Właściciele łąk bez siana
Trawa jak stary chleb
- Trawy skoszone po 10 czerwca mają wartość słomy, a nie siana - mówi Zenon Zaorski z Pszczółczyna, właściciel łąk w sołectwie Wielki Sosnowiec. On i jego sąsiedzi skarżą się, że z powodu braku dbałości o rów biegnący przez las, ich łąki są zalewane. Nie można ich skosić i zebrać siana.
Zbigniew Marciniak szukał pomocy wszędzie. Był w Gminnej Spółce Wodnej w Łabiszynie, w Starostwie Powiatowym w Żninie, rozmawiał z Nadleśnictwem Szubin. Rolnicy z sołectwa Wielki Sosnowiec wspólnie walczą o to, żeby rów został oczyszczony. Zbigniew Marciniak przyznaje, że był już w tej sprawie wszędzie - w Gminnej Spółce Wodnej w Łabiszynie, w Nadleśnictwie Szubin i w Starostwie Powiatowym w Żninie.
SIANO, KTÓRE KILKA RAZY PRZEMOKŁO
- Przynajmniej od piętnastu lat rów idący przez las nie jest odmulany - skarżył się Zbigniew Marciniak. - Jest zarośnięty, poza tym, w niektórych miejscach dziki i sarny go zadeptały. W spółce nikt nie reaguje. Mówić do nich, to jak grochem o ścianę. Teraz już parę dni nie padało, a i tak nie idzie skosić trawy, bo jest mokro na łąkach. A jak popada, to woda na łące stoi i robi się jak na bagnach. Jak to może być, że w jednym miejscu w rowie wody stoi na 10 cm, a od strony łąk w rowach woda się przelewa?
Rolników, których najbardziej dotykają skutki pozostawienia rowu bez opieki, jest około dziesięciu. Są zdesperowani, szukają jakiegokolwiek ratunku. Robert Marciniak, syn Zbigniewa Marciniaka, jest właścicielem około 9 hektarów łąk, z czego 5 hektarów udało mu się skosić. Zenon Zaorski z 35 hektarów łąk, jakie posiada, skosił większość. Zostało mu jeszcze 10 hektarów. Dodaje jednak, że jego łąki są położone wyżej niż łąki jego sąsiadów. Jakub Kalitowski z gospodarstwa Ewy Gotowskiej opowiada, że na dziewięć hektarów udało mu się skosić wszystko, ale nie zebrał nic. Krzysztofa Zajdlewicza spotykamy na łące z kosiarką. Opowiada, że na 7,5 hektarów udało mu się skosić zaledwie 3 hektary łąk. Maria Talarowska na posiadanych 5 hektarów skosiła tylko trzy. Romanowi Talarowskiemu z 3 hektarów został jeszcze jeden hektar do zebrania.
Roman Talarowski (na zdjęciu w środku, w jasnej koszuli) dyskutuje z Zenonem Zaorskim o tym, kto powinien udrożniać rowy przy łąkach. Obok Krzysztof Zajdlewicz (na zdjęciu z prawej) i Jakub Kalitowski. - Wystarczy jeden deszcz i koniec, mamy przerwę na kolejnych kilka dni - skarżą się rolnicy. - A jak później zbierać takie siano, które kilka razy przemokło? To tak, jakby zamoczyć chleb, wyciągnąć, wysuszyć, znów zamoczyć, znów wysuszyć i dać człowiekowi do jedzenia. A czym my mamy wykarmić bydło?
Ci, którym się udaje, zbierają siano. Ci w gorszej sytuacji starają się chociaż zebrać sianokiszonkę. Jakub Kalitowski podkreśla jednak, że sianokiszonką koni nie nakarmi, będzie musiał ją po prostu sprzedać.
KALECZONA ZIEMIA
Jakub Kalitowski porusza też stan łąk po regularnym zalewaniu.
- Już mniejsza o karmę, ale co ze stanem łąki, skoro ona jest regularnie zalewana - pyta Jakub Kalitowski.
- W zeszłym roku siałem świeżą trawę, teraz nic z niej nie będzie. Będę musiał dosiewać. Cała łąka zniszczona. Poza tym, jak kosiłem, to ciągnik co chwilę się zatapiał. Raz tak się zatopiłem, że nie mogłem drzwi otworzyć.
Rolnicy pokazują ciemne bruzdy na łąkach, zwracają uwagę, że koszenie w takich warunkach powoduje duże zniszczenia, że kaleczy się ziemię.
- Co roku jest coraz gorzej - mówi Zenon Zaorski. - Już od kilku lat mamy z tym problem, ale to, co przeżywamy w tym roku, to już przechodzi ludzie pojęcie. Ja płacę do spółki 1.200 zł. Jak tak to sobie przekalkuluję, to wynająłbym za tę cenę koparkę. W zeszłym roku też już było ciężko, ale wtedy była też susza, więc jakoś się jeszcze zebrać siano dało, a teraz nie dość, że rów nie jest odmulony, to jeszcze rok wyjątkowo mokry. Nic nie możemy zrobić. Jak krowa siana nie dostanie, to ona przeżyje, ale mleka nie da.
Rolnicy z Wielkiego Sosnowca mówią, że w rowach przy łąkach utrzymuje się woda na głębokość około 1,5 metra, podczas kiedy kilkadziesiąt metrów w głębi lasu rów jest tak zarośnięty i zamulony, że utrzymuje się w nim woda na około 10 cm Właściciele łąk domagają się, żeby odmulić rów biegnący przez las do głębokości minimum 80 cm. Podkreślają, że są miejsca, w których jest on tak zamulony i zasypany, że tworzy jak gdyby tamę. Twierdzą, że w rowach przy łąkach woda stoi na około 1,5 m, a wystarczy wejść kilkadziesiąt metrów w las, żeby zobaczyć, że w rowie w tym miejscu stoi woda na około 10 cm. Wspominają lata osiemdziesiąte, kiedy były większe ulewy niż teraz, ale ze skoszeniem łąk nie było problemu, bo spółka dbała o stan rowu.
SPÓŁKA WODNA: KOSIMY, ALE TO NIE STARCZY
- Teraz to ze spółki przyjadą, skoszą trochę, powyciągają z rowów, ale jest już za późno, żeby tylko skosić, to koparką trzeba wjechać i odmulić, nie wystarczy dwa razy zamieszać łopatą - mówi Zbigniew Marciniak.
- My za ten rów nie odpowiadamy - informuje Renata Kwiatkowska z biura Gminnej Spółki Wodnej w Łabiszynie. - Jeżeli rów przebiega przez las, to jest on własnością lasów państwowych. Do nas rolnicy przychodzą w tej sprawie już od półtora roku. Złożyliśmy w kwietniu wniosek do Nadleśnictwa Szubin w tej sprawie, ale do tej pory nie uzyskaliśmy odpowiedzi.
Renata Kwiatkowska poinformowała także, że kiedyś Nadleśnictwo zlecało spółce odmulanie rowu. Wtedy spółka wkraczała na teren lasów z własnym sprzętem i dbała o stan rowu. Od kilku lat już się tego nie praktykuje. Nie wiadomo, dlaczego.
- My co roku ten rów kosimy, ale to nie wystarczy - wyjaśnia przedstawicielka Gminnej Spółki Wodnej w Łabiszynie. - Zdajemy sobie sprawę z tego, że zaniedbanie tego rowu grozi jego niedrożnością. Ale lasy nie poczuwają się do tego, żeby się tym zająć. Jedyne, co możemy zrobić, to wykaszać ten rów. Pozostałe odcinki rowu, podlegające nam, są regularnie odmulane, w miarę potrzeb. Rolnicy mają wobec nas duże oczekiwania, ale my bez uzgodnień z Nadleśnictwem nic nie zrobimy.
14 kwietnia Gminna Spółka Wodna w Łabiszynie wysłała pismo do Nadleśnictwa w Szubinie, w którym informowała, że ze względu na wzmożoną interwencję rolników, pilnie zmuszona jest do przeprowadzenia odbudowy głównego cieku melioracyjnego biegnącego przez Sosnowiec i Władysławowo. Podała, że aby zachować pełną sprawność techniczną cieku przebiegającego przez las, wystąpiła konieczność przeprowadzenia jego mechanicznej odbudowy. Wniosek dotyczył rowu o długości 865 metrów bieżących, który przebiega przez las oraz rowu o długości 410 metrów bieżących, który jest we wspólnym użytkowaniu.
My ze swojej strony możemy zaproponować zrobienie tych robót, gdyż technicznie jesteśmy przygotowani. Szczegółowy przedmiar robót powinien być określony po wspólnej wizji w terenie - czytamy w piśmie skierowanym do Nadleśnictwa.
LASY: PEŁNI DOBREJ WOLI
Karol Kubacki, referent do spraw remontowo-budowlanych i transportu w Nadleśnictwie Szubin, nie ucieka od odpowiedzialności. Przyznaje, że według prawa wodnego to właściciele gruntów są odpowiedzialni za utrzymanie rowów. Dodaje jednak, że od wiosny nie było warunków ku temu, żeby rozpocząć na tym terenie prace.
- Jak warunki pozwolą, to my ten rów udrożnimy - powiedział Karol Kubacki. - My jesteśmy członkiem Spółki Wodnej, a skoro spółka tego rowu nie konserwuje, musimy zrobić to sami. Trzeba jednak przyznać, że ten rok jest wyjątkowy. Docierają do nas informacje o problemach nie tylko w gminie Łabiszyn, ale także w gminie Szubin i Żnin. Jeśli prace przy rowach polegać będą na zwykłym odmulaniu i nie będą wymagać jakichś specjalnych inwestycji, to my je udrożnimy. Próbujemy sobie radzić z tymi tematami. Zapewniamy, że jesteśmy pełni dobrej woli, żeby to zrobić.
A DO BOŻEGO CIAŁA SIANO POWINNO BYĆ W STODOLE
Mirosław Spochacz, kierownik biura powiatowego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Żninie potwierdza, że rolnicy z sołectwa Wielki Sosnowiec są w wyjątkowo trudnej sytuacji, twierdzi, że trawa powinna być już zebrana.
- Mówi się, że do Bożego Ciała powinno być siano w stodole - podaje Mirosław Spochacz. - Wiadomo jednak też, że to zależy od rodzaju łąki. Jeśli trawa przekwitnie, to ona robi się faktycznie zdrewniała i nie ma już takiej wartości odżywczej jak powinna. Ale do tego dochodzi jeszcze kwestia samej łąki, która zaniedbana (czy nie skoszona) przez choćby rok powoduje straty na jej wartości, które później bardzo trudno odrobić, bo pojawia się zachwaszczenie wtórne, co może powodować choroby u zwierząt. Im bardziej przedłuża się zbiór traw, tym są one mniej wartościowe.
Szef ODR przyznał także, że czyszczenie rowów odbywa się przeważnie w okresie letnim, kiedy jest niski poziom wody i o tyle, o ile rowy między łąkami dosyć długo się utrzymują bez czyszczenia, to rów idący przez las, nie czyszczony choćby przez dwa lata, przestaje spełniać swoją rolę. Podkreślił także, że samo odmulanie nie jest takie uciążliwe. Za gorsze uznał wycinanie drzew i krzaków, które zarosły okolice rowu i odbudowywanie skarp.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 957 (25/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze