Wacław Ziółkowski przed wejściem do swojego mieszkania o powierzchni 2,16 m2. Do środka nie chce nas zaprosić ze względu na bałagan. Tłumaczy, że miejsca jest za mało, żeby można było utrzymać tam porządek.
fot. Magdalena Kruszka
Łabiszyn, leżanka, mieszkanie, lokal, poczekalnia, dworzec autobusowy, Wacław Ziółkowski
W mieszkaniu mieści się tylko leżanka
2,16 m2 - dokładnie w takim lokalu wydzielonym z poczekalni na dworcu autobusowym w Łabiszynie mieszka od przeszło trzech lat Wacław Ziółkowski, z zamiłowania historyk, a niegdyś radny Rady Miejskiej w Łabiszynie pierwszej kadencji i wiceprzewodniczący tejże Rady.
W lokalu, w którym mieszka przeszło siedemdziesięcioletni Wacław Ziółkowski, mieści się tylko leżanka. Jedyne małe okienko (spełniające rolę świetlika) wychodzi na poczekalnię. Korzysta z toalety publicznej, w której przyrządza sobie posiłki. Nie usłyszy się jednak od niego ani jednego słowa narzekania. Ma emeryturę, dorabia sobie na nockach jako ochroniarz i za lokum na dworcu regularnie płaci. Nie wszystkim podoba się jednak jego obecność w poczekalni dworca. Ludzie coraz częściej skarżą się na nieprzyjemny zapach. Niektórzy boją się także jego psa. Sprawę tę poruszył nawet na jednym z posiedzeń komisji budżetu radny Bogusław Senska, którego mieszkańcy Lubostronia dojeżdżający do Łabiszyna prosili o interwencję w sprawie tego psa. Wówczas sprawę obrócono w żart. Burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek opowiadał, że Wacław Ziółkowski ma niewielkiego psa, który wabi się Burmistrz. - Jak przechodzę, to on woła „Burmistrz, do nogi“ - opowiadał wywołując wesołość wśród radnych.
Wacława Ziółkowskiego zastajemy leżącego na leżance i czytającego książkę. Drzwi od jego pomieszczenia na poczekalnię są uchylone. Kilka słów zamieniamy w poczekalni. Atmosfera jednak nie sprzyja rozmowie. W poczekalni przebywa kilka osób, więc wychodzimy na zewnątrz, przed budynek dworca.
- Pies ma na imię Feluś - odpowiada Wacław Ziółkowski zapytany o psa i dziwi się. - Felusia się ludzie boją? Przecież to jest taki mały piesek. Od małego go mam. Przygarnąłem go po tym, jak ktoś go z samochodu wyrzucił. Po lesie biegał. Byłem u burmistrza i pytałem, czy mogę psa trzymać. Pozwolił.
Zapytany o nieprzyjemne zapachy podkreśla, że wszystko wynika z niewielkiego metrażu, jaki zajmuje i wylicza, że pomieszczenie, w którym mieszka, ma dokładnie 2,16 m2 i nie ma wentylacji, stąd uciążliwości związane z zapachem. Podkreśla, że jego lokum jest dwa razy szersze niż grób i mieści się w nim tylko leżanka. Na stolik już nie ma miejsca. Posiada maszynkę elektryczną na jeden garnek i gotuje w toalecie publicznej.
- Wiadomo, że nie będę gotował obiadu z dwóch dań, dziś miałem na przykład na obiad zupę cebulową - mówi Wacław Ziółkowski. - Kiedyś gotowałem na zewnątrz, ale za to nawet 1.000 zł kary grozi, więc przestałem. Przykry zapach bierze się też stąd, że grzyb mi na ścianie wychodzi, bo nie ma wentylacji. Przykryłem to szlafrokiem, ciuchy leżą. To jest taka moja noclegownia, ale nie narzekam. Do pracy idę na noc i mnie nie ma.
Do Wacława Ziółkowskiego nie docierają głosy niezadowolonych. Wie, że kiedyś w Internecie został opisany. Potem ta strona internetowa została zamknięta. Słyszał też, że ktoś chciałby rowery trzymać tam, gdzie on mieszka. Mówi, że czasem młodzież w wieku 14-15 lat podskakuje, ale też reaguje na to ze zrozumieniem. - Gdzie oni mają iść? - pyta.
Dworzec autobusowy był kontrolowany przez sanepid. Burmistrz Łabiszyna poinformował, że takie kontrole odbywają się regularnie i nie stwierdzono nigdy nieładu, bałaganu czy zagrożenia epidemiologicznego. Kontroli nie podlegało lokum Wacława Ziółkowskiego, który zapowiada, że i tak by ludzi z sanepidu nie wpuścił, bo nie mają czego u niego szukać.
Jak to się stało, że trafił do pomieszczenia na dworcu?
- Nie chcę o tym mówić, to jest rodzinna saga - odpowiada i wspomina, że 30 lat mieszkał w bloku z żoną. Wspomina, że potem mieszkanie sprzedali i żona zamieszkała u swojej matki pod Szubinem. Na jego zameldowanie teściowa się nie zgodziła. W ten sposób pozostał bez dachu nad głową. Teraz jest zadowolony, że ma gdzie spać, umyć się, że ma prąd. Jest emerytem i każdej nocy pracuje jako ochroniarz.
- Ja tu nie mam wrogów - podkreśla Wacław Ziółkowski. - Nikt tu w poczekalni na mnie nie narzekał.
Burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek przyznał, że docierają do niego sygnały o uciążliwościach zapachowych. Jego pracownicy znienacka kontrolowali to miejsce, żeby sprawdzić, czy funkcjonowanie Wacława Ziółkowskiego na dworcu sprawia jakieś problemy i nieprawidłowości nigdy nie stwierdzili. Problemem według niego natomiast są młodzi ludzie, którzy chcą spożywać w poczekalni alkohol.
- Faktycznie na tym przystanku zbierają się niekiedy tacy, którzy wcale nie czekają na autobus, tylko są chętni wypić sobie piwko, bo jest ciepło, ławki są, toaleta z boku jest, więc mają wszystko, co im jest potrzebne, to pana Wacława Ziółkowskiego denerwuje i z tego co wiem, parokrotnie interweniował wobec tego typu osób, co spotkało się z odzewem - mówił burmistrz Łabiszyna i podkreślał, że Wacława Ziółkowskiego zna już 25 lat, bo był on radnym Rady Miejskiej pierwszej kadencji, był wiceprzewodniczącym Rady i był przedstawicielem do sejmiku wojewódzkiego.
- Ja poznałem pana Ziółkowskiego jako radny Rady Miejskiej pierwszej kadencji, a że kiedyś pasjonowały mnie tematy historyczne, to z panem Ziółkowskim wiele pogadanek przeprowadziłem, bo ciekawe rzeczy o Łabiszynie opowiadał - mówi burmistrz i wspomina, że jak Wacław Ziółkowski pozbył się mieszkania w bloku, to zamieszkał w chlewiku przy jednej z kamienic przy rynku, która kiedyś była własnością jego rodziny. Wówczas przewodnicząca Rady Miejskiej Teresa Paliwoda interweniowała u burmistrza prosząc, aby ten znalazł dla niego jakieś lokum. Wacław Ziółkowski sam przyszedł z propozycją zamieszkania w pomieszczeniu na dworcu autobusowym, w którym niegdyś mieścił się punkt protetyczny.
- Pani przewodnicząca mnie pytała, potem przyszedł Wacław Ziółkowski i pytał, czy on by nie mógł tam zamieszkać, bo jest ciepło i jest dostęp do toalety - wspomina burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek. - Ja widziałem, że to pomieszczonko jest nieduże. Mówił, że na nocki cały czas chodzi, więc potrzebuje tylko ogarnąć się w toalecie i po pracy się wyspać. Poza tym jest inkasentem targowym. Uznałem to za zasadne i on dostał to pomieszczenie, które normalnie opłaca. Płaci 50 zł miesięcznie czynszu.
Burmistrz Łabiszyna dodał, że obecnie poczekalnia jest wykorzystywana w niewielkim stopniu. Zauważa, że zmniejszyła się liczba kursów autobusowych, zwłaszcza tych w kierunku Szubina, Jeżewa czy Rynarzewa. Łabiszyn przez to przestał być miejscem przesiadek, a stał się przystankiem. Burmistrz zwraca też uwagę, że ludzie nauczyli się nie oczekiwać na autobus w poczekalni, ale ustawiać się w kolejce na dworcu pod wiatą i w ten sposób czekać na autobus. Zapowiada, że w przyszłości chciałby zlikwidować całą poczekalnię i ustawić kontener na wzór tego, jaki powstał w Barcinie, który służyłby ludziom oczekującym na autobus.
- Ja uważam, że problemu nie ma - stwierdził burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek. - Istnieje jedynie problem ludzki, indywidualny pana Ziółkowskiego, któremu się w życiu nie poukładało, i który będąc właścicielem jakiejś substancji mieszkaniowej, musiał koczować w warunkach mu urągających. Te, które ma, nie są o wiele lepsze, ale chociażby stwarzają poczucie ciepła, możliwości załatwienia potrzeb fizjologicznych, umycia się czy zaparzenia sobie herbaty. Każda tego typu sprawa jest trudna, bo za nią stoją dramaty.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1200 (6/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze