Od 2009 roku nowa kotłownia. Część spółdzielców nie płaci. Zamiast 7 bloków w spółdzielni jest 5 wspólnot. Walne Zebranie Spółdzielni: upadamy pod 900.000 zł długów. Teraz wspólnoty szykują się do instalowania pieców w każdym bloku.
W ubiegłym tygodniu pisaliśmy na łamach Pałuk o problemach z ciepłą wodą w blokach będących pod zarządem spółdzielni.
Jest ona dostarczana tylko trzy razy w tygodniu (środa, sobota, niedziela), co wynika z problemów finansowych spółdzielni, której w obecnej sytuacji nie stać na zakup materiału do podgrzewania wody.
Walne zgromadzenie odbyło się w budynku Szkoły Podstawowej w Cerekwicy, a wzięło w nim udział 36 członków spółdzielni (na 123 uprawnionych) oraz zainteresowani problemem mieszkańcy. Zgromadzenie otworzył, pełniący od 13 lat funkcję prezesa spółdzielni, Marian Napierała, proponując na przewodniczącego Kazimierza Wiśniewskiego, którego kandydatura została zaakceptowana bez sprzeciwu żadnego z członków spółdzielni.
Głównym punktem porządku było podjęcie decyzji o upadłości Spółdzielni Mieszkaniowej Kłos w Cerekwicy. Powodem pojawienia się takiego punktu w obradach i poddania go pod głosowanie były poważne problemy finansowe spółdzielni oraz złożenie przez większość mieszkańców wniosków o rezygnacji z członkostwa i zakładanie wspólnot mieszkaniowych.
PRZESZŁOŚĆ: 7 BLOKÓW RAZEM
Spółdzielnia zarządzająca dotąd 7 blokami straciła rację bytu wobec wyodrębnienia się od 1 lipca br. wspólnot. - Jeszcze przed zebraniem członków spółdzielni z 2 lipca zostało zarejestrowanych w sądzie 5 wspólnot. Mieszkańcy pozostałych dwóch bloków też zrezygnowali ze świadczenia usług przez spółdzielnię, ale wspólnoty nie utworzyli i zamierzają rządzić się sami - podkreślił prezes Napierała.
O CZYM DECYDUJEMY?
Jedna z mieszkanek domagała się od prezesa pokazania dokumentów przedstawiających faktyczną sytuację finansową spółdzielni: - Spółdzielnia upada z powodu długów, czy z powodu braku członków? Przed głosowaniem chciałabym zobaczyć dokumenty, żeby wiedzieć nad czym głosować. Poddawano też w wątpliwość, by głosowali ci, którzy wystąpili ze spółdzielni.
Prezes odpowiedział, że sytuacja spółdzielni jest wszystkim znana. Dodał, że wszelkie dokumenty i rozliczenia są do wglądu w siedzibie spółdzielni, a zebranie nie służy ich pokazywaniu. - Spółdzielnia upada z dwóch powodów: rezygnacji członków i długów - przyznał Marian Napierała, wyjaśniając zarazem, iż o rezygnacji z członkostwa w spółdzielni nie decyduje moment złożenia pisma, tylko przyjęcia tej rezygnacji przez walne zebranie. - Przy decyzji o upadłości odpowiadamy do wysokości wkładu. Wszyscy mieliśmy po 100 złotych i wkład ten będzie zaliczony w poczet strat spółdzielni. Bilans finansowy będzie na koniec miesiąca - dodał prezes, po czym w skrócie przedstawił sytuację spółdzielni i problemy, z jakimi borykała się w ostatnich miesiącach.
Następnie odbyło się głosowanie nad przyjęciem uchwały o upadłości spółdzielni, za czym opowiedziało się 31 osób, wobec 3 przeciwnych i 2 wstrzymujących się.
Po nim spółdzielcy podjęli uchwałę o zatwierdzeniu rezygnacji złożonych przez członków spółdzielni. W tej sprawie 35 osób było za, a jedna przeciw.
KTO ZA KOGO MA PŁACIĆ
Po głosowaniach wśród mieszkańców wywiązała się nerwowa dyskusja. - Czyja to wina, że nie mamy ciepłej wody? - głośno pytała jedna z mieszkanek. - Jeśli wszyscy położyli mi na stół pisma z rezygnacjami z członkostwa i usług spółdzielni, to nie mogłem palić - wyjaśniał prezes Napierała, dodając, iż dobrą wolą spółdzielni jest to, że ciepła woda jeszcze leci trzy dni w tygodniu, gdyż pieniądze za nią od lipca spływają już do wspólnot. - Nie rozumiem, dlaczego ludzie rozwiązali umowy, a chcą, żeby palić. To i tak jest palenie poza wypowiedzeniami. Ja będę miał napływ pieniędzy od zarządcy pod koniec miesiąca - podkreślił Marian Napierała, przyznając, że pieniędzy na materiał do podgrzewania wody w kotłowni nie ma, gdyż część mieszkańców nie reguluje opłat. Natomiast na grzanie trzy dni w tygodniu opał jest zabezpieczony do końca lipca.
W tym roku firma Vapo, która wybudowała nową kotłownię w Cerekwicy i od 2009 roku zaopatrywała w ciepło członków spółdzielni, wobec narastających długów wyłączyła ogrzewanie, czego konsekwencją było ponowne uruchomienie dawnej kotłowni spółdzielczej. - Grzali tylko w największe mrozy. Jeszcze na walnym zebraniu w maju przedstawiciele firmy „Vapo” proponowali mieszkańcom, aby uzdrowić sytuację. Mieliby zapłacić po 2 tysiące złotych rozłożone na raty, aby spłacić długi, jednak mieszkańcy płacący regularnie nie zgodzili się na to rozwiązanie - tłumaczy prezes Napierała.
PRZYCZYNA ROZPADU
Problemy finansowe spółdzielni wzięły się z faktu, iż około 25% członków od kilku lat nie dokonuje wpłat za administrowanie blokami. Długi z czasem narastały i dziś jest to około 900.000 zł. - Komornik ściąga z nich te pieniądze, ale z różnych przyczyn są to niewielkie kwoty. W dwóch przypadkach jest nawet zasądzona eksmisja, ale gmina nie ma lokali zastępczych, więc musi nam za to płacić - wyjaśnia Marian Napierała kłopoty z egzekucją długów i zarazem płynnością finansową spółdzielni.
PIĘĆ GÓRSKICH BLOKÓW BEZPIECZNYCH
Sytuacji nie uratuje z pewnością podjęta na wtorkowym zebraniu decyzja członków cerekwickiej spółdzielni o zbyciu za 10.000 zł na rzecz spółdzielni mieszkaniowej w Łysininie znajdującej się w Żninie kotłowni. - Kotłownia jest jednym z 13 lokali 12-rodzinnego bloku w Żninie-Górze, których mieszkańcy kiedyś należeli do naszej spółdzielni, a po rozwiązaniu z nimi umów przejęła ich spółdzielnia w Łysininie. Kotłownia do dziś pozostała naszą własnością. Kwota uzyskana ze sprzedaży kotłowni posłuży do spłaty części zadłużenia - wyjaśnia prezes Napierała.
Mieszkańcy zajmujący wspomniane lokale w Żninie-Górze, a jest tam łącznie 5 bloków, mogą więc odetchnąć z ulgą, gdyż pozostawanie kotłowni w rękach spółdzielni w Cerekwicy groziłoby zajęciem jej przez syndyka. W takiej sytuacji istniałaby groźba sprzedaży kotłowni przez syndyka komukolwiek, a wobec decyzji spółdzielców z Cerekwicy stanie się ona własnością członków spółdzielni w Łysininie. O ciepło nie muszą się więc martwić.
WSPÓLNE PRZEGRYWA ZE SWOIM
W dużo gorszej sytuacji znajdują się mieszkańcy bloków w Cerekwicy, którzy na własną rękę muszą obecnie załatwiać formalności związane z założeniem pieców we własnych blokach, aby zdążyć przed nowym sezonem grzewczym. - Mimo że płaciłam solidnie, zostałam postawiona przez prezesa przed faktem dokonanym. Musimy załatwiać pozwolenia budowlane, rysunki, kominiarza. Szukam pieniędzy na piec. Wszystko będzie mnie kosztowało jakieś 10 tysięcy złotych - żali się jedna z mieszkanek, dodając, że nie chce już słuchać historyjek wygłaszanych przez prezesa.
PRZYSZŁOŚĆ
Jaka przyszłość zatem czeka mieszkańców? Utworzone wspólnoty mieszkaniowe mają zarządcę w osobie Krzysztofa Jóźwiaka, który jest też zarządcą niektórych budynków w Żninie. - Firma „Vapo” prawdopodobnie będzie chciała dogadać się z zarządcą w sprawie dostarczania ciepła. W przeciwnym razie ich kotłownia nie będzie miała komu dostarczać ciepła. W piwnicach bloków będą instalowane piece na eko-groszek, więc ludzie ogrzewanie i ciepłą wodę będą mieć. Mieszkańcy dwóch pozostałych bloków, w których nie powstały wspólnoty, też muszą teraz wszystko organizować sami - wyjaśnia prezes.
- Nie zamierzamy odbierać ciepła od firmy „Vapo”. Jesteśmy właśnie na etapie projektowania i zamierzamy zainstalować jedną kotłownię dla każdego budynku, gdzie zawiązała się wspólnota. Dzięki temu nie będzie strat na przesyłach. Do końca września kotłownie powinny być zainstalowane w każdym budynku - zapewnił Krzysztof Jóźwiak.
- Umowa, którą jesteśmy związani ze spółdzielnią, z końcem sierpnia ulegnie rozwiązaniu. Podjęliśmy wszelkie wysiłki, aby kontynuować produkcję i sprzedaż ciepła, byliśmy na zebraniu spółdzielni, ale nie znaleźliśmy wspólnego rozwiązania. Głównym problemem były gigantyczne długi spółdzielni. Umowa na koniec sierpnia przestaje funkcjonować i nas obowiązywać - wyjaśnia Jarosław Wróblewski, dyrektor w firmie Vapo odpowiedzialny za kotłownię w Cerekwicy. Dodał jednocześnie, że decyzja w sprawie, co dalej z kotłownią, która może być rozebrana i wywieziona, jeszcze nie zapadła.
Pożegnanie
Na koniec spotkania prezes podziękował mieszkańcom za wieloletnią współpracę. Dawni członkowie spółdzielni, a obecnie twórcy nowych wspólnot mieszkaniowych, będą mieli większy wpływ na los swych mieszkań, ale i większą odpowiedzialność.
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1067 (30/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze