Reklama

Ustalona adresatka listów odnalezionych w progu drzwi w ŻDK

Tydzień po odkryciu pod progiem drzwi w Żnińskim Domu Kultury prywatnych listów sprzed 70 lat, udało się odnaleźć córkę ich adresatki. Ta opowiedziała nam historię swej mamy, a w zasadzie całej rodziny, bo i ta jest ciekawa. Wnuczka adresatki listów przesłała nam kilka ciekawych zdjęć swojej babci.

Tydzień temu informowaliśmy o tym, jak pracownicy wymieniający drzwi do salki prób i jednocześnie szatni w Żnińskim Domu Kultury, odkryli listy z 1954 r. (jedna otwarta koperta z zawiadomieniem o zebraniu Powszechnej Spółdzielni Spożywców w Żninie 18 października 1954 r. o 18.00) oraz trzy z 1955 r. adresowane do Krystyny Głowskiej. Nadawcy pisali z jednostek wojskowych. Te koperty były zamknięte, a cała korespondencja znajdowała się pod progiem starych drzwi. Koperty ukazały się pracownikom wymieniającym drzwi po zerwaniu desek i odkryciu wierzchniej warstwy pokruszonego betonu.

I Komunia Święta - Krystyna i Witold Głowscy fot. z archiwum Kamili Żółć

Dyrektor Żnińskiego Domu Kultury Artur Krajewski podjął wraz z pracownikami próby ustalenia kim jest adresatka. Miał nadzieję, że ona żyje i będzie można jej przekazać korespondencję. Pierwszy trop wskazywał, że może chodzić o Krystynę Góralską z domu Głowską. Listy bowiem były adresowane właśnie do Krystyny Głowskiej, na adres Powiatowy Dom Kultury ul. Pocztowa 15 w Żninie. Krystyna Góralska z domu Głowska niestety już nie żyje. Jednak dalsze ustalenia (syn pani Góralskiej mieszka w Żninie i jest nauczycielem w tutejszym mechaniku) nie potwierdziły, że to ona była adresatką.

Pracownicy ŻDK pozyskali jednak nowe informacje, z których wynikało, że Krystyna Głowska i jej rodzina mogła mieszkać w jednym z lokali na ul. Gnieźnieńskiej w tzw. willi, w latach sześćdziesiątych XX w. Natomiast sama Krystyna Głowska miała pracować w Domu Kultury i listy być może słane były do niej na adres właśnie Powiatowego Domu Kultury, a nie prywatny.

W kolejnych dniach od 9 maja, gdy odkryto listy, krok po kroku Artur Krajewski i jego pracownicy odszukiwali kolejne ślady, aż wreszcie udało im się skontaktować z Elwirą Głowską-Żółć, która obecnie mieszka na Śląsku, w Gliwicach. To jedyna córka Krystyny Głowskiej, do której adresowane były listy. Pani Elwira poinformowała nas, że jej mama, urodzona w 1936 r., zmarła w 2002 r. Jest pochowana na cmentarzu w Żninie pod nazwiskiem Tobolska, po mężu - Henryku. Ten zmarł wcześniej i pochowany jest w Łabiszynie. To bowiem właśnie w Łabiszynie od 1971 r. aż do śmierci mieszkała Krystyna z domu Głowska.

1970 r. Ślub Krystyny Głowskiej i Henryka Tobolskiego fot. z archiwum Kamili Żółć

Jej córka opowiedziała nam, że w 1955 r. dziewiętnastoletnia Krystyna Głowska mieszkała z mamą - Józefą z domu Jeździkowską - na ul. Szkolnej 1 w Żninie, w budynku, na posesji, gdzie znajdował się i jest do dzisiaj dom sióstr zakonnych. Pracowała jako sekretarka w Powiatowym Domu Kultury na ul. Pocztowej 15. Później - dokładnie od 1962 r. - rodzina mieszkała rzeczywiście na ul. Gnieźnieńskiej 16/1. W 1970 r. Krystyna Głowska wyszła za Henryka Tobolskiego. Młode małżeństwo początkowo zamieszkało w domu rodzinnym męża w Załachowie, a następnie w Chomiąży Księżej, ale to był tylko kilkumiesięczny epizod. W 1971 r. zamieszkali już w Łabiszynie, na ul Polnej, a po śmierci męża na ul. Sosnowej. Krystyna Głowska pracowała jako księgowa, m.in. w Zespole Szkół Drzewnych w Łabiszynie oraz w internacie, który działał przy tej szkole na ul. Poznańskiej. Przez pewien czas pracowała też w Bydgoskich Zakładach Eksploatacji Kruszywa. Firma ta miała swoją żwirownię przy ul. Polnej w Łabiszynie oraz Spółdzielni Inwalidów Ochrony Mienia w Żninie.

1958 r. Krystyna Głowska kilkadziesiąt lat później tę fotografię podarowała na pamiątkę swojej wnuczce, o czym świadczy dedykacja na odwrocie fot. z archiwum Kamili Zółć

Krystyna Głowska miała dwóch braci: Witolda i Henryka. Ten pierwszy jest na zdjęciu z nią, gdy przystępowała do I Komunii Św. Zdjęcie to, jak i kilka innych ze swoją babcią posiada w swoim domowym archiwum jej wnuczka Kamila Żółć. Natomiast pani Elwira Głowska-Żółć przypomina ze smutkiem, że obydwaj jej wujkowie odeszli młodo w tragicznym dla rodziny roku 1978. Henryk zginął w wypadku, gdy wraz z innymi kolegami na budowie w Brzyskorzystwi zjedli omyłkowo doprawiony nie solą, ale silną trucizną, rosół na obiad. Henryk tego nie przeżył. - To była tragedia, starsza pani wzięła omyłkowo truciznę - to był nawóz chemiczny - i doprawiła zupę ludziom, którzy stawiali chlewnię w gospodarstwie. Dwóch z tych mężczyzn, w tym rzeczywiście pan Głowski zaraz po zjedzeniu rosołu wyszli na podwórze i zmarli na miejscu. Trzeci długo chorował, ale go lekarze odratowali - powiedział nam jeden z mieszkańców Brzyskorzystwi, który pamięta tamte wydarzenia.

Natomiast Witold, brat Henryka, chorował i zmarł kilka miesięcy później, w tym samym roku.

W domowym archiwum Kamili Żółć jest też zdjęcie jej babci z 1970 r. ze ślubu przed USC w Żninie i zdjęcie z 1958 r. w pięknej, białej sukni. Nadmieńmy, że według wiedzy rodziny, nadawcą listów, które zostały odnalezione w zerwanym progu drzwi  ŻDK na pewno nie był jej przyszły mąż.

Dedykacja na odwrocie zdjęcia fot. z archiwum Kamili Żółć

Po śmierci w 2002 r. Krystyna Głowska decyzją rodziny została pochowana w Żninie, aby być bliżej swoich krewnych.

Elwira Głowska-Żółć była bardzo zaskoczona telefonem od dyrektora ŻDK i jego opowieścią o listach odkrytych w progu. Dlaczego przychodziły one na adres Domu Kultury, a nie prywatny na ul. Szkolnej? Elwira Głowska-Żółć przypuszcza, że oprócz ówczesnej pracy w sekretariacie jej mama mogła kierować się, podając taki adres do korespondencji, również i tym, że w budynku na ul. Pocztowej 15 w tamtych czasach obok instytucji kultury funkcjonowały także mieszkania. W jednym z nich mieszkali dziadkowie pani Krystyny Głowskiej, państwo Jeździkowscy. Z opowieści rodzinnych wynika także, że Krystyna Głowska będąc młodą dziewczyną nie tylko pracowała w Domu Kultury a sama także śpiewała i grała na pianinie. Występowała z innymi muzykami m.in. w pałacu w Lubostroniu.

Dyrektor Artur Krajewski zapowiedział, że listy adresowane do Krystyny Głowskiej wyśle teraz do Gliwic, do jej córki. - Jestem ciekawa, ale przyznam, że aż trochę się boję je otwierać - powiedziała nam Elwira Głowska-Żółć.

- Niesamowita jest to dla mnie ta historia. Zwłaszcza, że babcia do dzisiaj jest mi szczególnie bliska. Za jej życia udało nam się stworzyć wyjątkową relację. Nie mogę się doczekać aż poznam treść tych listów - równie podekscytowana jest Kamila Zółć.

Córka adresatki listów - Elwira fot. z archiwum Kamili Żółć

Karol Gapiński

Aplikacja na Androida

Reklama

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości