Reklama

Z dala od rodziców

Ilona Budzińska nie wyobraża sobie pobytu swoich dzieci w domu dziecka czy placówce opiekuńczo-wychowawczej. Chciałaby, żeby zostały z nią w domu.

       fot. Magdalena Kruszka

Łabiszyn, rodzice, Budzińscy, dzieci, sąd
     Z dala od rodziców
     Ilona i Mariusz Budzińscy z Łabiszyna każdego dnia mogą się spodziewać, że dzieci zostaną im zabrane. Wyobrażają sobie już, jak to będzie. - Najgorzej będzie z tym małym - mówi ojciec. Minął czas odwoływania się od wyroku sądu rodzinnego i w tej chwili poszukiwane jest miejsce dla czworga rodzeństwa w jakimś rodzinnym domu dziecka na terenie kraju.

     Przypomnijmy: państwo Ilona i Mariusz Budzińscy mają czworo dzieci, najstarsze z nich ma osiem lat, najmłodsze zaledwie dwa i pół roku. Zadzwonili do gazety, kiedy otrzymali wyrok sądu w Szubinie nakazujący odebranie im dzieci. Pisaliśmy o tym pod koniec października. Głównym zarzutem wobec rodziców było zaniedbywanie dzieci.
     Przedstawiciele Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, ale także kurator społeczna podkreślali, że dzieci chodzą same po ulicach, nie mają należytej opieki, narażone są na kontakt z alkoholikami, którzy na rynku w Łabiszynie przebywają. Lista zarzutów była długa.
     Sytuacji rodziny nie poprawiał także fakt, że oboje rodzice oficjalnie są bezrobotni. Są zarejestrowani w Powiatowym Urzędzie Pracy, ale ofert dla nich nie ma. Mariusz Budziński dorabia sezonowo, ale przyznaje, że zaświadczenia o tym, że dorabia, nie dostanie. Rodzina otrzymuje pomoc finansową z M-GOPS w Łabiszynie od lat. Od dwóch lat pieczę nad nią sprawuje także kurator sądowy.
     23 października zapadł wyrok w sprawie dzieci. Mariusz Budziński już wtedy zapowiadał, że o dzieci będzie walczył, że będzie się odwoływał od wyroku i zrobi wszystko, żeby maluchy pozostały przy nim i jego żonie.
     Był także przekonany, że decyzję sądu otrzyma pocztą. Żadne dokumenty jednak z sądu nie przyszły, natomiast mieszkanie państwa Budzińskich odwiedziły przedstawicielki Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie ze Żnina.
      - Powiedziały, że szykują już dla dzieci pokoje pod Janowcem - mówi Ilona Budzińska.
     - Mówiły, że mają wyrok z sądu, a ja dziwiłem się, czemu ja go nie dostałem - dodaje Mariusz Budziński. - Powiedziałem do nich, jak mogą nam zabrać dzieci, jak ja jeszcze się nie odwołałem od wyroku. Powiedziały, że to już jest nie do zrobienia.
     Mariusz Budziński dodaje, że został poinstruowany, iż dzień przed zabraniem dzieci małżonkowie zostaną poinformowani o tym telefonicznie i wtedy będą musieli przygotować rzeczy i książeczki dla dzieci. Dowiedział się też, że gdyby chciał zabrać dzieci na wakacje czy na święta, musiałby skierować pismo do sądu. Odwiedzać dzieci można każdego dnia, wystarczy się umówić na odwiedziny. Powiedziano mu też, że ma poszukać większego mieszkania, żeby stworzyć dzieciom odpowiedni komfort. Powinien znaleźć także stałą pracę. Wówczas będzie mógł starać się o odzyskanie dzieci. Stałej pracy jednak dla niego nie ma, choć ma papiery murarza i nieukończony zawód rzeźnika.
     Dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Żninie Maria Zwolenkiewicz przyznaje, że PCPR w minionym tygodniu otrzymało do realizacji wyrok z sądu w sprawie państwa Budzińskich, przy czym dodać należy, że nie jest to postanowienie w trybie natychmiastowego zabezpieczenia. Podkreśla, że błędem ze strony rodziców z Łabiszyna było czekanie na wyrok z sądu, gdyż byli przy ogłaszaniu wyroku i zostali na miejscu poinstruowani o toku postępowania w tej sprawie. Gdyby na rozprawie nie byli, wyrok dostaliby do domu.
     - Ci państwo nie podjęli żadnych działań w tej sprawie, w związku z tym wyrok się uprawomocnił i minęły wszystkie terminy - mówi Maria Zwolenkiewicz. - Pierwszym krokiem, jaki powinni podjąć po rozprawie, było poproszenie o odpis z wyroku. Jeśli byli przekonani, że zostanie im wysłany z urzędu, to nie zmienia ich sytuacji. Nie odwołali się w wymaganym terminie. My dostaliśmy ten wyrok już uprawomocniony do realizacji i jesteśmy jego wykonawcami.
     Sąd Rejonowy w Szubinie orzekł, że dzieci państwa Budzińskich mają trafić do rodzinnego domu dziecka. Takiej placówki na terenie powiatu żnińskiego nie ma, więc PCPR szuka miejsca dla czworga rodzeństwa w rodzinnych domach dziecka w całej Polsce. Jednocześnie wysłany został do sądu wniosek o zmianę postanowienia i skierowanie dzieci do placówki opiekuńczo-wychowawczej typu socjalizacyjnego.
     - Decyzji sądu w tej sprawie spodziewam się każdego dnia - informuje Maria Zwolenkiewicz. - Miejsce w Kołdrąbiu mamy już przygotowane. Jeśli w międzyczasie znajdziemy miejsce w jakimś rodzinnym domu dziecka na terenie Polski, to niestety dzieci będą tam skierowane. Mamy jednak nadzieję, że w tej sytuacji sąd pozytywnie rozpatrzy nasz wniosek o zmianę kwalifikacji placówki, co z kolei będzie ułatwieniem dla rodziców i dzieci w kontaktach i w podtrzymywaniu więzi.
     Dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Żninie podpowiada, że skoro rodzice przegapili czas składania odwołania od wyroku w sądzie, to teraz mogą w każdym momencie odwiedzać dzieci, wystarczy odwiedziny poprzedzić telefonem. Jeśli chcieliby zabrać dzieci do siebie na święta lub na wakacje, muszą uzyskać zgodę sądu. Żeby odzyskać dzieci na stałe, muszą stworzyć im należyte warunki, a ze swego postępowania wyrzucić wszystkie nieprawidłowości, które stały się podstawą do wydania takiego, a nie innego wyroku. Wówczas mogą złożyć wniosek do sądu o przywrócenie pełnej władzy rodzicielskiej i tylko w ten sposób mają szansę na odzyskanie dzieci.
     Ilona i Mariusz Budzińscy każdego dnia mogą się spodziewać, że dzieci zostaną im zabrane. Wyobrażają sobie już, jak to będzie. - Najgorzej będzie z tym małym - mówi ojciec. - I z Julką - dodaje matka. - Najmniejszy też jest do mnie taki przyzwyczajony, na kolanach u mnie zasypia, przy nas śpi. Nie wiem, jak oni będą go usypiać.
    Rodzice podkreślają, że wiele się u nich zmieniło. Dzieci nie wychodzą same na miasto. Najstarszy zaraz po szkole wraca do domu. Ilona Budzińska zapytana o to, czy spodziewa się kolejnego dziecka, uśmiecha się tajemniczo. Mariusz Budziński pyta, co to ludzi obchodzi. Deklaruje, że chce wyjść z trudnej sytuacji. Ma na oku większe mieszkanie w dobrej cenie, także w Łabiszynie. Będzie się starał o wynajęcie go. Nie chce, żeby jego dzieci pozostawały pod obcą opieką.
     - Tyle się słyszy o tym, co się dzieje w domach dziecka - niepokoi się Mariusz Budziński. - Ile razy jest w telewizji, że opiekunowie biją. Człowiek się boi. Nikt nie wie, jak będzie. A ja nie wiem, czy dzieciom nie zabroni się mówić, że dostały wciry od kogoś.
     Zarówno Maria Zwolenkiewicz, jak i kierownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łabiszynie Beata Januszkiewicz, podkreślają, że teraz wszystko leży w rękach rodziców i to od nich będzie zależeć, jak potoczą się losy ich dzieci.
     Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Łabiszynie nie zatrudnia w tej chwili asystenta rodziny, który mógłby pomóc państwu Budzińskim. Jest to zadanie fakultatywne gminy i jeśli gmina ma środki, to może taką osobę zatrudnić. Nie jest to jednak obowiązkowe. Obowiązkiem stanie się natomiast w 2015 roku.

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1138 (49/2013)

Reklama

 

 

Więcej informacji na ten temat:

Dzieci niedopilnowane zostaną zabrane

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości