Lidia Cieślewicz do pracy zawsze chodzi ubrana elegancko i służbowo. Jeśli pada deszcz, to otwiera parasol, nie zakłada kaptura na twarz. Tak samo było wczoraj, gdy przybyła do żnińskiego sądu, aby usłyszeć wyrok uniewinniający ją od zarzutu kradzieży pieniędzy z bankomatu.
fot. Karol Gapiński
Lidii Cieślewicz, policja, 400 zł, bankomat, sąd, kierownik biura ARiMR
Uniewinniona, bo kurtki z zaciągniętym kapturem nie nosi
Kierownik biura ARiMR w Żninie została oskarżona o kradzież 400 zł z bankomatu niedaleko miejsca swojej pracy. Tylko dlatego, że jest kobietą, pracuje niedaleko, a na nagraniu monitoringu widać postać kobiety (zresztą niższej od niej). Twarzy tej postaci rozpoznać nie zdołano, mimo to Lidia Cieślewicz musiała zasiąść na ławie oskarżonych przed sądem. Wczoraj o 15:10 usłyszała od sędziego, że jest niewinna.
Lidia Cieślewicz, kierownik żnińskiego biura powiatowego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa uważa się za całkowicie niewinną i bezpodstawnie oskarżoną. Dlatego zgodziła się na publikację swego nazwiska w pełnym brzmieniu, mimo iż wyrok uniewinniający w jej sprawie się nie uprawomocnił.
Trudno mi w ogóle o tym opowiadać. Nie wiedziałam przez kilka miesięcy, że coś się przeciwko mnie dzieje. Jestem zdruzgotana tym, jak można rzucając bezpodstawne oskarżenia zatruć niewinnemu człowiekowi życie - opowiadała nam przez łzy na dwie godziny przed ogłoszeniem wyroku w jej sprawie.
Do marca br. życie Lidii Cieślewicz płynęło pod znakiem codziennego, ale pozytywnego stresu związanego z obowiązkami w pracy. Aż któregoś dnia, właśnie w marcu, wszystko uległo zmianie. Oto kierownik biura ARiMR w Żninie otrzymała nakaz zapłaty mandatu z policji w wysokości 500 zł. Komenda Powiatowa Policji w Żninie zarzuciła jej kradzież pieniędzy z bankomatu PKO na ul. 700-lecia, który znajduje się kilkanaście metrów od wejścia do jej biura.
- Nie miałam pojęcia, o co chodzi. Nie chciałam zapłacić tego mandatu za coś, czego nie zrobiłam. Nie wiedziałam, co to za sprawa, czy rzekomo okradłam bankomat, czy włamałam się na czyjeś konto. Byłam w totalnym szoku. Nakaz zapłaty miał termin 7 dni. Zanim upłynął ten termin, zwróciłam się o pomoc do adwokata. On zajął się tą sprawą, ale do zeszłego tygodnia nadal nie wiedziałam, o co chodzi. Odbyła się rozprawa, na której policja zarzucała mi wykroczenie polegające na kradzieży 400 zł z tego bankomatu, co miało mieć miejsce we wrześniu zeszłego roku. Na rozprawie zobaczyłam zdjęcia z monitoringu. Była na nich jakaś osoba mniejszej postury niż ja. Była w kurtce, może polarze z kapturem zaciągniętym mocno na głowę. Nie było widać twarzy. Ustalenia policji były jednak takie, że to około 50-letnia kobieta. Na rozprawie nie było odtworzone nagranie z kamery monitoringu bankomatu. Jednak jego kopię miał, z racji tego, że to materiał dowodowy, mój adwokat. Obejrzałam to nagranie. Ta postać w okolicach godziny, w której miałam się rzekomo dopuścić kradzieży, przechodziła chodnikiem obok bankomatu, idąc w kierunku centrum. Po kilku minutach ta osoba ponownie pojawiła się na nagraniu, idąc w przeciwnym kierunku. Wyglądało to tak, jakby załatwiła w jednym miejscu swoją sprawę i wracała. Nawet nie wnioskowałabym na podstawie tego, co zobaczyłam, że ta osoba podejmowała jakieś pieniądze z bankomatu. Jednak po kilku miesiącach to ja zostałam wskazana jako sprawczyni. Nogi mi drżały, płakałam. Nigdy nie byłam o nic w życiu oskarżona. Teraz, po ponad roku, zostałam wezwana przed sąd. Nie wiem, o co w tym chodziło. Dlaczego wytypowana zostałam akurat ja, a nie kto inny? To po prostu był jakiś ślepy strzał, bezpodstawne oskarżenie. Głowy do pisania skarg na działanie policji nie miałam. Nawet, jeśli założyć, że ta postać w kapturze to sprawca, to na jakiej podstawie stwierdzono, że to ja? - nie może wyjść z szoku Lidia Cieślewicz.
Zdarzenie miało miejsce około 15:20 14 września zeszłego roku. ARiMR pracuje do 15:30. Lidia Cieślewicz była w pracy do końca i zapewnia, że nie wychodziła w ogóle do bankomatu. Poza tym nigdy nie zdarzyło jej się i nie zdarza, aby do pracy przychodzić w bluzie z kapturem. Od kierownika biura powiatowego ARiMR przełożeni, pracownicy i klienci oczekują, że będzie ubrany w elegancki, służbowy strój. Lidia Cieślewicz nosi zatem w pracy garsonki, czasami spodnium lub nawet garnitury dla pań. Nigdy nie zakłada do pracy dresów, polarów, kurtek z kapturem.
Wczoraj po południu sędzia Sądu Rejonowego w Żninie Robert Tuchciński odczytał wyrok w sprawie z oskarżenia o wykroczenie (artykuł 119 paragraf 1 kodeksu wykroczeń dotyczący przywłaszczenia mienia wartości poniżej 500 zł), którą wytoczyła Komenda Powiatowa Policji w Żninie. Wyrok brzmi: niewinna. Lidia Cieślewicz, jej adwokat Henryk Biniek oraz koleżanki z pracy pani kierownik biura ARiMR byli jedynymi osobami, które przysłuchiwały się wyrokowi i ustnemu uzasadnieniu, które wygłosił sędzia. Powiedział on, że nie było żadnych dowodów w tej sprawie, a jedynie poszlaki. Żadne zeznania świadków czy zapis monitoringu nie stanowiły podstawy po temu, aby ustalić tożsamość osoby na nagraniu. Dlatego Lidię Cieślewicz należy uznać za niewinną zarzucanego jej czynu.
Uniewinniona nawet nie była w stanie cieszyć się z korzystnego wyroku. Adwokat pocieszał ją, że będzie mogła wreszcie spać spokojnie. Lidia Cieślewicz jednak i tak była smutna i przytłoczona tym, co ją spotkało. - To oznacza, że niestety można wytypować pierwszą z brzegu osobę i rzucić na nią bezpodstawne oskarżenia - mówiła jeszcze przed odczytaniem wyroku. Henryk Biniek dodał, że pierwotnie sama policja umorzyła dochodzenie, ale zażalenie na to złożył poszkodowany i tylko dlatego ta sprawa trafiła do rozpatrzenia przez sąd.
Lidia Cieślewicz jest kandydatką Forum Samorządowego Pałuki na radną miejską w Żninie.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1183 (42/2014)
Inne teksty na ten temat:
Lidia C. cudzych pieniędzy nie potrzebowała
Czy Lidii C. pomoże antropolog
Byli świadkowie, czas na antropologa
Lidia C. niewinna
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze