Dzięki pomocy kuzynki, jej rodziny i pani sołtys Podgórzyna udało się Ryszardowi Kaźmierczakowi wynieść śmieci i stare sprzęty zgromadzone w zrujnowanym mieszkaniu. Wczoraj zalegające na podwórku śmieci miały zostać wywiezione.
fot. Karol Gapiński
Podgórzyn, więzienie, mieszkanie, mieszkaniec, ruina
Wrócił z więzienia, a w mieszkaniu ruina
Skazany na karę 4 lat pozbawienia wolności mieszkaniec Podgórzyna po roku wrócił na 2 miesiące do domu. Wrócił, bo musi mieć udrożnione żyły w szpitalu ze względu na miażdżycę, na którą cierpi. Jednak słowo wrócił w tym przypadku nie do końca oddaje stan faktyczny. Tak naprawdę Ryszard Kaźmierczak nie miał gdzie wrócić, bo gdy był za kratkami, jego mieszkanie zostało splądrowane.
2 tygodnie temu Ryszard Kaźmierczak, 60-letni mieszkaniec Podgórzyna, wyszedł z Zakładu Karnego w Potulicach na czas leczenia, któremu musi się poddać. - Odbywam karę pozbawienia wolności 4 lat. Choruję na miażdżycę i dlatego dostałem zwolnienie czasowe i skierowanie na badania. Poddałem się tym badaniom w szpitalu w Bydgoszczy. Teraz jeszcze będę musiał poddawać się leczeniu, a póki co, to czekam na wyniki badań. Ma przyjść wezwanie ze szpitala, będę musiał pojechać na zabieg - opowiada Ryszard Kaźmierczak. Chce pokazać, w jakich warunkach przyszło mu teraz żyć, gdy wyszedł na 2 miesiące z zakładu karnego, aby poddać się badaniom i leczeniu. Zgodził się na opublikowanie zdjęć i swojego nazwiska.
Od jednej z mieszkanek otrzymaliśmy sygnał, że Ryszard Kaźmierczak po wyjściu z zakładu karnego nie ma dachu nad głową i jest zmuszony tułać się po domach członków swej rodziny i prosić o gościnę, aby móc gdziekolwiek położyć się spać. Dni spędza najczęściej w Żninie, w okolicach stadionu miejskiego lub na ulicy w Podgórzynie. Początkowo po przyjeździe z badań w bydgoskim szpitalu nocował u krewnych w Żninie. Od zeszłego tygodnia nocuje w domu swojej kuzynki, która mieszka w Podgórzynie, niedaleko domu rodzinnego Ryszarda Kaźmierczaka.
Wczoraj pracownicy PGM zaczęli prace związane z wymianą nieczynnego pieca na nowy
fot. Karol Gapiński
WYRZUCAŁ KOTY PRZEZ OKNO
Dlaczego mężczyzna nie może zamieszkać w domu, w którym się urodził i mieszkał blisko 60 lat? Ponieważ dom ten w czasie pobytu podgórzynianina za kratkami został zdewastowany. Przez pierwsze miesiące pobytu Ryszarda Kaźmierczaka w więzieniu, w domu w Podgórzynie mieszkał jego brat rencista. Zmarł jednak w czerwcu 2013 r. w szpitalu w Gnieźnie.
O swojej karze, jak i o całym swoim życiu Ryszard Kaźmierczak mówi otwarcie: - Przyznaję, że piję alkohol i zdarza mi się go nadużyć. Karę dostałem za to, że jechałem rowerem po pijaku, a dodatkowo miałem już wcześniej zakaz jeżdżenia orzeczony przez sąd, więc złamałem ten zakaz. Kara jest tak wysoka, bo to nie była moja jedyna przewina. Jeszcze zostałem ukarany przez sąd za to, że zrobiłem krzywdę kotom. Zabiłem je. Był to mój napad wściekłości, byłem po alkoholu i skupiło się to na tych kotach.
Nasz rozmówca tłumaczy, że jego wściekłość spowodowana była tym, że ujrzał, jak jego brat je ze wspólnej miski z kotami, co uznał za upokarzającą scenę i dlatego zabił zwierzęta, rzucając je przez okno. - Poza tym te koty spały i załatwiały swoje potrzeby fizjologiczne w łóżku brata, więc tego nie wytrzymałem i wyrzuciłem je przez okno. Koty tego nie przeżyły.
Gdy jeszcze koty były w domu, to, jak opowiada Ryszard Kaźmierczak, jego brat wybił celowo szybę w oknie, aby te zwierzęta mogły swobodnie wchodzić z podwórka do domu na noc. Był jednak grudzień i palce u stopy Ryszarda Kaźmierczaka, poddane działaniu niskich temperatur, uległy odmrożeniu. Mężczyzna stracił przez to 2 palce u stopy.
POWRÓT
6 marca 2013 roku Ryszard Kaźmierczak trafił do zakładu karnego. Trzy miesiące później zmarł jego brat Bernard i w ten sposób w mieszkaniu w Podgórzynie nie został nikt. Przed kilkudziesięcioma laty państwo Kaźmierczakowie mieszkali tam nawet w 8 osób: jest tam izba sypialna, kuchnia i aneks gospodarczy. Obecnie jednak wszystko jest zdewastowane. Ściany zniszczone, pełno kurzu i sadzy na podłogach i na nieobleczonych w pościel kołdrach, które leżą na rozwalonych tapczanach. Na stoliku stoi krzyż, obok flaga biało-czerwona, a na ścianie obrazek Matki Boskiej i na drugiej ścianie ślubne zdjęcie rodziców pana Ryszarda. Jest jeszcze stolik, którego blat okryto ceratą i to już wszystko, co zostało w mieszkaniu.
Budynek w Podgórzynie, w którym urodził się przed 60 laty Ryszard Kaźmierczak, należy do gminy Żnin. Przez długie lata najemcami tego mieszkania byli rodzice Ryszarda Kaźmierczaka. - Mieszkaliśmy tu w 8 osób. Rodzice już nie żyją. Mój młodszy brat Bernard, który mieszkał tu ze mną ostatnio, zanim poszedłem do więzienia, też zmarł w czerwcu zeszłego roku. Nie chciałem przyjechać na pogrzeb ze względu na szacunek dla brata. Chodzi o to, że gdybym już miał przyjechać, to byłoby to możliwe tylko w asyście strażników więziennych i byłbym w kajdankach. Tak się nie godzi stać nad trumną brata, więc nie przyjechałem na ten pogrzeb.
Prezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej w Żninie Stanisław Wiciński potwierdził, że przez lata najemcami byli rodzice Ryszarda Kaźmierczaka, a później jego brat Bernard. Ryszard Kaźmierczak cały czas był tam zameldowany i po śmierci brata sam został najemcą.
Po śmierci Bernarda Kaźmierczaka mieszkanie było puste, ale zamknięte na klucz. Nie było to przeszkodą dla złodzieja, który wdarł się do środka najprawdopodobniej przez okno, w którym wybił szybę. Dokonał kradzieży kabli energetycznych w mieszkaniu. Zniszczony został również piec kuchenny, który stanowił jednocześnie źródło ciepła dla izby sypialnej. Poza tym mieszkanie zostało splądrowane, a przecież i wcześniej nie było w nim idealnego porządku.
Kiedy zatem na początku lutego Ryszard Kaźmierczak opuścił zakład karny, tak naprawdę nie znalazł w Podgórzynie miejsca nadającego się do zamieszkania. W domu było zimno, nie było na czym ugotować ciepłej strawy.
KUZYNKA PRZYCHODZI Z POMOCĄ
Zwolniony z więzienia po kilkudniowej tułaczce nocą na początku zeszłego tygodnia zapukał do drzwi swojej kuzynki, mieszkającej po sąsiedzku w Podgórzynie. - Zwracam się zwykle do niego określając go wujkiem. Zapytałam więc: wujek, co się dzieje? Powiedział, że nie ma gdzie spać, przyjęłam go więc na noc. Przez następne dni też ma u mnie schronienie. Postawiłam jednak warunki. Otóż musi o 20:00 stawiać się w domu. Zwykle bowiem dzień spędza na dworze, pod sklepem. Nie może również przychodzić do domu, gdy jest pijany. Oczywiście nie łudzę się, że on nie wypije kilku piw w ciągu dnia, ale też z drugiej strony nie ma przecież pieniędzy, więc wielkich zakupów alkoholu to on nie zrobi. W każdym razie postawiłam sprawę tak, że jeśli przyjdzie upity, to nie zostanie wpuszczony. I stosuje się do tej zasady póki co, więc nadal tu mieszka. Jednak faktem jest, że miał mieszkanie w budynku PGM, a zostało ono splądrowane, kable pokradzione, piec zniszczony. Zresztą tak to wygląda na tym podwórzu, że kradł na złom i inne elementy, np. z ogrodzenia, znany już sprawca, 29-letni mieszkaniec Podgórzyna (tydzień temu pisaliśmy o ustaleniu tego sprawcy przez policję żnińską - przypis kg). Co do Ryszarda, to on zwykle nie chce ode mnie jedzenia, bo sam sobie przynosi jakiś prowiant, który gdzieś od kogoś dostanie. Lubi tylko, gdy może sobie u mnie z rana kawę wypić, więc ją dostaje - powiedziała Anna Nowicka, kuzynka Ryszarda Kaźmierczaka. W tym miejscu dodajmy, że jakkolwiek złodziej połakomił się nawet na kable, które wyrwał ze ścian, to zostawił jednak rower Ryszarda Kaźmierczaka stojący w mieszkaniu, gdy jego posiadacz był w więzieniu.
Ryszard Kaźmierczak opowiada, że przed laty pracował w Spółdzielni Kółek Rolniczych i w Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej, ale były to krótkie okresy pracy. Był wtedy zwalniany, przeważnie z powodu redukcji etatów. Później, dopóki był sprawny, chodził po okolicznych rolnikach i czasami udawało mu się znaleźć sezonową pracę w charakterze pomocnika w gospodarstwie lub na polu. Dzisiaj nie ma renty ani też perspektyw na emeryturę za kilka lat.
MOPS I PANI SOŁTYS MONITORUJĄ SYTUACJĘ
Maria Bursztyńska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Żninie, powiedziała, że jakkolwiek Ryszard Kaźmierczak jest na zwolnieniu z zakładu karnego, czyli formalnie nadal jest osobą pozbawioną wolności, to jest też zameldowany w Podgórzynie. Zarejestrował się również jako osoba bezrobotna w Powiatowym Urzędzie Pracy, a ponieważ nie ma dochodów, to spełnia kryterium dla osób objętych pomocą państwa, otrzymuje więc zasiłek okresowy. Zresztą pomocą był objęty jeszcze zanim trafił za kratki.
Pani dyrektor podkreśla jednak, że zasiłek nie jest wydawany w postaci gotówki. Ryszard Kaźmierczak znajduje się pod opieką opiekuna socjalnego. Za pośrednictwem opiekunki dostaje artykuły żywnościowe. Gotówką, ze względu na swoje uzależnienie, nie jest w stanie gospodarować w sposób należyty. Dostał natomiast zalecenie, by wysprzątać mieszkanie. W tej sprawie z pomocą przyszła sołtys Renata Majewska i poproszeni przez nią ludzie, w tym Anna Nowicka. Wynieśli stare sprzęty i śmieci z mieszkania na podwórko. Ludzie ci podpowiadają Ryszardowi Kaźmierczakowi, żeby zaczął walczyć o siebie i wykazywał jakąś aktywność wokół swoich spraw. Skoro ma znajomych wśród rolników, bo kiedyś u nich pracował, to mógłby chociaż popytać, czy któryś z nich nie pomógłby teraz, podstawiając choćby traktor z przyczepą, na którą można byłoby wrzucić śmieci i stare sprzęty.
ZDUN I ELEKTRYK WKRACZAJĄ DO AKCJI
Okazało się jednak, że Ryszard Kaźmierczak takich rad nie słucha. Sprawą na polecenie gminy zajęło się Przedsiębiorstwo Gospodarki Mieszkaniowej w Żninie. Wczoraj miał zostać podstawiony samochód z ZOM Świdnica, na który miały być wrzucone rupiecie i śmieci z domu Ryszarda Kaźmierczaka. Wczoraj również w Podgórzynie pojawili się pracownicy PGM: zdun i elektryk. Pierwszy wymieniał piec na nowy. Dzięki temu Ryszard Kaźmierczak będzie miał w czym palić i na czym gotować. Po założeniu nowych kabli elektrycznych do licznika na kartę, który ocalał w mieszkaniu, okazało się, że w mieszkaniu jest prąd. - Wcześniej widać Opieka Społeczna założyła braciom kartę na 50 zł na prąd i to jeszcze nie zostało wykorzystane. Choć nie wiadomo, na ile jeszcze tego prądu starczy, bo przecież energetyka jeszcze ściąga jakieś opłaty abonamentowe - tłumaczył Tomasz Kozłowski, elektryk PGM, który naprawiał instalację w domu Ryszarda Kaźmierczaka.
Maria Bursztyńska poinformowała, że zostanie wykupiona kolejna karta na licznik, tak aby przez dwa miesiące pobytu w domu Ryszard Kaźmierczak mógł korzystać z energii elektrycznej. MOPS zapewni też węgiel do opalania pieca kuchenno-grzewczego. Ściany trzeba byłoby przynajmniej wymalować, nim Ryszard Kaźmierczak będzie tu mógł zamieszkać. Cały jednak czas będzie pod opieką opiekunki socjalnej. Sam bowiem nie byłby w stanie prawidłowo prowadzić gospodarstwa domowego.
Zapytaliśmy Ryszarda Kaźmierczaka, czy nie lepiej jednak byłoby mu w zakładzie karnym? Siedzi tam wprawdzie w jednej celi z czterema innymi skazanymi, ale przecież jest bezpieczny, bo ma dach nad głową, jedzenie, spanie, nawet towarzystwo innych więźniów. Tymczasem przyszłość w zrujnowanym domu, bez pracy niekoniecznie przedstawia się kolorowo. - Jest taka piosenka: „niech żyje wolność, wolność i swoboda”. I tak to jest. Może w zakładzie karnym wszystko, co trzeba, jest zapewnione, ale jednak będę czekał z utęsknieniem za wyjściem na wolność już na stałe - zakończył Ryszard Kaźmierczak.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1150 (9/2014)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze