Reklama

W sądzie bez orzeczeń

Żnin, Sąd Rejonowy, orzeczenia
     W sądzie bez orzeczeń
     Kolejne sprawy w żnińskim sądzie spadają z wokandy, w tym tygodniu w żnińskim sądzie nie odbędzie się żadna sprawa. Sędziowie wstrzymali się od wydawania orzeczeń, ponieważ wydane przez nich wyroki w myśl uchwały Sądu Najwyższego byłyby nieważne. Powstałe zamieszanie to skutek reformy byłego ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina.

     Przypomnijmy, że z dniem 1 stycznia br. dotychczasowy Sąd Rejonowy w Żninie stał się wydziałem zamiejscowym Sądu Rejonowego w Szubinie z siedzibą w Żninie. Żniński sąd, podobnie jak 78 innych małych sądów w całej Polsce, w wyniku reformy byłego ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina przekształcił się w wydział zamiejscowy większego sądu. W związku z reformą mieszkańcy powiatu żnińskiego borykali się już z problemem zakupu znaków opłaty skarbowej. Ponadto w wyniku zmiany nazewnictwa wielu mieszkańców stawiło się na rozprawie w Sądzie Rejonowym w Szubinie, zamiast w wydziale zamiejscowym w Żninie.
     Od przedwczoraj natomiast w żnińskim sądzie wszystkie sprawy spadają z wokandy.
     Tomasz Michalak ze żnińskiego wydziału zamiejscowego sądu w Szubinie powiedział nam, że nie jest uprawniony do udzielania informacji na ten temat. Niewydawanie przez sędziów orzeczeń jest efektem uchwały Sądu Najwyższego, który orzekł, iż sędzia, którego decyzję o przeniesieniu do innego sądu (w tym przypadku do sądu w Szubinie) podpisał podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, nie ma prawa orzekać. Sąd Najwyższy uznał, że prawo do przeniesienia sędziego miał jedynie minister.
     - Sąd Najwyższy uznał, że decyzje o przeniesieniu sędziów w sądzie takim jak w Żninie, Nakle, Mogilnie i Tucholi powinny być podpisane przez ministra, a nie podsekretarza stanu. We wszystkich sprawach, w związku z uchwałą Sądu Najwyższego, w tych sądach, gdzie przeniesienie do innego sądu podpisał podsekretarz stanu, sędziowie muszą wstrzymać się od orzekania. To wszystko przez działania ministra Gowina. Mogłoby się zdarzyć, że w sprawach cywilnych wyroki byłyby uznane za nieważne, a w sprawach karnych byłby to powód dla stron do wniesienia odwołania - informuje osoba pragnąca zachować dane do wiadomości redakcji.
     Rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Bydgoszczy sędzia Włodzimierz Hilla wyjaśnia, iż idzie o opublikowaną treść uzasadnienia Sądu Najwyższego z lipca br., z której wynika, że sędziowie z tych wydziałów zamiejscowych mieliby nie mieć legitymacji do orzekania. W opinii rzecznika, sędziowie podejmujący taką decyzję podzielają argumentację tego składu Sądu Najwyższego.
     - O ile się orientuję, zdania w środowisku sędziowskim są podzielone i sędziowie wielu składów wydziałów zamiejscowych orzekają. Nie mam pojęcia, jak długo taka sytuacja potrwa. Obecnie to wróżenie z fusów - wyjaśnia Włodzimierz Hilla.
     Mimo iż uchwała Sądu Najwyższego została podjęta 17 lipca, sędziowie przestali orzekać dopiero teraz, ponieważ dopiero w ubiegłym tygodniu ukazało się pisemne uzasadnienie uchwały.
     Sędzia Bartosz Łapiński, wiceprezes Sądu Rejonowego w Szubinie w rozmowie z Pałukami przyznaje, że przedwczoraj dowiedział się, iż sędziowie ze żnińskiego sądu przestają orzekać. Żnińscy sędziowie poinformowali o swojej decyzji kierownictwo szubińskiego sądu pisemnie.
     Bartosz Łapiński zwraca uwagę, iż prezesi sądów nie mają możliwości wpłynięcia na sędziów, ponieważ jest to decyzja poparta uchwałą Sądu Najwyższego i polecenie orzekania wchodziłoby w sferę niezawisłości sędziów.
     - My musimy przyjąć to do wiadomości i organizować pracę. Jesteśmy świadomi, że jest to duże utrudnienie - podkreśla wiceprezes. I dodaje: - Na pewno będą się toczyły sprawy, gdzie trzeba zastosować środek w postaci tymczasowego aresztowania. Podobnie będą traktowane pilne sprawy rodzinne o umieszczenie dziecka w placówce wychowawczej. Te pilne sprawy w drodze zastępstwa będą załatwiane.
     Bartosz Łapiński nie potrafi określić, jak długo taka sytuacja może potrwać. Zdaje sobie sprawę z tego, że sprawy będą się opóźniać, a w międzyczasie zacznie przybywać      nowych spraw.
     - Ministerstwo do błędu się nie przyzna. Trudno oczekiwać, by z dnia na dzień zajęło stanowisko. Póki co, żyjemy w zawieszeniu - mówi wiceprezes. I przyznaje, że w tym tygodniu na pewno żadna sprawa się w Żninie nie odbędzie. Co będzie dalej, to nie wiadomo.
     - Te sprawy, które powinny się odbywać, na razie się nie odbędą. Jak długo potrwa ta sytuacja, to trudno na razie mówić. Od samych sędziów to nie zależy - zwraca uwagę sędzia.
     Jak ustaliło Radio Tok FM, w pilnym piśmie resort sprawiedliwości żąda od prezesów sądów nazwisk tych sędziów, którzy odmówili prowadzenia spraw. Prezesi dostali kilka godzin na przekazanie tych informacji.
     Bartosz Łapiński wyjaśnia, że do Sądu Rejonowego w Szubinie jeszcze takie pismo z żądaniem imion i nazwisk nie dotarło. Przyznaje, iż ministerstwo się interesowało, czy sędziowie powstrzymywali się od prowadzenia spraw. Resort interesowała również ilość sędziów, którzy przestali orzekać.
     Sąd Rejonowy w Szubinie natomiast o fakcie nieorzekania przez sędziów ze Żnina poinformował Sąd Okręgowy w Bydgoszczy.
     Patrycja Loose, rzecznik prasowy Ministerstwa Sprawiedliwości wyjaśnia, iż skutki uchwały siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z 17 lipca 2013 r., w której uzasadnieniu SN wskazał, że uprawnienie do przeniesienia sędziego na inne miejsce służbowe przysługuje wyłącznie ministrowi sprawiedliwości, w związku z czym nie może być przekazane innej osobie, w tym sekretarzowi lub podsekretarzowi stanu, nie dotyczą tylko reorganizacji 79 sądów rejonowych, ale też licznych reorganizacji z lat wcześniejszych.
     - Sędziowie od 1997 roku byli przenoszeni decyzją ministra sprawiedliwości podpisywaną przez wiceministrów. Było to zgodne z prawem i stanowiskiem Sądu Najwyższego, które od 2007 roku było stabilne. W ocenie Ministerstwa Sprawiedliwości decyzje o przeniesieniu sędziów były prawidłowe i pozostają w mocy - zaznacza Patrycja Loose. W opinii ministerstwa nie ma podstaw, by sędziowie odstępowali od orzekania. Ponadto minister sprawiedliwości zwrócił się 11 października do pierwszego prezesa Sądu Najwyższego z prośbą o rozstrzygnięcie rozbieżności w wykładni prawa przez pełny skład Sądu Najwyższego.
     Z informacji Ministerstwa Sprawiedliwości, które na bieżąco stara się monitorować sytuację w sądach, wynika, że jak na razie od orzekania odstąpiło ok. 90 sędziów z 20 sądów. Patrycja Loose podkreśla, iż biorąc pod uwagę, że w wyniku reformy z 1 stycznia 2013 r. przeniesiono ponad 500 sędziów i powołano 322 wydziały, jak na razie odstępowanie sędziów od orzekania nie jest zjawiskiem masowym, a w tych sądach, w których to ma miejsce, prezesi wyznaczają zastępstwa, tak by podległych im jednostkom zapewnić sprawne funkcjonowanie.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1131 (42/2013)

Reklama

 

 

Komentarz

     Paraliż po reformie

     Reforma sądownictwa byłego ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina dla zwykłego obywatela zrobiła więcej złego niż dobrego. Z dniem 1 stycznia 2013 r. 79 dotychczasowych Sądów Rejonowych stało się wydziałami zamiejscowymi większych jednostek. Sąd w Żninie stał się Sądem Rejonowym w Szubinie, a dokładniej jego wydziałem zamiejscowym. Zmiana dotychczasowego nazewnictwa wprowadziła wiele osób w błąd. Opowiadali mi w sądzie adwokaci o swoich klientach, którzy przez pomyłkę pojechali na rozprawę do sądu w Szubinie, mówiła mi o swoim przypadku przed rozprawą jedna z biegłych, która również miast stawić się w sądzie w Żninie pojechała do Szubina. Słyszałem również od pracowników sądów, że niekiedy sędzia pytał o świadków, a tu okazuje się, że świadkowie pojechali do Szubina.
     W wyniku reformy już po miesiącu jej funkcjonowania, radny powiatu żnińskiego Stanisław Pogiel nie mógł wnieść sprawy, bo w sądzie zabrakło znaków opłaty sądowej. Limit przyznawany dla sądu macierzystego i wydziałów zamiejscowych był za mały i znaków po prostu nie było. Ja rozumiem, że każde negatywne skutki reformy można dopracować i naprawić, jednak zaprzestanie orzekania przez sędziów, to chyba najboleśniejszy skutek tej reformy i po raz kolejny obnażający jej słabość i uwidaczniający brak jakichkolwiek podstaw do jej wprowadzania. Reforma zakładała usprawnienie pracy sądów, a tymczasem mamy paraliż części sądów. Trzeba pamiętać, że nie tylko nie odbywają się sprawy i nie zapadają wyroki. Cały czas przybywa też nowych spraw, które składają prokuratura lub obywatele. A do spraw bieżących, które spadają z wokandy, będzie trzeba wrócić. Tymczasem nowe sprawy będą musiały dłużej przeleżeć w sądzie, zanim zostanie otwarty przewód sądowy.
     Trudno w tej całej sprawie winić sędziów, których decyzja o zawieszeniu orzekania poparta jest uchwałą Sądu Najwyższego. Skoro Sąd Najwyższy orzekł, że jedyną uprawnioną osobą do podpisania decyzji o przeniesieniu sędziego jest minister, a nie podsekretarz stanu, to sędzia nie będzie ryzykował wydawania orzeczenia, bo za chwilę może zostać ono podważone przez stronę postępowania. A głównym argumentem dla strony składającej odwołanie będzie fakt, że sędzia, który wydał wyrok, nie został przeniesiony do pracy (w tym przypadku w Sądzie Rejonowym w Szubinie) przez ministra. I w tym tkwi cały bałagan. Trudno nie zgodzić się w tej sytuacji z sędzią Bartoszem Łapińskim, że Ministerstwo Sprawiedliwości nie przyzna się do błędu. Tylko po co? Zamiast teraz kruszyć kopię i obstawać przy swoim i domagać się zebrania posiedzenia Sądu Najwyższego w pełnym składzie, nie lepiej byłoby powiedzieć, że scedowanie uprawnień ministra na podsekretarzy stanu było niezgodne z prawem i ponowne decyzje o przeniesieniu podpisze nowy minister Marek Biernacki? I byłoby po problemie. A tak paraliż w sądach będzie trwał nie wiadomo jak długo. Jedna strona będzie udowadniać drugiej stronie, kto ma rację. Niewykluczone, że od orzekania odstąpią kolejni sędziowie, bo sprawa jest świeża i ma charakter rozwojowy, a ministerstwo zakłada wyznaczanie zastępstw. Tylko czy prezes sądu w Szubinie, dysponująca ograniczonym składem sędziów, będzie mogła wyznaczyć kogoś na zastępstwo w Żninie? Nie sądzę. Mogłoby to dotyczyć tylko nowych spraw oraz spraw o zastosowaniu aresztu tymczasowego. A co ze stertą rozpoczętych już spraw? Te rozpoczęte postępowania musi dokończyć sędzia prowadzący.
     W moim odczuciu reforma niczego nowego nie wniosła i nie usprawniła polskiego sądownictwa. Co więcej, wprowadziła bałagan i zamieszanie, na którym najbardziej ucierpią zwykli mieszkańcy. Szkoda tylko, że nowa ekipa w Ministerstwie Sprawiedliwości nie ma cywilnej odwagi tego powiedzieć i bajzlu po ministrze Gowinie po prostu posprzątać.

Reklama

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1131 (42/2013)

 

 

 

Komentarz

     W jakim ustroju żyjemy

     Gdy miałem dziesięć lat mój tato tłumaczył mi, czemu nie można zatrzymać posła na sejm, który spowodował wypadek. - „Wyobraź sobie, że jest ważne głosowanie, w którym władza ustawodawcza, jaką jest sejm, chce zmniejszyć uprawnienia władzy wykonawczej. Władza wykonawcza więc za pośrednictwem resortów siłowych przed głosowaniem zatrzymuje pewną część posłów - jednego za przekroczenie prędkości, drugiego za pobicie, trzeciego w jakiejś innej sprawie i dekompletuje skład sejmu. Gdyby nie było immunitetu poselskiego - takie działanie byłoby legalne. I w świetle prawa władza wykonawcza mogłaby wpłynąć na ustawodawczą. A one muszą być rozdzielone, bo tylko wtedy działa prawo. To w dyktaturze wódz może wszystko, podległe są mu i resorty siłowe, i prokuratorzy, i sądy, i redaktorzy naczelni gazet...” Od tej pory wyjaśnienie to pomaga mi w rozumieniu świata i w odróżnianiu dyktatury od innych ustrojów. Pomaga mi również w zrozumieniu sensu sporu o reformę sądów, przeprowadzoną przez Jarosława Gowina.
     Sędziowie mają rację, że nie zgadzają się na precedens i przeniesienia sędziów do innych sądów decyzją administracyjną - decyzją władzy wykonawczej niskiego szczebla. Ich zdaniem narusza to trójpodział władzy. Moim zdaniem też.
     Warto tu przypomnieć, że sędziego na stanowisko w konkretnym sądzie powołuje Prezydent. Sędzia więc władzy wykonawczej nie zawdzięcza stanowiska. Bez jego zgody ta władza nie może też go przenieść, co daje gwarancje niezawisłości sędziowskiej. Nie ma możliwości, by sędzia usłyszał z ust urzędnika państwowego: „ - Kolego, twoje orzeczenia nie podobają mi się, uważaj, żebyś się niedługo nie znalazł w Koziej Wólce”. Każdy sędzia ma swoje terytorium. To uniemożliwia manipulacje. Przykład:  - „Ten sędzia jest niewierzący i ostry na księży, to go teraz przeniesiemy do Przasnysza, bo tam mamy taką ważną sprawę, a chcemy, aby była właściwie osądzona”. Oczywiście granice sądów nie są nienaruszalne. Gdyby były zmienione uchwałą Sejmu - władzy ustawodawczej, która jest równorzędna do władzy sądowniczej, nie byłoby żadnej dyskusji. Tu jednak - jak pamiętamy - PSL się postawił i powiedział, że za tą reformą ręki nie podniesie. Jarosław Gowin - ambitny minister sprawiedliwości z PO - jednak był zdania, że może to zrobić sam. Co pomyślał - to zrobił. Ale nie wszystko mu wyszło
     Sędziowie słusznie protestują, bo mamy do czynienia z precedensem. Dziś minister sprawiedliwości przyłączył Żnin do Nakła bez intencji ingerowania w to, kto jaki wyrok rozpatruje. W przyszłości do władzy może w wyniku demokratycznych wyborów dostać się jakiś Wielki Manipulator, który (oczywiście również dla oszczędności) będzie łączył i dzielił sądy tak, aby wpływać na wydawane przez nie orzeczenia. I co powie, gdy my - sądzeni - będziemy protestować? Że przecież nie robi formalnie nic innego, niż minister z PO.
     A wtedy mogą się zacząć kłopoty z określeniem, w jakim ustroju politycznym żyjemy.

Reklama

Dominik Księski
Pałuki nr 1131 (42/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości