Zawodnicy „Zagłębia“ byli zdziwieni postawą gości, co wyrazili wobec obserwatora Sławomira Kujawy, który widząc całe zdarzenie z bliska jednoznacznie orzekł, że winę za powstałe zamieszanie ponosi Michał Szeremet. Stanowisku obserwatora przysłuchuje się sędzia główny spotkania Marcin Szkudlarek ze Strzelna, który za chwilę odgwizdał koniec meczu.
fot. Bartosz Woźniak
Piechcin, mecz, piłka nożna, Zagłębie, Burza, kibic, prowokacja
Wielka burza w Piechcinie
W sobotnim meczu Zagłębia z Burzą więcej emocji było poza boiskiem niż na zielonej murawie. Po uderzeniu przez kibica, schodzącego do szatni po czerwonej kartce Michała Szeremeta, goście opuścili boisko, w związku z czym sędzia odgwizdał koniec spotkania przed upływem regulaminowego czasu gry. O ostatecznym wyniku meczu zdecyduje Wydział Gier i Ewidencji K-PZPN.
Było to spotkanie drużyn walczących o inne cele, utrzymanie i awans, choć na boisku nie było tego wcale widać. Piechcinianie zaczęli bardzo dobrze, kiedy w 9 min Kornel Popiołkiewicz znalazł się w polu karnym, ograł bramkarza i do pustej bramki strzelił na 1:0. Z czasem lekką przewagę uzyskali goście, ale nic z niej nie wynikało, wobec dobrze grającej defensywy Zagłębia. Ich akcje kończyły się w okolicach pola karnego, a próby zaskoczenia Tomasza Kurczewskiego z dystansu były niecelne. Ze strony gospodarzy dużo zamieszania robił Jakub Juszczyk, który kilka razy uciekł obrońcom, jednak brakowało decydującego podania i wykończenia akcji.
Michał Szeremet (nr 21) po ciosie zadanym przez kibica schodził do szatni z pomocą kolegi
fot. Bartosz Woźniak
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Pierwszą groźną akcję wyprowadzili goście, ale napastnik uderzył głową z 5 m nad poprzeczką. W kolejnych minutach lepsze okazje wypracowali gospodarze, kiedy dwukrotnie w sytuacji sam na sam znalazł się Popiołkiewicz, jednak jego strzały były zbyt lekkie, aby zaskoczyć bramkarza. W polu karnym okazję miał też Juszczyk, lecz nie zdołał umieścić piłki w siatce.
W 80 min spotkania zaczął się dramat 41-letniego zawodnika Burzy Michała Szeremeta, byłego piłkarza m.in. klubów ekstraklasy. Zanim jednak do tego doszło, otrzymał żółtą kartkę za brutalne wejście wślizgiem w nogi piechcińskiego obrońcy, choć nie miał szans na dojście do piłki, która wyszła już poza boisko. Równie dobrze sędzia mógł pokazać mu wtedy czerwoną kartkę. Chwilę potem dośrodkowywał piłkę z prawej strony, po czym trafiła ona w rękę obrońcy, za co Szeremet domagał się rzutu wolnego i miał pretensje do sędziego asystenta Damiana Sobczaka, że ten nie zasygnalizował przewinienia. Od tego momentu Szeremet przez kilkanaście minut, zamiast na grze, skupił się przede wszystkim na wyładowywaniu swojej frustracji wobec sędziego asystenta. W końcu ubliżył mu do tego stopnia, że asystent poprosił sędziego głównego Marcina Szkudlarka, a ten po zasięgnięciu informacji pokazał Szeremetowi drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę, usuwając go z boiska. Kiedy Szeremet schodził do szatni, będąc na bieżni wdał się w ostrą wymianę zdań z krzyczącym w jego kierunku kibicem i podszedł do płotka okalającego boisko, przystawiając swoją głowę do głowy kibica. W tym momencie wnuk owego kibica pojawił się w tym miejscu i uderzył piłkarza w twarz. Szeremet przewrócił się jak rażony gromem i leżał przez kilkadziesiąt sekund na bieżni, po czym został odprowadzony do szatni przez kolegę z drużyny. Obecni na stadionie policjanci z komisariatu w Barcinie natychmiast zatrzymali sprawcę, któremu zostaną postawione zarzuty.
Wobec zaistniałej sytuacji zespół gości opuścił boisko, odmawiając kontynuowania gry, co przy niekorzystnym dla nich wyniku, na kilka minut przed końcem meczu, było wymarzonym pretekstem, dającym ewentualnie możliwość do ubiegania się o walkower. Na szczęście piłkarzowi nic poważnego się nie stało i po meczu mógł porozmawiać o całym zajściu z policjantami.
Nie wiadomo, na ile starania gości o walkower będą skuteczne, gdyż obecny na meczu obserwator z ramienia K-PZPN Sławomir Kujawa, jednoznacznie ocenił to zdarzenie jako zaistniałe z winy Szeremeta i tak też napisał w sprawozdaniu z zawodów. Jego zdanie podzielili sędziowie, określając zachowanie Michała Szeremeta jako prowokacyjne. Potwierdza to fakt, iż z powodu tego zajścia nie zamierzali zakończyć meczu. Oceny tego na podstawie zebranych dokumentów dokona na dzisiejszym posiedzeniu Wydział Gier i Ewidencji. Możliwy jest także walkower dla Zagłębia lub utrzymanie boiskowego wyniku, choć piechcinianie mogą spodziewać się kary za brak zachowania strefy bezpieczeństwa. Patrząc jednak na boiska i zaplecze drużyn klasy A pod względem zabezpieczenia, w niewielu miejscach jest lepiej pod tym względem niż w Piechcinie. Niemal na wszystkich stadionach, piłkarze schodząc do szatni natrafiają na kibiców. Był to jednostkowy przypadek, zresztą zdaniem obserwatora zaistniały z winy zawodnika, co nie tłumaczy jednak sprawcy chuligańskiego czynu.
Michał Szeremet (z lewej) już po wyjściu z szatni podczas rozmowy z policjantami czuł się całkiem dobrze
fot. Bartosz Woźniak
Goście zarzucali działaczom Zagłębia brak utrzymania bezpieczeństwa, choć sami tego nadużywali. W przerwie meczu trener i kierownik drużyny Burzy wtargnęli do części budynku przeznaczonej dla sędziów, krzykiem wytykając im błędy w boiskowych decyzjach. Właściwie nie powinni byli się tam znaleźć. Piechcińscy działacze, nauczeni sobotnim przykładem, myślą jednak o wprowadzeniu zakazu przebywania kibiców przy furtce, przez którą wychodzą na boisko sędziowie. Miejsce dla kibiców ma być wyłącznie na trybunach, gdzie dla wszystkich w zupełności wystarcza krzesełek.
Osobną kwestią pozostaje sędziowanie w tym meczu, gdyż arbiter główny w pewnym momencie się pogubił i popełnił kilka błędów, które jednak w żadnym stopniu nie miały wpływu na wypaczenie wyniku, gdyż mylił się w obydwie strony. Poza tym, w jakim meczu nie ma sędziowskich błędów.
Działacze i trener Burzy podnosili już po meczu jeszcze inną kwestię, a mianowicie, że zawody sędziował arbiter ze Strzelna (asystenci byli z Inowrocławia), któremu zarzucali celowe pokazywanie żółtych kartek tym zawodnikom Burzy, którzy byli zagrożeni wykluczeniem w następnym meczu, a ten Nowa Wieś Wielka będzie grała z liderem Kujawianką Strzelno. W kilku przypadkach właśnie ci zawodnicy otrzymali kartki, a przedstawiciele Burzy mieli pretekst do tego, aby zarzucić brak wyobraźni działaczom związkowym przy sporządzaniu obsady sędziowskiej, a nawet celowe działanie w tym kierunku. Wydaje się to jednak dużym nadużyciem, gdyż kartki były pokazywane za ewidentne przewinienia, a już na pewno nie powinien narzekać Szeremet, który naubliżał sędziemu i może spodziewać się jeszcze większej kary niż tylko odsunięcie na jeden mecz za żółte kartki. Przy identycznej sytuacji Mateusz Wiktorowicz z Zagłębia został przed tygodniem zawieszony na trzy spotkania.
Zagłębie Piechcin - Burza Nowa Wieś Wielka 1:0 (1:0) - mecz przerwany około 84 minuty; bramka: Kornel Popiołkiewicz (9 min), żółte kartki: Piotr Marcisz, Łukasz Sobek, Kacper Wiktorowicz, Paweł Marciniak, sędziował: Marcin Szkudlarek (Strzelno) oraz Damian Sobczak i Mirosław Landowski (obaj Inowrocław); Zagłębie: Kurczewski, Gutowski, Marciniak, Dybalski, Ł. Sobek, B. Sobek, Marcisz, K. Wiktorowicz, Juszczyk, Ślebioda, Popiołkiewicz, trener: P. Marcisz, kierownik drużyny: M. Świtek.
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1239 (45/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze