Włodzimierz Sudowski (na zdjęciu z synem Wojtkiem) zdaje sobie sprawę, że ośrodek w Pturku wymaga wielkich nakładów i ogromu pracy, ale uznał, że miejsce jest na tyle niezwykłe, że warto w nie zainwestować
fot. Magdalena Kruszka
Pturek, dewastacja, remont, ośrodek, wypoczynek
Wymarzone miejsce i dewastacje, którym trzeba zaradzić
Trwają intensywne prace związane z remontem obiektów ośrodka wypoczynkowego w Pturku. Odkąd teren nad jeziorem wykupił przedsiębiorca ze Złotnik Kujawskich, widać, że miejsce nabiera nowego blasku.
Włodzimierz Sudowski mieszka w Złotnikach Kujawskich i jest właścicielem firmy transportowej. Turystyką zamierza się zająć, ponieważ spodobało mu się miejsce w Pturku. Ośrodek nad samym jeziorem, pozostałości po restauracji, barze, domki letniskowe ukryte w lesie. Całość wygląda pięknie, ale na razie tylko w wyobraźni, bo przedsiębiorca wykupił ośrodek znajdujący się w opłakanym stanie. Teraz dba o to, aby przywrócić mu dawną świetność.
Przypomnijmy: w latach 80. ośrodek należał do zakładów remontowych Wierzbica, które miały też swoją filię w Wapiennie. W trakcie przemian ustrojowych zakład upadł, a należący do niego ośrodek wypoczynkowy w Pturku przejęła w latach 90. gmina Barcin. W 2002 roku ośrodek wypoczynkowy w Pturku wykupił od gminy Barcin pewien Holender. Było to niecałe 5 hektarów nad Jeziorem Wolickim. Nowemu właścicielowi jednak nie udało się przyciągnąć w to miejsce turystów. Ponadto poważnie się zadłużył i trafił przed sąd, który w końcu nakazał egzekucje komorniczą. W 2008 komornik zlicytował ośrodek za 1 mln zł przedsiębiorcy z Torunia, a ten w kwietniu 2012 roku sprzedał go Włodzimierzowi Sudowskiemu ze Złotnik Kujawskich.
- Zdecydowałem się kupić ten ośrodek, bo bardzo spodobało mi się to miejsce - podkreśla Włodzimierz Sudowski. - Najpierw z dziesięć razy przyjeżdżałem tu, oglądałem, przekonywałem żonę. Decyzja nie była łatwa, bo to miejsce przez osiem lat nie było użytkowane, ani w żaden sposób zabezpieczone. Każdy, kto chciał, wchodził tu i robił, co chciał. Wszystko, co możliwe, zostało rozkradzione i istnieje potrzeba bardzo dużych nakładów finansowych, żeby przywrócić ośrodkowi stan, w którym można go będzie użytkować.
Rzeczywiście, patrząc na większą część ośrodka trudno sobie wyobrazić, żeby można tu było spędzać wakacje. Właściciel pokazuje zdewastowany bar na plaży, rozgrabione sanitariaty, z których zniknęły nawet metalowe futryny, czy dawną restaurację, która przypomina barak. Teraz teren jest ogrodzony i zabezpieczony. Miejsce ma potencjał, z dala od drogi, ukryte pośród drzew, tuż przy jeziorze, ale wymaga ogromnej pracy i finansów, żeby mogło spełniać swą dawną funkcję. Włodzimierz Sudowski zaczął od remontu domków letniskowych. Te najbardziej zdewastowane zostały rozebrane. Pozostało ich około dwadzieścia i są dwa rodzaje: z jedną sypialnią i z dwiema sypialniami. Każdy z nich wymaga gruntownego remontu. Płyty regipsowe zostają zastąpione drewnem, w środku pojawiają się łazienki. Nie ma jeszcze wyposażenia, ale właściciel zapowiada, że będą to domki mające w miarę dobry standard.
- Jakieś warunki trzeba stworzyć, żeby ludzi przyciągnąć - mówi Włodzimierz Sudowski. W planach ma udostępnienie domków letniskowych już w przyszłym sezonie. Będzie w nich ciepła woda, możliwość ogrzewania, więc korzystać z nich będzie można nawet jesienią. W planach jest także udostępnienie już w przyszłym roku pola namiotowego, z którego rozciąga się malowniczy widok na jezioro. Aby to jednak zrobić, trzeba wyremontować sanitariaty.
- One zostały totalnie zdewastowane. To, co się tu działo, nie mieści się w głowie - mówi Włodzimierz Sudowski. W przyszłość patrzy jednak z optymizmem. Udało mu się już wyremontować pomost, część domków letniskowych, zagospodarować część terenu. Gdzieniegdzie zostały wytyczone alejki, utworzony chodnik, posiana trawa. To kropla w morzu, ale widać, że prace posuwają się do przodu. Zresztą pierwsi goście już ośrodek w Pturku odwiedzili w lipcu, kiedy na jeziorze odbywały się regaty organizowane przez Klub Żeglarski Neptun, który z nowym właścicielem nawiązał współpracę.
W przyszłym sezonie dostępne będą domki i pole namiotowe, a w nieco dalszej przyszłości właściciel planuje odbudować bar nad jeziorem, utworzyć tam salę konferencyjną, a straszący w głębi lasu barak przerobić na restaurację i salę weselną.
- Jest to miejsce idealne na tego typu imprezy - podkreśla Włodzimierz Sudowski. - Nie będzie to co prawda odbudowane w takim stanie i w takiej formie, jak było wcześniej. Myślę o przebudowie lub o pobudowaniu czegoś nowego, co będzie adekwatne do dzisiejszych standardów i oczekiwań. Gotowej koncepcji jeszcze nie mam. Wiadomo, że nie nastąpi to w przyszłym roku, ale będziemy nad tym pracować.
Właściciel najbardziej obawia się złodziei i wandali, którzy przyzwyczaili się przez lata, że w ośrodku nikogo nie ma. Podkreśla, że jeszcze teraz zdarza mu się przeganiać tych, którzy chcieliby coś zagrabić. Przyznaje jednak, że dzieje się to coraz rzadziej, także przez to, że w ośrodku pracuje ekipa remontowa, a i on sam często zagląda w to miejsce. Teren jest już ogrodzony i zabezpieczony, a wkrótce będzie także monitorowany. Przedsiębiorca jest świadomy, że przed nim jeszcze wiele pracy i wiele inwestycji.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1121 (32/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze