używając sygnalizacji łamiemy przepisy ruchu drogowego jadąc do pacjenta, żeby jak najszybciej udzielić mu pomocy. A gdy na wejściu słyszy się takie słowa czasem chciałoby się postawić sprzęt na podłogę i po prostu wyjść.
- Dlaczego właśnie zawód ratownika? Ratowanie ludzkiego życia to misja z pewnością nie dla każdego.
- W wieku 20 lat ciężko określić czy wszystkie wybory jakich dokonujemy są idealne zarówno, co do kariery zawodowej, jak i innych sfer życia. Myślę jednak, że w zawodzie ratownika medycznego czy pielęgniarki, trzeba się sprawdzić. Zarówno ja, jak i moi koledzy i koleżanki z pracy doskonale wiemy o czym mówię. Albo to czujemy i ta praca jest dla nas, albo szybko ją zmieniamy po kilku starciach z rzeczywistością, która nie polega na pokazywaniu się w mundurkach, a na częstym zderzaniu się z ludzkimi dramatami za zamkniętymi drzwiami, kiedy nikt nie widzi. Potrzeba dużych umiejętności i wiedzy, żeby zdiagnozować przyczynowość, podać odpowiednie leki i wdrożyć prawidłowe działanie przy udzielaniu pomocy. Natomiast umieszczenie poszkodowanego, czy chorego w karetce to nie koniec, tylko początek pracy żeby uratować życie i zdrowie.
- Często spotyka Pan tzw. niedowiarków, którzy z uporem maniaka twierdzą, że koronawirus to fikcja? Zostają wyprowadzeni z błędu?
- Początkowo zdarzały się osoby, które nie do końca wierzyły, lub takie, które chciały naszej obiektywnej opinii. W chwili obecnej zdarza się to bardzo rzadko.
- Świat za kilka, kilkanaście miesięcy... potrafi Pan wyobrazić sobie dzień, kiedy pandemia odejdzie w zapomnienie? Poczujecie ulgę?
- Za kilkanaście miesięcy...... nie jestem pewien kiedy się z tym uporamy, ale na pewno poczujemy wszyscy ulgę, zarówno personel medyczny jak i sami pacjenci.
- Czego brakuje ratownikom medycznym w Polsce?
- Brakuje przede wszystkim karetek. W Polsce jest ich po prostu za mało. Uważam, że przeliczeniowo powinna być jedna karetka na 15 tys. ludzi. Na przykładzie naszego powiatu dałoby to nie trzy, a pięć zespołów ratownictwa medycznego, co według mnie jest liczbą optymalną.
- Został Pan już zaszczepiony. Ten fakt daje poczucie bezpieczeństwa?
- Tak, zostałem zaszczepiony. Otrzymałem dwie dawki szczepionki, przeszedłem również COVID-19. Czy daje to poczucie bezpieczeństwa? Hmmm... okaże się w przyszłości.
- Czego można życzyć ratownikowi? Spokojnych dyżurów?
- Dokładnie! Jeśli nie wyjeżdżamy to znaczy, że nikt w naszym rejonie działania nie jest w stanie nagłego zagrożenia życia.
Z Jarosławem Szymańskim rozmawiała Justyna Kulpińska, 23 II 2021
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze