Pozorna sielanka kresowego świata w jednej chwili przeistacza się w koszmar wywołany wybuchem wojny. Przed bohaterami - mieszkańcami Dereczyna - staje konieczność dokonywania tragicznych wyborów, które w jednej chwili pozwalają uratować życie, by za chwilę sprowadzić śmierć. Wojenna zawierucha spowodowana kilkakrotnie zmieniającą się linią frontu sprawia, że dobrego wyboru właściwie nie ma. Co najwyżej można zachować się przyzwoicie. Takich dylematów, które przeżywamy wspólnie z bohaterami powieści Miasteczko niczyje, jest bardzo wiele.
Dereczyn to miasto dzieciństwa urodzonego w 1930 r. Janusza Księskiego. Stamtąd po II wojnie światowej do Żnina przybyła jego rodzina. W żnińskim Liceum Ogólnokształcącym im. Braci Śniadeckich zdał maturę, a po studiach został tu nauczycielem języka polskiego. Później był dyrektorem Powiatowego Domu Kultury w Żninie, następnie Wojewódzkiego Domu Kultury w Bydgoszczy i wicedyrektorem Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Bydgoszczy.
Był autorem licznych artykułów i opowiadań, publikowanych na łamach rożnych czasopism: Życie Literackie, Polityka, Szpilki, Wiedza i Życie, Pałuki. Był animatorem życia kulturalnego i społecznego w Żninie. Napisał rozdział o powojennych dziejach stolicy Pałuk w monografii Żnin. 700 lat dziejów miasta, wydanej w 1965 r. Popularyzował wiedzę o Pałukach, wydając o nich pierwszy przewodnik, podobnie zresztą jak o samym Żninie. Aktywnie działał w Polskim Związku Filatelistów. W 1984 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Polonia Restituta. Zmarł w 1999 r.

Zdjęcie Janusza Księskiego zamieszczone na tylnej okładce książki
Kiedy kolejne odcinki powieści Janusza Ksiąskiego Miasteczko niczyje ukazywały się na łamach Pałuk, a miało to miejsce przez cały rok 1997, byłem akurat w trakcie ćwiczeń i wykładów na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu dotyczących historii średniowiecza.
Nie czytałem wtedy tygodnika, więc nie poznałem powieści, ale za to w tym czasie na studiach miałem okazję poznać wyjątkową książkę "Montaillou, wioska heretyków 1294-1324" autorstwa wybitnego francuskiego historyka Emmanuela Le Roy Ladurie. To jeden z przedstawicieli szkoły Annales, proponującej odejście od ujmowania historii przez pryzmat wyłącznie historii politycznej na rzecz opisywania przeszłości w oparciu o wnikliwe badania społecznej, gospodarczej, kulturalnej i religijnej sfery życia ludzi. Wspomniana książka (wznowione wydanie ukazało się w Polsce w ubiegłym roku, co może tylko potwierdzać jej wysoką wartość i poczytność), na przykładzie pirenejskiej wsi w szczegółach i w niezmiernie ciekawy sposób ukazuje różne aspekty życia francuskich chłopów na przestrzeni kilkudziesięciu lat przełomu XIII i XIV wieku. Wplecione w treść dialogi i opisy przydają jej powieściowego charakteru, co sprawia, że jest książką wyjątkową, a przy tym udokumentowaną ciekawymi źródłami wytworzonymi przez inkwizycję w toku walki z religijną wspólnotą katarów zamieszkujących Montaillu.
Dlaczego o tym piszę? Akurat jestem po lekturze powieści Miasteczko niczyje. Przypomniała mi ona książkę francuskiego historyka, poznaną przed niemal dwudziestu laty. Teoretycznie publikacji tych nic nie łączy, zarówno pod względem charakteru, jak i poruszanej problematyki. Zakres czasowy i miejsce opisywanych zdarzeń też są zupełnie różne. Tam wioska, tu miasteczko.
I właśnie ta niewielka przestrzeń, w której dzieją się opisywane wydarzenia, gdzie mała społeczność zmaga się z konsekwencjami uwikłania w tryby wielkiej historii, dała mi asumpt do porównań, choć zapewne nie do końca uprawnionych i uzasadnionych, może nawet karkołomnych. Jednak nie to jest najważniejsze. Miasteczko niczyje nie pretenduje bowiem do miana książki stricte naukowej czy nawet historycznej. Jest opowieścią o białoruskim Dereczynie w okresie II wojny światowej, opartą na notatkach i wspomnieniach. Nawet nie do końca wiadomo czyich, bo jak pisze wydawca Dominik Księski: Mam wrażenie, że całą historię opowiada kto inny. Że narrator jest porte parole nie autora, lecz jego ojca, który przy okrągłym jadalnym stole, w żnińskim mieszkaniu naszej rodziny, w latach pięćdziesiątych tłumaczył dorosłemu już synowi punkt po punkcie, scena po scenie cała wojnę i wszystko to, co się z nią łączyło.
Wartością książki jest jej niewątpliwy uniwersalizm, polegający na przedstawieniu światowego konfliktu zbrojnego poprzez mikrohistorię. Ukazanie skrawka dziejów miasta oczami zwykłych ludzi, na małym obszarze, oddające położenie mieszkańców wielu innych miejsc tej części Europy Wschodniej, gdzie autor umiejscowił fabułę utworu opartego na wspomnieniach.
Akcja powieści Janusza Księskiego toczy się w okresie II wojny światowej, w mieście Dereczyn i jego okolicach (wtedy w granicach II Rzeczypospolitej, obecnie na Białorusi), gdzie autor spędził dzieciństwo.
Powieść nie ma jednego głównego bohatera, choć za takiego można uznać zbiorowość mieszkańców Dereczyna. Wśród pojawiających się postaci na plan pierwszy wysuwa się Józik Klimaszewski, którego postać niczym klamra spina całą powieść. Pojawia się on bowiem w pierwszych zdaniach powieści jako jeden z uczestników szkolnego przedstawienia, następnie przebija się na plan pierwszy w kilku scenach, by na samym końcu jako już poharatany przez wojnę młodzieniec wpaść w spiralę wyborów, których finału tutaj nie zamierzam zdradzać.
Narrator od pierwszych stron wprowadza czytelnika w świat niespokojnych czasów i dramatycznych wydarzeń związanych ze zbrojnym konfliktem wywołanym agresją III Rzeszy na Polskę. Ukazuje losy bohaterów, odczuwających na własnej skórze skutki politycznych i militarnych działań ówczesnych mocarstw. Widzimy zatem ich obawy związane z działaniem bolszewickiej agentury, propagandy radiowej płynącej z Moskwy, ewakuacją polskich służb państwowych, czy wreszcie wielką zmianą po 17 września 1939 r. (agresja Armii Czerwonej na ziemie polskie), kiedy zachodzi rewolucja w systemie oświaty, obchodzeniu świąt, stosunku do religii, a na ścianach pojawiają się nowe godła i wizerunki nowych wodzów. W pełnych dynamizmu dialogach autor ukazuje też pełną gamę zmieniających się nastrojów lokalnej społeczności, od nadziei pokładanych w emigracyjnym rządzie Władysława Sikorskiego do zwątpienia wobec docierających do Dereczyna sukcesów Wehrmachtu na froncie zachodnim. W dyskusji toczonej przez bohaterów poznajemy też m.in. ich poglądy na wojnę fińską i kolektywizację wsi.
Dotyka ich również dramat wywózek na Sybir i aresztowań przedstawicieli polskich elit, nauczycieli, policjantów, wojskowych. W powieści nie padają nazwy miejsc kaźni, ale za wszystko w tym temacie wystarczy jedno zdanie: Rodziny i znajomi otrzymywali informacje od wywiezionych, milczeli tylko aresztowani. To charakterystyczne dla sposobu wyrazu zastosowanego przez autora w temacie zbrodni popełnionych przez niemieckie czy radzieckie ekspozytury systemów totalitarnych na zajętych terenach. Janusz Księski zastosował zniuansowaną formę, która trafia do czytelnika dobitniej, niż szczegółowe opisy okrucieństw wojny. W podobny sposób została ukazana m.in. śmierć rodziny Zakrzewskich, wymordowanej przez patrol kozacki: Nikt zresztą tego nie widział, słyszano tylko strzały.
Janusz Księski nie pozostawia bohaterów powieści poza nurtem wydarzeń wielkiej polityki, które mają nieustanny wpływ na życie mieszkańców miasta. Dramatyzm ich sytuacji pogłębia położenie Dereczyna na linii przechodzącego frontu walki, gdzie władza w czasie wojny kilkakrotnie przechodzi z rąk do rąk. Bohaterom powieści towarzyszy stałe i głębokie poczucie niepewności, nie tylko w kwestii utrzymania się przy życiu przez kolejny dzień. Stają też niejednokrotnie przed dylematami niczym z greckiej tragedii, a mianowicie: po której stronie się opowiedzieć w danym momencie? Dotyczy to zarówno zajęcia stanowiska wobec wkraczających na zmianę do miasta okupantów, jaki i w stosunku do poglądów najbliższych sąsiadów, przyjaciół czy członków rodziny, z którymi stosunki poddane zostały w tragicznych czasach wojny poważnej próbie. Wszystko to skąpane w oparach samogonu, który wielokrotnie pojawia się jako najwartościowsza waluta, często ratująca życie. A pili wszyscy. Dlaczego? - Co mają robić? Nikt nie wie, co będzie, to piją - tłumaczył matce Józik.
Zresztą trudne wybory i momenty próby przeżywamy wspólnie z bohaterami powieści niemal w każdej opisywanej scenie, jak choćby w rozdziałach dotyczących sytuacji po wkroczeniu wojsk hitlerowskich do Dereczyna. Zanim do tego doszło, miasto zostało pozostawione samo sobie; po wycofaniu się Rosjan, a przed wejściem Niemców. Nie pierwszy i nie ostatni raz stało się niczyje, jak mówi tytuł powieści, ale tylko w rozumieniu władzy, bo dla mieszkańców zawsze było ich małą ojczyzną.
Bohaterowie zderzają się wówczas z nową rzeczywistością, gdzie wśród jednych odżywają nadzieje, a wśród drugich rodzi się niepokój. Do Dereczyna wracają mieszkańcy, którzy uciekli po wejściu Sowietów w 1939 r. Autor w usta jednej z postaci wkłada znamienne słowa, oddające sytuację, która mogła przyprawić o rozdwojenie jaźni: To już drugi nasz wyzwoliciel w ciągu dwóch lat! - mówi nie bez cienia ironii, ale i zjadliwości brat Józika, Wacek Klimaszewski.
Nowa okupacja szybko jednak odsłania swoją ponurą i okrutną twarz w myśl zasady Ordnung muss sein, przy której w niektórych postaciach budzi się czarny charakter, jak choćby u starszego przodownika przedwojennej policji państwowej - Lemańskiego. Widzimy go jako zgłaszającego się do Niemców, celem powołania polskiej policji w służbie okupanta i jako jej komendant przedstawia główny cel działania: Będzie okazja odpłacić tym, którzy za Sowietów zdradzili Polskę. No i zrobić porządek z Żydami. Wkrótce w mieście Niemcy wydzielają getto dla ludności żydowskiej. Nadzieje tej części Polaków z Dereczyna na powstanie namiastki polskiej władzy zostały rychło rozwiane przez okupantów, którzy pod protektoratem III Rzeszy powołali państwo białoruskie. Później, gdy Niemcy znaleźli się w odwrocie, radziecka partyzantka zabijała mieszkańców zatrudnionych w niemieckich i białoruskich instytucjach, wyposażenie zabierała, a domy paliła. W odwecie wracający do miasta Niemcy mordowali podejrzewaną o sprzyjanie partyzantom ludność, która przez okres wojny znajdowała się praktycznie między młotem a kowadłem.
Autor powieści ukazał również mroczną stronę ludzkiej natury, przedstawiając moment, w którym Żydzi zostali wywiezieni z getta: (...) na opustoszałe getto dosłownie runęli mieszkańcy okolicznych wsi i część dereczyniaków. W poszukiwaniu skarbów. Niektórzy przyjeżdżali nawet wozami. Rabowano wszystko: garnki i meble, resztki odzieży, każdą rzecz, która dawało się wynieść.
Tragizm sytuacji bohaterów powieści nie znika wraz z wycofaniem się wojsk niemieckich. Wkraczamy z nimi w nową rzeczywistość, w której panują funkcjonariusze NKWD, polujący na żołnierzy Armii Krajowej, ale i rozprawiający się z wracającymi z niewoli. - Przeżyli niewolę, ale czy przeżyją wolność? - zastanawia się jeden z bohaterów, celnie oddając ducha rozwijającego skrzydła sowieckiego systemu.
Swoisty dramat dotyka Józika, który wstąpiwszy do milicji zmuszony jest brać udział w akcjach przeciwko niedobitkom partyzantów, czując jakby brał udział w nagonce na swoich dawnych towarzyszy z lasu.
Janusz Księski nie omieszkał w powieści opisać okoliczności, które były także udziałem jego rodziny, a związanych z wyjazdem debreczyńskich Polaków do Polski, co było możliwe dzięki porozumieniu między polskim i radzieckim rządem. Polacy z Dereczyna nie mają złudzeń: - Tu będą Sowiety. Tu nie będzie Polski. Stalin zrobi swoją Polskę tam. Naszej nie będzie w ogóle - mówi były wójt Dąbrowski, celnie przewidując geopolityczne decyzje mocarstw w kwestii granic i powojennego ładu w Europie.
Polacy wyjeżdżają, a przygnębiający obraz miasteczka odnajdujemy w listach ks. Dziczkańca, piszącego listy do swoich byłych parafian, którzy próbują ułożyć sobie życie w nowej Polsce: "Dereczyn jest teraz zapadłym kątem, głucho tu zupełnie, jak gdyby życie tutaj umarło".
Dziś symbolicznie o opisanych w powieści dziejach miasteczka w tragicznych czasach wiele mówi zdjęcie z okładki książki. Odrapane z farby dereczyńskie drzwi symbolizują niejako pogruchotane losy jego mieszkańców, których znacznej części miasto zostało wskutek wojny pozbawione. Nie zostało pozbawione natomiast ciekawej historii, której ważną część odnajdujemy w powieści, bez wątpienia wartej przeczytania.
Publikacja wydana przez Wydawnictwo Wulkan, dodatkowo zawiera wspomnienie o Januszu Księskim autorstwa Zbigniewa Skorwidera oraz tekst od wydawcy.
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1222 (28/2015)
Książkę możesz kupić w naszym sklepie internetowym na portalu ALLEGRO

PPPP
[DK-BEST]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze